Londyn – moje spostrzeżenia i wrażenia

Londyn. Jedno z największych, najbardziej zaludnionych i najbardziej zanieczyszczonych miast Europy. Przez ostatnie kilka lat ciągle myślałam o tym, że muszę wreszcie je odwiedzić i na własnej skórze przekonać się dokąd wyemigrowało tak wielu Polaków ;). Mam tu na myśli nie tylko sam Londyn, ale i ogólnie Wielką Brytanię, w której jeszcze nigdy nie byłam. Jestem fanką południowych kierunków, ale są takie miejsca w Europie, które po prostu wypada poznać i Londyn na pewno można do nich zaliczyć. Pojechałam tam w sumie bez żadnych oczekiwań, nie spodziewałam się zachwytu, nie nastawiałam się ani pozytywnie, ani negatywnie. Może tylko troszeczkę obawiałam się poruszania się po tak dużej aglomeracji, dlatego kwestię ogarnięcia biletów itp. wzięła na siebie moja przyjaciółka, a sama zajęłam się wyszukiwaniem atrakcji. 

Tych atrakcji w Londynie jest naprawdę mnóstwo i nie ma opcji, aby w ciągu kilku dni zaliczyć choć 1/4 z nich. W tym mieście nie da się nudzić. Chętnie opowiem Wam o miejscach, które sama zobaczyłam, ale tak się rozpisałam o swoich wrażeniach, że jednak nie chcę łączyć obu tych rzeczy w jednym poście. W jeszcze osobnym wpisie skupię się na informacjach praktycznych, czyli jaki kupić bilet na komunikację miejską, jak zwiedzać Londyn za pół ceny, co można zobaczyć za darmo itp. Możecie dać znać, który wpis chcecie zobaczyć najpierw (zwiedzanie czy wskazówki). 

Pamiętajcie, że swoje wrażenia z wizyty w Londynie opisuję wyłącznie z perspektywy turystki, która w dodatku po raz pierwszy była na wyspach. Mogę mieć zupełnie inne odczucia niż osoby, które tam mieszkają. Swoją drogą ciekawa jestem, jak takie osoby odbiorą moją opinię. Odezwijcie się w komentarzach, czy się z nią zgadzacie, czy Waszym zdaniem w jakichś kwestiach odniosłam mylne wrażenie. 

Pogoda w marcu w Londynie

Zacznę od tego, że – choć zupełnie się tego nie spodziewałam – Londyn naprawdę mnie zachwycił. Może dlatego, że trafiłyśmy na piękną pogodę i wspaniały czas. To miasto w marcu dosłownie rozkwita! Kwitną drzewa owocowe i magnolie, ale duże wrażenie robią też kompozycje kwiatowe i… wszechobecne palmy :). 

U nas tak pięknie będzie w kwietniu, ale dla stęsknionego za wiosną człowieka takie widoki dają +10 do atrakcyjności miasta i bardzo zwiększają radość z wyjazdu. Podczas 5 dni naszego pobytu w Londynie ani razu nie zmokłyśmy… Deszcz padał tylko raz, w nocy. Poza tym było ciepło (ok. 11-16 stopni) i wietrznie i ten wiatr niestety zupełnie zmieniał odczuwanie temperatury. Drugiego dnia pobytu musiałam kupić sobie czapkę, bo nie znoszę przeciągu w moim mózgu.

Multikulturowość Londynu

Ale wiosna to jedno, a ogólna atmosfera miasta to drugie. Londyn jest miastem multikulturowym, co dla jednych może stanowić plus, a dla innych minus. Ja z perspektywy turysty uznaję to za plus, bo inne kultury są dla mnie na swój sposób fascynujące i lubię je podpatrywać. Ta wielokulturowość sprawia, że na każdym kroku możemy na przykład smakować kuchni różnych krajów i będzie ona prawdopodobnie równie dobra, jak u źródła. Nawet gdzieś na obrzeżach Londynu znajdziecie kilka polskich albo np. rumuńskich sklepów, czy też świetne indyjskie restauracje, w których 90% gości będą stanowić Hindusi.

Miałam szczęście być w Londynie dosłownie chwilę przed ostatnim zamachem terrorystycznym… Domyślam się, że teraz trudno beztrosko spacerować po ulicach tego miasta i nie myśleć o tym, co stało się kilka dni temu… 

Architektura

Trzecia kwestia to architektura. Któż nie zna tych typowo brytyjskich, wąskich, piętrowych domków z ogródkami, kto nie kojarzy tych kamienic z pięknymi drzwiami… Zobaczyć to wszystko na żywo i przespacerować się tymi klimatycznymi uliczkami… No dla mnie to coś wspaniałego, ale ja może przesadnie cieszę się z małych rzeczy. To też miła odmiana dla architektury, którą kojarzę z krajów południowej Europy… Pewnie domyślacie się o co mi chodzi. Kiedy ktoś Was teleportuje na jakąś małą uliczkę we Włoszech lub w Hiszpanii, prawdopodobnie po znalezieniu się tam od razu zorientujecie się, gdzie jesteście (chociażby po okiennicach ;)). To samo można powiedzieć o Anglii, z tym że tutaj te cechy charakterystyczne są nieco inne. 

Ruch lewostronny

Czwarta rzecz to ruch lewostronny – dla nas to była atrakcja! Niezmiennie bawiło nas to uczucie zagubienia, kiedy zastanawiałyśmy się na którym przystanku musimy stanąć, aby pojechać w którąś stronę. Nie sądzę, abym kiedykolwiek odważyła się tam wyjechać na ulice siedząc na siedzeniu kierowcy. Zwykłe przechodzenie przez ulicę wiązało się z jakimś dreszczykiem emocji, bo to wprost niewiarygodne, jak głowa jest nauczona najpierw patrzeć w lewą stronę!

Parki w Londynie

Mieszkańcy Londynu nie mogą narzekać na brak miejsc do wypoczynku na łonie natury. Do ich dyspozycji jest sporo parków, położonych nawet w centrum miasta. Również na obrzeżach jest co robić i w niektórych takich miejscach w bonusie do przyrody dostaje się piękny widok na Londyn. Osobiście jednak uważam, że pod tym względem Warszawa nie jest gorsza. Również mamy do dyspozycji dużo terenów zielonych i zadbanych parków miejskich, a dodatkowo jest gdzie wybiegać psa, nawet na zdecydowanej większości osiedli. Piszę “zdecydowanej większości”, bo niestety zauważam w Warszawie tendencję do budowania nowych, bardzo ciasnych osiedli, na których mieszkańcy sąsiadujących ze sobą bloków mogą podglądać co ci z naprzeciwka jedzą na kolację :(. W takich miejscach brakuje przestrzeni na tereny zielone. No ale miało być o Londynie ;). Więc wracając do angielskich parków – rozczuliły mnie specjalne pasy do jazdy konnej w Hyde Parku. Bo to są pasy do jazdy konnej, prawda? Widziałam na nich ludzi jeżdżących konno, więc zaufałam temu widokowi ;). 

Brytyjskie ciekawostki

Osobne krany z ciepłą i z zimną wodą, rury kanalizacyjne na zewnątrz budynków, inne wtyczki do gniazdek, olbrzymia ilość różnego rodzaju komunikatów zakazujących i ostrzegawczych (przypominających, żeby nie kłaść nóg na siedzeniach, nie wchodzić w konflikty z obsługą, nie wpaść w dziurę itp.)… To są takie małe smaczki, które pozwalają lepiej poznać dany kraj i czerpać jeszcze więcej przyjemności z podróży. 

Co jeszcze nas zaskoczyło?

  • Pianina na dworcu kolejowym King’s Cross, na których przypadkowi pasażerowie mogą sobie pograć… Wspaniała inicjatywa!
  • Miejskie kosze na śmieci z opcją segregacji (oczywiście nie wszystkie, ale całkiem sporo).
  • Duża częstotliwość jazdy autobusów miejskich, szczególnie w centrum jeżdżą dosłownie jeden za drugim.
  • Ola mówi, że u nas rzadko przewijaki dla dzieci są w pomieszczeniach ogólnodostępnych, najczęściej są w toaletach dla kobiet. W Anglii częściej były np. w toalecie dla niepełnosprawnych, dzięki czemu skorzystać z nich mogą też mężczyźni. Trudno mi się do tego odnieść, ale jeśli faktycznie tak jest, to 1:0 dla Londynu 😉
  • Lis w ogródku. W Polsce nigdy nie spotkałam lisa na wolności, a tam… Wylegiwał się na słońcu w “naszym” ogródku. Podobno to dość powszechne i spotykanie tych zwierząt nie jest zbyt pożądane, ale… Znacie mnie. Jaram się tym jak piżmakiem z Pragi (albo nutrią, do dziś nie wiem co to było :)). 

Z negatywnych rzeczy – zauważyłyśmy, że na stacjach metra w ogóle nie ma toalet. W Warszawie są na każdej stacji i są bezpłatne, dlatego to nas zaskoczyło. Czy może są, ale trzeba się ich naszukać? Zdaje się też, że nie wszystkie stacje londyńskiego metra są przystosowane dla osób niepełnosprawnych. 

Nowoczesna stolica europejska

A tak przechodząc do podsumowania… Londyn to po prostu nowoczesne miasto, niesamowicie nasycone różnego rodzaju bodźcami. Momentami wręcz przebodźcowane… Reklamy, szyldy, ruch uliczny, tłum ludzi, “mind the gap”, aaaaaaaaaaa! Po kilku godzinach spędzonych w centrum miasta miałyśmy już trochę dość i z przyjemnością wracałyśmy na naszą spokojniejszą dzielnicę, gdzie zasypiałyśmy niemalże od razu po przyłożeniu głowy do poduszki.

I co tu dużo mówić – czuję niedosyt. Muszę tam wrócić.  

Dwa dni z mojego wypadu do Londynu możecie zobaczyć już na vlogach:

Pracuję nad montażem reszty, ale trochę brakuje mi motywacji po tym, jak zostały przyjęte te powyższe. Korzystam więc z okazji i proszę Was o konstruktywną krytykę, lub jakikolwiek feedback – czego szukacie we vlogach z podróży? Więcej informacji praktycznych, ciekawostek o kraju, jedzenia, przebitek z widoczkami, emocji nagrywanych na bieżąco? Co najchętniej oglądacie i co Was najbardziej interesuje i angażuje? Nie ukrywam, że praca nad jednym takim vlogiem zajmuje (licząc czas nagrywania, szukania muzyki i montażu) nawet kilkanaście godzin i totalny brak odzewu po prostu demotywuje, to zwyczajna ludzka reakcja. Feedback pomógłby mi się rozwijać 🙂

Ciekawa jestem też Waszych wrażeń odnośnie Londynu. Czy ktoś, tak jak my, jara się ruchem lewostronnym? To takie egzotyczne 😉 

 

Kategorie: Miejsca, Podróże, Video

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.