Życie jest niezdrowe i prowadzi do śmierci

Uwaga, lektura pierwszego akapitu może powodować raka. Czytasz na własną odpowiedzialność… A jeśli dbasz o zdrowie, sugeruję przejść od razu do kolejnego akapitu ;).

Siedzenie jest bardzo niezdrowe i prowadzi m.in. do chorób układu krążenia. Sport natomiast wiąże się z podwyższonym ryzykiem kontuzji, można skręcić kostkę, naderwać więzadło, albo w inny sposób unieruchomić się na długie tygodnie. Warzywa i owoce wcale nie są zdrowe, bo są pryskane, a przez to znacząco zwiększają ryzyko zachorowania na raka. A już najgorsze są ziemniaki! Bez względu na to czy są ekologiczne, czy nie – zawierają solaninę, która jest toksyczna. Mówiąc wprost – ziemniaki są trujące. A może dla zminimalizowania ryzyka samodzielnie hodować sobie jakąś zieleninkę? To bez sensu. Tak modne ostatnimi czasy szpinak i jarmuż zawierają szczawiany, które powodują kamicę nerkową. No i ta rukola… Bardzo często wyrasta razem z wyglądającym identycznie jak ona chwastem, który wykańcza naszą wątrobę. Trudno to odróżnić, więc lepiej w ogóle nie jeść rukoli. Lepiej sięgnąć po orzechy i nasiona. Są zdrowe. Ale tylko kiedy je namoczysz, pamiętaj, aby zaplanować tę przekąskę z odpowiednim wyprzedzeniem. No i skoro przy nasionach jesteśmy, to uważaj na chia. Powodują raka. Polski len wcale nie jest lepszy, bo zawiera fitoestrogeny, a one też mogą przyczyniać się do powstawania nowotworów. No i ostrożnie z koktajlami. Jeśli przygotowujesz je w plastikowym pojemniku, na bank zawierają pochodzące z plastiku BPA, które jest rakotwórcze. Pamiętaj o tym również podczas używania plastikowych przyborów kuchennych lub pojemników. Na drewno też uważaj, nie jest sterylne. O tym, że pieczywo jest niezdrowe, bo to gluten, na pewno nie trzeba pisać. Nie od dziś wiadomo, że gluten, to trzeci zaraz po cukrze i nabiale cichy zabójca. Kolejne na liście są właściwie wszystkie pozostałe produkty spożywcze…. Najrozsądniej byłoby się odżywiać samą wodą i powietrzem, ale jak woda to tylko przefiltrowana przez filtr odwróconej osmozy. Jeśli nie możesz sobie na niego pozwolić, zapomnij o wodzie, pozostań przy powietrzu. Oh, wait! W powietrzu są metale ciężkie! Wysłałabym Cię do lasu, ale wiadomo – tam są kleszcze, a one powodują boleriozę

Dobra, wystarczy, bo dostaję raka od samego pisania… A to tylko kropla w morzu zdrowotnych doniesień, które atakują nas z każdej strony, każdego dnia. Moja życiowa działalność kręci się wokół zdrowego stylu życia i zawsze będę doceniać jego wagę i go promować, ale czasami naprawdę mam dość. Żyjemy w czasach, w których chyba nikt nie może poszczycić się stuprocentowym zdrowiem. I na bardzo wiele chorób dieta i styl życia nie mają wpływu. A jak zachoruję na raka, nie będę miała pojęcia czy to wina chia, ziemniaków, podsmażania na oliwie, chwilowego obcowania z grzybem na ścianie, czy może genetyki, na którą nie mam wpływu. I wiecie co? Nie będzie mnie to obchodziło. Kiedy będę walczyć o życie, pewnie nawet sięgnę po chemię, która jak wiadomo jest trucizną gorszą, niż wszystkie wymienione wyżej rzeczy razem wzięte. A jeśli moje dni będą policzone, będę jeść swoją ukochaną czekoladę, przepuszczać swoje oszczędności i może nawet odważę się usiąść gdzieś na skraju przepaści w Tatrach, albo nad Zatoką Wraku na Zakynthos. 

W całym tym szaleństwie najważniejszy tak naprawdę jest stres. Jedzenie ma być odżywcze i sprawiać nam przyjemność. Analiza, czy nie zjadło się danego dnia o 10 ziarenek chia za dużo, sama w sobie może okazać się dla nas szkodliwa, bo generuje stres. A to on jest największym wrogiem człowieka. Nie oliwa na patelni, nie siemię lniane i nie plastikowy lunch box.

Ja, aby żyć zdrowo i nie zwariować, wyznaję dwie zasady. Pierwsza, żywieniowa – można jeść prawie wszystko, ale w odpowiedniej ilości. Nawet najzdrowszy produkt spożywczy okaże się szkodliwy, kiedy będzie się go jadło 5 razy dziennie, albo codziennie na obiad przez 2 tygodnie. Tak samo zwykła, mleczna czekolada albo niezdrowy batonik – zjedzony raz w miesiącu czy nawet w tygodniu nie będzie miał wpływu na zdrowie (oczywiście u zdrowego człowieka, nie mówię teraz np. o diabetykach). Wiadomo, że są inne „normy” dla jedzenia brukselki i inne dla słodyczy czy alkoholu. Ale i to jest indywidualna sprawa, więc przydaje się intuicja, logiczne myślenie i zdrowy rozsądek. To samo dotyczy newsów, że czegoś tam nie można podgrzewać powyżej jakiejś temperatury, a czegoś łączyć z jakimś składnikiem. Dopóki nie łamiesz tej zasady codziennie, możesz na to machnąć ręką i wyluzować. Postaw na różnorodność i oddaj się przyjemności płynącej z jedzenia!

Druga zasada dotyczy już bardziej psychiki… Po prostu staram się nie przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu. Czy jestem w stanie codziennie zapewniać sobie ekologiczne warzywa prosto od rolnika? Nie. No to wiadomo, że lepiej kupić je w Biedronce, niż zjeść suchą kaszę. Czy jestem w stanie uciec przed smogiem? Nie. Czy wyobrażam sobie całkowitą rezygnację z rukoli, albo czy mogę pozwolić sobie na natychmiastową wymianę wszystkich plastików czy garnków w kuchni? Nie. Czy jestem w stanie zrezygnować z zupek chińskich i mocno przetworzonej żywności? Tak, więc rezygnuję!

Bo to oczywiście nie jest też tak, że mam na wszystko wywalone. Zawsze będę zwolenniczką dokonywania zdrowszych wyborów. Jest mnóstwo rzeczy na które mamy wpływ i które warto wprowadzić w życie, aby po prostu poczuć się lepiej i być może dzięki temu też dłużej cieszyć się zdrowiem. Bo możemy poprawiać komfort swojego życia przez takie drobne rzeczy jak zmiana diety, aktywność fizyczna czy poprawa powietrza w mieszkaniu. Ale nie dajmy się temu sterroryzować i nie łudźmy się, że dzięki temu całkowicie unikniemy chorób, bo niestety nie wszystko zależy od nas. I tak jak w tytule – życie samo w sobie jest niezdrowe i prowadzi do śmierci, to niepodważalny fakt, z którym musimy się pogodzić. 

Na końcu przyznam, że ja nie czytam wielu blogów o tematyce zdrowia (nie zdrowego stylu życia, a zdrowia właśnie, bo to dla mnie wbrew pozorom trochę inna tematyka), bo jestem już zmęczona tymi wszystkimi doniesieniami naukowymi i analizowaniem, jak szczury czuły się po nienamoczonych orzeszkach. Sama też oczywiście piszę o odżywianiu, ale celowo nie wchodzę w ten temat zbyt głęboko i nie mam zamiaru nikogo straszyć doniesieniami, że ziemniaki są toksyczne. Często przygotowując jakiś artykuł zaczynam wchodzić w badania naukowe i w pewnym momencie wymiękam, bo jedne zaprzeczają drugim i sama nie wiem, które mam Wam przekazać. To są te momenty, kiedy mam ochotę rzucić wszystko w cholerę, a potem przypominam sobie, że moją misją jest promowanie zdrowego stylu życia, a zdrowy styl życia to też zdrowe podejście do wielu spraw. 

I jeszcze jedno (już ostatnie, obiecuję ;)) – Wasze komentarze. Sami często przekazujecie mi różne tego typu newsy i wiem, że to w dobrej wierze, dlatego początkowo odpowiadałam na nie, że np. dziękuję za informację, ale nie zamierzam się czymś przejmować, bo zjadam daną rzecz raz na kilka tygodni i nie czuję z jej strony zagrożenia. Ku mojemu zaskoczeniu bywało, że obrywało mi się za takie nastawienie, nazywano mnie ignorantką itp. Dlatego teraz już nie odpowiadam na takie komentarze i nie wdaję się w niepotrzebne dyskusje, bo są one bardziej szkodliwe dla mojego zdrowia, niż szczawiany w jarmużu. 

Życzę więc wszystkim zdrowia i zdrowego podejścia 🙂 i chętnie poczytam, jakie Wy macie nastawienie do różnych newsów żywieniowych. No i dajcie znać, jaką truciznę dziś zjedliście 😉

Kategorie: Odżywianie, Zdrowe ciało, Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Mam dość luźne podejście do takich rzeczy. Niestety inni nie i od kiedy jestem w ciąży to mam wrażenie, że każdy może wtrącać się do mojego talerza. A jestem w takim momencie, że jak wchodzi mi pasztet, nie czuję się po nim źle, to go jem, bo muszę jeść. To jest nienormalne, bo czasami w towarzystwie boję się zjeść chipsa, a przecież nie jem ich paczkami dzień w dzień. Kurde, jakby ludzie odpuścili to byliby zdrowsi. Kiedyś znajoma próbowała „nawrócić” mojego faceta na „dobrą, zdrową ścieżkę jedzenia”. Powiedziałam jej wtedy wprost, że to jak ktoś je jest tylko i wyłącznie jego sprawą i nie należy się w to wtrącać.

    • Spoko, przy karmieniu (jeśli zamierzasz) będzie gorzej;) wtedy to już na wszystko będą patrzeć krzywo, bo w końcu matka karmiąca powinna być o chlebie i wodzie- tak najbezpieczniej!

      • Karolina Zimińska

        Mojej kolezance polozna powiedziala, ze na poczatku karmienia moze jesc tylko marchewke i jablko, bo inne rzeczy moga szkodzic dziecku. I jak tu nie zwariowac! 😉

        • OMG… błagam, litości. Poleć jej żeby poczytała bloga Hafija 😉

    • O to to! Całą ciążę się dowiaduję, co to mi nie zaszkodzi i jak bardzo filiżanka kawy (składająca się i tak głównie ze śmietanki) mi zaszkodzi. Wtrącanie się do talerza jest okropne, zwłaszcza podszyte taką fałszywą troską.

  • Umiar, rozsądek i spokój. Wychodzę z założenia, że oczywiście dobrze jest zwracać uwagę na to co się je, ale z drugiej strony nie chciałabym nigdy podporządkować temu całego życia. Dobrze jest zachować równowagę. Zjadłam więcej na obiad- pójdę na dłuższy spacer. Mam ochotę na czekoladę albo czipsa? Raz na czas mnie nie zabije. Bardzo, bardzo nie lubię jak ktoś zagląda mi do talerza i mówi mi co mam jeść. Zwłaszcza, że przeważnie nie wynika to z „troski”, ale z chęci zaprezentowania własnych przekonań uważanych za jedyne i słuszne. Ostatnio coraz częściej odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie wolą mieć rację, niż być szczęśliwi. Stąd zamiast poświęcić czas na przyjemności , wolą wyszukać ciekawostkę, dzięki której mogą powiedzieć innym „a ja wiem lepiej”. Kiedyś podejmowałam temat i wdawałam się w dyskusję. Teraz wolę to olać i w tym czasie porozmawiać z kimś, kto może powie mi coś co faktycznie mnie zainteresuje, jakoś rozwinie albo po prostu zaciekawi. To o co staram się zadbać najbardziej to redukcja stresu. Zarówno stresujących sytuacji jak i takiego stresu „przewlekłego”. Nie jest to dla mnie łatwe, ale jest to taki obszar, w który naprawdę chciałabym zainwestować jak najwięcej energii 😀

  • Zdrowy rozsądek i umiar są zawsze najważniejsze i staram się nimi kierować. Oczywiście, że staram się unikać słodyczy i innych świństw, ale wolę je od czasu do czasu zjeść, zamiast chodzić zdenerwowana przez dwa tygodnie, bo mam ochotę na ciastko z kremem. Poza tym z dużym dystansem podchodzę do nowych teorii prozdrowotnych, ponieważ ciągle się zmieniają i nagle wczoraj jadłam super-zdrowo, a dzisiaj już się truję 😉

  • Pozdrawiam znad kanapki z serem żółtym i sałatką jarzynową od mamusi. Z majonezem :O

    • Pozdrawiam znad kanapki z żółtym serem i majonezem! #pewnaśmierć

  • Gluten to zaraz po cukrze i nabiale cichy zabójca? A gdzie sól, przecież to biała śmierć! 😉

    • 3 rodzaje białej śmierci – sól, cukier i lekarz pierwszego kontaktu (to taki bardzo stary dowcip mojego taty, nomen omen, lekarza 😉

    • Zapomniałam o soli! Może dlatego, że używam himalajskiej, na którą chyba jeszcze nic nie znaleźli, albo ja na to jeszcze nie trafiłam i żyję w nieświadomości 😉

      • Magda

        Już znaleźli – podobno nie jest zdrowsza od zwykłej 😉 Tyle samo minerałów, itp. co kamienna. Wniosek? Rozsądek, rozsądek i jeszcze raz rozsądek 🙂

      • Lilia18

        Oj znaleźli, niestety. Ja przez długi czas używała tylko himalajskiej j, ale po tym co przeczytałam na jednym blogu , tytuł posta „sol-himalajska-jest-zdrowa-prawda-czy-falsz” i artykuł w gazecie wyborczej , ze Sól himalajska też szkodzi, tylko za większe pieniądze -to naprawdę można się załamać :(((

        • Powiedzmy sobie szczerze, chyba nie ma produktu spożywczego, na który jeszcze nic nie znaleźli 😉 a jeśli jest, to jest to tylko kwestią czasu 😀

        • Lilia18

          Racja, zdrowy rozsądek tylko nas uratuje 🙂

  • Doskonałe podejście, racjonalne i wyważone. Mnie w sumie trochę bawi to wysyłanie linków do coraz to nowszych badań i doniesień np. pod filmem z jadłospisem (to w sumie sytuacja z kanału 10minutspokoju – Justyna pokazała foodbooka z kilkoma fajnymi, prostymi, naprawdę zdrowymi przepisami na cały dzień, więc dostała komentarz o tym, że od smażenia na oliwie dostaje się raka i jak ona może coś smażyć i dawać dzieciom…). To nic, że jej dziewczyny zjadły tego dnia warzywa, owoce, białko, itd, ta chwila przesmażania na oliwie je zabije. Ja ze względu na insulinooporność dietę staram się trzymać, ale wychodzę z założenia, że skoro przez kilka lat nie miałam o chorobie pojęcia i żyłam, to teraz, kiedy podchodzę do tematu świadomie, jem 4-5 posiłków dziennie i pilnuję produktów, to raz na jakiś czas od pizzy nie umrę. A mój ulubiony fragment Twojego tekstu to zdecydowanie „bo jestem już zmęczona tymi wszystkimi doniesieniami naukowymi i analizowaniem, jak szczury czuły się po nienamoczonych orzeszkach.” 😀

    • Znam temat oliwy, bo przewija się czasem u mnie pod ZdrowoManią… Ja zawsze czytałam, że najlepiej smażyć na oleju kokosowym, a ostatnio trafiłam na dane, że olej kokosowy to największe zło. Ja wysiadam z tej karuzeli…

  • Czytasz mi w myślach i lepiej ode mnie przelewasz to na wirtualny papier!

    Też mam czasami dość tych wszystkich rewelacji, po których okazuje się, że chociaż niby jem zdrowo, to jednak to nie tak, to nie namoczone, to nie przecedzone, tego za dużo, a to poddane działaniu zbyt wysokiej temperatury. W efekcie okazuje się, że jem byle jak i wszystkie starania o to, żeby było zdrowo na nic, a moje jedzenie niewiele różni się od śmieciowego.

    Dlatego jestem zwolenniczką zdrowego podjęcia i umiaru. Wczoraj wieczorem zjadłam kilka chipsów i nadal żyję. A w święta zjem ciasto z masą kajmakową (ze słoika!) i śmietaną z 36% zawartością tłuszczu. Za to poniedziałek znowu rozpocznę od owsianki, a na lunch wypiję smoothie. I będę czuła się świetnie, a stan mojego zdrowia nie ulegnie nagłemu pogorszeniu 🙂

    Piona!

    • Dlatego lubię Was czytać (Ciebie, Agnieszkę i Martę Codziennie Fit), za to zdrowe podejście, które chyba jest najważniejsze w zdrowym stylu życia!

  • Malessia85

    Dla mnie też najważniejszy jest spokojne podejście do zdrowego stylu życia. Wyznaję zasadę: „co za dużo to niezdrowo”, nie tylko w odniesieniu do jedzenia, ale też innych rzeczy. Staram się żyć po swojemu, wybierać to co jest zdrowsze. Nie jest to rygor – czasem nie mogę się powstrzymać przed zjedzeniem czegoś czekoladowego 🙂 – ale wybór zdrowia.
    Słowem – wyjęłaś mi to z ust 🙂

  • Kiedyś przechodziłam fazę przejmowania się wszystkim, unikania większości czynników szkodliwych, rakotwórczych, stosowałam zasady mega zdrowego stylu życia a i tak wszystko się ze sobą kłóciło – najgorsze było właśnie to czytanie wyników badań i ciągłe siedzenie na bazach naukowych, miałam potężny mętlik w głowie. Z samego stresu czułam się źle. W końcu mnie to masakrycznie zmęczyło, znudziło i przeszłam w drugą skrajność – nieprzejmowania się. Efekt był rzecz jasna opłakany. Skrajności nigdy nie są dobre, a Twoje podejście jest bardzo mądre, dojrzałe i zdrowe – lepszego podsumowania moich własnych myśli na ten temat nie mogłabym napisać! Dzięki za ten post 🙂

    • Nie ma za co 🙂 dziękuję za udostępnienie na fejsiku <3

  • U mnie jest z tym różnie. Na pewno staram się do niektórych rzeczy podchodzić bardziej świadomie niż tych kilka lat temu. Jeśli chodzi o jedzenie to nie zwracam uwagi na te doniesienia o ile nie są one poparte rzetelnymi badaniami na reprezentatywnej grupie osób. Co do rzeczy, które poruszyłaś to zgodzę się z siedzeniem 😀 Siedzenie w jednej pozycji bardzo wykańcza krążenie a przede wszystkim plecy. Kiedy muszę spędzić przy biurku cały dzień to mam zagwarantowany ból pleców przez co najmniej kilka dni. U mnie świetnym rozwiązaniem jest siłownia lub joga, ale wiem że dużo osób nic sobie z tym nie robi. Efekty są kiepskie. Kiedyś czytałam historię dziewczyny, której brat przez siedzącą pracę miał poważne problemy z kręgosłupem, a ona w końcu po tych doświadczeniach zdecydowała się pracować przy komputerze na stojąco (wiadomo, że było to o tyle łatwiejsze, że pracowała z domu).
    Co do wody to muszę przyznać, że zupełnie się tym nie przejmuję i raczej ufam warszawskim oczyszczalniom.

    Oczywiście zdarza mi się przestrzegać najbliższych przed pewnymi produktami, np. po artykule na temat kwasów omega 3 pochodzenia rybnego, który czytałam z chłopakiem, on przestał go przyjmować, bo okazało się, że nie ma już czegoś takiego jak „czyste i zdrowe norweskie łososie”. Ale też nie popadam w panikę i nie wypominam znajomym paczki chipsów, bo sama mam od czasu do czasu taki dzień, kiedy zamiast super zdrowego koktajlu chcę zjeść paczkę paluszków i popić je słodzonym sokiem ze sklepu 😉

    We wszystkim trzeba mieć umiar, ale wydaje mi się, że trzeba też się uświadamiać, żeby lepiej dbać o siebie, swoje zdrowie, zdrowie swoich najbliższych i o środowisko 🙂

    • Ja też nie mam nic przeciwko uświadamianiu, dlatego też nie mam pretensji, kiedy ktoś mnie o czymś informuje. W takiej sytuacji po prostu analizuję, czy dana rzecz faktycznie może mi zaszkodzić i czy powinnam ewentualnie coś w związku z tym zmienić. Zdrowy styl życia to w dużej mierze kwestia dokonywania właściwych wyborów. Sęk w tym, żeby nie wpadać w panikę, kiedy tego wyboru z jakiegoś powodu się nie ma (bo np. nie stać kogoś na kupowanie wszystkiego z etykietą BIO) albo zwyczajnie nie chce się z czegoś całkowicie rezygnować (np. z tych nieszczęsnych toksycznych ziemniaków).

  • Sama jakiś czas temu poruszałam tę kwestię. Nie wiem dlaczego, ale często ludzie dzielą się na tych, co mają wszystko w nosie, bo „przecież na coś trzeba umrzeć” albo na tych, co mają fanatyczne podejście do zdrowego odżywiania. Mnie też się już nie raz oberwało, bo jak mogę deser a’la tiramisu nazwać fit skoro używam w nim 1,5 sztuki okrągłego, kupnego biszkopta (waga około 7g)! Takich przykładów jest na prawdę wiele i cieszę się, że poruszasz ten temat. Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek i nie dać się zwariować!

    • Komentarze „na coś trzeba umrzeć” też uwielbiam 😉 Szczególnie, kiedy wypowiada się je np. w kontekście palenia papierosów, odżywiania w 90% zupkami z proszku lub totalnego bezruchu życiowego… No tak, bo gdyby taka osoba ruszyła tyłek z kanapy, lub rzuciła palenie, to na pewno przyszłoby jej żyć wiecznie… 😉

  • Asia

    Ryzykujesz tych artykulem, ten kto ‚ciebie’ nie czyta moze uznac Cie za ignorantke i nie wpisujaca sie w trendy. Zartuje oczywiscie. Dla mnie zdrowe jedzienie to: nieprzetworzone, lokalne i sezonowe. Nawet chia jescze nie jadlam.

    • Spodziewałam się raczej komentarzy, że cały mój blog to jedna wielka ściema, skoro teraz sarkastycznie wypowiadam się na temat zdrowego stylu życia… Ale póki co wszyscy czytają ze zrozumieniem, co bardzo mnie cieszy 🙂

  • Jak ja się z Tobą zgadzam! Najdziwniejszą grupą wg mnie są ludzie, którzy twierdzą, że gmo zmienia dna człowieka (jak oni skończyli szkołę?), plastik to największe zło świata (i nie da sobie wytłumaczyć, że są różne plastiki), sól należy wyeliminować z diety itp., po czym kolejnego dnia widzę ich z paczką czipsów. No, siriusli? Myślę że wszystkie takie dziwne i skrajne przypadki należy ignorować tak, jak Ty to robisz w przypadku życzliwych komentujących. 😉

  • Katarzyna Korneluk

    Jarmuż właśnie. I chałwę ze sklepu…

  • Kasia Zet

    Lubię zaczynać moje komentarze od „jako żywieniowiec/specjalista ds. żywienia” bo to daje pewien pogląd, że nie jestem jakimś samozwańczym doradcą. A takich niestety w naszym kraju ostatnio mnóstwo. Bo przeczytali jedną książkę i już wiedzą wszystko. A ja od 9 lat „siedzę w żywieniu” i jeszcze dużo wiedzy do przyswojenia przede mną. Zawsze podziwiam Twoją rozwagę, zdrowy rozsądek i neutralność w wypowiedziach. Niesamowicie to cenię! Dlatego Twój blog jest chyba jedynym o takiej tematyce, który śledzę. A jeśli chodzi o podejście to mam takie samo jak Ty. Zawsze powtarzam czy to znajomym (którzy uwielbiają w czasie spotkań zadawać różne pytania żywieniowe), rodzinie czy moim studentom, że wszystko jest dla ludzi. Oczywiście należy kierować się rozsądkiem i nie pochłaniać fast foodów ileś razy w tygodniu, ale no kurcze dajmy ludziom żyć. A ta pizza raz na jakiś czas naprawdę ich nie zabije. Gdybym miała analizować każdy pojedynczy produkt, który zdarza mi się zjeść to albo dostałabym na głowę albo skończyła z jakimiś zaburzeniami odżywiania.

  • Karyna

    mądra z Ciebie babka!:) Twój blog to chyba jedno z niewielu miejsc, gdzie NAPRAWDĘ wszystko jest idealnie wyważone. wkurzają mnie miejsca w sieci, gdzie autorki przy każdej możliwej okazji wykrzykują że to, co promują jest zdroworozsądkowym podejściem. zamiast robić sobie dobry PR lepiej przejść do konkretów – i to tutaj lubię 🙂

  • U mnie ścierają się dwie frakcje – tradycjonalisci tacy jak teściowie, którzy na hasło „alergia pokarmowa” przewracają oczami i uważają że ludzie kiedyś jedli wszystko i żyli i to fanaberie rodem z warszawy, a drugiej strony maniaków dla których fakt, że czasem posmaruję chleb margaryną bo po maśle i nabiale jaki takim niestety boli mnie brzuch jest zbrodnią na ludzkości i zalecają jeść suchy chleb, a właściwie po co jeść coś tak niezdrowego 😉

    A ja stoję po środku i się pukam w głowę.

  • 😀 fajnie się to czytało. Często dochodzę do takich samych wniosków i żeby nie zwariować wypracowałam sobie swoją osobistą taktykę w zdrowym stylu odżywiania: jem to co mi służy, nie jem tego co mi w widoczny sposób szkodzi. I tak, w mojej codziennych posiłkach nie ma glutenu ani nabiału, bo dzięki temu odstawieniu zniknęło parę moich problemów zdrowotnych, a nie dlatego że ktoś powiedział że to trucizna. Ale nie przeszkadza mi to w weekendowym grzeszeniu w kawiarniach i restauracjach 😀 A nadchodzące święta będą bardzo tradycyjne 😉 Pewnie jakoś to przeżyję i z wielką ochotą wrócę po nich do swoich zdrowych nawyków.

  • Mam identyczne podejście 🙂 Przerażają mnie wszystkie choroby, a najbardziej właśnie wymieniony przez Ciebie rak, ale gdyby to było takie proste, że to i to może powodować raka i jeśli będę tego unikać to na niego nie zachoruję, to fajnie. Ale niestety nikt nie daje pewności i gwarancji czy jeżeli zrezygnuje z jedzenia czegoś to na pewno nie zachoruje.

  • domi

    Ja mam dość czytania „dostaję raka od…”. Rak to nie żarty.

    • No błagam, nikt tu z raka nie żartuje. Nie przypisuj mi proszę takich intencji na podstawie wyrwanego z kontekstu zdania.

      • domi

        Nie przypisuję Ci żadnych intencji.Po prostu czytam coś takiego i uważam,że takie sformułowania,”dostawać od czegoś raka” to gruba przesada w kontekście tego,o czym piszesz.Zapraszam na oddział onkologii w święta,tylko uważaj,bo dostaniesz raka.

        • Rozumiem, że to dla Ciebie jakiś drażliwy temat, więc nie mam zamiaru się wykłócać i przekonywać, że naprawdę nie miałam nic złego na myśli. To jak odbierasz moje słowa zależy w dużej mierze od Twojego nastawienia, a tego niestety nie zmienię. Za zaproszenie dziękuję, ale nie muszę korzystać, bo miałam do czynienia z osobami chorymi na raka. Być może dlatego boli mnie oskarżanie mnie o żartowanie z tej choroby… Ale swoim „żartem” na końcu pozamiatałaś tę dyskusję, więc z mojej strony EOT.

  • Super post Aga 🙂 Idealnie się go czytało 🙂 No i brawo za zdrowej podejście do życia 😉

  • Karolina K

    Jako osoba zajmująca sie żywieniem na co dzień muszę powiedzieć że można naprawdę dostać świra od nadmiaru informacji:) Więc ja wychodzę z założenia że najlepiej sluchać siebie i swojego ciała, bo ono powie nam czego najbardziej potrzebuje ( tak czasem nawet czkolady – od której sie nie umiera- a jak już to przynajmniej szcześliwym:) Każdą informację czy to z programu, konferancji czy najnowszych doniesień naukowych powinno sie filtrować a nie ślepo we wszystko wierzyć.

  • amen!

  • joanna

    Bardzo dobry tekst! Często myślę o tym, co najlepiej jeść a czego nie. I często wkurzaja mnie setki doniesień od naukowców. Wszystkie moje myśli zebralas w jedną całość. Dzięki za ten tekst!!

  • Jest tak wiele sprzecznych doniesień na temat tego co jest dobre a co nie, niejednokrotnie to dobre nagle staje się złym a złe jeszcze gorszym, że patrzę na wszystko z dystansem. Tak jak piszesz, nic nie szkodzi jedzone w umiarze, nawet te białe śmierci co nam zaglądają w oczy praktycznie z każdego posiłku! Świetny post 🙂

  • Lena

    O widzę, że jednk skrytykowany przez Ciebie mój komentarz pod wpisem ” Czy syrop klonowy jest zdrowy ?” dał Ci do myślenia.

    • Nie wiem od kiedy czytasz mojego bloga, ale takie podejście mam od lat i już nie raz pisałam podobne posty (np. http://lifemanagerka.pl/2015/02/jak-zyc-zdrowo-nie-zwariowac/), a ten siedzi w szkicach od około pół roku i zainspirował mnie do niego zupełnie inny komentarz (wspomniany zresztą w tym poście).
      Podejście do zdrowego stylu życia nie jest czarno-białe. To, że promuję zdrowsze produkty (patrz syrop klonowy) nie oznacza, że jestem stuknięta na punkcie zdrowego odżywiania. Tak samo jak ten post nie oznacza, że jest mi obojętne co jem.

  • Yuliia Noryk

    Agnieszko, super napisałaś ))))))ahahahaha. Kiedyś byłam przewrazliwiona w temacie Eco jedzenia i ciągle analizowałam co mogę zjeść. Przez to żyłam w stresie.
    A dzisiaj po cheat day przy świątecznym stole (z premedytacją ) jestem szczęśliwa i spokojna.
    Przeczytałam twój artykuł i humor mi poprawił się jeszcze bardziej.

    Dziękuję :))))))

  • Jud

    Ja staram się jakoś to wypośrodkować. Sama prowadzę bloga z przepisami na zdrowsze wypieki i potrawy. I wiele razy miałam nawet w głowie „a co, jeśli to wcale nie jest takie zdrowe połączenie? Przecież jest w tym x, y i z, a mogłoby nie być. Nie wszyscy jedzą x, mogą mieć uczulenie na y, zaraz zbiorę baty za dodanie z”. Ale wtedy sobie przypominam „hej, to jest Twoje miejsce, Twoje pomysły i interpretacje, dlaczego masz zamiar uszczęśliwiać wszystkich na siłę?”. Na codzień odżywiam się zdrowo, chociaż wiem, że mogłabym lepiej. A mimo to czasem czuję się jak dziwak, jeśli czegoś odmawiam w towarzystwie i właśnie tego nie lubię, takiego spojrzenia litości, jakbym robiła sobie krzywdę, co jest oczywiście nieprawdą, bo przecież tak chcę. Popłynęłam trochę z tym komentarzem 😉 W każdym razie dziękuję za posta, bo masz w 100% rację. A co dziś zjadłam z trucizny? Bezcukrową babkę z polewą na bazie trującego, najgorszego oleju kokosowego extra virgin 😉 A rano była miseczka z płatkami, a w niej rakotwórcze nasiona chia z najgorszym możliwym masłem orzechowym domowej roboty 😀

  • Jaki super wpis! Ja od jakiegoś czasu mam wrażenie, że wszyscy stali się znawcami zdrowego jedzenia, zdrowego życia. Sama zresztą czasem miewałam takie złote porady. Jednak od dłuższego czasu stwierdzam, że żadna moda ani to że pani X powie mi, że cośtam jest niezdrowe, jeść albo robić nie będę, bo np. tak modne bataty mi calkowicie nie smakują i co zrobię. Nic nie zrobię 🙂

  • Monika P-B

    Kiedy czytam kolejne doniesienia naukowców na temat jakiegoś produktu, to myślę o historii masła. Jedzone od czasu udomowienia bydła. Jakiś czas temu znalazło się na cenzurowanym. Teraz dla odmiany już nie jest takie złe, a na pewno lepsze od margaryny. Podobnie jajka. 30 lat temu zalecano jedzenie średnio 1 dziennie. Później dużo mniej, a teraz słyszę, że nawet 2 dzienne będą ok. Jak żyć? Ja się pytam. 😉

  • Ja tam jem wszystko, ale w małych ilościach. Uważam, że każdy wie co mu szkodzi, a co nie i sam powinien wybierać. Tak ogólnie, to wszystko jest niezdrowe. Nie ma nic zdrowego.

  • ania

    a ja mam takie podejście „nie pije, nie palę nie przeklinam” to czasem zjem coś niezdrowego 😀 i tak od tego nie umrę, tzn umrę i tak kiedyś 😀 ale najwazniejsze jest być tu i teraz – szczęśliwa 🙂

  • Fantastyczny wpis! Rozsądek i umiar – i wtedy można wszystko, bez przejmowania się, które samo w sobie generuje więcej problemów. Do takich tematów zapalnych dodałabym GMO – mocno przerobione przy moim wielkanocnym stole, każdy wiedział najlepiej, oczywiście czerpiąc wiedzę z internetu 😉 A spokojne nieprzejmowanie się tymi wszystkimi rewelacjami (może i jest coś szkodliwego w modyfikacjach, nie wiem tego i pewnie się nie dowiem) to czasem największa zbrodnia!

  • Monika

    Hej, absolutnie ze wszystkim co napisałaś się zgadzam, dawno nie widziałam w internecie tak zdrowego podejścia do kwestii zdrowego stylu życia, bardzo miło się to czytało 🙂
    chcę tylko odczarować mit tych nieszczęsnych ziemniaków – żeby zjeść ilość solaniny, która może wywołać jakąkolwiek reakcję naszego organizmu trzeba by było tych kartofelków zjeść kilka kilogramów. Na raz. Surowych. I koniecznie zielonych, bo to w zielonych częściach ziemniaków zawarta jest solanina. w normalnie wyglądającym (żółciutkim) ziemniaku są jej śladowe ilości, po ugotowaniu – nie zostaje praktycznie nic. Także ziemniaczków jedzmy dużo, na zdrowie! 🙂
    W ogóle większość tych przerażających doniesień powinna nas martwić tylko wtedy, kiedy wiemy, że zjadamy bardzo duże ilości danego produktu – na przykład codziennie pół kilogramowe opakowanie jarmużu. W innym przypadku – szkoda zdrowia na zamartwianie się pierdołami 😀

    • Trafiłam i na artykuł, który mówił, że w dojrzałych ziemniakach też jest solanina i że są trujące 😀 nie wiem jakim cudem nasi przodkowie opierając na nich swoją dietę przeżyli tyle lat 😉
      Dokładnie – kluczowa w tym wszystkim jest ilość i częstotliwość zjadania danych produktów. Tylko autorzy tych przestrzegających przed jakimiś produktami artykułów i komentarzy często zapominają wspomnieć, że uwaga ta odnosi się do ilości, której przeciętny człowiek zazwyczaj nie jest w stanie przejść.

  • Nie ujęłabym tego lepiej. Kiedy zaczynałam przygodę ze zdrowym odżywianiem sama wpadłam w taką pułapkę i nie mogłam się z tym uporać, dopóki nie zrozumiałam, że najważniejsza w życiu jest równowaga.
    Nieraz też słyszałam „po co się tak odżywiasz to i tak nie jest zdrowe bo pryskane, bo ma szczawiany itp.” ludzie potrafią Ci wszystko wytknąć. To co powinnaś jeść, a czego nie…
    Ja za każdym razem powtarzam – najważniejsza w życiu jest RÓWNOWAGA i słuchanie swojego ciała oraz jego prawdziwych potrzeb.