Podsumowanie trzeciego roku własnej działalności + firmowe plany na 2018

Trzecia rocznica założenia własnej działalności oznacza, że za mną pierwszy rok na dużym ZUS-ie. I co? Przeżyłam! Chociaż rok temu się na to nie zapowiadało 😉 jak już wspominałam w podsumowaniu roku – na początku stycznia z przyczyn niezależnych ode mnie straciłam dwa projekty (w tym jeden dość duży) i mój przychód w tamtym okresie wynosił dokładnie tyle, ile… Koszty utrzymania firmy, czyli duży ZUS + księgowość. Dla mnie na życie nie zostawało nic. Średnio optymistyczna wizja, prawda? Dlatego zeszły rok był dla mnie dużym wyzwaniem. 

Jak przetrwałam pierwszy rok na dużym ZUS-ie?

Nie opowiem Wam jednak motywującej historii, jak to zakasałam rękawy, wzięłam się do ciężkiej pracy i dzięki temu wyszłam na prostą, bo to nie byłaby prawda. Fakty są takie, że moje problemy jak zwykle rozwiązały się same, to znaczy na miejsce tych odchodzących klientów przyszli nowi i jakoś to wszystko samo się poukładało. To, co u mnie zawsze procentuje to raz, że współprace sprzed lat… Wciąż odzywają się do mnie ludzie, dla których robiłam coś nawet kilka lat temu… A dwa, że potencjalni klienci trafiają do mnie też przez bloga. Dlatego podtrzymuję to, o czym zawsze mówiłam – nie warto palić za sobą mostów, a dodatkowo w cenie jest networking, nawet ten internetowy. Ja też, jak nie chcę przyjąć jakiegoś zlecenia, to odsyłam klientów do kogoś, kogo znam choćby tylko przez internet. 

Jeszcze ktoś mnie niedawno zapytał – jak to jest z tym dużym ZUS-sem, czy odczuwa się różnicę? Tak jak wspomniałam na początku – ja miałam jedną stałą współpracę, z której przychód wystarczał akurat na te comiesięczne zobowiązania. Od razu nastawiłam się na to, że od teraz te pieniądze nie są dla mnie, tylko dla ZUS-u. Ten klient akurat zawsze płaci w terminie, ja od razu robię przelewy i pozamiatane ;). Dlatego nie odczułam tego, że ten ZUS był wyższy. Co nie oznacza, że świetnie radziłam sobie finansowo, bo przytrafiły mi się w zeszłym roku chyba 3 miesiące, kiedy nie zarobiłam nic więcej. Wiem, że to w blogosferze niepopularne, aby mówić o porażkach finansowych, bo przecież my mamy motywować i pokazywać, że zarabianie pieniędzy jest proste i przyjemne, ale… U mnie nie zawsze tak jest ;). Nie jestem zbyt przedsiębiorcza, cały czas mam problem z wycenianiem swojej pracy i nadal wolę pracować mniej, niż więcej. 

Czym się zajmowałam?

W 2017 roku postanowiłam zrezygnować z obsługi mediów społecznościowych. Powód był prosty – miałam dość użerania się z algorytmami, zaczęło mi to przynosić więcej stresu niż frajdy. Skoncentrowałam się na obsłudze współpracy z blogerami, ale też świadczyłam usługi konsultingowe. Dodatkowo działałam oczywiście na blogu i na YouTube. Wystąpiłam też gościnnie na kanale i Facebooku Carrefour testując na zlecenie ich sklepu internetowego sprzęt AGD. Filmy te dopiero teraz wychodzą na światło dzienne, a ja oglądając je stresuję się prawie tak samo, jak podczas nagrywania 😀 był to dla mnie bardzo trudny i złożony projekt, ale też niesamowicie satysfakcjonujący. 

Zmiana księgowości

Tę decyzję podjęłam na samym początku roku 2017 i było to o 2 lata za późno. Niemniej lepiej późno niż wcale i jestem sobie wdzięczna za ten krok. Wreszcie czuję się nieco bezpieczniej pod względem “skarbowym”. Choć nie obyło się bez zbierania żniwa po błędach ex księgowości – miałam źle rozliczony rok 2016, a jakże! Poniosłam w związku z tym dodatkowe koszty robienia korekty, ale obciążyłam nimi ex biuro rachunkowe. 

Sama też w zeszłym roku narozrabiałam w swoich papierach i zorientowałam się o tym grubo po fakcie (czyli teraz w styczniu). Korygowanie tych błędów tym razem uderzyło już w moją kieszeń ;). Nauczka na przyszłość! Bardzo bym chciała w tym roku być pod tym względem bardziej ogarnięta. 

Wyzwania na 2018 rok

Mój plan na ten rok to wytrwać w tym, co wypracowałam w 2017, czyli nadal unikać zleceń polegających na obsłudze mediów społecznościowych. Jestem gotowa w kilku przypadkach zrobić wyjątki, jeden taki projekt właśnie po kilkumiesięcznej przerwie wraca u mnie do gry i nie zamierzam go przerywać. Ale bardzo mi zależy, aby wyjątki pozostały wyjątkami. Chciałabym też mieć jak najwięcej czasu na mojego bloga, bo to on jest moją największą miłością 😉 to nad nim najprzyjemniej mi się pracuje, o czym przekonałam się znowu podejmując styczniowe wyzwanie codziennego pisania. 

Poza tym ten rok też nie będzie łatwy, bo zdecydowałam się wziąć na siebie zobowiązanie finansowe w postaci leasingu samochodu. Chcę wykorzystać fakt, że prowadzę działalność i mam taką możliwość… I przyznam, że planując zmianę samochodu na początku w ogóle nie myślałam o aucie z salonu, bo nie mam nic przeciwko używanym i już nawet miałam na oku jeden model z rocznika ok. 2010… Ale prawda jest taka, że bardzo nie lubię zmieniać samochodu. Moim obecnym jeżdżę od 9 lat! Bardzo się do niego przywiązałam i czuję, że z kolejnym będzie to samo. Tylko że 10 lat to w “życiu” samochodu całkiem sporo, a im jest starszy, tym więcej problemów może sprawiać (czy mówiłam już, że nienawidzę wizyt u mechanika?). Stąd decyzja o leasingu. Początkowo zastanawiałam się jeszcze nad kredytem 50/50, ale wiele osób przekonywało mnie do leasingu i ostatecznie zdecydowałam się właśnie na niego. 

Przyznam, że jestem pełna obaw! Nigdy nie miałam żadnego kredytu, ani innego zobowiązania finansowego w tym stylu. Jestem wręcz przeciwniczką takich rozwiązań (wyjątkiem jest kredyt mieszkaniowy, bo przecież mieszkać gdzieś trzeba, a mało kogo stać na mieszkanie za gotówkę) i nie sądziłam, że kiedykolwiek się na nie zdecyduję. Będzie to dla mnie bardzo ciekawym, choć może i trudnym doświadczeniem. Nie mam pojęcia, jak je ocenię, okaże się za rok! Chcielibyście przeczytać o moich doświadczeniach z leasingiem auta? Nie chcę kreować się na eksperta, bo jestem wręcz totalnym laikiem w tym temacie, ale kiedy będę miała to za sobą, chętnie opowiem, jak przez to przebrnęłam ;). 

Ambitne te moje plany na rok 2018, czy nie bardzo? Ja mam sporo obaw, czy uda mi się wytrwać w swoich założeniach i nie popaść w tarapaty finansowe ;). Leasing jest zobowiązaniem co najmniej kilkuletnim, więc muszę wierzyć, że przez ten czas moja działalność będzie w dobrej kondycji. Rok zaczął się kiepsko, bo w styczniu wyszłam na zero, więc trudno mi wykrzesać z siebie jakiś optymizm… Ale oczywiście mam przygotowaną na ten czas poduszkę finansową, więc cytując tytuł popularnej w zeszłym roku książki o Polakach… Jakoś to będzie! 🙂
P.s. Poza tym – moje słowo roku zobowiązuje ;).

Dajcie znać, jak Wam się wiedzie na freelancingu. Wzloty i upadki, czy same sukcesy? Jestem bardzo ciekawa 🙂

 

 

Kategorie: Freelance

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Gratuluję odwagi i dziękuję za szczerość! Życie nie zawsze jest niestety usłane różami i czasem problemy dopadają każdego. Cieszę się bardzo, że wszystko się samo rozwiązało i mam nadzieję, że w tym roku obędzie się już bez żadnych dodatkowych niespodzianek 🙂

  • U mnie w styczniu minął rok. Jak zobaczyłam zestawienie roczne od księgowej, nieco się przeraziłam… bywały miesiące, zwłaszcza na początku, że jeszcze musiałam dokładać. Jak to bywa na swoim, raz lepiej, raz gorzej.
    Cieszę się, Agnieszko, że mimo wszystko udało Ci się w większości miesięcy wyjść na plus. Z chęcią poczytam o doświadczeniach z leasingiem.

  • Ja tez właśnie rozglądam się za nowym samochodem w leasingu i bardzo chętnie przeczytałabym porady co i jak;) i powiem Ci ze jestem tą wizja przerażona. Ale wychodzę z założenia że w życiu czasem trzeba zaryzykować i po prostu nastawić się na to ze będzie ciężko, ale przecież póki jesteśmy młode, zdrowe i posiadamy wiedzę i umiejętności pozostaje nam tylko starać się tak zorganizowac swoja prace, zeby wywiązać ze swoich zobowiązań. A w razie czego przecież zawsze można samochód odsprzedać razem z leasingiem;) choć mam nadzieje nie będzie takiej potrzeby. Trzymam kciuki za Twój kolejny dobry rok i damy rade:) prawda?;) pozdrawiam

  • Dobrze na psychikę, jeśli chodzi o finanse i pracę “na swoim”, robi przemyślana poduszka finansowa. Nie zastanawiamy się co miesiąc, czy nam nie braknie “do pierwszego”. W najgorszym wypadku mamy kilka miesięcy na znalezienie pracy lub wymyślenie nowego sposobu zarabiania.

  • Rany, jak dobrze to czytać… Mnie w tym roku czeka przejście na duży ZUS i na chwilę obecną też działam głównie dla jednego, stałego klienta. Jestem pełna obaw co do tego, jak sobie poradzę na jesieni, Twój wpis brzmi pokrzepiająco. 😉 Życzę Ci sukcesów i mam nadzieję, że Twoje plany na 2018 uda się spełnić 🙂

  • Niech policzę… Odeszłam z etatu w lipcu 2013, działalność założyłam w styczniu 2015. Czyli ok. 1,5 roku 🙂

  • Najważniejsze, że masz dobre nastawienie i wierzę, że wszystko się ułoży 🙂
    Jeśli chodzi o leasing to chętnie poczytam Twoje wrażenia, może kiedyś się przyda (chociaż nie pracuję jako freelancer, ale kto wie?).
    I mam tak samo z przywiązaniem do samochodów (od dziecka, bo jedno z moich wspomnień to płacz na balkonie w wieku około 4 lat za ukochanym mercedesem, po którego przyjechała dwójka panów, do tej pory pamiętam wygląd okularów jednego z nich :D). Powodzenia w byciu odważną 🙂

  • Też zawsze tak miałam, że jak jeden klient odchodził to zawsze znalazł się inny w to miejsce, ewentualnie odblokowało się trochę czasu i można było ruszyć blogowe tematy.
    Super, że udało Ci się przetrwać pierwszy rok z dużym ZUS-em, to naprawdę coś!

  • Trzymam za Ciebie kciuki, oby szło Ci tylko lepiej. Samochód to duże zobowiązanie, podziwiam.
    U mnie jak na razie same upadki. Wiele na własne życzenie. Dobrze, że nie muszę się jeszcze o pieniądze martwić, chociaż dokładanie do interesu nie jest przyjemne.

  • Ja akurat gd nie mam, ale mąż zaczyna czwarty miesiąc 😉 Z tym że ma w miarę stałe zlecenie w radiu na audycje, które pokrywa mały zus + ksiegowość + jeszcze coś zostaje na “waciki”. Reszta to zlecenia jako copy – na szczęście jakieś pojedyncze zlecenia od początku ma, a teraz przyszedł większy klient, więc jest perspektywa… 🙂

  • Ania Zając

    Ja jeszcze na małym zusie więc wychodze na swoje. Ale łatwo nie jest. Czasem tęsknię za równą taką samą sumka na koncie jaką miałam na etacie choć ani się śni na niego wracać:) Dziękuję że tak szczerze napisałaś jak to u Ciebie jest bo czasami ma się wrażenie że blogerzy maja jak w niebie teraz. Ale jak to w życiu żeby tak mieć trzeba mieć szczęście i włożyć w to sporo pracy. Tak jak w życiu tak i w blogosferze mnostwo kasy trafia do nielicznych a reszta po prostu pracuje na życie. Ale przynajmniej wielu z Was robi coś co lubi 🙂

    • Powiem tak – w blogosferze są spore pieniądze, ale przy mojej tematyce i zasadach nie da się zbyt wiele z nich skorzystać, bo ja wielu rzeczy nie chciałabym reklamować. Dostaje sporo propozycji np. od firm farmaceutycznych, gdzie są budżety, ale ja nie chcę tych rzeczy promować.

  • Ania Zając

    A i ja też w leasing auta idę i stracha mam ogromnego….

  • Uwielbiam Twoją szczerość 🙂
    Ludzie mają różne plany odnośnie swojej kariery zawodowej. Mnie właśnie marzy się freelancing ze wszystkimi jego wadami i zaletami 😀 Ale jak potoczy się życie, zobaczymy 😉

  • Bardzo fajnie, że dzielisz się tak dokładnie swoimi przemyśleniami. Muszę też przyznać, że… trochę mi ulżyło, że nie tylko ja w 2017 miałam takie momenty, gdzie zarabiałam wyłącznie na zus 😛 Tak, tak, wiem że to nie brzmi ani trochę dobrze 😉 Ale mało kto mówi o tym głośno, przez co panuje powszechna opinia, że jak masz własną firmę, to na pewno kokosy zarabiasz i na wszystko cię stać. Nikt nie widzi ile to pracy, zaangażowania i ile się robi samodzielnie.

  • nessy

    Agnieszko podziwiam Cię za Twoją szczerość i chęć dzielenia się swoimi doświadczeniami. Nie każdy to umie, a ja właśnie to bardzo cenię u innych, a nie ściemnianie jak to cudownie wszystko się układa, bo w życiu tak nie jest, każdemu czasem wiedzie się lepiej, a czasem gorzej. Dzięki Tobie lepiej się czuję, bo wierzę, że po “chudych” miesiącach przyjdą te “tłustsze” 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Sylwia B

    brawo Aga! świetny wpis, szczery i prawdziwy… Jak fajnie jest poczytać coś takiego normalnego <3 bez napinki i nadęcia jak to jest super, jak wszystko czego dotknę zamieniam w złoto itp.