Subiektywnie o wakacjach nad polskim morzem

Wakacje nad polskim morzem… Jedni kochają i nie wyobrażają sobie bez nich lata, inni ich szczerze nie znoszą i chętnie drwią z typowych dla Polaków, nadmorskich rozrywek. Ja będę szczera – jako osoba potrzebująca się wygrzać, uwielbiająca przezroczystą i przede wszystkim ciepłą wodę oraz zapierające dech w piersiach widoki, nie zaliczam się do wielkich fanów Bałtyku.

Wakacje nad polskim morzem spędzałam będąc nastolatką… Zdarzyło mi się być tam nawet przez równy miesiąc i pamiętam, że doświadczyłam wtedy jedynie 2-3 upalnych, nadających się na plażing i kąpiele w morzu dni. Od kiedy posmakowałam wakacji za granicą (a stało się to bardzo późno), jasno wyklarowały się moje potrzeby i zrodziło mocne postanowienie – nigdy więcej urlopu nad Bałtykiem. I wiecie co? Podtrzymuję to. 

 

Dlaczego nie chcę spędzać urlopu nad polskim morzem?

Najpierw jednak doprecyzujmy co rozumiem przez słowo “urlop”. Urlop to dla mnie min. tygodniowy wyjazd, w miarę możliwości bez pracy przed komputerem. Urlop to beztroski czas, który najchętniej spędzam znajdując równowagę pomiędzy plażingiem, pluskaniem się w morzu lub jeziorze i zwiedzaniem. W zasadzie tylko jeden wyjazd w roku nazywam prawdziwym urlopem i dwa lata temu była to Białka, rok temu Lefkada, a w tym roku Sardynia. Urlop nad polskim morzem w dorosłym życiu ani razu nie przeszedł mi przez myśl. Dlaczego? Powodów jest bardzo wiele:

  • polskie morze jest zimne, a jak osiągnie oszałamiającą temperaturę ok. 20 stopni, często pojawiają się zakazy kąpieli spowodowane sinicami
  • polskie morze jest brudne – uwielbiam, kiedy stojąc po piersi w wodzie, idealnie widzę swoje stopy. Nie kąpałam się w Bałtyku już ze 100 lat, ale o ile dobrze pamiętam, to tam jest to nieosiągalne
  • polskie morze jest nieprzewidywalne – kiepsko pływam i nie czuję się w nim bezpiecznie
  • pogoda nad polskim morzem jest kapryśna i mnie – osoby uwielbiającej upały – po prostu nie satysfakcjonuje. Nie lubię siedzieć na plaży z gęsią skórką. Nie lubię też ciągle chodzić w bluzie, kaloszach i kurtce typu soft shell.
  • polskie plaże są przeludnione – oczywiście wiem, że nie wszędzie, ale jak czasami spojrzę na zdjęcia z jakiejś plaży w szczycie sezonu, to nawet widząc to przez monitor, czuję się osaczona. Nie dziwi mnie, że ludzie chcą się odgradzać od innych (i oczywiście od wiatru) parawanami.
  • nad polskim morzem jest drogo. My teraz tego nie odczuliśmy, bo Trójmiasto nie jest rejonem utrzymującym się głównie z turystyki, więc dla przeciętnego Warszawiaka ceny są w porządku… Ale w miasteczkach typowo turystycznych ceny często są mocno zawyżone, aby przez sezon letni zarobić na cały rok. 
  • nad polskim morzem panuje specyficzny klimat… Przez te 2 miesiące przewija się tam mnóstwo Polaków, dzięki czemu możemy zobaczyć cały przekrój naszego społeczeństwa. Nie zawsze jest to fajne 😉
  • warunki i zasady panujące w niektórych lokalach gastronomicznych wołają o pomstę do nieba… I znowu – raczej nie odczuwa się tego w takim Trójmieście, ale w mniejszych miejscowościach nietrudno wpaść na minę (czyli np. posiłek przygotowany z nieświeżych produktów)

Już widzę, jak kręcicie nosem na moje “typowo polskie” narzekanie. Cóż, mam prawo mieć pewne upodobania i pewne rzeczy mogą mnie wkurzać, albo zwyczajnie nie trafiać w moje potrzeby. Powyższe powody są dla mnie wystarczające, aby nie wybierać nadbałtyckich plaż jako miejsca mojego głównego urlopu. Wakacje nad Bałtykiem pewnie wcale nie kosztowałyby mniej, niż wyjazd za granicę, a musiałabym zrezygnować z takich przyjemności jak snurkowanie, poznawanie kuchni i kultury innego kraju, odkrywanie skalistych zatoczek itp. Dlatego właśnie nie zamienię greckich, chorwackich czy włoskich plaż na te nadbałtyckie, choć uważam je za piękne.

  

Co jest fajnego nad Bałtykiem? 

Ale te kilka dni spędzonych ostatnio w Gdyni, przypomniało mi o jasnych stronach wakacji nad Bałtykiem. Bo takie oczywiście też istnieją! I muszę przyznać, że ja po tym weekendzie czuję OLBRZYMI niedosyt. Teraz, kiedy czuję się już spełniona po tygodniu na Sardynii, chętnie pojechałabym nad polskie morze na trochę dłużej. Na cały tydzień to chyba mnie nie stać 😉 ale gdybym tak miała do dyspozycji 3-5 dni i gdyby nie były one w 100% deszczowe, to jestem przekonana, że wróciłabym z takiego wyjazdu niesamowicie zadowolona i wypoczęta. Dla równowagi napiszę teraz co uwielbiam nad polskim morzem i co mimo wszystko mnie do niego ciągnie.

  • szerokie plaże z drobnoziarnistym, czystym piaskiem… Byłam już na wielu europejskich plażach i nigdzie nie było takiego piasku jak u nas.
  • długie spacery brzegiem morza… Po polskich plażach można spacerować godzinami. 
  • przepiękne zachody słońca, za każdym razem inne.
  • gofry! Nawet jeśli są niezdrowe, z bitą śmietaną i frużeliną. Gofry nad morzem smakują najlepiej. 
  • ryba + surówka + frytki, czyli nieśmiertelne połączenie z nadmorskiej smażalni. To nic, że ryby często są prosto z zamrażarki, a nie z kutra, a fryturę czuć na całej ulicy. Na wakacjach zazwyczaj wszystko smakuje wybornie 😉
  • wesołe miasteczka! To powrót do dzieciństwa i młodości, lubię ten ich kiczowaty klimat
  • skoro już jesteśmy przy kiczu, to przyznajcie, że te wszystkie nadmorskie, kiczowate atrakcje też mają swój urok… Mam tu na myśli na przykład automaty z maskotkami, albo te do gier, stragany z tandetnymi zabawkami i inne tego typu elementy nadmorskiego krajobrazu
  • nieliczne, mniej popularne miejscowości z fajną atmosferą i niezaludnioną plażą 
  • kilka przepięknych miejsc, które są w moim TOP 10 najpiękniejszych miejsc w Polsce, np. Słowiński Park Narodowy i klif w Orłowie
  • latarnie morskie i rozpościerający się z nich widok
  • nadmorskie lasy i rześkie, obfitujące w jod powietrze

To wszystko składa się na jedyny w swoim rodzaju klimat. Może trochę kiczowaty, momentami nawet irytujący, ale jednocześnie wyjątkowy i nie do podrobienia. Jest w tym coś uroczego, co mnie przyciąga. To trochę taki powrót do przeszłości, do młodości… Macie tak?

Podsumowując – urlopowi nad polskim morzem mówię głośne NIE. Ale kilkudniowy wyjazd jako jedna z kilku podróży w roku – jak najbardziej! Chciałabym móc sobie pozwalać na to co roku, więc kto wie, może wyjazdy na See Bloggers staną się moją tradycją? 🙂

Koniecznie dajcie mi znać, jaki jest Wasz stosunek do wakacji nad polskim morzem. Lubicie, czy wręcz przeciwnie? 

 

Kategorie: Czas wolny, Podróże

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.