Do kiedy kobieta może nosić bikini?

Do urodzenia dziecka, do określonego wieku, do zrobienia doktoratu, czy może do momentu, kiedy po prostu czuje się w nim dobrze? Zauważyłam, że ostatnio w internecie duże emocje budzą brzuchy*. I wyjątkowo nie chodzi o to, czym są karmione – czy ktoś rezygnuje z glutenu, czy może zamienił weganizm na paleo. To oczywiście też generuje wielkie emocje, ale tym razem chodzi o brzuchy jako część ciała, ot, kawałek mięśni i narządów wewnętrznych przykrytych skórą, pomiędzy dwiema najintymniejszymi częściami ciała u kobiety.

 

Brzuch jednak, o ile mi wiadomo, w naszej kulturze do tych intymnych stref się nie zalicza i spokojnie można go odsłaniać na plaży, basenie, na siłowni, czy nawet na ulicy. No chyba, że na Instagramie, to wtedy nie. I jeśli jeszcze na dodatek jest to brzuch Małgorzaty Rozenek-Majdan, to wtedy już jest „dramat, masakra, katastrofa” i oczywiście „żenada”. 

Sama kiedyś myślałam, że nie do końca wypada mi pokazać się w internecie w kostiumie kąpielowym. Wynikało to z tego, że nie chciałam, aby widzieli to moi klienci czy szefowie. Dlatego wystrzegałam się tego, kiedy pracowałam na etacie, bo wtedy czułam się odpowiedzialna nie tylko za wizerunek swój, ale i mojego pracodawcy. Swoją drogą to też było idiotyczne, bo nie chciałam, aby szef oglądał mnie w kostiumie, a potem firma zorganizowała wyjazd integracyjny pod żagle i tam każdy paradował w stroju plażowym. A fotki z wyjazdu lądowały potem na firmowym Facebooku, który obserwowali też nasi klienci. Zresztą co ja tu mówię o kontrowersjach związanych z bikini, jak po poście z wyzwaniem przysiadowym, gdzie pokazałam swoje UDA :O dwie koleżanki zasugerowały mi, że świecę dupą na blogu. Wtedy zapaliła mi się w głowie jakaś lampeczka z napisem „SERIO?”. Wtedy też zaczęłam się mocniej zastanawiać nad tym, gdzie jest ta granica i paradoksalnie… Przesunęłam ją w inną stronę, niż oczekiwałyby tego wspomniane koleżanki. My kobiety mamy tendencję do narzucania sobie nawzajem jakichś chorych ograniczeń. Oceniamy innych przez pryzmat własnych przekonań, co często jest krzywdzące, sama nie wiem, czy bardziej dla tych ocenianych, czy dla nas samych. 

Dziś uważam, że jeśli pokazuję się w bikini na plaży, to mogę to zrobić też na blogu czy Instagramie, w obu tych miejscach mogą mnie zobaczyć dokładnie te same osoby. Jeśli ktoś nie czuje się komfortowo w takim stroju, to prawdopodobnie nie będzie miał ochoty pokazywać się tak w internetach, ale to powinna być kwestia wyłącznie stosunku do swojego ciała, a nie „wypada – nie wypada”. Wydaje mi się nawet (choć mogę się mylić), że najgłośniej krzyczą te osoby, które bardzo źle się czują w bikini i same niechętnie zakładają je nawet na plażę. Ja ani przez chwilę nie czułabym się zgorszona widząc w bikini moją klientkę, nauczycielkę, czy kogokolwiek z mojego otoczenia. To przecież zupełnie normalna, ludzka sytuacja, że w upalny dzień na plaży, w ogródku czy na basenie, zakładamy kostium kąpielowy. Czy jeśli chcemy sobie zrobić fotkę z wakacji na Instagram, bloga czy Facebooka, powinnyśmy najpierw się ubrać? Pamiętam w jakim byłam szoku, kiedy na blogu Ani pod jakimś postem przeczytałam komentarz, że ona ze swoim wykształceniem nie powinna pokazywać się w internecie w kostiumie. U pani Małgosi zresztą pojawia się podobny argument – prowadzącej „Projekt Lady” nie wypada! Nie mówiąc już o tym, że nie wypada jej robić czegoś „w pewnym wieku”, albo „jako matce dwójki dzieci”. Mój ulubiony argument z komentarzy – „jak synowie się czują widząc matkę na Instagramie w takim stroju?”. Śmiem podejrzewać, że synowie czują się tak samo jak wtedy, kiedy widzą swoją matkę w kostiumie na plaży, czy na basenie. Szczególnie młodsze pokolenie żyje już w nieco innej rzeczywistości i dla nich ta granica pomiędzy światem wirtualnym i realnym jest jeszcze bardziej zatarta. W komentarzach pojawiała się też „troska” o byłego męża i tu naprawdę współczuję osobom, które w życiu tak głęboko doszukują się powodów do ograniczeń… 

Ale zacznijmy od tego, czy matka dwójki dzieci przestaje być kobietą? Czy kobieta „w pewnym wieku” nie ma już prawa do pokazywania swojej atrakcyjności? I w końcu – czy kobieta, która wkłada dużo pracy w troskę o swój wygląd nie ma prawa pochwalić się efektami? Ja uważam, że pani Małgorzata robi kawał dobrej roboty tymi zdjęciami. Na każdym kroku udowadnia, że nawet w okolicy 40-tki można wyglądać super atrakcyjnie i dobrze czuć się we własnej skórze. Że można będąc matką jednocześnie być piękną i zadbaną kobietą. I nawet jeśli robi to z narcystycznych pobudek, uważam, że nikomu tym nie szkodzi, a wręcz przeciwnie. Bo obok obozu zgorszonego jest też obóz kobiet, które czerpią z tych zdjęć motywację do działania. To jak coś odbieramy jest kwestią wyłącznie naszych przekonań i ograniczeń, które sami sobie narzucamy. Podejrzewam, że kiedy Małgorzata Rozenek-Majdan trenuje, te obrzucające ją błotem kobiety siedzą w internecie i sączą swój jad w komentarzach. Nasz czas jest inwestycją. Jedni inwestują go w samorozwój albo w pracę nad swoim ciałem… A inni w krytykowanie tych, którzy robią coś dla siebie… Kto lepiej na tym wyjdzie? Pytanie retoryczne. 

Nie odniosę się do komentarzy, które za wszelką cenę próbowały wbić pani Małgosi szpilę, że widać po niej wiek, bo skóra już nie ta, albo że chyba jest w ciąży, bo ma duży brzuch. To już poniżej wszelkiej krytyki i w tym poście nie o to chodzi. Bardziej chcę zwrócić uwagę na ograniczenia dotyczące naszej metryki, które my sami tworzymy. I tu nie chodzi już tylko o pokazywanie się w kostiumie, ale wszystkie inne, sztucznie utworzone (głównie przez zakompleksionych ludzi) ograniczenia. Ja kiedyś czytałam, że kobieta po 30tce nie powinna zakładać krótkich spodenek. Miałam wtedy jakieś 25 lat i wzięłam to na serio! Teraz ta granica się przesunęła i jak donosi WP, krótkie spodenki i długie włosy można nosić do 35 roku życia. Zostały mi więc jeszcze tylko 3 lata :O! A nie dalej jak wczoraj przeczytałam pod filmem youtuberki ubranej w bardzo krótkie spodenki, że wygląda jak dzidzia piernik i że w tym wieku nie wypada jej się tak ubierać. Dodam, że ta dziewczyna jest bardzo zgrabna i chyba nawet nie ma 30 lat! No cycki opadają i to bynajmniej nie z powodu mojej starości… Ja na pytanie „do kiedy można coś nosić?”, widzę tylko jedną odpowiedź: „Dopóki dobrze się w tym czujesz!”. I współczuję ludziom, którzy w życiu bulwersują się takimi pierdołami, jak długość czyichś spodenek czy fotka w bikini na Instagramie. 

W sumie nie mogę pozbyć się wrażenia, że ten brzuch, dekolt i uda stanowią problem tylko u niektórych osób. Jak Kinga Rusin wrzuciła swoje zdjęcie w kostiumie, nie wylało się na nią tyle hejtu. I żeby była jasność – u mnie też tego typu zdjęcia nie są negatywnie odbierane, poza wspomnianymi wyżej komentarzami od koleżanek, nigdy nikt nie okazał zgorszenia pod moim zdjęciem w bikini. Utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że mam bardzo mądrych i otwartych czytelników. W zdecydowanej większości jesteście pewne siebie, mądrze inwestujecie swój czas i zamiast analizować życie i postępowanie innych, zajmujecie się swoim. I za to Was uwielbiam <3

Ale chętnie poznam Wasze opinie na ten temat… Co sądzicie o ograniczeniach, że kobieta po 30tce albo matka dwójki dzieci (albo była żona swojego ex-męża) nie powinna czegoś nosić, albo pokazywać, że nosi? 😉

*O brzuchu Anny Lewandowskiej wszystko napisała już Joasia Pachla, więc ten temat pominę ;). 

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • „NAWET w okolicach czterdziestki” 😀

  • Jeśli chodzi o wiek to uważam, że można nosić bikini i krótkie spodenki dopóty, dopóki dobrze się w nich czujesz. Nic nikomu do tego. Natomiast co do pokazywania swoich zdjęć w bikini w internecie to mam trochę inne podejście niż Ty. Owszem, na plaży chodzę w kostiumie, na basenie też, ale do sieci takich zdjęć nie wrzucam. Co z tego, że zobaczyć mnie mogą te same osoby – sytuacja jest inna. Tak samo jak nie pójdę do restauracji czy nawet baru przy plaży prosto z plaży ubrana w bikini (choć niektórzy tak chodzą), chociaż też widzieliby mnie ci sami ludzie, co na plaży. Są sytuacje, w których pewien strój jest na miejscu, a są takie, w których ten sam strój nie jest odpowiedni. Ja swój blog i instagram traktuję w pewnym sensie jak „miejsce pracy”, bo pokazuję się tam klientom i współpracownikom i dlatego nie wrzucam zdjęć w kostiumie i nie ma to nic wspólnego z akceptowaniem lub nieakceptowaniem swojego wyglądu ani tym bardziej z wiekiem 🙂

    • U Ciebie sytuacja jest inna z powodu, o którym napisałaś – blog jest Twoją służbową wizytówką. Na firmową stronę do zakładki „zespół” też nie wrzuca się fotek z plaży. Ale czy oburza Cię czyjeś zdjęcie w bikini z plaży na prywatnym instagramie? Bo nie chodzi mi o to, co Ty robisz na swoim podwórku, tylko jak reagujesz na to, co inni robią na swoim.

      • Nie oburza mnie to, każdy ma prawo wrzucać na swój Instagram to, co mu się podoba. Bardziej mnie oburza, jak ktoś wrzuca zdjęcia swoich upapranych marchewką malutkich dzieci (bo to jednak robi bez ich zgody), niż jak wrzuca swoje zdjęcie w bikini 🙂 Ale to zupełnie inna historia 🙂

      • Moim zdaniem zaciera się typowo biznesowy look. Jeśli ktoś jest freelancerem, często szczyci się tym, że daje mu to wolność, by pracować w bikini nad basenem, choć nie wiem, ile faktycznie osób tak robi, bo jestem zdania, że jak odpoczywać, to odpoczywać, a jak pracować, to pracować. Jednak jest grupa cyfrowi nomadzi lansująca pracę w samych bokserkach i bikini z laptopem na kolanach. Mi się to nie gryzie, tak jak ja nie noszę białych koszul, marynarek, nie pracuję w biurze. Jestem zdania, że wysportowane ciało trzeba pokazywać! Niestety mój brzuch taki nie jest :/

    • Magdalena Dudek-Czajka

      Agnieszko Twój blog jest biznesowy więc trudno żebyś reklamowała tam strojekąpielowe 😉
      Natomiast blogerki lifestylowe, związane z aktywnością fizyczną czy propagujące zdrowe odżywianie swoim pięknym ciałem w bikini są najlepszą reklamą dla swojej działalności 🙂

    • Lena

      W pełni się zgadzam.

  • Karolina K

    o boże, tylko 2 lata w krótkich spodenkach i z długimi włosami, trzeba korzystać:) A tak na serio to niektórzy nie mają się czego czepiać to się będa czepiać metryki.. Ale myślę też że internet rządzi się swoimi prawami, ty masz prawo pokazywać się jak chcesz a ktoś inny ma prawo skomentować to jak chce, niekoniecznie z klasą

  • Wszystko idiotyzmy. To znaczy te granice i rzucanie obelgami. Co kogo obchodzi ile ciała, i gdzie to ciało pokazuję? Ta cała fala hejtu prowadzi część osób do zaburzeń odżywiania (wiem coś o tym). I na co? I po co? Nie jestem idealna i się tego nie wstydzę. Jeden spędza cały swój wolny czas na siłowni, żeby mieć idealne ciało, a drugi na czytaniu książek – i obie opcje są tak samo ok! Ale nie jest ok obrażanie kogoś, bo ma fałdkę na brzuchu albo czyta książkę, która wg nas nie jest nic warta.

    Eh, zawsze oburzają mnie takie sztuczne granice wyznaczane przez… no właśnie kogo? i w celu… no właśnie tego też nie rozumiem. Ale cieszę się, że poruszyłaś ten temat, pewnie nie jednej kobiecie otworzysz oczy, że powinna mieć zdanie ludzi w głębokim poważaniu 🙂

  • Podzielam Twoje zdanie. Nie da się ustalić konkretnej granicy wiekowej. Już pomijam całkiem kwestię, że nieraz w wieku 50 lat można wyglądać o niebo lepiej niż zaniedbana 18. Kiedyś podobnie jak Ty zastanawiałam się nad tym i jakoś ślepo akceptowałam zdanie ogółu. Z wiekiem chyba dochodzę do wniosku, że co się nie zrobi i tak ludzie będą gadać, że jest coś nie tak, więc nie trzeba na nich patrzeć i robić swoje. Każdy niech robi co chce pod warunkiem, że to będzie w granicach rozsądku i dobrego smaku. Jeśli ktoś ma ładną figurę i nie ma się czego wstydzić to po co narzucać komuś chodzenie w długich spódnicach, czy spodniach, bo ma już x lat to nie wypada. Ale to chyba takie typowo polskie podejście niestety.

  • Jako doktorantke przyciągnął mnie ten tekst, bo się zaczęłam zastanawiać czy o czymś przypadkiem nie wiem 😀 Skąd u ludzi bierze się takie myślenie. Każdy niech nosi to w czym się czuje dobrze 🙂 czy to krótkie spodenki czy bikini na plaży. A jak ma ochotę wrzucić to na swój prywatny profil to też nikomu nic do tego, to w końcu jego miejsce w sieci 🙂 Ludzie chyba mają za dużo czasu wolnego jak tracą energię na dyskusję o czyichś brzuchach i o tym czy wypada je pokazywać czy nie 😀

  • Katarzyna Cygan

    Chyba jestem stara i zgnuśniała ale jakoś do mnie nie przemawia polityka „czuje się w swoim ciele świetnie i niech wszyscy to widzą”. O ile w przypadku osób publicznych, które żyją ze sprzedaży swojego wizerunku jestem w stanie to zrozumieć to czuje swego rodzaju zniesmaczenie gdy np na fejsbuku koleżanka ze studiów wrzuca zdjęcia w bieliźnie. Ćwiczy i chce się pochwalić więc wrzuca. Ja nie chce oglądać takich rzeczy, narusza to moją prywatność. Uważam że dobrze by było gdyby to co ląduje w necie niosłoby ze sobą jakiś przekaz, inny niż „patrzcie na mnie” lub „jestem super seksowna” … No cóż, mam nadzieje ze nie zostane zlinczowana bo lubię tego bloga 🙂

    • Możesz sobie ukryć aktywności tej koleżanki, bardzo polecam tę opcję 🙂

    • Maya W-l

      Wydaje mi się, że ona co najwyżej narusza własną prywatność. 🙂
      A rada o ukryciu aktywności od Agnieszki zdecydowanie słuszna. Możesz albo przestać ja obserwować, albo wrzucić do „dalszych znajomych”, nie ma co poświęcać na jej działalność uwagi. 🙂

    • Anna R

      Ja tez chyba jestem juz stara, bo tez sie czuje zniesmaczona takimi zdjeciami (mam na mysli 3/4 biustu na wierzchu albo pozowanie w samych majtkach) i zupelnie nie wynika to z kompleksow, po prostu nie widze powodu aby ogladac zdjecia prawie nagich kobiet. Co innego plaza, to mi zupelnie nie przeszkadza niezaleznie od wieku czy wygladu. Daleka jestem tez od krytykowania, po prostu takich osob nie obserwuje. Selekcjonuje to co ma sie ukazac na moim ekranie 😉
      Mysle, ze ta niechec ludzi do (prawie) nagich zdjec moze wynikac z przesytu tego typu obrazami dookola nas, wiadomo, to sie sprzedaje, a wiec jest wszedzie 🙂

      • Katarzyna Cygan

        Dokładnie o to mi chodzi – ja tez nie widzę powodu dla którego miałabym mimowolnie patrzeć na nagość innych ludzi. Jasne, mogę takie osoby eliminować z mojego fejsbuka ale niby dlaczego miałabym? W moim odczuciu to one postępują źle, to one powinny coś zmienić, dlaczego to ja mam się dostosować?

        • Ale to jest ich życie i ciało i one mogą robić z nim co chcą, nawet jeśli innym to nie odpowiada. Dlaczego one miałyby się dostosować do kilku osób, którym coś nie odpowiada? W Twoim odczuciu postępują źle, a odczucia innych mogą być totalnie odwrotne, albo obojętne. Ja poukrywałam na FB posty osób, które spamują dziećmi, bo nie znoszę zdjęć dzieci ubabranych jedzeniem i też uważam, że rodzice nie powinni takich wrzucać. Ale inni się tym zachwycają, więc dlaczego ktoś miałby się dostosowywać do moich odczuć, kim ja jestem, aby im coś dyktować? Moim zdaniem tutaj powinna być zastosowana zasada „Żyj i dać żyć innym”, a jak FB daje opcję ukrywania postów bez wywalania ze znajomych, to warto z niej korzystać – wilk syty i owca cała.

  • Maya W-l

    Krótkie spodenki zaczęłam nosić jakoś około 2-3 lata temu (w listopadzie będę miała 31). Uznałam, że jeśli komuś moje uda (zdecydowanie nieidealne, „marmurkowe” dzięki odziedziczonym pajączkom) przeszkadzają, to może wziąć dwa widelce i wbić je sobie w oczy, albo odwrócić wzrok, jego lub jej wybór 😉
    Tak jak ja najwyżej odwrócę wzrok od Pani w szortach w rozmiarze +XXXL (lub XXXS czyt. „skóra i kości”), bo skoro jest taka duża(mała), to znaczy, że jest ku temu jakiś (często medyczny) powód i nic mi do tego. Moje ewentualne „poczucie estetyki” jest mniej ważne niż prawo do wygodnego i adekwatnego do pogody stroju innych ludzi.
    Póki spodenki są w odpowiednim rozmiarze, nie odsłaniają pośladków i bielizny to dla mnie luz. 🙂

  • Taak, więcej działania a mniej analizowania czyjegoś życia – to nasuwa mi się po przeczytaniu 🙂

  • Caro

    A ja uważam, że takie częste pokazywanie swojego ciała w mediach społecznościowych to trochę przesada 😉 I mówię tu o takim wrzucaniu zdjęć codziennie przez cały rok na zasadzie „patrzcie jaka jestem doskonała”. Nie obserwuję profilu pani Rozenek bo ogólnie nie wzbudza mojej sympatii więc szkoda mojego czasu na oglądanie jej zdjęć. Wolę obserwować kogoś kto według mnie jest fajny (jak Ty Agnieszko czy inne osoby) 🙂
    Wiadomo, wyznaczanie do kiedy wypada a co nie wypada to tylko sztuczne granice i niech każdy ubiera się tak jak mu pasuje. Ale przyznam szczerze, że ultra krótkie spodenki, które LEDWO zasłaniają pośladki w miejscu pracy czy w restauracji budzą we mnie bardzo mieszane uczucia. Nawet nie chodzi o kwestię tego czy widać jakieś fałdki, cellulit i inne tego typu „rzeczy” tylko o to, że w pewnych miejscach naprawdę nie wypada się tak ubrać.

    • Kwestia dobierania stroju do okazji to jeszcze inna bajka i nie chciałam jej mieszać do tego posta 🙂 tu oczywiście się z Tobą zgadzam. Co do częstotliwości – akurat niektórzy zarzucają pani Rozenek, że bardzo często eksponuje ciało, ale nie wiem jaki profil na IG oglądają te osoby, bo na pewno nie ten oficjalny, na którym zdjęcia w kostiumie czy z gołym brzuchem stanowią może 5% wszystkich treści. Nie mówię teraz o Tobie, bo jak zauważyłaś – nie śledzisz jej profilu… Ale czasami mam wrażenie, że ludzie widzą tylko to, co chcą widzieć i tracą zdolność obiektywnej oceny sytuacji.

  • Ależ mi humor poprawiłaś! Dziękuję za to piękne stanowisko nacechowane zrozumieniem, empatią i szacunkiem! Brawo, brawo, brawo! Bikini nosić można 99+ ; )

  • Ania

    Pani Małgorzata jest około 50-tki jak już
    P.S. a brzuch niech pokazuje, ładny ma 😉

    • Jak dla mnie może mieć i 60, ale gwarantuję, że wygląda na max. 35 🙂 widziałam z bliska 😉

  • Aleksandra

    Z zaciekawieniem czytałam Twój tekst, bo dzisiaj z łóżka wyrwał mnie pan od sprawdzania gazu – byłam w szlafroku i gnieździe na głowie i po otwarciu drzwi przeszła mi przez głowę myśl, żeby pana nie wpuścić, bo ja nieprzygotowana:)

    Sama, choć mieszkam 20 km od morza to plażowanie oraz publiczne pokazywanie się w stroju nie jest dla mnie komfortowe. Niby nie wynika to z kwestii „nie wypada”, ale bardziej czy mi nic spod spodu nie wyskoczy, ale szorty na miasto pierwszy raz założyłam 2 lata temu (w wieku 24 lat) mimo, że od liceum moja może nie najszczuplejsza figura się nie zmieniła. Przyznam, że poczułam wtedy ulgę, bo w końcu mogłam wypróbować tyle ładnych stylizacji z Pintresta:) I czemu tak długo się wahałam? Bo mam według medialnych standardów za grube uda, że mimo, że od nastolatki czytam o zbyt idealnych, photoshopowanych modelkach to i tak sama dałam się w to wciągnąć.

    Według mnie wiek jest najmniejszym problemem jeśli chodzi o bardzie skąpe ubiory. Ja nie cierpię wulgarności w stroju i czasem warto nie ubierać przy większej wadze za obcisłych rzeczy i wtedy można śmigać w szortach i bikini do 100:) A to przejmowanie się konwenansami w XXI wieku jest już chyba trochę staromodne, a niestety często to zwykły hejt.

  • Dzięki Ci za ten post, bo już myślałam, że to mi się na starość w głowie przewraca 😀
    Ja przez 20 lat nie nosiłam krótkich spodenek bo wmówiono mi, że z tak bladymi kończynami to wstyd 😛 Na szczęście w końcu zmądrzałam. I teraz im jestem starsza tym na więcej sobie pozwalam, a co! 😀 Świecę bladymi nogami i podkreślam biust bo nie zamierzam przepraszać za to, ze go mam 😉
    Świat byłby naprawdę piękny i przyjemny gdyby tak ludzie zajęli się pracą nad sobą zamiast krytykować innych…

  • Ja mimo wszystko, jako kobieta po 40 stce i mama wszystko nakładam sobie pewne ograniczenia. Nie dlatego, że moja figura po kilku ciążach tak bardzo ucierpiała. Paradoksalnie mam wrażenie, że dzięki zmianie stylu życia jestem sprawniejsza niż w wieku 20 lat. Niemniej wiem że czas nikogo nie oszczędza. A pamiętam z czasów licealnych, czy studenckich jak w głębi ducha podśmiewalismy się z pań z kategorii: z tyłu liceum, z przodu muzeum. Myślę że akurat bikini na plaży, niezależnie od wieku kobiety i jest czymś na swoim miejscu i jak najbardziej naturalnym. Ale już bikini na ulicy, jeżeli na młodej dziewczyny jest ok. Na starszej wiekiem pani może wywołać pewne niezdrowe skojarzenia: po co ona to robi, czy aby czegoś nie szuka. Akceptacja samego siebie przechodzi również przez akceptacje pewnych etapów naszego życia. Wszystko w swoim czasie. Pozdrawiam cieplutko Beata

  • myślę, że zawsze możesz nosić to co chcesz 🙂 o ile czujesz się w tym dobrze i komfortowo 🙂 <3

  • Najlepsze są takie „życzliwe” koleżanki. Napisałabym Ci „nie przejmuj się”, ale sądząc po tekście widzę, że tego nie robisz i bardzo podoba mi się Twoja postawa.
    Ja jakiś czas temu w jednej z książek typu „Francuzki powiedzą ci jak masz się ubrać” przeczytałam, że conversy i inne sportowe buty są niedozwolone powyżej 25 roku życia, bo wygląda się w nich jak, cytuję, „podstarzała nastolatka”. W tym roku skończyłam 26 lat i przez moment naprawdę zastanowiłam się, czy to już na tyle poważny wiek, że nie wypada mi chodzić w butach, które są najzwyczajniej w świecie wygodne?
    Postanowiłam porzucić tego typu „mądrości” i kierować się własną intuicją. Ostatnio ubieram się przede wszystkim wygodnie i rzeczywiście często oznacza to noszenie t-shirtów czy sportowych butów, ale nie czuję, że na siłę się odmładzam. Wręcz przeciwnie – jeśli ktoś da mi mniej lat, niż mam, to jest mi miło i traktuję to jako komplement, że o siebie dbam.
    Uważam, że wmawianie kobietom co im wolno, a czego nie w zależności od wieku jest bardzo krzywdzące. Jeśli ktoś o siebie dba i chce pochwalić się wymodelowanym ciałem, to nawet jak ma 50 lat – czemu nie! A jeśli nawet ma nadwagę i cellulit, to komu oceniać, czy może coś założyć? Skupmy się na sobie, tak, jak zresztą napisałaś 🙂

    • Ja im jestem starsza, tym bardziej kocham sportowe, wygodne buty 😉

  • Magdalena Dudek-Czajka

    No cóż.. 32 lata stuknęły w sobotę a ja dziś w mini na mieście 😛 A długie włosy planuję nosić do końca życia. Dopóki patrzę na siebie w lustrze z przyjemnością to nie widzę powodu żeby się nadmiernie okrywać 🙂 Oczywiście nie ubiorę skąpych spodenek odsłaniających pośladki ale takie nie przystoją kobiecie na ulicy w żadnym wieku.

    • Też nie zamierzam rezygnować z długich włosów 🙂 Jak raz obcięłam, to przez pół roku po nich płakałam, więc nie mam zamiaru dostosowywać się do absurdalnych „norm społecznych”.

  • Kate

    Dobry tekst, kobiety zbyt często same tworzą sobie w glowach ograniczenia. Najwazniejsze to czuc się dobrze z samym soba 😉

  • Magda Kozlowska

    Dla mnie takie ograniczenia to totalny bullshit. A może ktoś po urodzeniu dwójki dzieci wyglada lepiej? Ja np. po urodzeniu jednego wyglądam 100 razy lepiej niż na studiach, mimo że byłam młodsza. Czyli mam się nie pokazywać teraz czy wtedy nie powinnam była? 🙂 tak jak piszesz, większość to ludzie, których główną rozrywką jest hejt. Pozdrawiam (zostało mi 5 lat noszenia bikini, chyba że wcześniej urodzę drugie dziecko ;))

  • Mnie to nie rusza kto w czymm chodzi, czy pokazuje tyłek czy nie. Owszem takie zdjecia czy stylizacje na ulicy zwracają uwagę i czasem są gorszace ale każdy ma swój rozum i upodobania. Co do Pani Małgorzaty to nie wiem jakie ona ma postrzeganie o sobie jednakże ja będąc na jej miejscu nie wstawialabym takich zdjęć ponieważ zwyczajnie uważam ze jest to niesmaczne, nie w moim stylu. Poza tym prowadzi program w którym kreuje sie na kobietę z klasą ale niestety zdjecia z opadajacymi majtkami nie definiują według mnie kobiety z klasą.. jednakże akceptuje jej sposób bycia jak i każdego innego, ale nie wzorowalabym sie na takich osobach. Swoje ciało o które równiez dbam nie wystawiam do publicznej oceny bo nie jest to w moim.stylu świeci tylkiem na insta. Ale czy kobieta po 30 nie może chodZić w stroju kompielowym?? To absurd!! Totalny badziew wyssany z palca wprawiajacy kobiety w kompleksy i narzucajacy im jakiś z góry narzucony kanon piekna! Chory wytwór tego świata.

  • Paulina Buchwald

    Te wszystkie niby granice, kiedy coś wypada lub nie są chore. Media sztucznie nakręcają sytuację, a społeczeństwo jest na to bardzo podatne i niestety, ale dla większości ludzi najprostszym sposobem dowartościowania się jest dowalenie komuś, szkoda tylko, że na żywo nie mają tyle odwagi, co w internecie, a jestem przekonana, iż gdyby taki ukryty hejter/ka miałby się czym pochwalić, zrobiłby to. Jak się komuś lepiej powodzi, to na pewno robił jakieś szemrane interesy, albo ukradł, jak kobieta jest szczupła i zadbana to na 100% maczał w tym palce chirurg plastyczny, masz dobrą pracę – bo masz znajomości…
    Za wszelką cenę są nam przypisywane różne role społeczne i wiążące się z nimi ograniczenia. Nie jestem w stanie tego zrozumieć…. Żyj i daj żyć innym!

  • Agnes

    Niestety interent dal mozliwosc anonimowego komentowania i wyrazania swoich opinii, w relanym swiecie 95% tych osob nie mialaby odwagi czegos takiego powiedziec. Osobom z za monitorow wydaje sie,ze moga wszystko,bo sa anonimowi-stad ich odwaga podsycona tylko i wylacznie zazdroscia.
    Ja mam 38 lat,nosze krotkie spodenki latem i mam dlugie wlosy (az do pasa) i poki czuje sie w tym dobrze to nie zamierzam tego zmieniac tylko dlatego,bo cos wypada czy nie w moim wieku. Ogolnie wiem co wypada w danym momencie i znam umiar. Zatem mysle,ze nikogo niczym nie gorsze swoja osoba ani ubiorem.

  • Agnieszka Schabek

    Spodenki, bikini czy inne takie to jak dla mnie można nosić ile się ma ochotę – może jedynie warunek żeby stosownie do okazji i żeby w mieście jednak te spodenki tyłe zakrywały. Mam za to mieszane uczucia na przykład co do katany – czyli dzinsowej kurtki 😛 albo czapeczek z daszkiem jako elementu stroju dziennego, ale to pewnie dlatego że sama w moim wieku bym się nieszczególnie w tym czuła. I stąd się to właśnie bierze, jak my się nie czujemy w czymś komfortowo albo uwierzyliśmy komuś lub czemuś, że nam nie wolno, to uważamy że nikt nie powinien – a guzik prawda 🙂

  • Czasami wydaje mi się, że to nasze „wypada/nie wypada/co ludzie powiedzą” wywodzi się z wychowania jakie zostało nam, dziewczynkom (szczególnie w Polsce), wszczepione. Bo kiedyś było wstyd coś zrobić, inaczej wyglądać, mieć odwagę, nie wypadało czegoś założyć itp. Na szczęście czasy się zmieniły, ale chyba nie wszyscy to zauważyli.
    Tak samo jak Ty uważam, że powinnyśmy nosić bikini/mini/szorty dopóty, dopóki się w nich dobrze czujemy. A jeśli komuś się to nie podoba? Niech odwróci wzrok i podziwia co innego 😉
    To samo odnosi się do krytyków Małgorzaty Rozenek czy Ani Lewandowskiej. Ja rozumiem, że ludzie mogą czerpać przyjemność z krytykowania w Internecie, ale zamiast tracić czas na bezowocne komentarze, wzięliby się za samych siebie. Krytyczne spojrzenie w lustro czasami dobrze robi.
    Mnie osobiście ciało Gosi Rozenek niesamowicie motywuje. Co za laska! W jej wieku też bym chciała tak wyglądać i móc pozwolić sobie na skąpe bikini czy pokazywanie umięśnionego brzucha. Tych bzdur, że długie włosy też tylko do 35. roku życia też nie rozumiem. Kto tak powiedział?
    Niekiedy wydaje mi się, że Polkom przydałaby się tona dystansu i luzu. I trochę przychylniejsze spojrzenie na inne przedstawicielki płci pięknej. Po prostu.

    • Agnieszka Schabek

      Z jednej strony przydałoby się trochę luzu – z drugiej – widziałam co za dużo luzu robi z kobietami. Nie mówię, że wszędzie tak jest, ale w okolicach w których byłam w Stanach przydałoby się tego luzu mniej, bo fakt że każdy czuje się tam swobodnie chodzić w czym chce i jak chce rozleniwiło kobiety do tego stopnia, że często nie czują potrzeby się nawet uczesać, czy ubrać [zmienić piżamę na coś bardziej odpowiedniego] wychodząc z domu do sklepu. Z jednej strony owszem – niech każdy chodzi w czym się czuje wygodnie, ale z drugiej – dostosuje się jednak minimalnie do społecznego dress code’u 🙂 Że o obowiązku mycia się nie wspomnę.

      • Obowiązku mycia nie kwestionuję i nie łączę go z luzem i z dystansem. Co do pobytu w Stanach – gdyby było mnie stać, to zapłaciłabym każdej internetowej hejterce za bilet do USA. Nabrałyby one dystansu do różnego wyglądu, włączyłyby na luz, zaakceptowałyby to, co inne (nie mówię, że piękniejsze czy brzydsze, inne) i wyleczyłyby się z własnych kompleksów, które uciszają niefajnymi komentarzami w sieci.
        A jeśli chodzi o wychodzenie w piżamie do sklepu, to polecam! Nauczyłam się tego w Stanach właśnie i zdarza się, że w weekendy praktykuję w Krakowie. Wolę w tę stronę niż kompleksy dziewczyn, które bez pełnego makijażu nie wyjdą nawet po bułki do piekarni. Ale to jest oczywiście moje zdanie 🙂

        • Agnieszka Schabek

          Pewnie lepiej w piżamie niż ze zbytnią spiną:) Jak Kraków na twoją reaguje? 🙂
          Generalnie jestem zwolenniczka nie popadania w ekstrema, a wybór między piżamą a full make-up opcją przy każdym wyjściu za próg jest właśnie wyborem pomiędzy dwoma ekstremami, a przecież tyle jest jeszcze wyjść pomiędzy

    • Szczególnie z tym ostatnim jest problem… Solidarność jajników to mit 😉

  • Uwielbiam oglądać zdjęcia Małgosi Rozenek – jest taka żyleta, że hoho! Na IG można łatwo znaleźć dużo więcej pięknych kobiet, w wielu 30+, które nie wstydzą się pokazywać swoich pięknych ciał, a już tym bardziej opierać się na opiniach innych. Sama uwielbiam patrzeć na cudnie ubrane, zadbane kobiety, które spacerują po Krakowie z dziećmi pod pachą. Po większości z nich widać ogromne poczucie własnej wartości i odwagę – super <3 I nic nikomu do tego, do kiedy będzie nosiła wytarte dżinsy, bluzki z odkrytymi ramionami czy bikini 😀

  • Amen!

  • EmZet

    Ja przez długi czas nie nosiłam krótkich spodenek, bo moje koleżanki stwierdziły, że mam grube uda. I tak mając 18-21 lat całe lato kisiłam się w długich spodniach. O bikini nie było mowy, bo brzuch taki nieumięśniony i mieszkaj tu człowieku i pracuj w sezonie nad morzem. Teraz jestem mądrzejsza, żyję w zgodzie ze sobą i mam w głębokim poważaniu to, że nie wyglądam jak topowe dziewczyny z instagrama. W tym roku dumnie będę nosić bikini przy moim nieumięśnionym brzuchu! Przykre jest to, że kobieta wobec innej kobiety, koleżanka wobec koleżanki potrafi zachować się tak podle.

  • Aneta

    Nie znoszę kiedy ktoś używa stwierdzenia, że coś „nie wypada”. A jak słyszę, że „kobiecie to nie wypada…” to już w ogóle nóż mi się w kieszeni otwiera. Ludzie za często, a w szczególności kobiety narzucają sobie i innym kobietom tyle bezsensownych ograniczeń, że połowę życia tracą na myślenie co się komu spodoba, a co nie, co ktoś o mnie pomyśli itp. I nie dzieje się to tylko w internecie. Nie raz na plaży czy gdziekolwiek słyszałam, komentarze, że ktoś czego w „tym wieku” lub z „takim wyglądem” nosić nie powinien. Nie rozumiem co komu do tego i dlaczego tak dużo ludzi sie tym przejmuje.
    A tak poza tym mam 27 lat i zaczynam zapuszczać włosy, nie wiem czy się wyrobię 🙂

  • Do czasu aż fałdki nie zasłonią kostiumu 🙂

  • Przykro jest czytać, że kobiecie w pewnym wieku nie wypada nosić krótkich spodenek czy strojów kąpielowych. Albo, że jak matka to już nie powinna pokazywać nawet centymetra swojego ciała. Też uważam, że nie istnieje granica wieku – możemy nosić co chcemy do kiedy chcemy, jeżeli nawet ktoś ma nadwagę i nie perfekcyjne ciało to również ma prawo do tego aby nosić strój kąpielowy na plaży/basenie czy krótkie spodenki w upał.
    Ludzie są dziwni – krytykują zgrabne kobiety wytykając im wiek lub to, że są matkami. A gdyby grubsze kobiety, z nadwagą wrzucały takie zdjęcia, to byłyby krytykowane nie za to ile mają lat tylko za to, że mają fałdy na brzuchu i nie wypada im tego pokazywać. Ludziom nie dogodzisz 🙂

  • Dla mnie te ograniczenia są nieco przestarzałe. Ale nie oceniam, każdy ma wolną wolę i może pokazywać to, co chce. Jestem kobietą po trzydziestce, na moim blogu i Instagramie jest mnóstwo zdjęć z wakacji w bikini. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Może to dlatego, że jestem instruktorką jogi i praca z ciałem jest mi równie bliska, co praca z umysłem. Skoro pokazuję sieci efektami pracy mojej głowy, np. publikując autorskie teksty (nierzadko bardziej obnażające moją osobę niż fotki w bikini ;)), to równie dobrze mogę pokazać brzuch, udo i biceps, które są efektem pracy mojego ciała. 😉 Mam wrażenie, że osoby, które związane ze sportem czy jakimkolwiek innym obszarem, bliskim ludzkiemu ciału, nie mają takich oporów. Ale ja generalnie jestem wyluzowana, więc może się mylę. 🙂 Pozdrowienia serdeczne! P.S. Dzięki za ten tekst, mam nadzieje, że będzie kolejnym krokiem w przełamywaniu barier, szczególnie tych w głowie. 😉

  • Agnes

    Idelany filmik wrzuciala na youtube dzis MayaTheBee „Klamstwa Socjal Media”-pokazujac,ze to co widzimy w Social Media to oszustwa dotyczace urody,wygladu. Mowi sie,ze telewizja klamie-dzis juz ktos taki nieprofesjonalny jak Youtuber tez klamie,a grono przede wszystkim mlodych ludzi wpada w te sidla obludy i zaklamania widzac osoby idealne. I po co to wszystko? Czemu to ma sluzyc?
    Ciesze sie,ze jestem juz osoba przed 40-tka,bo nie chcialabym byc nastolatka w tych czasach.

  • Od kilku dni myślę, jak to skomentować i zdecydowałam się tylko na taki komentarz: chciałabym żeby moim problemem było to, że ktoś na instagramie wrzuca swoje fotki w bikini. Mieć takie problemy… 😉

  • PO PIERWSZE – obrzydza mnie robienie kampanii bielizny/strojów kąpielowych dla starszych kobiet (i nie mam tu na myśli „po 30”) a potem retuszowanie tych pań w taki sposób, żeby tylko miały jak najgładszą skórę, jak najmłodsze rysy, jak najbardziej sprężyste wszystko… To po co w ogóle cała kampania, skoro i tak wmawia się kobietom, że mają wyglądać inaczej niż wyglądają…?

    PO DRUGIE – mam niejasne odczucie – może się mylę, oby – że najwięcej komentarzy o tym co, której i kiedy wypada pochodzi od samych kobiet. Słodki Jezu w morelach, czy my nie mamy jeszcze dosyć dyktanda ze strony panów, co powinnyśmy, a czego nie…?

  • Julia Romanowicz

    Według mnie najbardziej zabawną rzeczą jest to, że ktokolwiek w ogóle pisze takie komentarze. Po pierwsze, czy ta osoba serio myśli, że to cokolwiek zmieni i że ta konkretna osoba (a może cały świat?!) zmieni swoje nastawienie i stwierdzi „Oh men, Grażyna/Justyna/Klaudia/Stefa napisała, że po 30 r.ż/mając dwoje dzieci/będąc po rozwodzie/etc nie powinnam nosić długich włosów/krótkich spodenek/bikini no to przykro mi życie, ja już tego robić nie będę i jeszcze nakłonię do tego cały świat!”. Poza tym, serio, to tak ludzi razi? Że ktoś się dobrze czuje w bikini albo lubi nosić długie włosy? Trochę paranoja i trochę słabo. Ale może co ja tam wiem… 😛

    • Haha, w punkt 😉 z pewnością wszyscy krytykowani będą się zmieniać pod wpływem tych durnych komentarzy 😉

  • Bardzo dobre podejście do sprawy! Zgadzam się absolutnie! 🙂

  • bardzo fajny i potrzebny wpis! <3

    http://www.whatgirlslike.pl

  • Ola

    Hej Aganieszko!
    Jest szansa żę będziesz wrzucał więcej zdjęć posiłków? Tego zo zjadasz na co dzień?
    Masz świetną figurę i przyznam, jesteś moją dużą inspiracją i motywacją!:)

  • Kasia Zet

    Kilka dni kisiłam w sobie co myślę na ten temat. Jako doktorantka chętnie się wypowiem. Bo na początku miałam takie poczucie, że skoro pracuję na Uczelni, mam zajęcia ze studentami i że jesteśmy na specyficznym kierunku to właśnie „nie wypada” mi np. nosić krótkich spodenek. Ale z czasem przekonałam się, że tego problemu nie mam ani ja, ani moi studenci ale współpracownicy. To starsze koleżanki i niestety koledzy częściej komentują czyjś strój niż studenci. I to mnie tak uderzyło, że kobieta kobiecie to robi (mimo, że to nie są spodenki ledwo tyłek zasłaniające tylko takie wiecie, normalne). A co do tego czy coś wypada czy nie wypada, to ostatnio studentka siedziała na zajęciach w czapce z daszkiem. Ugryzłam się w język, ale tak sobie myślę, że to było gorsze niż krótkie spodenki latem, przy 32 stopniach ciepła i zamrażarką w laboratorium, która dodatkowo grzeje w pomieszczeniu. Żyjemy w czasach, gdzie nikt nie powinien nas ograniczać, sami decydujmy co i jak pokazujemy. A jeśli przekroczymy pewną granicę to na własne życzenie i nikomu nic do tego.