Przegląd tygodnia #3/05

To jak do tej pory najlepszy tydzień tego roku! I nie, nie wydarzyło się absolutnie nic spektakularnego. Wszystkie co najlepsze, odnalazłam w samych prostych rzeczach. Rok temu o tej porze byłam w Cinque Terre i do dziś pamiętam, jak bardzo czułam się szczęśliwa podczas tej podróży. W tym tygodniu dokładnie tak samo czułam się tu, w Warszawie, u siebie, w swoim domu i na swoim osiedlu. 

I przyznaję, że troszkę zrobiłam sobie wolne. W dużej mierze wynika to z tego, że szykuję się do urlopu (takiego prawdziwego, bez komputera i internetu!) i w związku z tym nie mogę zaczynać żadnych nowych zleceń, wszystko raczej wygaszam. Przez to nie czuję, abym zasłużyła na jakikolwiek urlop 😉 ale spoko, nadchodzący tydzień zapowiada się znacznie intensywniej, więc po nim zacznę marzyć o tygodniu totalnego relaksu. 

To był tydzień otwierania sezonu. W ostatnich dniach zrobiłam po raz pierwszy w tym roku chyba 90% rzeczy, za które najbardziej kocham lato. 

Chodziłam boso po piasku…

I po trawie. 

Hamakowałam na balkonie. OK, to akurat nie pierwszy raz w tym roku, ale wcześniej było mi to dane tylko jednego dnia, a teraz hamak wisiał na balkonie przez cały tydzień, bez zdejmowania!

Biegałam.

I byłam na siłowni plenerowej. 

I jeździłam na rowerze. Na razie na Veturilo. 

I raz udało nam się upolować tandem! Przejażdżka na nim marzyła mi się od kiedy chyba w ubiegłym roku zobaczyłam go gdzieś na mieście. Świetna sprawa! Choć ja usiadłam z tyłu i momentami nie czułam się komfortowo nie mając kontroli nad sytuacją… Ale z drugiej strony nie zmęczyłam się za bardzo podczas tej przejażdżki, więc podobało mi się :D. 

W tym tygodniu też po raz pierwszy w tym roku piknikowaliśmy. Ależ ja za tym tęskniłam… 

Nie licząc Londynu, pierwszy raz byłam na lodach. Kilka razy. To moje największe letnie uzależnienie. Dobre lody naturalne zdecydowanie są warte grzechu. 

W sobotę otworzyliśmy sezon na wieczorne spacery po mieście. Była to akurat Noc Muzeów, ale kolejki jak zwykle nie zachęcały do wzięcia w niej udziału. Tłumy były też na schodkach, choć tu akurat zdjęcia zrobiłam na początku, kiedy jeszcze nie było tak dużo ludzi. Po zmierzchu było ich co najmniej 2 razy więcej. Warszawa w maju wybudziła się z zimowego snu 🙂

Dzisiaj natomiast po raz pierwszy poćwiczyłam jogę w plenerze. Nie mogłam sobie tego odmówić, choć ostatnio celowo unikam jogi, aby trochę zmanipulować swój układ hormonalny. Sytuacja wyjątkowa, po prostu chcę mieć udany urlop bez pewnych niedogodności ;). Tylko że po pokonaniu mojego kryzysu trudno mi tak całkiem zrezygnować z jogi. Szczególnie, że każdy dzień przerwy to jak krok do tyłu, jeśli chodzi o siłę i elastyczność :(. No i naprawdę bardzo tęskniłam za możliwością ćwiczenia w plenerze. 

Po raz pierwszy w tym roku byłam też na targu śniadaniowym. I ogólnie pierwszy raz odwiedziliśmy ten mokotowski. W porównaniu np. z gocławskim lub ursynowskim, na tym jest więcej różnych stoisk… Ale i tak uważam, że targi śniadaniowe są nieco przereklamowane. Ceny są tam nieadekwatne do jakości jedzenia. Jedna wizyta w takim miejscu uszczupla portfel o kilkadziesiąt złotych, a często płaci się za totalne rozczarowanie. Ta veg korma na przykład smakowała jak mdła, rozgotowana marchewka z groszkiem. 

Deser zjedliśmy więc w pobliskiej kawiarni Cafe Wielicka. Niniejszym otworzyliśmy sezon na siedzenie w kawiarnianych ogródkach 😉

Popołudnie spędziłam z fajnymi dziewczynami (Kasią i Natalią), kibicując fajnym chłopakom 😉 wybaczcie mojemu Canonowi, że złapał ostrość na trawę, zdjęcie jest z samowyzwalacza.

A tak ogólnie to jaram się tym majem, który wreszcie się ogarnął. Jest pięknie. 

Dobre nawyki, nad wdrożeniem których aktualnie pracuję.

Co wybrać – kakao czy karob?

Prosta i pyszna, kokosowa zupa krem z batatów.

Ostatnia taneczna sobota:

Tatiana i Michał z bloga „Więcej niż zdrowe odżywianie” wypuszczają kolejną edycję swojego kursu „Oczyszczanie warzywno-owocowe”. Od jakiegoś czasu śledzę ich działania, również w zamkniętej grupie na FB, w której udzielają się uczestnicy ich kursów i jestem pod wrażeniem, jak wielu osobom udało im się pomóc. Kurs prowadzi za rękę przez cały proces oczyszczania, m.in. dzięki listom zakupowym i konkretnym przepisom. Tatiana i Michał testowali go na sobie, więc chętnie też dzielą się swoim doświadczeniem. 

Mam dla Was zniżkę 5% na ten kurs na hasło LM5PROCENT, a dodatkowo każda osoba dokonująca zakupu z tym kodem otrzyma gratis mój Dziennik Obserwacji Organizmu. 

Na blogu jakiś czas temu pojawiła się nowa funkcjonalność. Jest to pasaż zakupowy, powstały w ramach współpracy z porównywarką cen Nokaut.

zakupy zdrowa żywność

Znajdziecie w nim wiele różnych produktów związanych ze zdrowym stylem życia. Możecie wpisywać w wyszukiwarkę nazwę produktu i porównywarka znajdzie Wam różne oferty, co pomoże Wam wybrać tę najkorzystniejszą. W sklepie są produkty z kategorii zdrowej żywności i sportu. Pasaż działa na zasadzie afiliacji, tzn. pewien niewielki procent z Waszych zakupów wpada na moje konto. To bardzo groszowe sprawy, ale na wszelki wypadek informuję, gdyby ktoś żałował mi 40 groszy i nie chciał z tego powodu robić zakupów za pomocą tej funkcjonalności ;). Mnie ten dodatek do bloga bardzo się podoba i sama chętnie wyszukuję w ten sposób sklepy i np. sportowe buty (nie wierzę, że jeszcze kilka lat temu nie mogłam patrzeć na ten typ obuwia :D). 

Do pasażu możecie przejść w dowolnej chwili, prowadzi do niego zakładka ZAKUPY w górnym menu (lewy, górny róg strony).

Niestety nie mam dla Was w tym tygodniu żadnych linków, bo czas spędzany przed komputerem poświęciłam przede wszystkim na swoje blogowe i zawodowe sprawy. Internety przeglądałam głównie na telefonie gdzieś przy okazji, a wtedy nie zapisuję sobie nigdzie przeglądanych linków. 

Jestem bardzo ciekawa, jak Wam minął tydzień 🙂 na co otworzyliście sezon? 

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Ja też jestem zachwycona tym tygodniem! Udało mi się weekend spędzić na wakeparku – pierwsze pływanie w krótkiej piance! 🙂 Woda w końcu ciepła, więc najwyższy czas na progress (czytaj upadki do wody).

    • Wakeboard! Podziwiam, mnie to przeraża, bo bardzo boję się wpadania do wody 🙂

      • Pocieszę Cię, że nie jesteś sama. Zdarzyło mi się uczyć kilka dziewczyn, które miały opory/strach przed wodą – niektórym udało się to przełamać, a niektóre zrezygnowały z dalszej nauki. Ja je podziwiałam, że mimo wszystko próbowały i przynajmniej wiedzą, czy ten sport jest dla nich.

  • U mnie również to był wspaniały tydzień! 😀 Do Gdańska w końcu dotarło słońce i cały tydzień w pracy nie mogłam się doczekać wolnego weekendu 🙂 A ten w 100% udany – grill i wycieczka do rezerwatu przyrody 🙂

  • nasz tydzień był mega intensywny! sezon na większość dnia na dworzu, pikniki, sandałki. Fajna ta pogoda ❤

  • Uwielbiam Twoje posty z tej serii! Są zawsze bardzo ciekawe i przyjemnie skomponowane 🙂 Dzięki nim czuję się jakbym była w Warszawie 🙂 <3

  • Ja też zachwycam się wiosną i odkrywam jej uroki 🙂 Widzę, że u Ciebie było naprawdę aktywnie i bardzo zazdroszczę Ci wyczekiwanego urlopu 🙂 Zdradzisz gdzie się wybierasz? 🙂

    • Jestem bardzo przewidywalna pod tym względem 😉 jedziemy do Włoch.

  • karola

    piękne zdjęcia. aż zapragnęłam przeprowadzić się do stolicy.

    wlasnie, a może jakiś post o mieszkaniu w Warszawie? mieszkam teraz w Ostrowie Wlkp i mialam 2 razy opcję zmiany pracy ale koniecznosc przeprowadzki do Warszawy mnie odstraszyla. nie wiem czemu czuje taka niechec do miasta. a przeciez znam je bardzo wybiurczo. czy sa tam jakies zielone osiedla, blisko centrum a jednoczesnie niezbyt ‚miejskie’? 🙂

    • karola

      a co do „oczyszczania warzywnego” to myślę, że może Cię Agnieszko zainteresować ten tekst: http://kasiagandor.com/2017/01/detoks-czyli-jak-oczyscic-portfel-z-pieniedzy/

      Pewnie pomoglo to ludziom, którzy nie jedli wystarczająco dużo owoców i warzyw. Ale „usuwnie toksyn” to chyba za dużo powiedziane…

      • U każdego to może pomagać na innej zasadzie, może czyjaś dieta do tej pory była zbyt ciężkostrawna, może ktoś miał złe nawyki żywieniowe i taki kurs pomógł mu je zmienić… Dla mnie najważniejsze jest to, że są ludzie, którym to pomaga i którzy potrzebują takiego poprowadzenia za rękę, aby wprowadzić zmiany w swojej diecie.
        Po sukcesach kursów Tatiany i Michała widzę, że to jest potrzebne i nawet jeśli nie jest to faktyczna detoksykacja organizmu, to dla wielu osób taki kurs okazuje się szkołą zdrowego odżywiania, ludzie zaczynają się czuć lżej, poznają nowe smaki, przyzwyczajają się do nich… Dlatego jestem za, mimo iż sama takich diet nie stosuję, bo nie odczuwam, aby mój organizm ich potrzebował 😉

        • karola

          pewnie ze jest to zdrowa dieta i nie wątpię że tym ludziom pomogla. ale daleko tym zabiegom do detoksykacji ja zawsze uwazalam Ciebie za rozsądną osobę, o sporej wiedzy w temacie zdrowia, więc zdziwiło mnie że powielasz takie bzdury bo nazywanie tego detoksykacją to według mnie grube nieporozumienie. cieszę się że propagujesz zdrowy styl życia i z reguły robisz to w rzetelny sposób.

        • Ty traktujesz to jako bzdurę ze względu na nietrafione nazewnictwo i ja to rozumiem, natomiast ja patrzę na kurs jako na całość i na to, co widziałam w grupie na Fb, gdzie udzielali się uczestnicy. I to dla mnie bzdurą nie jest. A co do samej detoksykacji, to dla mnie to po prostu modne słowo, fakt, że bardzo często nadużywane. Do mnie akurat bardziej przemawia nazwa „oczyszczanie”, bo jest bardziej pojemna, mniej naukowa i chyba bardziej adekwatna do zmiany diety na lżejszą i czystszą ;). I o ile dobrze kojarzę, to ten kurs jest nazywany właśnie oczyszczaniem, a nie detoksykacją, więc mnie to nie razi.

        • karola

          masz rację – w kontekście „czystej michy” takie pojęcie funkcjonuje i jest powszechnie używane 🙂

  • W minionym tygodniu otworzył się sezon na młode ziemniaki z grilla, a w zasadzie pieczone koło węgla jak na ognisku. Tamten tydzień udowodnił mi, że czas porzucić zimowe przyzwyczajenia na śniadanie. Będę szukała nowych inspiracji. 🙂

  • Lato w pełni! Też muszę hamak wyciągnąć! Cudownie! 🙂

  • Ola

    Agnieszko co do leżenia na słoneczku… Jakie masz zdanie na temat filtrów na twarz i resztę ciała? Filtrujesz się ?

    • Filtruję się oczywiście, jak jestem na wakacjach, albo gdziekolwiek indziej, gdzie wystawiam się na promieniowanie UV na kilka godzin. Leżakowanie na hamaku ma na celu syntezę witaminy D, której mam duże niedobory, a filtry ją utrudniają, więc jak wychodzę na te ok. 30-40 minut dziennie na hamak, to nie używam żadnych filtrów. Twarz zasłaniam, nigdy nie opalam twarzy.

  • o jejku jak ja zazdroszczę pisaku, trawy, pikników, jogi na zewnątrz. szkoła czasami naprawdę daje się we znaki. no cóż… przynajmniej na rolkach w końcu pośmigałam ; )

  • Kate

    Bardzo pozytywnie!

  • pani Mondro

    chyba też zacznę sobie taki tydzień w kadrach układać, bo na pytanie jak spędziłam ten tydzień…. hmmm yyyy nie wiem 😛 ale ale czekaj, no przecież jest coś czym mogę się chwalić… biegam! wstaję o 5 rano!!!!!!! i biegam!
    najlepsze jest to wstawanie o 5, dotąd niemożliwe, no bo ‚weeeeź o 5?’… ale jak się człowiek uprze… 😀 wschód słońca cudny oglądam… jestem jednym z pierwszych ludzi na ulicy… jest jeszcze tak cicho… ptaki śpiewają… i choć wracam padnięta, zdyszana i mokra …. to kocham ten stan :D:D:D
    a ta Warszawa kusi mnie już jakiś czas, mieszkam w sumie niedaleko, ale jakoś wybrać się nie mogę

    • Ale że PIĄTA? 😀

      • pani Mondro

        noooo 😀 nigdy nie sądziłam, że ktoś o zdrowych zmysłach na własne żądanie może chcieć wstawać o takiej dzikiej godzinie, ale… hmm a może to starość? 😛

        • Przyjmijmy, że to magia słońca, które teraz wcześniej wstaje 😀

        • pani Mondro

          o to to to ufff dobrze że nie starość 😛

  • To już minął rok od Cinque Terre? Jak ten czas leci! Przypomniałaś mi mój tandem, który zrobił mój tata. To był hit mojego dzieciństwa, szkoda, że tak szybko stał się na nas za mały. Mój tydzień minął jak zwykle błyskawicznie, ale w końcu wypuściłam nowy template, w którym dłubałam 2 miesiące.