PCOS to w dzisiejszych czasach często spotykany problem kobiet. Wiele źródeł podaje, że schorzenie to dotyczy kilkunastu procent Polek w wieku rozrodczym. Nie jest tajemnicą, że u mnie również je zdiagnozowano… I choć było to 10 lat temu, a dziś być może miałabym za mało objawów, aby usłyszeć taką diagnozę, to ja zawsze będę traktować siebie jako kobietę z PCOS. I powiem Wam zupełnie szczerze, że nie traktuję tej choroby jako przekleństwa, a nawet uważam, że zrobiła ona w moim życiu wiele dobrego. Zmotywowała mnie do zadbania o siebie, bo to od tego wszystko się zaczęło.
Czy da się wyleczyć PCOS?
Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się właśnie książka Amy Medling „Wylecz PCOS – Jak w 21 dni pozbyć się objawów zespołu policystycznych jajników”. I niektóre z Was teraz pewnie pomyślą – „Wylecz PCOS? Lekarz mówił, że to nieuleczalne”. Ja też usłyszałam kiedyś, że to nieuleczalne, ale jak w takim razie wytłumaczyć fakt, że moja sytuacja przez ostatnie lata tak bardzo się zmieniła… Na etapie diagnostyki zmagałam się z nieregularnymi miesiączkami i trądzikiem, a wynik USG jajników ewidentnie wskazywał na PCO. Kilka lat temu, po leczeniu antykoncepcją hormonalną, mniej więcej w pół roku udało mi się wyprowadzić sytuację na prostą. Uregulował mi się cykl, trądzik nie wrócił, a i obraz na USG nie przedstawiał już nic niepokojącego… Dlatego wierzę, że stylem życia przy PCOS można zdziałać cuda i w 100% popieram autorkę, która w swojej książce do tego przekonuje.
Jak być diwą PCOS?
Amy Medling już na wstępie zaznacza, że każda z nas powinna zostać diwą PCOS. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że powinnyśmy całkowicie zmienić podejście do swojej choroby i stać się bardziej świadome i odważne w walce o swoje. Diwa PCOS nie traktuje tego schorzenia jak przekleństwa i nie siedzi z założonymi rękami ubolewając nad objawami. Diwa PCOS walczy o swoje zdrowie i dobre samopoczucie, bywa wybredna, zadaje lekarzom trudne pytania i nie boi się iść pod prąd. Jakkolwiek strasznie bawi mnie to porównanie do diwy i całe to założenie wydaje mi się takie bardzo amerykańskie, to zdecydowanie uważam siebie za diwę PCOS 😉 i Was również do tego namawiam.
O czym jest książka „Wylecz PCOS”
Książka „Wylecz PCOS” to poradnik dla kobiet zmagających się z zespołem policystycznych jajników. Jego autorka oczywiście również go doświadczyła, a kiedy zaczęła osiągać sukcesy na polu walki z tym schorzeniem, postanowiła podzielić się z innymi kobietami swoimi sposobami na wygraną. Wygrana to w tym przypadku dobre samopoczucie i brak objawów, a także płodność, z którą wiele kobiet z PCOS ma problem.
Pod koniec lektury stwierdziłam, że poleciłabym tę książkę nie tylko kobietom z PCOS. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że autorka uczy holistycznego podejścia do swojego ciała i zdrowia. Opracowała program, podczas którego krok po kroku prowadzi swoje „podopieczne” przez drogę do samoakceptacji, nauki walki ze stresem, uważności i wdzięczności, pokochania aktywności fizycznej, wprowadzenia zmian w odżywianiu, doboru suplementacji, praktyki medytacji i docelowo po prostu lepszego samopoczucia… Wszystko to jest ubrane w 21-dniowy program, w ramach którego każdego dnia uczymy się czegoś nowego, dobrego dla siebie. I chociaż ja w tym temacie wiem już całkiem sporo, to nie czułam się znudzona podczas lektury. Wręcz przeciwnie – poczułam się zainspirowana do wprowadzenia nowych rytuałów, jeszcze głębszego wsłuchania się w swoje potrzeby i robienia jeszcze więcej dobrego dla siebie.
Założeniem programu jest dążenie do zmian, ale nie w myśl zasady „wszystko albo nic”. Nie spodziewajcie się więc zakazów, że np. już na zawsze musicie zrezygnować ze słodyczy. To podejście jest bardzo bliskie mojemu, dlatego podczas lektury często miałam wrażenie, że czytam swoje własne słowa. Autorka bardzo zachęca też do obserwacji własnego organizmu (oraz podpowiada, jak to robić) i z tym oczywiście też w 100% się z nią zgadzam ;).
Książka podzielona jest na dwa rozdziały – w pierwszym poznajemy całe tło dla 21-dniowego programu i dowiadujemy się, czego się po nim spodziewać… A druga część książki jest już znacznie bardziej praktyczna – na każdy dzień programu otrzymujemy jakąś motywację, lekcję, zadanie do wykonania i zalecenia dotyczące diety i ruchu. Znajdziemy tu też wiele przepisów zgodnych z założeniami diety, którą stosuje autorka.
Dieta przy PCOS
No właśnie, dieta, którą stosuje autorka… W kwestii diety nie do końca się z tą autorką zgadzam, ponieważ przekonuje ona, że dieta wegetariańska nie jest najlepszym rozwiązaniem dla kobiet z PCOS, a poza tym bardzo demonizuje soję, która ma też (udowodnione naukowo) pozytywne właściwości. Autorka zachęca również do wykluczenia glutenu. Ja wychodzę z założenia, że nie ma jednej słusznej drogi dla każdego i że to, co dla mnie jest nie do zaakceptowania, dla innych może być strzałem w dziesiątkę. Dlatego ja ze wskazówek dietetycznych i przepisów zbyt wiele dla siebie nie wyciągnęłam, ale one stanowią tylko kilkanaście, maksymalnie 20% całej książki.
Podsumowując
Ta książka jest tak bogata w inspiracje i tak doskonale uczy holistycznego podejścia, że – jak już wspomniałam – śmiało poleciłabym ją wszystkim kobietom, nie tylko tym zmagającym się z PCOS. Zawarte w niej porady są dość uniwersalne, bo dotyczą zdrowego stylu życia i bardzo do tych pozytywnych zmian motywują. Nie we wszystkim zgadzam się z autorką i niektóre jej uwagi nie do końca do mnie trafiają, ale i tak wyniosłam z tej lektury mnóstwo inspiracji i wiele się dowiedziałam (większość przedstawionych w książce faktów posiada odnośniki do badań naukowych).
Warto jednak mieć na uwadze, że te 21 dni to droga do zmian, które docelowo powinny prowadzić do poprawy samopoczucia i wyników badań oraz zniwelowania objawów PCOS. To nie tak, że w 3 tygodnie całkowicie pozbędziemy się problemu. Ten proces wymaga dużego zaangażowania z naszej strony, ale ja, jako osoba, która w dużej mierze już przeszła tę drogę, mogę powiedzieć, że warto 🙂
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak, mam do podarowania którejś z Was jeden egzemplarz tej książki. Napiszcie w komentarzu, dlaczego chciałybyście go otrzymać. Wkrótce wybiorę jedną odpowiedź.
Wpis powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak








15 comments
Cześć,
Co prawda akurat u mnie nie ma problemu z tą chorobą, ale słusznie piszesz, że trzeba dbać o siebie i się nie poddawać nie zależnie od wszystkiego. 🙂 duża motywacja potrafi zdziałać cuda
Pozdrawiam,
Kasia
Cześć,
co prawda nie jestem którąś z Was.. a którymś.. Trafiłem na Twój blog wyszukując informacji o PCOS, bardzo wartościowe artykuły, dziękuję za wszystkie! Moja narzeczona ma ogromne problemy i nie radzimy sobie już z tym, co lekarz to inny pomysł, a teraz już lata leczenia nie dają dalszych nadziei. Książkę chciałbym otrzymać dla niej 🙂 Jako, że osobiście jestem zaangażowany w walkę o zdrowie, a dzięki temu również nabrałem zdrowych nawyków, mam nadzieję, że po lekturze Twoich artykułów jeszcze sprawniej pójdzie nam ogarnianie zdrowych nawyków. Wyczytałem też, że prowadziłaś Zdrowomanię.. Szkoda, że to już koniec cyklu, ale bardzo się cieszę, że nadal dostępne są poprzednie odcinki. Program (czy to dobre określenie?) jest fantastyczny! Dziękuję za tyle cudownych odcinków, nadal przed nami tyle dobrego (i wartościowego) do obejrzenia 🙂 Fajnie, że odkryłem Twojego bloga na jesień, będzie co czytać i kogo śledzić, pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego, Kuba
Na PCOS leczę się od 16 roku życia czyli już prawie połowę swojego żywota, do tej pory tylko farmakologicznie ale jak na razie wydaje mi się, że przyniosło to odwrotny efekt (jeszcze bardziej przytyłam i włosy mi bardzo wypadły). Jedyny plus – zniknął trądzik, chociaż i tak zdążył zrobić spustoszenie na mojej twarzy w postaci blizn. Czuję się zagubiona, wiem, że muszę wiele zmienić w stylu życia i może ta książka pozwoliłaby mi się za to sensownie zabrać.
No cóż.. Ja po kilku latach pogłębiania się moich problemów zdrowotnych, wielu latach życia w stresie trafiłam w końcu na odpowiednich lekarzy, którzy znaleźli przyczyny mojego złego samopoczucia. Mikroskopowe zapalenie jelita grubego, pcos i insulinooporność. Na dodatek świat mi się zawalił jak mnie pani doktor uświadomiła, że nie owuluję. Ale postanowiłam zawalczyć o siebie i skoro do tej pory akceptowałam siebie taką jaka jestem, to dlaczego choroby miałyby to zmienić? Owszem, nie jest łatwo, bo często zalecenia dietetyczne przy chorobach jelit są zupełnie odmienne niż przy IO czy pcos, ale walczę, bo chcę normalnego życia. Chcę mieć rodzinę, dzieci, własny kąt i satysfakcjonującą pracę. I dlatego właśnie chciałabym spróbować przejść „21-dniową droge” aby zobaczyć czy coś się ruszy ku dobremu, chcę w jednym miejscu znaleźć informacje o tej chorobie, poznać wszystko od podstaw i brać z życia garściami, bo przecież na to zasługuję 🙂 ściskam Cię Agnieszko i oczywiście Lunkę 🙂 PS. Obserwuje Cię już dłuższy czas i cieszę się bardzo, że tematyka Twoich przestrzeni w sieci jest tak szeroka, bo ja np. trafiłam do Ciebie przez taniec towarzyski i zawsze uwielbiałam Twoje taneczne poczynania na insta stories a później okazało się że dużo innych, fajnych rzeczy też robisz 🙂 i to jest super 🙂
No cóż.. Ja po kilku latach pogłębiania się moich problemów zdrowotnych, wielu latach życia w stresie trafiłam w końcu na odpowiednich lekarzy, którzy znaleźli przyczyny mojego złego samopoczucia. Mikroskopowe zapalenie jelita grubego, pcos i insulinooporność. Na dodatek świat mi się zawalił jak mnie pani doktor uświadomiła, że nie owuluję. Ale postanowiłam zawalczyć o siebie i skoro do tej pory akceptowałam siebie taką jaka jestem, to dlaczego choroby miałyby to zmienić? Owszem, nie jest łatwo, bo często zalecenia dietetyczne przy chorobach jelit są zupełnie odmienne niż przy IO czy pcos, ale walczę, bo chcę normalnego życia. Chcę mieć rodzinę, dzieci, własny kąt i satysfakcjonującą pracę. I dlatego właśnie chciałabym spróbować przejść „21-dniową droge” aby zobaczyć czy coś się ruszy ku dobremu, chcę w jednym miejscu znaleźć informacje o tej chorobie, poznać wszystko od podstaw i brać z życia garściami, bo przecież na to zasługuję 🙂 ściskam Cię Agnieszko i oczywiście Lunkę 🙂 PS. Obserwuje Cię już dłuższy czas i cieszę się bardzo, że tematyka Twoich przestrzeni w sieci jest tak szeroka, bo ja np. trafiłam do Ciebie przez taniec towarzyski i zawsze uwielbiałam Twoje taneczne poczynania na insta stories a później okazało się że dużo innych, fajnych rzeczy też robisz 🙂 i to jest super 🙂
Cześć Agnieszko.
Od lat czytam twojego bloga. Ale twoją historię o walce z PCOS czytałam raczej z ciekawości. Do wczoraj, kiedy wyszło mi nieprawidłowe USG jajników. Na razie jestem przerażona, zszokowana i zmartwiona. Dzisiaj obudziłam się o 4 nad ranem i nie mogłam spać. Nie wiem co z tym robić, z jakiej strony podejść.
Oczywiście, to jest pierwsza reakcja. Myślę, że jak przetrawię tą wiadomość to pozbieram się do działania i zawalczę o zdrowie i dziecko. Chętnie też bym przeczytała książkę. Myślę,że to by mi pomogło
Pozdrawiam serdecznie
PCOS to nie wyrok bezpłodności, pamiętaj o tym 🙂
U mnie PCOS to niekończąca się opowieść..
Trochę szkoda, że zaczynam się interesować tematem dopiero teraz, jak ewidentnie te problemy utrudniają mi zajście w ciąże.. Smutne to, że wiedząc o PCOS nie byłam w stanie się zmobilizować do zadbania o siebie. Zwykle tłumaczę to sobie tym, że nie wiem od czego zacząć. Może wystarczy zacząć po prostu od początku?
Chciałabym przeczytać tę książkę, żeby wyznaczyć sobie konkretne działania. Łatwiej mi ogarniać rzeczywistość, jak mam plan.
Lubię mieć plan 🙂
I podziwiam za walkę z PCOS dla samej siebie, a nie z powodu rozpaczliwej walki o coś…
Hej!
Ja chętnie przeczytałabym tą książkę, ponieważ jestem w trakcie diagnostyki – generalnie wcześniej nikt mi tej diagnostyki nie prowadził, tylko padało hasło antykoncepcja hormonalna a jak będzie Pani chciała zajść w ciążę to się będziemy martwić – i jestem tym wszystkim przerażona. Sama już nie wiem czy lepiej dla mnie faktycznie wrócić do stosowania hormonów czy jednak starać się zniwelować objawy „lifestyle’owo” – myślę, że ta książka mogłaby mi pomóc sobie wszystko usystematyzować i znaleźć dobrą drogę 🙂
O PCOS wiem od 2 lat 🙂 chociaż podejrzewam, że w moim życiu pojawiło się o wiele szybciej… Na początku szok i przerażenie co to może oznaczać, później przyszła akceptacja i zrozumienie dla swojego organizmu 🙂 Jednak pozbycie się i wyleczenie PCOS brzmi kusząco 🙂 Ostatnio doświadczyłam ogromnych dawek stresu, dlatego postanowiłam zawalczyć od nowa o siebie i swoje zdrowie, poprawić jakość życia 🙂 ta książka bardzo by mi w tym pomogła 🙂
Cześć!
Niedawno na swojej drodze stanęła mi insulinooporność i PCOS. Pomyślałam- przecież Agnieszka, tyle o tym pisała i już byłam w domu. Pilnie studiowałam każdy post, inspirowałam się foodbookami, poszerzałam wiedzę. Podjęłam niedawno decyzję, że walczę o swoje i zmieniam życie całej rodziny. „Wylecz PCOS” to absolutny must have w mojej biblioteczce. Będzie mi ogromnie miło, jeśli tę książkę otrzymam od Ciebie.
Trzymaj się ciepło,
Pozdrowienia 😉
O tym, że mam PCOS dowiedziałam się 4 lata temu. Od tamtego czasu do pewnych rzeczy przyzwyczaiłam się, z innymi mierzę się każdego dnia. Bardzo zastanawia mnie ta książka, czaję się na nią, bo wydaje mi się, że może pomóc nie tylko mnie, ale i innym dziewczynom, kobietom z tym problemem. Mam podobne podejście do Twojego co do diety, nie lubię demonizowania czy to glutenu, czy innego składnika, bo każdemu może pomagać czy szkodzić coś zupełnie innego 🙂 Książkę z chęcią przygarnę, chęcią poznam poglądy autorki, może uda mi się coś wpleść w moje życie 🙂
Hej, pomyślałam, że spróbuję szczęścia 🙂 W zeszłym roku dowiedziałam się, że mam PCOS, chociaż nie wprost od lekarza. W ich kręgu chyba nie ma takiej choroby, a przynajmniej nie spotkałam się, żeby mi któryś lekarz powiedział „ma Pani PCOS, leczymy tak i tak”. W zeszłym roku borykałam się ze strasznym trądzikiem, nic po prostu nie dawało rady. Kosmetolog polecił mi wizytę u endokrynologa i tak trafiłam na diagnostykę do szpitala. Polskie realia: szpital niekoniecznie dobrze robi i odczytuje wyniki badań. Zostałam sama z podejrzeniem WPN na tle genetycznym, co dla mnie było ogromnym szokiem i świat mi się zawalił, mało co pamiętam z tamtych trzech tygodni. Dzięki uprzejmości i empatycznemu podejściu jednej pani doktor (gin-endo) z tamtejszego szpitala i poleceniu innego szpitala, żeby powtórzyć po raz trzeci dane badanie, okazało się, że nie mam WPN a jedynie delikatnie podniesiony jeden wynik. Delikatnie,czyli 0,3 ponad normę, a według pierwszego szpitala to było powyżej 20 jednostek (!) ponad normę i kwalifikacja do leczenia sterydami. Kamień z serca. Jedynie obraz USG pozostał i nieregularne cykle i trądzik, co dzięki innej pani doktor udało się wyregulować bez hormonów. Ale tak jak piszesz Agnieszko, mimo, że po czasie niektóre objawy są słabo zauważalne, to ja również zawsze będę patrzeć na siebie jako osobę z PCOS. Zawsze gdzieś w głowie będę mieć, że muszę na siebie uważać. A dzięki temu wszystkiemu, przez ten rok ogromnie dużo zmieniło się w moim podejściu do życia: chcę być zdrowa i tyle. Ludzie gonią za idealnymi sylwetkami, karcą się za zjedzenie dodatkowej kostki czekolady, a jak zawiśnie nad nimi nieuleczalna choroba i wizja całkowitej zmiany swojego życia, rezygnacja z marzeń (tak traktowałam diagnozę WPN) to dopiero wtedy zaczynają doceniać jak ważna jest diagnostyka, zdrowe jedzenie i po prostu dbanie o siebie. Jestem teraz na studiach magisterskich i porównując moje poprzednie semestry pod względem stresu (który również przy PCOS jest niewskazany) i organizacji czasu, to teraz jest o niebo lepiej: przede wszystkim spokojniej. A wolne chwile przeznaczam na czytanie o diecie, zdrowym stylu życia, głównie pod kątem własnego zdrowia i PCOS, by nie mieć problemów z zajściem w ciążę, z trądzikiem i wszystkimi pozostałymi objawami. Dlatego też ta książka jest na mojej liście tytułów, które chciałam przeczytać, a może i nawet mieć u siebie na półce.
Czesc Agnieszka, ja u siebie zdiagnozowane pcos mam od 12 lat. Na poczatku „choroba” przejawiala sie brakiem regularnej miesiaczki, tradzikiem i generalnie tendencja do tycia. O ile przy „leczeniu” (to srodek jak pewnie wiesz dorazny) anykoncepcja udalo mi sie poradzic z dwoma pierwszymi problemami, to z kwestia osiagniecia wymarzonej wagi ciagle walcze. Czasami zastanawiam sie czy to juz nie obsesja. Tak jak wspomnialas, u mnie tez diagnoza zmotywowala mnie do zmian nawykow zywieniowych, regularnego badania, aktywnosci. Co jest bardzo na plus i wszystkie dziewczyny zdiagnozowane zachecam do takiego podejscia.W kwestii zalecen autorki co do diety bez glutenu, ciekawa jestem uzasadnienia slusznosci. Mnie osobiscie malo sluza produkty bezglutenowe, jestem po nich bardziej glodna niz po produktach pszennych pelnoziarnistych. Najczesciej maja one bowiem wyzszy indeks glikemiczny.
Slowem podsumowania, od zawsze interesowalam sie tematyka pcos, czytalam artykuly na ten temat, meczylam lekarzy z ktorymi mialam stycznosci pytaniami w tym zakresie, takze bardzo chetnie zaznajomie sie z pozycja Amy Medling i podziele sie tutaj swoimi spostrzezeniami 😉
Fajnie, że piszesz o tej książce 🙂 tutaj się też o niej dowiedziałam. Cieszę się, że powstają teraz takie pozycje, dostęp do wiedzy jest łatwiejszy. Aktualnie jestem na etapie zbierania artykułów naukowych do artykłu o diecie w PCOS, który wstawię w przyszłym tygodniu 🙂
Comments are closed.