Jak przestać się przejmować opinią innych

Ile razy zastanawiałaś/eś się czy to co robisz nie jest głupie, czy ktoś Cię z tego powodu nie wyśmieje, nie skrytykuje? Ile razy rezygnowałaś/eś z tego powodu z robienia czegoś o czym marzysz albo na co po prostu masz ochotę? Nie ważne, czy chodzi o nauczenie się jazdy na rolkach w wieku 50 lat, pójście na siłownię pomimo sporej nadwagi, prowadzenie bloga czy rzucenie pracy i zarabianie na życie dzięki produkowaniu biżuterii „hand-made”.

Jeśli odpowiesz na zadane przeze mnie pytania „nigdy” to super, gratuluję i sugeruję nacisnąć krzyżyk w prawym górnym rogu przeglądarki, bo ten post nie jest dla Ciebie. 

pt689*na zdjęciu najbardziej wysunięta górna szczęka w mieście 😉

Tym którzy zostali opowiem moją historię 😉 pewnie tylko garstka z Was wie, że na początku miałam bardzo duży problem z moją działalnością internetową. Choć sprawiała mi ona dużo przyjemności, a prowadzenie bloga czy ZdrowoManii szybko przerodziło się w pasję – cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam to idiotyczne pytanie – co ludzie powiedzą?

Prawdopodobnie na świecie są tysiące osób, dla których to czym się zajmuję to jakaś totalna głupota. Coś zbędnego, przerost formy nad treścią, może parcie na szkło, może ekshibicjonizm albo chęć podbudowania swojego ego… Na początku naprawdę traciłam energię na zastanawianie się nad tym, jak to co robię może być odebrane przez moje otoczenie… Miałam opory przed powiedzeniem o blogu znajomym i rodzinie i nie chciałam aby ktoś trafił tu przypadkiem. Co ciekawe nawet z udostępnieniem pierwszego odcinka ZdrowoManii miałam problem i chyba przez godzinę wybierałam na fejsie ustawienia prywatności dla tego posta analizując kto mnie wyśmieje, a komu mogę ten „program” pokazać. Teraz sobie myślę, że to było trochę żałosne… Bo to chyba jakieś zaburzenie wstydzić się tego co się robi i czym się pasjonuje? 

Przełom nastąpił podczas mojego pobytu w Gruzji. To wtedy zrozumiałam, że moja działalność blogowa zaszła za daleko i ukrywanie jej nie ma sensu. Udostępniłam wtedy po raz pierwszy (i póki co ostatni) jakieś posty z bloga na prywatnym profilu FB. Zaczęłam też udostępniać wszystkie odcinki ZM-ki nie bawiąc się w niestandardowe ustawienia prywatności. I co? I nic. Serio. Kilka osób zalajkowało mój blogowy lub zdrowomaniowy fanpage, niektórzy zaczęli nawet się na nich udzielać (również osoby, których nigdy bym o to nie podejrzewała), niektórzy daaaawno niewidziani znajomi przy okazji publikowania kolejnych odcinków ZdrowoManii pisali mi prywatne wiadomości, że to co robię bardzo im się podoba i że kibicują, inni przy okazji spotkań podpytują co będzie w kolejnym odcinku albo dziękują za jakiś przepis. A reszta prawdopodobnie ma totalnie wywalone na to co robię. Nie obchodzi ich to, więc nie komentują tego ani w sposób negatywny, ani pozytywny. Nie rozstąpiło się niebo, nie poleciały na mnie żadne gromy ani fala hejtu i krytyki ze strony osób, które taką działalność internetową uznają za głupotę.

Dotarła do mnie prosta prawda. Otóż może to zabrzmieć nieco brutalnie, ale większość ludzi których zdaniem się przejmujemy prawdopodobnie ma głęboko gdzieś to co robimy. Cały mój czas poświęcony na myślenie „co ludzie powiedzą” był całkowicie zmarnowany bo ci ludzie albo nie powiedzieli nic, albo wypowiedzieli się pozytywnie. Oczywiście może być tak, że ktoś wypowiada się na mój temat negatywnie za moimi plecami, ale rozmyślanie na ten temat to dopiero byłaby strata czasu i energii :D. 

A co gdyby te negatywne komentarze jednak się pojawiły? Jako że cały czas kontynuuję moją rozpoczętą ponad rok temu terapię, postanowiłam przerobić ten temat z moim psychologiem. I do jakich doszłam wniosków?

  • W pierwszej kolejności należy się zastanowić kto pozwala sobie na bezpodstawną krytykę innych ludzi… Czy są to ambitni ludzie z pasją, którzy sami rozwijają się na różnych płaszczyznach? Nie, bo tacy ludzie są zajęci swoją pasją a jednocześnie rozumieją pasje innych. Hejt płynie raczej ze strony osób bez swojego życia i pasji, stojących w miejscu i sfrustrowanych. Sami sobie odpowiedzcie na pytanie czy należy się przejmować opinią takich ludzi czy raczej… trzeba im współczuć?  
  • Druga sprawa – jeśli robicie COŚ, cokolwiek – czy to prowadzenie bloga, czy nauka robienia na drutach czy nagrywanie vlogów z „projektami denko” – jesteście lepsi od tych, którzy nie robią nic poza życiową wegetacją i krytykowaniem innych. I bez względu na to co robicie – rozwijacie się i idziecie do przodu. 
  • Jest takie przysłowie „nie jestem zupą pomidorową/nutellą aby mnie wszyscy lubili”. A ja pokuszę się nawet o stwierdzenie, że bez problemu w naszym społeczeństwie znajdziemy też antyfanów zupy pomidorowej i nutelli. Po prostu nie ma takiej rzeczy i takiego człowieka, którego wszyscy by lubili. Czy to, że jakiś kolega z podstawówki uważa za głupotę Waszą pasję szydełkowania wpływa w jakiś sposób na Wasze życie? Pytanie retoryczne. Dużo gorzej wpłynęłaby na Was rezygnacja z tej pasji spowodowana przejmowaniem się opinią obcego człowieka. 

A teraz ujawnię co w ogóle skłoniło mnie do napisania tego posta. Ostatnio na Facebooku moim oczom ukazał się taki wpis:

zdrowomania

Wbiło mnie w fotel, bo w życiu bym nie pomyślała, że to co robię, te „głupoty” mogą spodobać się mojej nauczycielce z liceum. Nie wiem dlaczego czasami z góry zakładamy, że ktoś będzie „na nie”, a potem rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Wielu blogerów wspomina, że obawiali się ujawnienia swojego bloga wśród znajomych, a potem spotkali się z bardzo pozytywnym jego odbiorem. U mnie było identycznie! 

Dlatego podsumowując – przestańcie myśleć co o Waszej pasji czy pracy powiedzą inni, bo nie powinno mieć to wpływu na Wasze działania. Nie ma powodu aby wstydzić się realizowania swojej pasji, tak samo jak nie powinniśmy wstydzić się aktywności fizycznej. Energię poświęcaną na takie rozmyślania lepiej spożytkować w zupełnie inny, zdrowszy dla ciała i ducha sposób. 

Kategorie: Szczęście, Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Amen :). Nic dodać, nic ująć.

  • Bardzo trafna uwaga na temat tego, kto zajmuje się hejtowaniem 🙂

  • Hej, nie przejmujesz się już opinią innych, ale sama jesteś dla siebie zdecydowanie zbyt krytyczna! Twój uśmiech jest super, nie bądź dla siebie taka niemiła !:)

    • To był żart, uczynię z tej szczęki swój znak rozpoznawczy 😉

  • Przyznam się, że do tej pory mam z tym problem :/ Tzn. nie z udostępnianiem postów na swoim prywatnym profilu na fb czy też ogólnej działalności wirtualnej, bo nawet moja mama wie, że mam bloga i czasem poprawia mi jakieś błędy 😉 Problemem dla mnie nadal jest realny… chyba się tego nie pozbędę :/

  • Otóż to 😀 Do podobnych wniosków doszłam już jakiś czas temu, a kiedyś wstydziłam się dosłownie wszystkiego. Obecie doszłam do poziomu super pro w nieprzejmowaniu się głupią krytyką innych. Uświadomiła mi to taka sytuacja: parę miesięcy temu biegałam na bieżni i robiłam okrążenia zgodnie z programem treningowym. Zawsze gdy biegam, czy ćwiczę wyglądam jak osoba w stanie przedzawałowym – taką mam urodę. W pewnym momencie dostałam jeszcze zadyszki i zorientowałam się, że jakaś młodzież popijając browary dość intensywnie się ze mnie nabija. Moja jedyna myśl: „myślałam, że czasy, kiedy wyśmiewało się aktywność fizyczną mamy dawno za sobą”. Do kończyła trening, wróciłam do domu i uświadomiłam sobie, jak duża zmiana we mnie zaszła – bo nie przejęła się tymi dzieciakami wcale 😉 a jeszcze trzy lata temu uciekłabym z podkulonym ogonem 🙂

  • Z czystym sumieniem podpiszę się pod tym tekstem, sama miałam ogromny problem z ujawnieniem tego, że bloguję. Wmawiałam sobie, że jestem skromna i nie lubię się chwalić, guzik prawda, chodziło właśnie o to „co ludzie powiedzą” (przypomina mi się Hiacynta Bucket z serialu o tym tytule ;)) Kiedy w końcu wyszło czym się zajmuję i znajomi zaczęli lajkować, mnie oblała fala zimnego potu, zaczęłam się stresować, zupełnie niepotrzebnie. Odbiór był pozytywny, a ja i tak próbowałam doszukać się w tym wszystkim minusów. Samo blogowanie dużo daje w tym zakresie, bo jednak odsłaniasz sporo czytelnikom, to mnie trochę zahartowało i jest lepiej niż na początku 🙂
    A i nie widzę wysuniętej górnej szczęki, tylko mega sympatyczny i ładny uśmiech, spoko buty i fajnego psa 🙂

  • sieczkarnia

    Super! Dzisiaj puściłam posta o podobnych obawach w kwestii blogowania i wątpliwości, gdy blog jest mały, nieznany, ale wartościowy. Bardzo mi się podoba to co napisałaś tymbardziej, że miałam wrażenie, że Ty tego typu wątpliwości raczej na pewno nie masz. Tak jakoś sobie w głowie Ciebie zaprogramowałam 🙂

  • Sara

    Co racja to racja 🙂
    Ale powiem szczerze dla mnie to takie Mount Everest… Gdy się mieszka w miasteczku, gdzie większość osób w moim wieku ma o mnie takie, a takie zdanie przez pewną ‚ sławną ‚ tu osobę, poziom pewności siebie spada diametralnie… Jednak od kiedu zaczęłam dbać o siebie i przykładać uwagę do zdrowego trybu życia, czuję się pewniej, a zwłaszcza pewności siebie dodaje mi moje wyrabiające się ciało. W końcu przyjdzie gorąca temperatura, a wtedy ja będę z wysoko podniesioną głową i uśmiechem na twarzy chodzić w krótkich spodenkach 😀 Ale najpierw zacznę się uczyć mieć negatywne, całkiem bezpodstawne zdanie na mój temat gdzieś 🙂
    Ach! I jeszcze rudy kolor, nie wiem czemu tak bardzo dobrze czuję się w swojej skórze z rudym na głowie 😀

  • Temat jakby pisany dla mnie – bo właśnie dzisiaj podjęłam pewną decyzję w sprawie mojego bloga – będzie to dla mnie wyjście z bezpiecznej strefy komfortu i jedną z rzeczy, która mnie powstrzymuje jest właśnie „a co ludzie powiedzą” 🙂

  • Sara

    Super, że nie ukrywasz terapii u psychologa. Sama już długo zastanawiam się nad wizytą. Jednak paraliżuje mnie strach za każdym razem kiedy mam wykonać ten pierwszy telefon i umówić się na spotkanie. Jakieś rady, jak się przełamać?

    • To nie będzie odkrywcze, ale innej rady nie ma – trzeba wykonać ten pierwszy telefon i się zapisać. Później jest już z górki. Pomyśl, że w Stanach posiadanie swojego psychoterapeuty jest tak naturalne jak posiadanie swojego dentysty czy fryzjera. U nas też społeczeństwo powinno się oswajać z tym, że ludzie rozprawiają się z problemami, które siedzą im w głowach, tak samo jak powinni rozprawić się np. z zepsutym zębem. Terapii samej w sobie też nie ma co się obawiać, to trochę jak rozmowa z przyjacielem tylko bardziej zmusza do myślenia 🙂

  • Paulina Kinal

    ‚i w dupie miej czy nazwą Cię geniuszem, czy debilem’ :))

  • Anna Brach

    <3

    Piękny tekst, dał mi pozytywnego kopa, podpisuję się pod nim obiema rękami 🙂
    Gdyby każdy tę porcję energii, którą przeznacza na hejtowanie zamienił na rozwijanie siebie i robienie czegoś kreatywnego…
    Gdyby każdy wymazał z głowy głupie pytanie "co ludzie pomyślą?"…
    Nie ma co się zastanawiać, trzeba się przełamywać i wdrażać 😉

  • Każdy z nas zapewne czasem łapie się na myślach typu „co ludzie powiedzą?”, jak już sobie uświadomię, że własnie tak pomyślałam to natychmiast zaczynam przystępować do działania i zazwyczaj jestem z siebie dumna, że tę ograniczającą myśl pokonałam 😉 świetny post!

  • Bardzo dziękuję Ci za tego posta, dał mi trochę do myślenia i dużo energii do dalszego działania (nie tylko w zakresie prowadzenia bloga)! 🙂

  • „Hejt płynie raczej ze strony osób bez swojego życia i pasji, stojących w miejscu i sfrustrowanych” – wszystko w temacie. Ja jedynie przejmuję się opinią najbliższych, co czasem również przeszkadza, ale wypracowuję w miarę możliwości złoty środek w każdym wypadku. 🙂

    • Opinia najbliższych czasami jest bardzo cenna, nawet jeśli jest krytyczna. Ale pod warunkiem, że to naprawdę najbliżsi, osoby które nas kochają i na pewno chcą dla nas dobrze. Czasami nawet z pozoru bliscy znajomi próbują nam podcinać skrzydła i trzeba na to uważać.

  • Takie prawdziwe! Ja jeszcze się nie ujawniam wśród znajomych, bo zwyczajnie nie wiem, czy jest się czym chwalić. Jednak wiem, ile przykrości może sprawić głupi, nieprzyjemny komentarz… Przyznaję rację, że hejtują ci, co nic nie robią i interesuje ich życie innych niż własne. Ludzie kochają porażki innych, chyba dlatego pudelki i party ma takie wzięcie. Szkoda tylko, że przy okazji sukcesów też znajdą się marudy.

    • Kasiu jest się czym chwalić, masz bardzo fajnego bloga 🙂

  • Tyle mądrości płynie z tego posta! Normalnie garściami można czerpać. Ja również przechodziłam przez etap wstydzenia się i nawet dalej niewiele jest osób które o blogu wiedzą gdyż zwyczajnie nie chwalę się tym jakoś specjalnie. Ale racja: Bardziej zasługuje na podziw nieustanny rozwój i wytrwałość niż siedzenie i nic-nierobienie więc nie ma się czym przejmować! 🙂

  • Tekst przeczytany „jednym tchem”! Ale przyznaje, że mam problem z ujawnieniem bloga. Dopiero zaczynam, nawet nie mam wypracowanego stylu i ścisłej tematyki więc wydaje mi się, że jeszcze poczekam. Może za miesiąc przestanę go prowadzić? Nie zamierzam póki co, ale daję sobie trochę czasu.

  • W dawnych, mlodzienczych latach 🙂 mialam takie problemy – zastanawialam sie, jak zareaguja inni, a co gorsza, przejmowalam sie opiniami czasem obcych mi ludzi. Potem poznalam kilka bardzo pewnym siebie osob i… zupelnie mi przeszla taka typowa niesmialosc; przestalam tez tracic czas na zadreczanie sie zdaniem innych. Duza ulga. Fajnie, ze o tym napisalas.

  • Bardzo długo miałam ten problem z tym legendarnym „Co ludzie powiedzą?” Bywało, że porzucałam realizację fajnego pomysłu, bo bałam się oceny ze strony obcych. Jeszcze się czasami na tym łapię, ale jest duuużo lepiej niż kiedyś. Obecnie więcej krytyki doświadczam od siebie samej. 🙂

  • Aga doskonale wiem o czym mówisz! Miałam spore wątpliwości przed udostępnieniem zapowiedzi W Poszukiwaniu Sukcesów, ale razem z Leną stwierdziłyśmy, że zrobimy to razem i albo teraz albo nigdy. Dzień później sama polajkowałam mój fanpage blogowy. A mam go od lipca! I póki co zero reakcji, tak jak u Ciebie polubienia znajomych, ale nikt otwarcie nie skrytykował tego co robię. Być może do czasu, ale teraz, kiedy sama się „ujawniłam” już tak się tego nie boję 🙂

  • Dokładnie, nie warto rezygnować z robienia czegoś co lubimy z obawy co ludzie powiedzą. Cokolwiek byśmy nie zrobili i tak nie ma szans wszystkim dogodzić. Wartościowi ludzie docenią to czym się zajmujemy, albo po prostu nie będą się wtrącać. A innymi nie warto się przejmować:)

  • Mnie to chyba też blokuje w kwestii blogowej. Wiem, że nie robię nic spektakularnego, niekoniecznie też i to mi chodzi, dlatego się nie ujawniam. Są w moim otoczeniu osoby, które wolałabym, by nie wiedziały i choć są to konkretne osoby, tak czy siak jest to unikanie konfrontacji z ich opinią… Głupio, ale w tej akurat strefie ciągle tak mam 🙂

  • Ciekawe, czy Ci, których opinii najbardziej się obawiamy, też posiadają takich, od których boją się usłyszeć coś nieprzychylnego. Myślę, że tak. 😉

  • I ja rownież dołączam do podziękowań za ten post! Czuję się, jakbym dostał patelnią po łbie, a to znak, że trzeba wziąć się w końcu do roboty i nie patrzeć na innych 😉

  • Ola

    Gdybym miała podejmować w życiu decyzje, sugerując się tym, co ludzie powiedzą, byłabym już po ślubie (bo jak można być w związku tyle lat bez ślubu?!), miała dwójkę dzieci (bo jedno to za mało, a trzy za dużo, a bezdzietność to w ogóle patologia totalna…). Oczywiście dzieci musiałyby być ochrzczone, mimo tego, że nie wierzę (BO TAK TRZEBA). I nigdy nie poznałabym indoor cyclingu, który jest moją miłością (fitness club i nadwaga? Pff.).

  • Dziękuję Ci bardzo za ten wpis 😉 Myślałam, że tylko ja mam ten problem. Generalnie uważam się za osobę pewną siebie i nie przejmującą się tym, co mówią inni. Z blogiem jest jednak inaczej. Z najbliższych wiedzą o nim rodzice (którzy go raczej olewają), siostra i mąż – zakazałam im mówić komukolwiek o moim blogu. Dopiero niedawno odkryłam tę straszną tajemnicę jednej koleżance, ale tylko dlatego, że ona też obraca się w internetowym świecie i stwierdziłam, że mnie zrozumie (tak się też stało :)).
    Wymyśliłam sobie, że najpierw powinnam się rozkręcić i dopiero wtedy się ujawnić))) Piszę już przez 1,5 roku i mam nadzieję, że jestem już blisko wyjścia z cienia)))
    Jeszcze raz dziękuję za wpis 🙂

  • Ja miałam taki problem na początku prowadzenia bloga o zdrowym stylu życia. W liceum miałam bloga szafiarskiego, wiedziała o tym tylko moja przyjaciółka, wygadała się i była masakra, a że blog już wtedy podupadał to natychmiast go skasowałam. Z założeniem obecnego bloga wahałam się chyba z rok i odważyłam się na początku powiedzieć mojemu chłopakowi, który jest obecnie największym wsparciem. Po czasie dowiedzieli się znajomi ze studiów i inni i wszyscy mi kibicują 🙂 Ale przyznam szczerze, że nadal mam manię ukrywania bloga przed znajomymi z liceum i nie udostępniam niczego wprost na własnym, prywatnym fb 😛

    • O ironio losu 😀 opublikowałam zdjęcie z ćwiczeń na prywatnym profilu na fb i jeden z bardzo dawno nie widzianych znajomych napisał ‚no nie mogę na to paczeć’- coś mówiłaś o pozytywnych komentarzach ? 😀

  • Ja zrozumiałam w pewnym momencie, że nie wszyscy muszą mnie lubić, nie wszystkim musi się podobać co robię i nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać. I lepiej mi się żyje 🙂

  • Agnieszko, świetny wpis! Pokazuje, że w swojej drodze, naprawdę idziesz do przodu-gratuluję. Nie przestawaj, rób dalej to co lubisz i dziel się tym z nami 🙂
    Cieszę się, że dokonałaś takiego coming out’u 🙂 Trzymam kciuki za dalsze projekty i działania 🙂

  • Najgorsze jest to, że często z góry zakładamy, że ktoś będzie na nie. I zwykle się mylimy 🙂 A prawda jest taka, że zawsze najwięcej krytykują osoby, które same nic nie robią i najzwyczajniej w świecie zazdroszczą 😉

  • Przez rok czasu zastanawiałam się nad założeniem bloga. Nie, to w sumie nie tak…
    Przez rok czasu zakładałam blogi i po 2-3 postach je kasowałam. Mijał miesiąc i robiłam to samo, Powód: co ludzie powiedzą, pewnie wszyscy mnie wyśmieją, pewnie będą hejtować. Po tym czasie zrozumiałam, że krzywdę robię sobie. Kocham pisać, może moje teksty są czasem niestylistyczne, może trochę bez sensu dla niektórych, może moje zdanie komuś nie przypadnie do gustu. Nieważne! Marzę o tym, żeby kiedyś zostać dziennikarką z prawdziwego zdarzenia, a blog pozwala mi się rozwinąć. Jak się komuś nie podoba, trudno, nie musi, ja robię swoje!

  • Ja zawsze wychodzę z założenia, że nie można się podobać wszystkim, a najczęściej to, co lubi większość nie jest specjalnie wartościowe.
    Jestem niestrudzoną adwokatką życia zgodnie ze sobą i kroczenia przez życie własnymi ścieżkami.
    Gratuluję Ci Agnieszko odwagi, pomysłów i sukcesów – a ZdrowoMania stała się jednym z moich ulubionych kanałów na YT.
    Powodzenia <3

  • Bardzo fajny post. Chociaż wydaje mi się, że nie informowanie wszystkich znajomych o tym, co się robi nie zawsze wynika z poczucia wstydu. Póki co jestem jeszcze na tym – jak to określiłaś – „żałosnym” etapie, wcale nie chcę by wszyscy krewni i znajomi królika oceniali to czym się zajmuje.. poza grupką zaufanych osób.
    Wydaje mi się też, że dużo łatwiej zrobić coming out, gdy osiągnie się jakis sukces. Blogowy sukces w jakimś stopniu usprawiedliwia i nobilituje coś, co bez niego większości naszych znajomych wydawałoby się po prostu dziwnym „pamiętniczkiem internetowym”. Gdy jest się małym blogerem to naprawdę nie widzę żadnego pożytku z informowania całego świata o swojej działalności.

    • Zgadzam się z Tobą, że to nie musi wynikać ze wstydu. Jednak ja opisałam swoją historię i w moim przypadku tak właśnie było – wstydziłam się swojego blogowego hobby. Z perspektywy czasu uważam, że to było nieco żałosne. Co oczywiście nie oznacza, że każdy kto ukrywa bloga jest żałosny, bo każdy ma swoje powody i ewentualnie sam powinien spojrzeć na nie z dystansu i je przeanalizować.
      Co do coming out’u to też rozumiem, ale wielu blogerów twierdzi, że to właśnie udostępnianie bloga wśród znajomych pomogło im osiągnąć efekt kuli śnieżnej i zebrać publikę dla swojego bloga. Ja tak nie chciałam, ale u niektórych to przyniosło dobry efekt, więc warto to rozważyć.

      • Możliwe, że masz rację. Od początku myślałam jednak, że najpierw chciałabym coś osiągnąć sama, nie bazując na ‚supporcie’ znajomych. W tym momencie, gdy mam już jakiś, powiedzmy, dorobek i jestem na etapie re-brandingu bloga, inwestuje w niego coraz więcej czasu, jest jeszcze bardziej „mój” (wizualnie) i mogę się z nim naprawdę utożsamiać.. i w tym momencie faktycznie częściej myślę, że w sumie to jest to powód do dumy, a nie do ukrywania. Słowem – ta myśl gdzieś tam dojrzewa powoli:) Pozdrawiam

  • smirkingevil

    A co powiesz o częściowym ukrywaniu związku? Od 2 lat jestem w związku z 30 lat starszym facetem. Mieszkamy razem. Moja rodzina i najbliżsi przyjaciele go poznali i nikt nie ma nic przeciwko. Jednak nadal nie wyobrazam sobie powiedzieć chociażby koleżankom z uczelni ile on tak na prawde ma lat. Boje sie wytykania palcami i obgadywania za moimi plecami. Co myslisz o takiej sytuacji? Sama nie wiem co z tym zrobic.
    Pozdrawiam 🙂

    • Myślę, że decydując się na ten związek wiedziałaś, jakie wiążą się z tym konsekwencje i że jacyś głupi ludzie mogą tego nie zaakceptować. Pytanie tylko po co Ci akceptacja obcych ludzi. To jest analogiczna sytuacja jak opisuję w poście – jeśli ktoś będzie Cię wytykał palcami i obgadywał to na pewno nie będą to mądrzy, ciekawi ludzie. Jeśli ktoś przesadnie interesuje się czyimś życiem i ocenia innych ludzi na podstawie takich rzeczy jak wiek, pochodzenie czy rasa, to takiemu człowiekowi należy jedynie współczuć ograniczonego myślenia. Jeśli pytasz co myślę to pozwolę sobie powiedzieć, że skoro powiedziałaś A i weszłaś w ten związek (co jest dla mnie w 100% zrozumiałe, bo widocznie kochasz tego faceta i jest Ci z nim dobrze), to powinnaś powiedzieć B i przestać się z tym uczuciem i związkiem ukrywać. Nie wiem czy Twój partner o tym częściowym ukrywaniu wie, ale to może być dla niego przykre jak będąc z nim na mieście spotkasz koleżankę z uczelni i poczujesz się bardzo zmieszana tą sytuacją.
      Pamiętaj, że te osoby których opinią się martwisz mogą zareagować pozytywnie, albo nie zareagować wcale. A jak będą Cię obgadywać to powinno to po Tobie spłynąć, bo to co ktoś tam sobie pomyśli czy pogada nie ma realnego wpływu na Twoje życie.

  • Pięknie to ujełaś 🙂 żyjmy dla siebie!

  • Też się bałam opinii innych. A potem doszlam do podobnych wniosków 🙂

  • Dokładnie! taka jest prawda, że ludzie tak naprawdę nie zwracają na siebie nawzajem, aż takiej uwagi jak nam samym się wydaje. Nawet jak zobaczymy na ulicy kogoś w ubraniu króliczka to zwrócimy uwagę i zapomnimy… Bo skupimy się na myśleniu o tym jak sami wyglądamy 😉

  • May

    Mądre! Ja zakładając bloga też zaczęłam się zastanawiać, co to będzie, czy ktoś mnie zhejtuje itp itd.. Ale pomyślałam, że jeśli to lubię, to czego mam się wstydzić? Udostępniłam więc post na fb, stwierdzając, że jak się komuś coś nie spodoba to jego problem, bo to ja mam odwagę się pochwalić czymś, co tworzę sama, a każdy jakoś zaczynał 😉 I co? Kilka lajków dostałam (choć nielicznych, ale to nie takie ważne 🙂 ), koleżanka powiedziała, że jej się podoba, ktoś kiedyś też się zainteresował, czy dodaję nowe wpisy, czy jednak nie. Tworzę dalej. To dopiero małe początki, bo traktuję to jako małe hobby, dodatek do reszty, ale kto wie, czy któregoś dnia nie wciągnę się jeszcze bardziej. A jeśli ktoś mnie wyśmiał? To jest tchórz, bo nie miał odwagi wyśmiać mnie prosto w twarz, zatem to ja mam więcej odwagi i zamiast marudzić, po prostu robię 😀

  • Pingback: Share Week 2015 - gatofavorito.pl()

  • Świetny post – sama prawda. Ja przez długi czas nie mówiłam, że prowadzę bloga. Później było mi wszystko jedno, a teraz rodzina czyta mnie regularnie 🙂 Mimo, ze nie każdemu się to podoba sprawia mi to ogromną frajdę 🙂

  • Internet pozwala stworzyć wirtualną postać. Ja stworzyłam Elisabeth Kaivochats. Po co ten zabieg… porażkę łatwiej przeżyć w samotności. Swoich znajomych poinformuję o stronie dopiero gdy przykuję uwagę innych. Więc czeka mnie nie lada wyzwanie… zdobyć zaufanie osób, które nie znają mnie z reala.

  • Mam takie same odczucie odnośnie blogowania. Świetny wpis, dzięki!