Medytacja – początki, korzyści, trudności i ćwiczenia

Kiedy planowałam swoje zdrowotne wyzwania na ten rok, nie spodziewałam się, że medytacja okaże się najtrudniejszym z nich. Zewsząd docierają do mnie informacje o płynących z niej korzyściach, a sama mam spory problem z wprowadzeniem jej w swoje codzienne życie. Opowiem Wam dzisiaj o trudnościach jakie napotkałam i o moim kwietniowym wyzwaniu – zachęcona tym, jak świetnie idzie mi wprowadzanie nowych nawyków, postanowiłam uczynić nawyk również z medytacji. 

medytacja

Czy medytacja to grzech?

Najpierw jednak wyjaśnijmy sobie coś. Niepokojąco często spotykam się w sieci z opiniami, że zarówno joga jak i medytacja są niebezpieczne dla chrześcijan i w związku z tym powinni oni unikać tego jak ognia (piekielnego co najmniej). Nie można oczywiście zaprzeczyć, że obie te formy wywodzą się ze wschodu i w dużej mierze są powiązane z inną religią. Jednak to jak my je wykorzystamy, zależy wyłącznie od nas. Dla dobrego katolika medytacja może być nawet formą zbliżenia się do swojego Boga, rodzajem modlitwy. Uczuciem, które często towarzyszy medytacji (przynajmniej u mnie) jest olbrzymia wdzięczność i to od nas zależy w stosunku do kogo będziemy tę wdzięczność odczuwać. 

A jeśli ktoś pod wpływem jogi i medytacji zaczyna odczuwać fascynację wschodem i co za tym idzie inną religią… Cóż, mówiąc szczerze nie widzę w tym nic złego. Przywilejem dorosłego człowieka jest to, że sam może wybrać swoją religię. Kiedy jesteśmy dziećmi, narzucają ją nam rodzice, a po latach może się okazać, że zupełnie nie utożsamiamy się z jej wartościami czy zasadami. Jeśli w innej odnajdziemy się lepiej, to dlaczego mamy to odrzucić? Miałam w swoim życiu do czynienia z wyznawcami różnych religii, również muzułmanami. Nikt nie wykazywał objawów „opętania przez szatana”, byli to normalni, wspaniali ludzie. Ci inspirujący się wschodem dodatkowo byli bardzo pozytywni i wyznawali bliskie mi wartości (np. nie krzywdzenia zwierząt). Czy mogę więc traktować wywodzące się ze wschodu dobra jakimi są joga i medytacja, jako narzędzia szatana, które doprowadzą mnie do zgubienia? Absolutnie nie. Widzę w nich same korzyści, a nie zagrożenia. Więcej objawów opętania czymś naprawdę niezdrowym widzę u niektórych katolików i to mnie naprawdę przeraża. Przeraża mnie również to, że katolicy potrafią napisać pod zdjęciem blogerki ćwiczącej jogę, że nie powinna tego robić, bo opęta ją szatan…. To już fanatyzm i to nie jest ani normalne, ani zdrowe, jakiejkolwiek religii by nie dotyczyło. 

Ale generalnie muszę to podkreślić – nie jestem mocno uduchowioną osobą i tak jak nie podobają mi się niektóre rytuały kościoła, do którego przynależę, tak samo nie przemawiają do mnie niektóre formy medytacji. Na szczęście nikt nie każe mi ich wykonywać, to mój wybór jak ja będę z tego narzędzia korzystać. Na moim blogu przeczytacie raczej o tych czysto praktycznych korzyściach z medytacji, wpływających na moje samopoczucie. Nie będę wchodzić tu w bardziej duchowe klimaty, bo to nie moja bajka. 

A tak na marginesie – nie byłabym sobą, gdybym przy pierwszej nadarzającej się okazji nie zapytała kapłana Kościoła Katolickiego o jego opinię na temat jogi i medytacji. I tak jak przypuszczałam – nie dostałam zakazu wstępu do kościoła i nie wysłano mnie do natychmiastowej spowiedzi w celu oczyszczenia z tego „strasznego grzechu”. 

Korzyści z medytacji?

Tak to niestety jest – kiedy coś nam nie wychodzi, a mocno nam na tym zależy, najpierw musimy się do tego zmusić. Raz, drugi, trzeci, piętnasty… Po kilku tygodniach to stanie się naszym nawykiem i przestanie sprawiać taką trudność, a zacznie przynosić korzyści. W zasadzie są korzyści, które ja zaczęłam dostrzegać nawet po kilku razach. Medytacja jest dla mnie jak reset komputera, który pomaga pozbyć się zbędnych procesów myślowych zachodzących w mojej głowie. Miewam tendencję do zamartwiania się rzeczami, które nigdy nie dochodzą do skutku, a mnie myślenie o nich potrafi zepsuć nawet najlepszy dzień. Medytacja jest jak pozamiatanie zbędnych myśli szczoteczką. Jednak najważniejsze korzyści podobno przychodzą później, przy regularnym praktykowaniu tej chwili dla siebie. 

Przydatny artykuł:

Więcej o korzyściach z medytacji przeczytacie np. w tym wpisie Agnieszki Maciąg 

Trudności w medytacji

Największym problemem są oczywiście nasze myśli, które w tej chwili wyciszenia nie dają nam spokoju. I to podobno jest ok, trzeba tylko nauczyć się nie koncentrować na żadnej z nich. Myśli mają prawo przypływać i odpływać, w medytacjach z lektorem często są porównywane do chmur płynących po niebie – możemy je zauważać, ale po chwili powinny one odpłynąć, a na ich miejsce pojawiają się inne. Naszym zadaniem jest nieskupianie się na nich. I właśnie tu mam problem. Kiedy siadam do medytacji, w mojej głowie zaczynają powstawać…. posty na bloga! Dokładnie to samo mam podczas relaksacji po jodze. I jako że rodzące się w tej chwili pomysły nawet mi się podobają, nie pozwalam im odpłynąć. Zaczynam w myślach rozwijać temat, pisać wstęp do takiego posta… Jednocześnie staram się medytować, więc nie przerywam tego procesu zachodzącego właśnie w głowie i nie notuję swoich pomysłów. Efekt? Ani nie medytuję, ani nie korzysta na tym blog ;). 

Inną trudnością są odgłosy z zewnątrz, na które nie mam wpływu. Podczas medytacji słyszę dosłownie wszystko, nawet to co Wojtek siedzący kilka metrów dalej ma na słuchawkach. A jak nie ma jego, to zazwyczaj jest pies, który kiedy jesteśmy same w domu, odczuwa silną potrzebę bronienia mnie przed każdym szmerem na korytarzu. Nie potrafię w takich warunkach w pełni się skoncentrować. Miewam jednak lepsze i gorsze dni, przy czym tych drugich jest zdecydowanie więcej. Ale te lepsze motywują mnie do tego, aby się nie poddawać. 

Kwiecień z medytacją – moje wyzwanie

Ten post planowałam dodać pierwszego kwietnia, ale coś mi się pokićkało i nie przygotowałam go na czas. Niemniej ja od pierwszego kwietnia trzymam się mojego postanowienia o wprowadzeniu nawyku codziennej medytacji. Będę w tym miesiącu testować różne ćwiczenia, które mają na celu ułatwić mi to zadanie. Zachęcam Was do przyłączenia się do mnie 🙂 za miesiąc oczywiście zdam relację jak mi poszło. 

Przydatne artykuły:

Ćwiczenia ułatwiające medytację

Istnieją ćwiczenia, które mogą nam ułatwić początkowo bardzo trudne próby medytacji. Sama stosuję kilka z nich, a niektóre zamierzam przetestować w ciągu tego miesiąca. Po tym czasie na pewno opowiem Wam co najlepiej się u mnie sprawdziło. 

  • medytacja z płomieniem świecy polegająca na wpatrywaniu się w płomień i skupieniu na tym całej swojej uwagi
  • medytacja z wpatrywaniem się w jakiś przedmiot, na zasadzie: 5 minut wpatrywania się, potem 5 minut wyobrażania go sobie już z zamkniętymi oczami. Stopniowo czas ten można wydłużać
  • medytacja z koncentracją na oddechu, dla ułatwienia można powtarzać sobie w myślach „wdech”, „wydech”, albo całymi zdaniami, np. „Teraz biorę głęboki świadomy wdech”
  • medytacja z liczeniem na różne sposoby
  • medytacja z lektorem (przy użyciu jakiejś aplikacji na telefon)

Przydatne artykuły

Jak to wygląda u mnie?

Najlepiej medytuje mi się wieczorem, wtedy nie męczą mnie myśli o tym co muszę zaraz zrobić, a ciemność sprzyja wyciszeniu. Siadam wygodnie po turecku z wyprostowanymi plecami, przykrywam się kocem, zamykam oczy, powoli i głęboko oddycham i zaczynam liczyć. Póki co ta metoda sprawdza się u mnie najlepiej. Jeśli chodzi o sposoby liczenia to testowałam wszystkie polecane przez Paulinę (artykuł wyżej), a także wymyślałam jakieś swoje, np. wdech – liczę do 6, wydech – od 7 do 12, kolejny wdech – od 12 do 7, kolejny wydech od 6 do 1 i tak w kółko ;). 

W planach mam przetestowanie różnych aplikacji do medytacji (link powyżej) i za miesiąc zdam Wam relację czy to się u mnie sprawdziło. Założenie jest takie, że będę medytować codziennie tak długo ile wytrzymam 😉 czasami będzie to tylko 5 minut, ale moim celem jest wyłączanie się na minimum kwadrans. 

Ciekawa jestem czy macie jakieś doświadczenia z medytacją. A jeśli od jakiegoś czasu zabieracie się do tego, aby zacząć i cały czas macie z tym problem, to może teraz w kwietniu dołączycie do mnie? Za miesiąc podzielimy się swoimi wrażeniami. 


Kategorie: Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Martyna Pędzisz

    Czekałam na ten wpis i Twoją opinię. Sama nie praktykuję jogi i nie interesuje się specjalnie związaną z nią filozofią, ani nie jestem osobą wierzącą. Ale ostatnio rozmawiałam z głęboko wierząca katoliczką na temat jogi i bardzo zaintrygowała mnie relacja joga-wiara katolicka.Tak jak piszesz, joga odbierana jest jako bardzo niebezpieczna, nie jako czczenie innego boga, a złych mocy/szatana – czyli najgorsze co może być. Osoba, z która rozmawiałam konsultowała się z kilkoma kapłanami i duża część z nich uznawała jogę za grzech mówiąc, że jest to oficjalne stanowisko KK. Widać opinie wewnątrz KK się różnią….

    Z innej beczki, ale wciąż w temacie: nie wiem czy macie w Warszawie coś takiego jak no gravity SPA, to miejsce w którym unosisz się na wodzie swobodnie jakby bez grawitacji, jest ciemno, woda ma temperaturę ludzkiego ciała- niema żadnych bodźców zewnętrznych – idealne miejsce na medytacje. Jak będziesz miała możliwość koniecznie spróbuj! Pozdrawiam z Poznania!:)

    • Niewykluczone, że w pewnych środowiskach księża mają do tego bardziej radykalne podejście. „Mój” ksiądz powiedział, że jeśli joga jest dla mnie aktywnością fizyczną i sama nie widzę w niej żadnego zagrożenia dla mojej wiary, to nie ma tu mowy o żadnym grzechu i złych mocach. Trafiłam kiedyś na jakąś wzmiankę w magazynie jogowym, w której cytowano wypowiedź papieża Franciszka, że również on nie widzi w jodze zagrożenia dla katolików. Wiadomo, że magazyn jogowy nie jest bezstronnym medium, ale z palca chyba też by sobie tego nie wyssali.

      Co do Gravity SPA bardzo chętnie bym przetestowała. Jeszcze poszukam wnikliwiej, ale póki co chyba w Warszawie tego nie ma.

      • to sie nazywa kabina deprywacji sensorycznej

        • Martyna Pędzisz

          Słusznie, zasugerowałam się nazwą miejsca w Poznaniu (kryptoreklama o nie!), w którym takie kabiny się znajdują:)

  • U mnie najlepiej się sprawdza koncentracja na oddechu i słowach wdech, wydech. Zauważyłam, że ta minimalna aktywność werbalna pomaga mi wtedy, gdy pojawiają się myśli. Zagłuszam je w ten sposób 😉
    Niestety rzadko siadam do medytacji, częściej poddaję się jej biegając i to chyba lubię najbardziej.
    Z tymi pomysłami na bloga mam podobnie, tyle że w innych sytuacjach. Najlepsze pomysły wpadają mi do głowy wtedy, kiedy nie mam jak ich zanotować ani rozwinąć 😛

  • Nigdy nie próbowałam medytować. Nie żebym była przeciwna. Po prostu nie wiem jak się do tego zabrać 🙂

  • Ja próbuję medytować leżąc w łóżku przed zaśnięciem, ale niestety póki co nie wzięłam się za medytację „na poważnie”, mam to jednak w planach. Słyszałam kiedyś fajne określenie odnośnie medytacji, że to nic innego jak „bycie świadomym tu i teraz” i podoba mi się takie określenie 🙂

    • Agata, że też nie zgadałyśmy się w tym temacie na urodzinach u Boomera. Oboje medytujemy 🙂

  • amintia

    Hmm w medytacji chodzi o wyciszenie umysłu i nie chcąc psuć motywacji, sądzę, że skupianie się na kolejnych liczbach, wypowiadając je w myślach trochę nas odciąga od tego wyciszenia. To są mimo wszystko słowa, które pozwalamy, żeby pojawiały się w naszym umyśle. Są to słowa, których znaczenie znamy, dlatego nie jesteśmy w stanie osiągnąć takiego skupienia i uspokojenia, jaki przyjemnie osiągnąć w medytacji. Próbowałam przed chwilą medytować licząc w głowie i to jest jak dla mnie inny efekt, powiedziałabym, że nawet męczący. Męczy skupianie się na liczbach, zamiast tak po prostu na byciu.

    U mnie działa po prostu skupienie się na oddechu. Nawet bez wypowiadania „wdech wydech”, bo to sądzę też dekoncentruje. Można skupiać się również na punkcie między oczami, ale tego nie stosuję, wystarczy sam oddech.

    Podczas medytacji nie udaje mi się uzyskać stanu totalnej ciszy i przelatuje mi co jakiś czas jakaś myśl przez głowę, ale pozwalam sobie ją taką cichutką usłyszeć, nie skupiam się na niej i pozwalam jej się oddalić. Nie ciągnę tematu. Nie dokładam dodatkowych zdań do pierwszej myśli, która mnie „zaczepia” 😉 Skupiam się znowu na spokojnym oddechu i to się udaje 🙂 Jest we mnie pozwolenie na tą towarzyszącą mi ciszę.

    Jak dla mnie istotne jest też siedzenie tak, by mieć wyprostowane plecy, bez jakiegokolwiek garbienia się. Wtedy zauważyłam umysł wycisza się najlepiej. Czytałam że przy prostych plecach energia lepiej krąży w ciele i u mnie się to sprawdza.

    Zamiast korzystania ze słów „zamienników”, które mają zastąpić standardowe myśli polecam serdecznie więcej wyciszenia i takiego spokojnego bycia w danym momencie, nawet z pojedynczymi myślami, które i tak przychodzą, bo to tak działa i nie da się ich całkowicie wyeliminować, przynajmniej z mojego doświadczenia. Trzeba je zostawiać bez kontynuacji i wracać do skupiania się na oddechu (ale jak mówię bez powtarzania „wdech wydech”).

    Nawet po 5 minutach takiego siedzenia nie w totalnej ciszy, ale czymś bardzo zbliżonym, czuje się odprężona, oczyszczona w pewnym stopniu i trochę naładowana energią do działania 🙂

    Według mnie ten sposób przedstawiony powyżej to najlepszy sposób, także polecam 🙂 i życzę powodzenia 🙂

    • Widać, że jesteś już bardziej doświadczona w medytacji 🙂 oczywiście masz rację i tak to docelowo powinno wyglądać, ale na początku naprawdę trudno jest osiągnąć ten stan. Natłok myśli wręcz atakuje, a skupienie się na tych liczbach czy słowach jest dla umysłu mniejszym obciążeniem niż walka z myślami dotyczącymi codziennego życia. To o czym napisałaś to mój cel, a to o czym ja napisałam, to póki co środki 🙂

      • amintia

        Okej 🙂 Nie jestem już na etapie, kiedy myśli rządzą, a nie ja, także pewnie jest tak jak mówisz 😉 kiedyś dawno na początku jak siadałam do medytacji też w mojej głowie miała miejsce zwyczajna rozmowa i nie mogłam się od tego uwolnić, ale po wewnętrznym uspokojeniu się i zrozumieniu, że w danej chwili, gdy siadam do medytacji, nie ma już przeszłości i nie ma jeszcze przyszłości, a jestem w tym momencie teraz, moje myśli same się uspokoiły i dały na luz. Bo podczas medytacji jestem w teraz i czuję mój oddech i moją egzystencję teraz i to jest uzdrawiająca siła medytacji. Tego Ci życzę 🙂 Pozdrowionka 🙂

      • Ja niedawno zaczęłam, ale też mam więcej wyciszenia w trakcie skupiania się na spokojnym, swobodnym oddechu niż na zamiennikach, liczeniu, itp. Z pojawiającymi się myślami radzę sobie tak, że wyobrażam sobie, że każdą z nich odsuwam na bok jak nieużywaną aplikację w telefonie – przypadkowo pojawiła się u mnie wizualizacja zmniejszenia się takiego „powiadomienia z myślą” i jego szybkiego zniknięcia, i tak z każdą myślą. Mam momenty, kiedy nie pojawia mi się nic, ale trwają krótko 🙂 Chyba Eckhart Tolle polecał też takie „przesuwanie” myśli na bok w przestrzeni, choć nie jestem pewna czy u niego to wyczytałam 🙂

  • Próbowalam kilka razy, pzeczytałam o różnych technikach u Agnieszki Maciąg, ale jakoś mi nie wychodziło. Potrafiłam się skupić i wyciszyć, ale miałam poczucie zmarnowanego czasu. Podobnie z kolorowankami i innymi diy projektam, które fajnie wyglądają u kgoś, ale niekoniecznie u mnie:) Też towarzyszyło mi uczucie zmarnowanego czasu. Na pewno ma to zalety i pomaga, ale chyba nie dla mnie:)

  • Medytacja zawsze wydaje mi się zbyt nudna. Przyznaję, nie umiem wyciszyć się na tyle, aby zapomnieć o wszystkim. Co dziwne potrafię słuchając muzyki, zupełnie się wyłączyć. Po sesji muzyka plus gra nie myślę o niczym, co się w danym dniu zdarzyło, że mam coś następnego do zrobienia. Nie mówię, nie zawsze to działa. Czasami bodźce danego dnia są tak silne, że nic nie pomaga się wyciszyć.

  • Bardzo chętnie dołączę do Twojego wyzwania. Ja medytuję od czerwca zeszłego roku. Nie zawsze udaje mi się być bardzo regularną i robić to codziennie jednak idzie mi nieźle. Korzystam z aplikacji Headspace i uważam, że jest świetna. Inne metody medytacji nie za bardzo do mnie przemawiały. Ale z medytacja tak jest, że trzeba ją dopasować do siebie. Tak na serio to nie ma ani dobrej ani złej metody. Liczy się to, że po prostu siadamy i medytujemy (próbujemy medytować ;)). U mnie wieczory na medytację odpadają. Mam wtedy za dużo na głowie. Za to kocham siadać rano tak ok. 6 kiedy dzień budzi się do życia i gdy słychać za oknem śpiew ptaków. A te moje nadają cały rok więc jest super przyjemnie.
    Ja liczę od 1 do 10. Jak się łapię na tym, że odpłynęłam z myślami to zaczynam liczenie od początku. I tak właśnie sobie uświadomiłam, że ja się bardzo wyłączam w czasie medytacji i w zasadzie nic nie słyszę co się dzieje na około mnie.

  • Anna R

    Dla mnie joga sama w sobie jest forma medytacji, bo podczas praktyki kompletnie zapominam o tym co sie wydarzylo danego dnia i jestem skupiona jedynie na asanach. Mysle, ze jest to osiagalne jesli zacznie sie joge od relaksacji; kiedy nauczyciel zaczyna joge od czegos innego niz relaksacja to nie udaje mi sie osiagnac takiego stanu.
    Takie moje spostrzezenie, ciekawa jestem opinii innych – Czy nie uwazacie, ze wspolczesni ludzie zachodu sa nieco „dziwni” ? Otoz sami wpedzaja sie w taki ped, otaczaja sie cala masa bodzcow: telewizor, internet, facebook, smartfon z mnostwem aplikacji, instagram, propaguja multizadaniowosc itp Sami wpedzaja sie w ten wir, maja niespokojne umysly, a pozniej szukaja ratunku w medytacji. Tymczasem, mam wrazenie, ze wystarczy pozbyc sie kilku bodzcow (na prawde mozna zyc bez instagrama czy telewizji!) i medytacja staje sie zbedna bo nasze zycie staje sie spokojniejsze, bardziej uwazne, my staniemy sie wyciszeni (i szczesliwsi?). Nie twierdze tutaj, ze nie ma korzysci z medytacji, ale wydaje mi sie, ze to, co probujemy osiagnac za pomoca (przymuszania sie do) medytacji, mozemy z latwoscia osiagnac zwyczajnie wylaczajac kilka urzadzen/aplikacji w codziennym zyciu 🙂 Jak uwazacie?

    • Moim zdaniem w medytacji w ogóle nie o to chodzi, że ma ona być formą wyciszenia dla zabieganych ludzi. Ja na przykład nie jestem typowym człowiekiem zachodu, nie żyję w pędzie, nie mam telewizora, spokojnie mogę wyjść z domu bez telefonu. Reszta kontaktu z internetem i płynącymi z niego bodźcami to już w dużej mierze moja praca, gdybym to odstawiła, nie miałabym potem czego do garnka włożyć. Multizadaniowości i jakiegoś pędu za nie wiadomo czym też nie uznaję.
      I mimo że codziennie przez minimum godzinę uprawiam sport, chodzę na spacery, bawię się z psem itp., to nadal poszukuję dla siebie jak najwięcej form relaksu, wyciszenia i po prostu rzeczy, które sprawiają, że jestem szczęśliwsza. Współcześni ludzie wschodu prowadzą inny niż my tryb życia, a mimo to medytują. Moim zdaniem medytacja jest raczej częścią stylu życia, a nie zadaniem, które wykonuje się w jakimś konkretnym celu. Można żyć sobie gdzieś w domku w Bieszczadach, w ogóle nie korzystać z telewizora i internetu, a z medytacji czerpać olbrzymią przyjemność i korzyści.

      • Anna R

        Zgadza sie, medytacja jest czescia tzw yogic lifestyle i tak jak piszesz, ktos, kto ma spokojne zycie moze nadal czerpac korzysci z medytacji. Ja podobnie jak Ty, jestem w pewnym stopniu przeciwienstwem typowego czlowieka zachodu i mimo to rowniez korzystam z medytacji. Chodzi mi o to, ze jesli rozejrzymy sie dookola, ludzie dzialaja na takiej zasadzie, jakby pili wieczorem kawe i jednoczesnie lykali tabletki na bezsennosc, zamiast najpierw ograniczyc kawe (takie porownanie) 🙂

        • Aaa, no to masz rację, takie przypadki na pewno też są 🙂

  • Uprawiałam jogę, w której też są elementy wyciszenia i dbania o oddech, oczyszczenia myśli. To całkiem przyjemne – skupienie tylko na oddechu i wybranej pozycji, choć, przez mój temperament, z początku było to dla mnie trudne. Nie jestem pewna, jak jest w medytacji, jednak mam wrażenie że wszelkie mówienie, powtarzanie słów, czy nawet słuchanie lektora, może być rozpraszające i nie prowadzi chyba do takiego wyciszenia, a jak Ty z tym dajesz radę? Pomaga Ci to, czy rozprasza?

    • Na tym etapie pomaga, liczenie czy słuchanie lektora, który pomaga skoncentrować się na chwili obecnej jest dla umysłu jednak mniej angażujące niż myśl o tym, co mam do zrobienia, o problemach czy o tym, że znowu zapomniałam czegoś ważnego zrobić. Docelowo dąży się do pełnego wyciszenia i wyłączenia umysłu, ale na razie piszę o początkach 🙂

  • makate

    Ciekawe, że ktoś mówi o medytacji jako „niebezpiecznej dla chrześcijan” – rozumiem, że chodzi o taką medytację mocno wywodzącą się ze wschodu, że ktoś tak to kojarzy? Bo w sumie to w chrześcijaństwie medytacja jest od dawna 🙂 rozumiana jako spotkanie z Bogiem. Tyle tylko że pewnie dla wielu współczesnych katolików jest czymś nieznanym czy niepraktykowanym na co dzień – i jak słyszą o medytacji wschodniej, to myślą, że „u nas niczego takiego nie było” 😉
    Wydaje mi się, że w kwestii podejścia do jogi czy innych praktyk, które przyszły do nas ze wschodnich religii, wiele zależy od tego jak je traktujemy. Tak jak napisałaś niżej – jeśli są to dla nas po prostu ćwiczenia fizyczne, to nie stanowi to „zagrożenia” dla wiary. Natomiast jeśli wchodzimy w jakieś rozważania o wewnętrznych energiach, mocach itp. to jest to już wejście w świat duchowy, który wypływa z innej tradycji religijnej. I jeśli np. ktoś chce w tej sferze duchowej być katolikiem, to już te aspekty nie będą mu odpowiadać.
    Ja kiedyś myślałam o spróbowaniu jogi i właśnie zastanawiałam się nad tym, czy znajdę takie miejsce gdzie joga będzie traktowana tylko jako ćwiczenia czy też ktoś będzie mi od razu wpajał jakąś duchowość z tym związaną – a tego bym raczej nie chciała.
    Natomiast co do samej medytacji, to chciałabym zapytać, czy to co robisz można porównać do relaksacji? To właśnie relaksację chciałam wypróbować jako pierwszą, wydawała mi się jakoś prostsza na start 🙂

    • Właśnie dobrze to napisałaś – wszystko jest kwestią tego jak to traktujemy. Dlatego mnie ksiądz na początku zapytał czy ja czuję aby to było zagrożenie dla mojej wiary. Kiedy powiedziałam, że to dla mnie zwykła aktywność fizyczna tak jak np. bieganie, on stwierdził, że w ogóle nie ma czym się martwić.
      Relaksacja jest trochę prostsza od medytacji (przynajmniej taka z lektorem), bo tam ktoś Ci mówi co masz robić i ty na tym się koncentrujesz. Medytacja docelowo ma polegać na tym, że umysł całkowicie się wycisza, niczego nie słuchasz, o niczym nie myślisz. To jest już trochę trudniejsze, dlatego te ćwiczenia z liczeniem lub koncentracją na płomieniu świecy mają pomóc dojść do tego stopniowo.

  • koala

    Nie zgodzę się z tym, co piszesz odnośnie opinii Kościoła. Interesowałam się tematem i KK dość jednoznacznie odradza wschodnich medytacji i praktykowania jogi. Oczywiście nie musisz tego przyjmować, ani się do tego stosować (sama nie jestem przekonana). Możesz poszukać w internecie, ja nie znalazłam żadnych bardziej oficjalnych katolickich wypowiedzi, które by nie krytykowały tych praktyk za to sporo wyjaśnień, dlaczego jest to sprzeczne z wiarą chrześcijańską. Księża bywają różni, opinia jednego jeszcze o niczym nie świadczy. W dużym uproszczeniu: nie chodzi tylko o jakieś „szatańskie moce” (choć mantry lub niektóre pozycje ciała, energie ponoć nawiązują bezpośrednio do jakiś bóstw), ale samą istotę, sens i cel wschodnich medytacji. Generalnie dążenie do wyciszenia myśli prowadzące do utraty świadomości osobowej, zjednoczenia z przyrodą, rozpłynięcia się (ideologicznie zjednoczenia z wszechświatem-bogiem) jest sprzeczne z podkreślanymi w chrześcijaństwie osobowym wymiarem człowieczeństwa i relacją miłości z osobowym Bogiem i innymi ludźmi. Przy czym to nie tak, że Kościół skreśla i potępia medytację – istnieje wiele odmian medytacji i kontemplacji chrześcijańskiej, które są bardzo polecane, a również pozwalają się wyciszyć, wewnętrznie uporządkować, uspokoić – jednak z uwzględnieniem/ wręcz koncentracją na Bogu (może warto dowiedzieć się więcej na ten temat? 🙂 ). Nie mówię tego bezpośrednio do Ciebie, bo nawet nie wiem, w co wierzysz, ale ogólnie nie rozumiem katolików stosujących „cudze” praktyki, widzę w tym jakiś brak konsekwencji. Gdybym uważała się za katoliczkę, to wybierałabym inne sposoby na relaks niż medytacja albo interesowałabym się raczej medytacjami chrześcijańskimi, czyli modlitewnymi. Pozdrawiam 😀

    • Nie jestem dobrą osobą do dyskusji na ten temat bo dla mnie to co piszesz jest zbyt „nawiedzone”, abym pojęła to swoim mało uduchowionym umysłem ;). Takie dla mnie są religie, a raczej praktykowanie ich. I tak jak nie chodzę do kościoła i nie uczestniczę w jego rytuałach, tak samo nie uznaję pewnych bardziej uduchowionych form medytacji. Joga pod względem duchowym jest dla mnie taką samą aktywnością jak bieganie, a medytacja jak zwykła relaksacja czy np. poddanie się relaksującemu masażowi.
      Co do stanowiska KK – akurat KK jest mocno radykalny w swoich poglądach, co zupełnie mi nie odpowiada. I w katolickim kraju, w którym KK ingeruje nawet w decyzje polityczne, trudno doszukać się artykułów na temat rozsądnego podejścia do jogi. Ale jak się dobrze poszuka to można takie znaleźć. Jest nawet chrześcijański ksiądz (ale nie KK), który bardzo promuje jogę na całym świecie. Teraz wychodzę (na jogę właśnie ;)), ale jak uda mi się wygospodarować na to czas to później poszukam jak się nazywał 🙂

      • koala

        W sumie nie do końca chodziło mi o dyskusję na temat, czy argumenty KK są słuszne albo jak do tego podchodzą inni chrześcijanie 😉 Bardziej o to, że z Twojego tekstu można odnieść wrażenie, że wg KK medytowanie i joga są ok, co nie jest zgodne z prawdą. Wiem, że nie napisałaś tego wprost, ale ja odebrałam ten fragment, jako uspokajanie katolików, że spokojnie mogą sobie praktykować, nawet ksiądz nie widzi w tym nic złego. Myślę, że Twojego bloga może czytać też wielu katolików, którzy ściślej trzymają się nauki KK (i niekoniecznie znają jego nauczanie w tym temacie), dlatego chyba trafniej by było przyznać, że powszechnie oficjalnie KK mocno krytykuje te praktyki, mimo że sama nie widzisz w tym nic niebezpiecznego :).

        • Cóż, nie mogę brać odpowiedzialności za sumienia katolików i szczerze mówiąc nie mam zamiaru ani nikogo uspokajać ani „straszyć”, że według KK joga jest niebezpieczna. Blog to jednak miejsce, gdzie pisze się o subiektywnych odczuciach, a dla mnie to jest kwestia zupełnie oddzielona od religii i to właśnie chciałam podkreślić :).

          Ten ksiądz o którym pisałam wcześniej to Joseph Pereira, tutaj masz przykładowy wywiad z nim: http://www.joga-joga.pl/pl179/teksty1543/joga_to_nie_joga_ksiadz_joseph_pereira_w_rozmowie

        • koala

          Jasne, że piszesz o swoich odczuciach 🙂 Za to nauczanie KK jest bardziej obiektywne i czepialska ja przyczepiłam się, że trochę je nagięłaś. Dzięki za linka, choć ten ksiądz promuje jogę jak najbardziej religijną, tyle że chrześcijańską. Może to moje ciasne rozumowanie (które dzięki takim dyskusjom nieco się poszerza) 😉 bo o ile jogę dość łatwo mi potraktować jako zwykłe ćwiczenia, to z medytacją (a o tym jest post) mam od razu jakieś „duchowe” skojarzenia. Może mam inne spojrzenie na duchowość: dla mnie wypowiadanie jakichś formułek albo wykonywanie zewnętrznych rytuałów jest wręcz mniej „duchowe” niż takie opanowywanie umysłu, przechodzenie w jakby inną świadomość. A tym samym trudno mi traktować medytację jako ćwiczenie relaksacyjne w zupełnym oderwaniu od religii.

          Ale żeby nawiązać trochę do moich doświadczeń (a jak widać, mam inne podejście do medytacji :P). Nie jestem zwolenniczką kasowania myśli na siłę, uważam, że jest to trochę sztuczne i męczące. Mi przypomina to bardziej „niebycie” niż takie intensywne życie chwilą. Może nie jest to już stricte medytacja, ale wolę pozwolić moim myślom płynąć, przy delikatnej muzyce przemyśleć dzień, skupić się na tym, co dobre, piękne, za co jestem wdzięczna, co mogłabym w sobie poprawić. Jak coś słyszę, nie udawać, że nie słyszę, jak mam jakąś natrętną myśl, to być z nią. Tak po prostu sobie być, naturalnie i bez spiny 😉

  • A na kościele koło mojego domu wisiał kiedyś plakat z hasłem typu „naucz się medytacji poprzez różaniec” czy coś takiego 🙂 Bardzo mnie to zaskoczyło 🙂

  • No w końcu znalazłam chwilę na komentarz. Przyznam Ci się, że miałam przeczucie, że zainteresujesz się medytacją 😉
    Ja zaczęłam medytować w tamtym roku. Zapisałam się na dwumiesięczny kurs mindfulness po przeczytaniu wywiadu z Zuzanną Ziomecką. To była jedna z najlepszych decyzji ostatnich lat. Cieszę się, że się zdecydowałam na naukę medytacji po okiem nauczyciela, ponieważ medytacja była uzupełniona o bloki tematyczne, które lepiej pomogły mi zrozumieć siebie w świecie i w relacjach z innymi. Nie było żadnych wątków religijnych, co mi się bardzo podobało.
    Teraz kontynuuję roczną praktykę formalną pod okiem nauczyciela, a potem może kurs nauczycielski…
    Po tym dwumiesięcznym kursie napisałam nawet post na blogu (ostatni jak na razie – http://www.prostozmostu.co/mindfulness/). Początkowo zupełnie nie potrafiłam się wczuć w temat 😉

    Aaa, i bardzo polecam medytację góry i życzliwości. Niesamowita siła z nich płynie, np. gdy mam gorszy dzień, jestem zła lub nie wierzę w swoje możliwości.

  • Parę lat temu, codziennie rano medytowałam z lektorem. Bardzo dobrze wspominam ten czas. Była to motywacja o poranku, która miała zmobilizować mnie do działania, pomóc się skoncentrować, jasno określić zadania na dany dzień i utwierdzić się w przekonaniu, że wykonam wszystko, co sobie zamierzyłam. Taka medytacja fajnie motywuje nawet w poniedziałki 🙂

  • Jeszcze nigdy nie medytowałam, ale wkrótce się to zmieni. Wyjeżdżam na warsztaty jogi i tam codziennie mamy również medytować. Nie wiem co to będzie, bo ja zawsze mam milion myśli na sekundę i jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do medytacji. Ale uwielbiam nowe doświadczenia, dlatego na pewno spróbuję.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny medytacyjny wpis 🙂

    • A ja czekam na Twoją relację z warsztatów 🙂 też bym się chętnie na takie wybrała.

      • Jeszcze nie wiem, czy takową przygotuję. Z jednej strony chciałabym się podzielić przeżyciami, ale z drugiej świadomość, że muszę dokumentować to co się dzieje, zamiast zwyczajnie odpocząć i odciąć się od wszystkiego, nie do końca mi odpowiada.
        Ale na pewno opowiem Ci jak było, jeśli nie w formie oficjalnej relacji, to na pewno w prywatnej wiadomości :))

        • Rozumiem 🙂 czekam w takim razie :).

  • Ania Zając

    Ja do tej pory pamiętam jak widziałam w praktyce mantrę chrześcijańską (używano w niej powtarzania „Jezu ufam Tobie”) ale też kiedyż dowiedziałam sie od bliskiej i ważnej dla mnie osoby że praktykując jogę modle się do innego Boga albo coś podobnego…nawet nie pamiętam dokłądnie o co chodziło bo mimo że było mi przykro ze względu na brak zrozumienia to uznałam że ja tego nie czuję i to nie tędy droga.

    • Dla mnie nawet taka mantra chrześcijańska to coś ponad moje siły, zwyczajnie tego nie czuję, mimo że teoretycznie to moja religia w której zostałam wychowana.

      • Po prostu nie miałaś żywego, osobistego spotkania z miłością Boga. Z jego Jestestwem 🙂
        Wtedy trudno cokolwiek poczuć i wiara katolicka wydaje sie martwa. Polecam msze uzdrowienia, gdzie jest dużo wielbienia Boga, radosnych pieśni. Tam można poczuć Bożą bliskość. Takie msze są w różnych miejscach w Warszawie. Gdzieś tam jest link na moim blogu. Pozdrawiam 🙂
        Lubię Twoją miłość do przyrody, spacery i zdjęcia z nich. Też tak czuję 🙂

  • Kiedyś, dawno, dawno temu codziennie medytowałam. Dało mi to wiele spokoju i skupienia. Niestety od dawna tego nie robiłam. Cieszę się, że wpadłam na te wpis, gdyż już wiem, że porzucenie medytacji to był błąd. I dziękuję, bo właśnie uświadomiłaś mi czego mi potrzeba! 🙂

  • polonizacjanarodu.wordpress.co

    jeśli kogokolwiek zainteresuje to na moim blogu jest opisane duchowe działanie medytacji, kto wie, może komuś się przyda

  • Czyli medytacja to siedzenie w bezmyślności? Zawsze mi się wydawało, że raczej próba skupienia się na mysleniu o jednej kwestii. Nie wyobrażam sobie w jakim celu miałabym medytować. Wcale – poza relaksem mózgu – nie widzę celowości w medytowaniu, jeśli ma to być po prostu siedzenie w bezmyśleniu. Po co wy – czytelnicy bloga – to robicie?

  • Słyszałam już takie opinie 😀 że medytacja to zło wcielone i lepiej zginąć niż to robić.

  • Agnieszko, to, że podczasz ,edytacji czy relaksu po jodze masz wyostrzony słuch jest naturalne, tak ma wiekszość osób, które zaczynają. Aparadoksalnie jednak jest to znacznie lepsze dla nauki medytacji, choć poczatkowo trudniejsze i frustrujące. Jednak dobre, ponieaż poźniej, kiedy chcesz wykorzystywać medytację w życiu codzinnym, w chwilach kryzysu, ucząc się jej przy dystraktorach, będzie Ci znacznię latwiej. Jeśli uczysz się medytacji w wrunkach optymalnych, trudno ją wykorzystć, kiedy warunki takie nie są. A nasze życie nie jest sookojną, pozbawioną kryzysów, problemów i pośpiechu krainą:)

    Faktycznie badania pokazuja, że po 6 tygodniach medytowania, zmienia sie funkcjonowania mózgu (potwierdzone badaniami neuroobrazowania), w taki sposób, że jesteśmy bardziej spokojni, z akceptacją przyjmujemy kryzysy i problemupy, zamiast wpadać w panikę i mieć gonitwę myśli i mamy w sobie więcej ootymizmu i wiary, że pokonamy problemy. Dlatego medytować naprawdę warto. Meydtacja uczy nas cierpliwości i sookoju, a takźe prawidłowego oddechu, który strasznie zaniedbaliśmy (tak na marginesie, wrzuciłam jakiś czas tamu zdjęcie artykułu jaki pisałam do Magazynu Joga o oddechu własnie).

    Warto medytować codziennie rano i wieczorem. Na początku to pomogą być nawet trzy minuty, bo dla niektórych jest to naarwdę trudne. Najważniejsze, że robi się pierwszy krok.

    Kiedy ja zaczynałam z medytacją, najtrudniejsze było dla mnie to, co dla Ciebie-pozwolić myślom odejść…a ja tak bardzo tego nie potrafiłam. Dzisiaj jest inaczej, chociaż ewidentnie widzę, że kiedy jestem bardzo zmęczona i mam za mało zasobów poznawczych jest to trudneijsze, niż kiedy czuję się dobrze, tak jesteśmu skonstruowani;)

    Niestety Kościół nie zaleca ani medytacji ani jogi, a szkoda, bo to są naprawdę dobroczynne dla człowieka aktywności, które prowadzą do znacznego pogłebienia własnej swiadomości.

  • O, ostatnio rozglądałam się za wartościowymi postami w tym temacie 🙂 Super, że poleciłaś tyle linków zewnętrznych – zabieram się za czytanie!