Język obcy w karteczkach – moja recenzja metody + KONKURS

Jako że w tym miesiącu sporo uwagi poświęcam językowi angielskiemu, z przyjemnością podzielę się z Wami swoimi odczuciami odnośnie jednej z testowanych przeze mnie metod nauki.

fiszki_4

Być może w ramach wprowadzenia powinnam napisać jak to u mnie zawsze było z nauką języków obcych, ale w sumie kogo to interesuje 😀 Najważniejsze jak jest teraz – ja w swojej nauce postanowiłam postawić na moją największą lukę w pamięci, czyli słownictwo. Oferta współpracy od Wydawnictwa Compagnia Lingua (które być może kojarzycie ze strony lub fanpage’a „Angielski w karteczkach„) przyszła w bardzo odpowiednim momencie i zbiegła się z moim majowym wyzwaniem. Otrzymałam paczkę z dwoma zestawami i zabrałam się do nauki.

Co znajdziemy w zestawie „Angielski w karteczkach”?

… lub „Hiszpański w karteczkach” itp. – kupując fiszki mamy do wyboru kilka języków, ale ja opiszę wszystko w oparciu o j. angielski.

  • tysiąc angielskich słówek na karteczkach + trochę pustych kartek na własne notatki
  • kolorowe przekładki ułatwiające segregowanie słówek
  • mini CD z wymową prezentowaną przez native speakera
  • przenośne etui ze smyczą

fiszki_3

Jak wygląda nauka?

Przyznam, że na początku nie wiedziałam jak się do tej metody zabrać. Podchodziłam do tego trochę jak pies do jeża 😉 ale kiedy przeczytałam pokazaną na opakowaniu instrukcję, wszystko mi się rozjaśniło. W pudełku za pomocą tekturowych przekładek wyznaczamy sobie „strefy” z karteczkami: do nauki, uczę się, powtarzam, umiem. Następnie zgodnie z ustaloną przez siebie częstotliwością wyjmujemy po ok. 20-30 karteczek i przystępujemy do nauki. „Przerobione” karteczki odkładamy do odpowiedniej „strefy” w pudełku.

fiszki_2

Jeśli chodzi o sam wygląd karteczek, to z jednej strony zawierają one słówko + kontekst zdaniowy do niego, a po drugiej stronie dokładnie to samo po polsku. Na stronie „angielskiej” mamy też informację gdzie na płycie CD znajduje się to słowo do odsłuchania, a także dwa oznaczenia – do jakiej kategorii zalicza się dane słowo (np. kultura i rozrywka) oraz wyrażona w gwiazdkach popularność danego słowa w języku angielskim.

Plusy i minusy tej metody

Fiszki są naprawdę bardzo fajną metodą nauki słówek i pod tym względem świetnie się sprawdzają. Akurat na tych karteczkach do słowa mamy podany też jakiś przykład użycia go w zdaniu, co trochę pomaga też w utrwalaniu wiedzy gramatycznej, ale ogólnie muszę podkreślić, że to narzędzie nie służy do nauki gramatyki. Dla niektórych może być to minusem.

Jeśli natomiast chodzi o plusy, jest ich całkiem sporo:

  • fiszki są bardzo „mobilne” – dzięki dołączonemu do zestawu etui możemy zabrać gdzieś ze sobą naszą dzienną porcję słówek i uczyć się jej np. czekając w kawiarni na koleżankę czy siedząc w aucie po przyjechaniu zbyt wcześnie na jakieś spotkanie

fiszki_5

  • nie tracimy czasu na robienie notatek, szukanie w słowniku itd. – wszystko mamy pod ręką
  • zestawy ustalane są pod kątem poziomu zaawansowania, dzięki czemu uczymy się słówek dostosowanych do naszego poziomu
  • plusem jest też to, że można w prosty sposób uczyć się/powtarzać słówka „w dwie strony” – z ang. na polski i odwrotnie
  • jeśli uczymy się słówek z jakiejś przygotowanej listy często jest tak, że uczymy się ich w konkretnej kolejności i potem tak jakby jedno słowo wywołuje w pamięci kolejne. Tutaj słówka są potasowane, nie uczymy się na pamięć ich listy, tylko koncentrujemy na konkretnych słowach, które będą w naszej pamięci funkcjonowały zupełnie samodzielnie.
  • w łatwy sposób segregujemy słowa problematyczne i te, które znamy doskonale – do tych drugich już w ogóle nie musimy wracać, a te pierwsze możemy maglować do skutku w każdej wolnej chwili

fiszki_1

Przygotowując się do tego wpisu konsultowałam się z Martą, która ma spore doświadczenie w nauce języków i sama naucza też innych – dziękuję jej za pomoc w uporządkowaniu tych plusów 🙂

A na koniec coś dla Was – KONKURS + ZNIŻKA

Wydawnictwo Compagnia Lingua pomyślało też o moich Czytelnikach i przygotowało dla Was zniżkę na zakupy w ich sklepie, a także 5 pudełek z karteczkami do wygrania, oczywiście język i poziom wybierzecie sami.

Chciałabym, abyście w ramach zadania konkursowego napisali mi w komentarzu jakie są Wasze ulubione metody nauki języków obcych, jakie uznajecie za najskuteczniejsze. Możecie też opisać swoją historię nauki albo podzielić się swoją motywacją. Chciałabym po prostu pogadać z Wami o nauce języków obcych, może z Waszych zgłoszeń konkursowych inni też wyciągną coś dla siebie.

Możecie też od razu napisać które fiszki chcielibyście otrzymać. Pełna oferta fiszek znajduje się na stronie „W karteczkach”.

Na odpowiedzi czekam do końca tego tygodnia (do niedzieli 18 maja, godz. 23:59). Nagrodzimy 5 najciekawszych/najbardziej wartościowych odpowiedzi. Liczę na Was 🙂 i życzę powodzenia w nauce i w konkursie 🙂

UWAGA!

Jeśli nie uda Wam się wygrać w konkursie, a przekonałam Was do metody karteczkowej, mam dla Was zniżkę 20% na fiszki w sklepie wkarteczkach.pl. Rabat ten łączy się z aktualnie dostępną w sklepie promocją, co oznacza, że możecie kupić fiszki 40% taniej. Aby skorzystać z rabatu wystarczy w odpowiednim miejscu przy zakupie wpisać hasło: lifemanagerka. Ten kod rabatowy obowiązywać będzie do końca maja.

Zwycięzcy konkursu

Miło mi poinformować, że pudełka z fiszkami wędrują do:

Marty, Rosalie, Kam, Klaudii, Marty Antoniny

Gratuluję dziewczyny! Do zwycięzców poszły maile z prośbą o dane do wysyłki nagrody.

Pozostałym przypominam o rabacie na hasło lifemanagerka, obowiązującym do końca maja.

Wszystkim bardzo dziękuję za udział, opisaliście wiele bardzo ciekawych metod nauki, Wasze komentarze zawierają sporą dawkę inspiracji i motywacji, aż żal, że nie mogę nagrodzić wszystkich!

Kategorie: Czas wolny, Rozwój osobisty

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Fiszki, jedna z moich ulubionych metod nauki! Stare czasyyy! 😉

  • Moją najlepszą metodą okazało się w końcu… Przemówić 🙂 Miało to miejsce w bardzo symbolicznym dniu, bo w sylwestrową noc (nieee, to na pewno nie miało związku z wypitą ilością wina). Kiedy okazało się, że potrafię przeprowadzić złożoną konwersację na temat kłusownictwa w Afryce i marzeń o wolontariacie w rezerwacie Kevina Richardsona nagle jakoś tak… Przestałam się bać rozmawiać o przysłowiowej pogodzie 🙂 Aktualnie korzystam z komputerowego programu do nauki, który w zasadzie działa tak, jak opisane fiszki, ale niestety nie ma wersji mobilnej, więc nie mogę zabierać go ze sobą.

  • Moją ulubioną metodą jest nauka poprzez praktykę i skojarzenia, dlatego przyklejam małe karteczki w różne miejsca – czyli oklejam lusterko, lodówkę, komputer, portfel, kalendarz (5 miejsc codziennie odwiedzanych) i powtarzam/uczę się. Robiąc listy zakupów, rejestrujac się do lekarza, czytając książkę wybieram tematycznie lub randomowo słówka wpisywane na listy przyklejane w miejscach. Potem odklejam, wkładam do pudełka i tworzę nowe. Wbrew pozorom nie zajmuje dużo czasu, a przypomina o systematyczności. Dodatkowo całe życie Tata wymagał, abyśmy 10 minut dziennie rozmawiali w obcym języku i do tej pory zdarza mi się rozmawiac w domu, ze znajomymi w ten sposób. Metody mały kroków, ale przez skojarzenia działają, co mi się bardzo przydało przy zdawaniu egzaminów. Teraz w ten sposób przyswajam już trzeci język, więc karteczki bardzo by mi pomogły w tym, więc jeśli nie wygrana to super rabat, dziękuję!

    • Co do języka w karteczkach – niemiecki, wbre obiegowej opinii uważam, że niezwykle logiczny i o ile gramatykę opanowałam, tak słownictwo – bez wsparcia się nie uda tak sprawnie i szybko jakbym chciała 🙂

  • Genialny konkurs:) Dla mnie nauka języków obcych to nie przykry obowiązek a pasja. Pracuję jako korepetytorka języka angielskiego, kończę studia na filologii włoskiej. Włoskiego uczę się na dwa sposoby. Pierwszy, to właśnie karteczki, które zabieram ze sobą dosłownie wszędzie. Wertuję je nawet na nudnych zajęciach na uczelni:) Natomiast, gdy jestem w domu, sięgam po słownik obrazkowy. Jestem totalnym wzrokowcem, więc pomagają mi obrazki. Ostatnio nauczyłam sie nawet budowy szparagów 😀 Aby sobie powtarzać słówka ze słownika, korzystam z kolorowych, samoprzylepnych, małych karteczek. Kolor żółty oznacza słówka nowe, czerwone-te, które muszę powtórzyć, a zielone-te,które na dobre zakorzeniły się w mojej pamięci. Staram się te dwie metody stosować codziennie.
    Prócz tego czytam czasopisma w jezyku obcym. Mam koleżanki, które często są we Włoszech i mogą kupować mi gazety za 1 euro, gdzie ten sam egzemplarz w empiku kosztuje 20zł:)
    Pozdrowienia!

    PS. Bardzo fajny post, który z pewnością pomoże zmobilizować rzeszę czytelników do nauki języków obcych:))

    • A co do języka,który miałby obejmować karteczki, to wybrałabym chyba niemiecki. Kiedyś dużo się go uczyłam, ale od kilku lat przepada w zapomnienie, wiec z przyjemnością wzbogaciłabym swoje słownictwo:)

  • Do pewnego czasu bardzo obawialam się o swoj warsztat językowy, mimo ze nauka języków byla dla mnie najciekawszą formą spędzania czasu w liceum oraz na studiach. Gdy tylko miałam mozliwosc zapisywalam się na dodatkowe kursy – po prostu to lubię! Angielski i niemiecki to podstawa, zahaczylam takze o francuski (cudowny jezyk, niezwykle zmyslowy) oraz o obowiazkowa lacine na moje NIEszczescie 🙂 Na lekcjach wolałam słuchac niz mowic, wydawalo mi sie ze obce dzwieki wydawane z moich ust brzmia conajmniej dziwnie… W koncu nadszedl czas, w ktorym musialam sie przelamac – pokochalam podroze. Był Egipt (wyjazd w celu zdobycia pracy za granicą), Turcja, Holandia, Grecja… I jak ja sie rozkrecilam! Nie poznawalam samej siebie! Moim zdaniem rozmowa codzienna, w sklepie o bulkach, mleku i wodzie z cierpliwym tubylcem to najlepszy sposob na nauke jezyka obcego. Bedac w Grecji czy Holandii podlapalam nawet czesc slowek z greckiego i mega trudnego holenderskiego. Polecam kazdemu w miare mozliwosci wyjazd za granice – ja jechalam calkiem sama, jako jedna jedyna Polka, przerazala mnie odprawa na lotnisku, zakupy, zakwaterowanie. Nie dosc, ze zyje to jeszcze uwazam to za najcudowniejsza przygode mojego zycia! Ze wzgledu na obowiazki zawodowe, studia i sytuacje prywatna aktualnie nie mam szans na zaden wyjazd za granice w najbliszyszm czasie, wiec moj angielski troche podupada.. O fiszkach myslalam od dawien dawna – chetnie bym sie podszkoliła w domu na kanapie w przerwie miedzy oglądaniem „Suitsow” po angielsku!

  • Moja przygoda z angielskim zaczęła się gdy wyjechałam do Anglii za ukochanym ( 5 lat temu), mimo że uczyłam się w liceum na miejscu wszystko okazało się inne.. inny akcent ( często ciężki do zrozumienia ), skróty których używają Anglicy i przede wszystkim to jak szybko mówią 😀
    Początkowo było ciężko mi się przełamać do mówienia – po prostu wstydziłam się 😛
    Z czasem zaczęłam mówić coraz więcej i więcej – na szczęście praca ode mnie tego wymaga 😉 i to właśnie dodało mi pewności siebie – dla każdego kto ma taką możliwość świetną metodą na rozwinięcie języka obcego będzie dialog w tym języku 🙂 Na poznanie słówek fiszki i powtarzanie 🙂

    Chętnie przegarnęłabym takie dla średnio zaawansowanych – jeśli będę znała zakupię wyższy poziom 🙂

  • Ja uczę się hiszpańskiego na piosenkach dla dzieci. Zyskują na tym wszyscy: dziesięciomiesięczna Marcelina uważnie słucha, a ja, nie przeznaczając dodatkowego czasu, poznaję nowe słówka. Mamy też pomysł na wspólne czytanie książeczek po angielsku i hiszpańsku. Biblioteka na nic się zda w tym przypadku, bo Marcelina pochłania książki w sensie dosłownym, a przecież obślinionych nie będziemy zwracać :). Czekamy na przesyłkę z hiszpańskimi książeczkami, piosenki znajdujemy na youtube. 🙂

  • Chyba najlepszą metodą jest wyjazd za granicę i poruszanie się po mieście, w końcu przemówisz i zaczniesz się komunikować z otoczeniem. A po kilku dniach okaże się, ze całkiem nieźle Ci idzie 😉 Fiszki pamiętam jeszcze z liceum, sama je robiłam na małych białych karteczkach. Z jednej strony słówko po ang a z drugiej po pol. Bo mój odwieczny problem z ang to własnie były te nieszczęsne słówka ;|

  • Ja łącze przyjemne z pożytecznym.Jeżdżąc na rowerze zamiast muzyczki slucham nagranych i przygotowanych wcześniej lekcji.Świeże powietrze to dotleniony mózg a dotleniony mózg łatwiej mi przyswaja naukę;)

  • Uczę się słówek w bardzo tradycyjny sposób- Piszę sobie kolorowe słówka na kartce i robię sobie tradycyjne kartkówki (trochę pracochłonne ale na mnie działa) Do tego oglądam ukochanych Chirurgów w wersji angielskiej, beauty filmiki na yt i oczywiście staram się czytać zagraniczne blogi. W tym wszystkim łączę przyjemne z pożytecznym 🙂

  • ‚Fiszkowa metoda’ nauki angielskiego czeka na mnie od kilku miesięcy 😉 Jeszcze nie ruszyłam, bo podobnie, jak Ty – nie wiedziałam, jak to ugryźć. Teraz chyba się za ten angielski wezmę.

    Nie ukrywam, że chciałabym dostać fiszki z języka hiszpańskiego. Dlaczego? Język hiszpański wręcz kocham od dzieciństwa, jak byłam małą dziewczynką, to oglądałam z babcią typowe meksykańskie seriale – telenowele i się zakochałam. Od tamtego czasu tylko czekałam na moment kiedy będę mogła zacząć uczyć się tego języka na poważnie. Moment nadszedł 2,5 roku temu – kiedy poszłam do liceum. Teraz liceum mam już skończone i bardzo boję się, że moje marzenie o znajomości języka legnie w gruzach i z powodu braku kontaktu z językiem stopniowo będę zapominała wszyyystko 🙁 Bardzo bym tego nie chciała, więc fiszki dla przypominania sobie informacji i uczenia się nowych byłyby idealne 🙂

  • Jeśli chodzi o naukę języka angielskiego to przez któregoś z blogów, które obserwuję wpadłam na stronę babadum.com- tam możemy uczyć się słówek patrząc zarazem na przyjemną oprawę graficzną. Korzystam także z Duolingo- tam możemy uczyć się wybranego języka od podstaw. Jest to naprawdę przyjemna strona!
    Dobrym sposobem jest także oglądanie filmów po angielsku z lub bez napisów. Jeśli się wsłuchamy to przy okazji może też wpadną nam w uszy jakieś nowe słówka i wyrażenia. Tak samo jest z grami video- czasem trafi nam się wersja gry bez polskiej wersji językowej i aby zrozumieć jaką historię opowiada gra trzeba się wsłuchać. Przyjemne z pożytecznym 🙂

    • Chciałabym zdobyć fiszki z angielskiego dla zaawansowanych 😉

  • Widzę że większość pisze o angielskim, więc ja napiszę o francuskim 🙂 Jako dziecko uwielbiałam filmy z francuskim aktorem Louis de Funes (wszyscy go pewnie znają), najbardziej podobała mi się seria Żandarmów i od tej pory zakochałam się w języku Moliera. Lubiłam też bajkę Madleine i smerfa Malarza. Mama mi powtarza że od zawsze fascynowało mnie wszystko związane z Francją. Gdy chodziłam do szkoły, bardzo chciałam się nauczyć francuskiego, ale niestety nie miałam takiej możliwość (mieszkałam na wsi). Potem cudem się trafiło że w liceum miałam jako drugi język właśnie francuski. Byłam strasznie zadowolona choć na początku nauka sprawiała mi problemy, jednak się nie poddałam i zdawałam nawet maturę z francuskiego ! Potem już było coraz lepiej czyli studia po francusku a teraz się spełnia moje marzenie i mieszkam we Francji ! 🙂 Prawie ze mnie Louis de Funes hehehe

    Jeśli chodzi o naukę to jako początkująca podpisywałam wszystkie rzeczy w pokoju i tak np na ołówku przykleiłam karteczkę „un crayon”. Inną metodą było wypisywani e słówek na kolorowych kartkach A4 i zapisywanie słówek kojarzących mi się z tym kolorem. Dla średnio zaawansowanych polecam oglądanie bajek w innym języku, są one dla dzieci więc język jest naprawdę bardzo prosty, nie trzeba napisów i naprawdę jesteśmy zrozumieć prawie wszystko. Gdy miewałam chwile zwątpienia, myślałam sobie : ” To jest język Louis de Funes, muszę dać radę!” – jak widać mój idol jest dla mnie największą motywacją 🙂

  • Moją piętą achillesową w angielskim są konstrukcje gramatyczne i połączenia różnych wyrazów. Najlepiej się tego uczę czytając w tym języku, słuchając muzyki i oglądając filmy czy seriale. To bierna znajomość, a co z czynną? Jest coś takiego jak program Tandem – wymiana umiejętności językowych. W praktyce to po prostu spotkanie z nativem języka, którego chcemy się nauczyć i jednocześnie osobą, która chciałaby podszkolić polski. Przy okazji można poznać sporo fajnych ludzi 🙂

    Chciałabym wkrótce wrócić do nauki francuskiego, którą zaniedbałam – i tu fiszki na pewno by się przydały, bo mój zasób słów jest w tym języku bardzo podstawowy. Jeszcze nie nadaję się na Tandem 😉

  • Strasznie się cieszę, że pojawił się tu taki temat 🙂
    Od dziecka uczyłam się zarówno angielskiego jak i niemieckiego. Byłam nawet w dwujęzycznym (niemieckim) gimnazjum, bo mądre testy wykazały, że mam predyspozycje do sprawnej nauki języków. Fakt faktem łapię szybciej niż norma przewiduje, ale zarówno w angielskim jak i w niemieckim doszłam do punktu w którym zabrakło mi motywacji i właśnie porządnego sposobu nauki by osiągnąć zadowalający mnie poziom. Z niemieckiego nawet zdawałam maturę. Ale… przyszedł czas studiów, który osobiście uważam za językowe uwstecznienie. Tak więc na daną chwilę niemiecki umiem teoretycznie, dobrze się orientuję w gramatyce natomiast mam ogromną blokadę przed mówieniem. Jeśli chodzi o angielski to dzięki wyjazdom i znajomościom i przede wszystkim serialom, mimo świadomości gramatycznych braków chętnie i swobodnie się w tym języku porozumiewam. Teraz nawet zainwestowałam i chodzę na kurs, prywatnie w małej grupie i jestem mega zadowolona no i nadrabiam lukę w gramatyce! 🙂 Jednak to HISZPAŃSKI jest moją miłością. Przez wiele lat spędzałam wakacje w międzynarodowym gronie młodych osób i tam poznałam wielu cudownych ludzi z Ameryki Łacińskiej. Pokochałam ich język, za jego lekkość i melodyjność. Jak tylko okazało się, że średnia ze studiów zapewni mi stypendium, zamiast wydać je na ciuchy zapisałam się na kurs. Chłonęłam każde słowo, akcent, niuans, regułę. Wreszcie uczyłam się języka, bo sama tego chciałam a nie bo musiałam. I to jest w moim przypadku najważniejsze. Chcieć a nie musieć. Po 3 latach nauki, dostałam w prezencie kurs językowy w Hiszpanii i spędziłam cudowne 3 tygodnie w Andaluzji, za którą tęsknię każdego dnia, a gdzie od wyjścia z samolotu chętnie porozumiewałam się po hiszpańsku, zero obawy czy blokady. Teraz przede wszystkim dalej chodzę prywatnie na kurs, słucham hiszpańskiego radia, czytam gazety i artykuły po hiszpańsku. Poza tym uwielbiam kulturę Hiszpanii i Ameryki Łacińskiej, wszystko co dookoła hiszpańskiego po prostu mnie interesuje, jest to moja pasja i przy tym odpoczywam i ładuję baterię gdy inne rzeczy dają mi popalić. Dlatego posiadania hiszpańskich fiszek w torebce, by w każdej wolnej chwili nauczyć się czegoś nowego byłoby dla mnie rewelacyjną opcją. Zwłaszcza, że w najbliższej przyszłości planuję przygotować się do zdania certyfikatu 🙂

  • Hey! Well, dla mnie temat nauki języków obcych is endless! Obawiam się, że gdybym chciała napisać wszystko to co wiem i myślę na ten temat, wyszłaby nawet book. First of all, people nadal nie zdają sobie sprawy z tego, how important is znajomość chociażby podstaw obcego języka (unfortunately…). Początkowo miałam tak samo, but moja mama convinced me do dodatkowych lekcji z angielskiego i… chwała jej za to! Tak naprawdę poziom nauczania języków obcych w szkołach is… poor. Dopiero w liceum trafiłam na great teachers. Now, jestem zadowolona ze swojej knowledge, but it’s not enough! W tym momencie staram się łączyć learning with pleasure – oglądam seriale i filmy po angielsku. Początkowo wspierałam się ANGIELSKIMI (necessarily!) napisami. Moim zdaniem that’s great way do osłuchania się z językiem UŻYTKOWYM, do zapamiętywania WYRAŻEŃ, what is more – można czerpać niesamowitą satisfaction z tego, że z czasem you understand all i przestajesz zwracać uwagę na to, że ten serial/film isn’t in Polish.

    I’m also trying wzbogacać mój zasób słownictwa – usually I use elektroniczną wersję fiszek, np. na stronie http://pl.vocabla.com/. However, myślę że świetnie byłoby to try wersji papierowej – po to, żeby in future była w stanie zmienić wszystkie Polish words w tej wypowiedzi na angielskie! 🙂

    That would be great to win swoje fiszki z angielskiego (poziom zaawansowany), miałabym co robić w nadchodzące najdłuższe holidays in my life! 🙂 Mimo wszystko jednak, chętnie skorzystam z rabatu! Dziękuję bardzo za taką możliwość!

  • Według mnie każda metoda nauki jest dobra, ALE pod warunkiem, że naprawdę chcemy się języka nauczyć. Najlepiej otoczyć się nim, pozamieniać języki w grach, na stronach internetowych, oglądać filmy np. po angielsku, słuchać muzyki, czytać magazyny (ze swojej strony polecam wydawnictwo Colorful Media) językowe i książki w oryginale. Ja dodatkowo mówię sama do siebie w myślach po angielsku:D

    A moja językowa historia?
    Angielskiego zaczęłam uczyć się dosyć późno, bo w przedszkolu i szkole podstawowej miałam niemiecki. Tak naprawdę nauka na poważnie rozpoczęła się w gimnazjum. Tam też bardzo polubiłam ten język, a nauka była dla mnie przyjemnością. Również miałam okazję uczestniczyć w obozie językowym w Londynie. Była to świetna przygoda, otworzyłam się i zmuszona byłam przełamać blokadę językową. Nie było łatwo, ale musiałam sobie tam radzić sama, wiec siłą rzeczy mówić musiałam. W Londynie się zakochałam i chciałabym kiedyś tam zamieszkać, ale najpierw muszę podszkolić swój angielski i jestem przekonana, że te fiszki bardzo by mi pomogły.

  • Hej, jestem tu po raz pierwszy i na pewno wrócę. Bardzo fajne zdjęcia i teksty.
    To teraz może moje metody nauki języka:
    – SITA, mój mąż przechodzi właśnie kurs, wiem że działa, mój wujek tak nauczył się języka,
    -FISZKOTEKA.PL – korzystam na laptopie i na komórce mam apke, bardzo przydatną w autobusie, korkach czy w poczekalni u lekarza,
    – MUZYKA- najwięcej nauczyłam się w liceum, kiedy byłam fanatycznie słuchającą muzyki osobą, wszystkie teksty tłumaczyłam sama, i najwięcej ich pamiętam do tej pory
    – SKYPE, CZATY- najwiecej praktyki zdobywa się poprzez kontakt z obcokrajowcami,
    – OGLĄDANIE FILMÓW BEZ LEKTORA I DUBBINGU- pomaga w osłuchaniu się z językiem i idiomami
    – WIESZANIE KARTECZEK W DOMU, jak kułam w szkole słówka sprawdzały się rewelacyjnie
    – MYŚLENIE I PISANIE W J.OBCYM – jako nastolatka, byłam 2 miesiace za granicą, starałam się pisać pamietnik, nie po polsku ale po angielsku, szło jak szło, ale bardzo pomogło
    – CZYTANIE KSIĄŻEK, poszerza zasób słownictwa, ja czytam z ołówkiem zakreślam trudne słówka i od razu je sprawdzam w słowniku,
    – ŚPIEWANIE wiadomo, działa na kilka zmysłów i szybciej zapamiętuje się.

  • Zdecydowanie najbardziej uwielbiam fiszki. Szybko,łatwo i konkretnie słówka. Pomóżcie zdobyć mi kolejną wiedzę z angielskiego 🙂

    Pozdrawiam!!!

  • Ostatnio widziałam wiele osób uczących się z fiszek tej firmy 🙂 Cieszę się, że akurat pokazałaś jak dokładnie wygląda ich produkt! A wygląda kusząco 😉

    Co do nauki to moimi najbardziej efektywnymi sposobami są:

    1) oglądanie filmów/seriali (najpierw z napisami, później już bez), przy których łączymy przyjemne z pożytecznym

    2) czytanie czasopism, książek z obszaru naszych zainteresowań (prywatnych lub zawodowych). I mój ostatni hit ARTYKUŁY O ROZWOJU OSOBISTYM !!! – niesamowita sprawa – i rozwój z turbodoładowaniem dzięki temu, że oprócz pracy nad sobą ćwiczymy także język obcy

    3) znalezienie kogoś z interesującego nas kraju i nawiązanie z nim kontaktu (od wielu lat prowadzę mailowe konwersacje z chłopakiem z Finlandii, Australii i Portugalii) – wersja dla odważniejszych to konwersacje na Skype’ie

    4) podczas wypisywania słówek do nauki tworzymy kilka kolumn w zależności od tego ilu języków chcemy się uczyć – ja aktualnie pracuję nad angielskim, niemieckim i hiszpańskim, dlatego w trzech kolumnach piszę odpowiedniki danego wyrazu w każdym z języków – moim zdaniem daje to genialny efekt, bo naprawdę pobudzamy wtedy szare komórki i o wiele łatwiej i na dłużej zapamiętujemy

    5) słuchanie podcastów lub ebooków w obcym języku

    6) znalezienie towarzysza do nauki/konwersacji na żywo

    Z chęcią wypróbowałabym karteczki z języka angielskiego dla zaawansowanych :))

    Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że komuś pomogłam;)

  • Moim zdaniem najlepiej uczyć się języka rzucając się na głęboką wodę- wyjazd do kraju, w którym dany język obowiązuje 🙂 Z mniej ekstremalnych to portale edukacyjne np. Duolingo czy też znalezienie sobie obcojęzycznego penfriend’a 🙂
    Ja najlepiej wchłaniałam angielski, gdy byłam mała i oglądałam bajki na cartoon network 😀 Dlatego zalecam również oglądanie ulubionych seriali czy też filmów bez czekania na tłumaczenie. Fajną opcją jest również czytanie zagranicznych blogów.
    Dla mnie najlepszym treningiem i sprawdzeniem się z językiem angielskim jest po prostu rozmowa z obcokrajowcem. Dlatego imprezy kulturalne czy też szkolne wymiany również wskazane 🙂
    Obecnie chciałabym nauczyć się języka francuskiego, dlatego fiszki dla początkujących mile widziane! 🙂

  • Mam kilka mateod nauki języków obcych. Sęk tkwi w tym, aby czerpać z tego radość, nie traktować tego jako przymus. Wiele słów można zapamiętać poprzez dokładniejsze wsłuchiwanie się w teksty piosenek. Skojarzenia – wtedy uczymy się słówek i jednocześnie ćwiczymy wyobraźnię. Czytam wiele artykułów, nawet jeżeli nie rozumiem wszystkich słów jestem w stanie poskładać to w jedną spójną całość. Warto uczyć się w ten sposób drugiego języka – nowo poznane słówka można tłumaczyć przykładowo na język angielski, nie polski. Polecam także obsługiwać programy komputerowe w języku obcym. W autobusie, tramwaju, wyjmuję karteczki i czytam. 🙂 Nie warto tracić czasu, kiedy w każdej chwili można nauczyć się czegoś nowego, co w przyszłości z pewnością będzie procentować. 🙂 Sama miałam okazję wiele się nauczyć i przełamać własną „barierę językową” pracując za granicą. Myślę, że zawsze warto zaryzykować i stawiać w życiu dosyć wysoko poprzeczkę. Kontakt z językiem na codzien to jedna z kluczowych metod nauki.

  • Dla mnie najskuteczniejszy był skok na głęboką wodę. Jakieś 10 lat temu u mnie w mieście odbywały się Mistrzostwa Europy w Snookera i moim zadaniem (pracowałam wówczas w hotelu), była kompleksowa opieka nad zawodnikami zakwaterowanymi u nas (Francuzi, Anglicy, Irlandczycy). A ja mówiłam po niemiecku, po angielsku nie bardzo. Uczyłam się co prawda w szkole, ale to były totalne podstawy – przez 4 lata miałam 5 nauczycieli, a każdy zaczynał od początku. Nie miałam jednak wyboru – trzeba było załatwiać z zawodnikami lekarza, zakupy, itp., więc zaczęłam mówić i tak mi już zostało. I chyba nawet swobodniej mówi mi się po angielsku teraz, którego nauczyłam się w tak niekonwencjonalny sposób, niż po niemiecku, którego uczyłam się wiele lat i zdawałam maturę. Może nie mówię gramatycznie idealnie, ale znam kilka czasów, podstawowe zasady i jestem w stanie porozumieć się z każdym.

  • Wit

    Cześć, świetne są te metody,które opisaliście! Podoba mi się pomysł nauki słówek od razu w kilku językach, o którym pisze @Izabella. W liceum uczyliśmy się tłumacząc zdania, które podała nauczycielka z języka polskiego na język obcy. Na następnej lekcji sprawdzaliśmy nasze tłumaczenia. To była dobra metoda, ponieważ wymagała zastosowanie odpowiedniej konstrukcji gramatycznej oraz oddanie znaczenia.

    Ostatnio uczyłem się z użyciem podręcznika starego typu. Takiego, w którym występują czytanki w języku obcym, przetłumaczone na końcu książki na polski. Ucząc się w dwie osoby jedna osoba czyta zdanie po zdaniu w wersji polskiej, a druga na bieżąco tłumaczy na angielski. Jej tłumaczenie można porównać z wersją angielską czytanki. Pierwsza osoba może też samodzielnie tłumaczyć tekst na polski. Można tej metody używać na każdym poziomie zaawansowania i z różnymi tekstami.

  • Ola

    Z jezykiem angielskim zaczelam swoja przygode w szkole podstawowej a metod przez lata bylo wiele…zaczne wiec od poczatku:
    1. Poprzez MUZYKE
    Pamietam jak w czasopismie BRAVO na ostatniej stronie drukowano teksty piosenek I ja te teksty zbieralam I tlumaczylam. Jak juz przetlumaczylam to sie uczylam tekstu na pamiec I pozniej spiewalam na glos (ahh mieli sie ze mna sasiedzi I rodzice bo glosu to ja absolutnie nie mam).
    To byla I jest nadal moja ulubiona forma uczenia sie jezykow….:)
    2. Poprzez CZYTANIE
    Kolejnym pomyslem byl kontakt z ciocia z USA ktora poprosilam o przesylanie magazynow o roznej tematyce. Tlumaczylam artukuly I zapisywalam trudne slowka w specjalym do tego przeznaczonym zeszycie
    Aktualnie korzystam z Kindla na ktorym czytam ksiazki w orginale a trudne slowka lub ciekawe zwroty zapisuje w pamieci Kindla I wracam do nich podczas czytania oraz robie test po zakonczeniu czytania.
    Internet jest rowniez kopalnia wiedzy wiec czytam jak tylko sie da po angielsku.
    Jest to kolejna moja ulubiona forma nauki jezyka.
    3. Poprzez FILMY
    Zaczelo sie od wszystkich serii ‘Przyjaciol’ a pozniej co sie nawinelo. Obowizkowo z napisami w jezyku angielskim.
    4. Poprzez KURSY/LEKCJE PRYWATNE
    Przeszlam tez przez szereg korepetycji ale najfajniesze byly te z anglikami poniewaz moglam posluchac ‘zywego’ jezyka.
    5. Poprzez PODROZE
    Angielski swoja droga…ale fajnie jest znac podsawowe zwroty (albo I wiecej) w innych jezykach. Zauwazylam ze latwiej zbudowac przyjacielskie relacje z tubylcami jesli sie cos powie w jezyku tubylczym a nie od razu po angielsku oczekujac ze wszyscy powinni go znac.
    6. Poprzez ZYCIE W DANYM KRAJU
    Wyjechalam na kilka lat do Szkocji I to byla niezla lekcja angielkiego. Po pierwsze accent daleko odbiegajacy od tego z ktorym bylam juz zaprzyjazniona poprzez muzyke lub filmy.
    Po drugie musialam wreszcie otworzyc swoja paszczeke I przelozyc cala teorie na praktyke….Bylo ciezko ale tylko na poczatku.
    I to chyba najbardziej efektywna forma nauki poniewaz jezyk ktorego cialam sie nauczyc byl wokol mnie na wszelkie mozliwe spooby.

    Reasumujac metod bylo wiele ale nigdy nie sprobowalam fiszek 

    p.s Przepraszam za brak polskich znakow ale pisze z komputera przystosowanego tylko do znakow anglojezycznych I za zadne skarby nie moge tego zmienic.

    Pozdrawiam!

  • Lubię uczyć się z fiszek, ale jeszcze bardziej ze strony Quizlet :), działa na podobnych zasadach.

    ps. wypróbowałam dziś Twoją zupę pomidorową i jest pyszna! Chyba nigdy więcej nie zjem żadnej innej pomidorówki 😉

    • Aaaaale mi narobiłaś ochoty! Ja póki co też nie robię innej 🙂

  • Od siebie dodałabym zabawę z angielskim 🙂
    Oglądając anglojęzyczny film można przełączyć język na angielski, nie raz jest też opcja polskich napisów. Jeśli mamy do wyboru film z lektorem/napisami, sięgajmy po ten z napisami.
    Kolejna rzecz to piosenki – czytajmy angielski tekst, tłumaczmy nowe słówka i zwroty, w ten sposób słysząc po raz kolejny ulubioną piosenkę w radiu utrwalimy je.
    Poza tym śmiejmy się! 🙂 – oglądajmy skecze, czytajmy kawały, przeglądajmy angielskiego kwejka, oglądajmy angielskie vlogi i czytajmy interesujące nas artykuły po angielsku. W tym miejscu zapraszam na mojego bloga http://english-at-tea.blogspot.com który może wspomóc motywację do nauki 🙂

  • Ja z kolei przedstawię w jaki sposób angielskiego uczy się mój Mąż 🙂
    Otóż:
    Po pierwsze – primo 🙂 – uczęszcza na kurs (2 x w tygodniu po 2h)
    Po drugie – secundo 🙂 – raz w tygodniu w godzinach pracy uczęszcza na zajęcia z lektorem w firmie, w której pracuje
    Po trzecie – tertio 🙂 – słucha nagrań po angielsku w drodze do/z pracy na mp3
    Po czwarte – quarto 🙂 – ogląda filmy po angielsku, czyta czasopisma w obcym języku, serfuje po obcojęzycznych stronach, tłumaczy sobie nowe, nieznane zwroty i wyrażenia, tłumaczy również piosenki
    Po piąte – quinto 🙂 – często rozmawia na skype po angielsku z moim bratankiem, który na stałe mieszka w Australii
    Po szóste – sexto 🙂 – nie „spina” się przy nauce, lecz traktuje ją z humorem i jako dobrą zabawę, wtedy idzie mu o niebo lepiej 🙂

    pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Ja jestem wielką fanką języków obcych. Najchętniej zaprzestałabym uczenia się innych przedmiotów, a skupienia się tylko na językach. 🙂
    Właściwie każdy język jest dla mnie interesujący, dlatego będąc na przykład w komunikacji miejskiej lubię przysłuchiwać się rozmowie obcokrajowców. Zawsze mam nadzieję na wyłapanie chociaż jednego słówka. 🙂
    Cały czas poszukuję nowych sposobów na naukę języków obcych. Przeszukuję masę blogów,stron poświęconych językom obcym. Wszystkie piszące tutaj mają wspaniałe pomysły. Czaty, muzyka, filmy, książki, podcasty, kursy, wyjazdy za granicę, przełamanie się i mówienie itd. Staram się to wszystko łączyć.
    Jednak najbardziej pomogło mi MYŚLENIE w języku obcym. Zaczęłam mówić sama do siebie, tak po prostu, po angielsku. Codziennie chociaż przez chwilkę piszę krótkie obcojęzyczne notki w języku angielskim. Czasem łączę w sobie dwa języki np. angielski i niemiecki. Coś w rodzaju pamiętnika, tylko że w językach obcych, bo mieszając je widzę jeszcze lepsze rezultaty. Słucham również obcojęzycznego radia i tylko takiego. Działa mi na tej samej zasadzie jak muzyka czy podcasty Pozwala mi to na chłonięcie języka obcego cały czas. Dla mnie kluczem jest otoczenie się i życie danym językiem jak tylko da radę. Jest wszędzie wokół mnie. I to właśnie sprawdza się u mnie najlepiej. Przestawienie się na dany język obcy jakby był moim pierwszym. 🙂

  • Jeśli chodzi o naukę języka ogólnie – uwielbiam seriale i filmy z napisami. Nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałam coś z lektorem! 😉 Nie mam jeszcze takiej swobody, żeby oglądać filmy ze zrozumieniem bez napisów, choć kiedyś poszłam o krok dalej i oglądałam angielskie filmy z angielskimi napisami. Całkiem niegłupi pomysł, pamiętam, że to dało mi sporą swobodę językową na pewien czas, lecz wiadomo – kiedy przestałam praktykować, wszystko uleciało.

    Co do wdrażania nauki języka w codzienność, wyszukuję kryminały Agaty Christie, której jestem wielką fanką, w wersji po angielsku (w wersji polskiej mam prawie wszystkie jej książki – jest ich około setki!) i potem czytam, na bieżąco śledząc wersję polską, by uzupełniać zwroty, których nie rozumiem.

    Szczerze mówiąc, te metody dały mi najwięcej, jeśli chodzi o zwalczanie blokady wypowiadania się. Przechodząc już stricte do słówek – jestem tradycjonalistką. Mam rewelacyjną pamięć i kartki A4 gęsto zapełnione słówkami jestem w stanie opanować w jakieś dziesięć minut. Co z tego, skoro niepowtarzane później słówka i tak znikają gdzieś w mojej niepamięci.

    Bardzo chętnie spróbowałabym fiszkowatej metody raz jeszcze, gdyż z nią również miałam romans jakieś dwa lata temu. Sama przygotowałam pokaźny zestaw fiszek, jednak były one stworzone na zasadzie słówko polskie – słówko angielskie Sposób z zafiszkowaniem również zdania zawierającego dane słowo wydaje mi się rewelacyjny, jednak nie mam na tyle czasu, żeby tak wymagające fiszki, przygotować samodzielnie. No cóż, kto wie… 😉

    • Zapomniałam dodać, że chętnie dorwałabym fiszki niemieckie. Wstyd się przyznać, ale tego języka uczę się… od podstawówki, więc minęło jakieś dobre piętnaście lat! a moja wiedza jest niestety na żenująco niskim poziomie jak na tyle lat nauki.

  • do fiszek do polecam program Anki też 😉 samodzielnie się tworzy swoje fiszki, jest to apka na komputer jak i na tel, wszystko ładnie się synchronizuje:) no i tworzymy je samemu więc też coś niecoś w głowie zostaje;)

  • Ja również miałam zawsze ogromny problem ze słownictwem – nie tyle z jego przyswojeniem, o ile z utrwaleniem. Gramatyka nigdy nie stanowiła dla mnie problemu, ale braki w słownictwie sięgają czasem podstaw, a przecież to słowa, a nie gramatyka są niezbędne do komunikacji. Było to zawsze dla mnie krępujące i przez to mam wielkie opory przed mówieniem w językach obcych. Co prawda mam w domu mnóstwo zeszytów zapisanych słówkami z przykładami ich użycia, ale raczej zbierają kurz na półkach, niż są w faktycznym użyciu. Ostatnio jednak postanowiłam zmienić metodę. Kiedy czytam teksty po hiszpańsku, wypisuję sobie na bieżąco w notatce na pulpicie powtarzające się nieznane słówka i ich znaczenie. Widzę je za każdym razem, kiedy patrzę na pulpit i już wtedy się ich uczę. Kiedy trochę mi się ich uzbiera, robię fiszki na przeciętych na pół kartkach z bloczku. Wystarczy, że raz je przejrzę i właściwie mam je już w głowie. Później noszę ze sobą w torebce i w wolnej chwili utrwalam. Długo wątpiłam w moc fiszek, ale okazuje się, że ta metoda, tak prosta, naprawdę działa. Żałuję, że nie spróbowałam jej wcześniej.

  • Niestety nie mam ulubionej metody do nauki jezyka angielskiego 🙁 ucze se skromnie ze slownika wypisujac na biurowych karteczkach slowla i wkuwajac podobnie jak przez fiszki bo nie mam jak uczyc sie inaczej ale lepsze robic cokolwiek niz nic 🙂 a ucze sie poniewaz chce zdac mature z angielskiego a ucze sie w szkole wieczorowej wiec na lekcjach nie bardzo da sie nauczyc ale jest dobrze i potrafic dogadac sie za granica 🙂

  • Ewa

    Ja mam baaardzo prosty i przyjemny sposób – może nie przynosi sam w sobie świetnych rezulatów, ale to sama przyjemność plus poczucie że czegoś się uczę 😉 Chodzi mi o filmiki na yt.
    Od jakiegoś czasu vlogi na yt bardzo mnie wciągnęły, zaczęłam od polskich kanałów urodowych, a potem przeszłam na te anglojęzyczne – co prawda tam mozna nauczyć się głównie słownictwa związanego z kosmetykami, ale jednak zawsze słuchanie przez 10 min języka obcego utrwala konstrukcje zdań, wymowę i sam styl potocznego mówienia.
    Ale najbardziej korzsytam od kiedy zaczęłam oglądać vlogerów, którzy zarabiają na życie filmując całe swoje dnie i wrzucając to na yt. Na początku wydawało się strasznie nudne i dziwaczne, ale szybko sie wciągnęłam (chociaż wszyscy naokoło się ze mnie śmieją 😉 ). W ten sposób przez ok 20 min dziennie słucham angielskiego w prawie wszystkich możliwych życiowych aspektach, ucze się nowych słówek, ale przede wszystkim słucham jak ludzie naprawdę ze sobą rozmawiają w innym języku – tego żadne lekcje ani słówka nie zgwarantują.
    Oczywiście ta metoda ma wieeele minusów – żeby zacząć trzea być już na jakims poziomie, bo nie rozumiejąc nic, nic z tego nie wyniesiemy, no i oczywiscie robiąc tylko to nie można spodziewać się wielkich postępów w nauce, ale jako dodatek do nauki dla mnie jest to geniane rozwiązanie, bo widzę że zyskuje dużo swobody w rozmawianiu po angelsku, no i przede wszystkim to sama przyjemność
    PS mój ulubiony kanał to itsjudyslife, czasem oglądam też sacconejolys

  • Jestem wieloletnią emigrantką (już 12 lat we Francji), niestety, a może stety języka uczyłam się w praktyce, przez zanurzenie w kraju (chyba podobne do rzucania na glęboką wodę – skuteczne, ekspresowe), niestety do dzis zostały mi pewne luki w gramatyce. Mysle, że by nauczyc się języka obcego trzeba się odważyc korzystac ze wszystkich możliwosci (a tych w obecnych czasach jest wiele), byc systematycznym i zawsze sobie powtarzac, że praktyka czyni mistrza, a wszystko jest trudne zanim stanie się proste. Pozdrawiam Beata

  • Post w samą porę dla mnie, bo właśnie rozglądałam się za fiszkami 🙂

    Na swojej drodze zetknęłam się do tej pory z trzema językami obcymi: angielskim, francuskim i niemieckim.

    Angielski towarzyszył mi od 4 klasy szkoły podstawowej i aż do teraz jest stale obecny w moim codziennym życiu. Nauczyłam się go nie dzięki iluś tam latom w szkole, ale poprzez znalezienie prywatnego korepetytora – wspaniałej osoby, która nie była anglistą z wykształcenia, ale kochała ten język i kochała dzielić się swoją wiedzą. Na naszych cotygodniowych „zajęciach” rozbierałyśmy na czynniki pierwsze anglojęzyczne piosenki, gazety, seriale, blogi i vlogi. Poznawałam żywy język, a do tego byłam zasypywana mnóstwem idiomów i phrasal verbs – pani Ania miała „bzika” na ich punkcie. Dzięki takiej formie nauki zdałam rozszerzoną maturę z angielskiego na 98% (pisemna) i 100% (ustna). Obecnie, 6 lat po maturze, oglądam anglojęzyczne filmy i seriale w oryginale, a dogadanie się z native speakerem nie sprawia mi kłopotu 🙂

    Francuski to największy z moich językowych „żali”. Język, którego pilnie uczyłam się standardowym, szkolnym systemem przez 9 lat. Język, z którego na studiach zdawałam egzamin na poziomie C1. Język, który zapomniałam. Po tej „szkolnej” nauce i przy braku okazji do posługiwania się francuskim na co dzień w mojej głowie zostało dramatycznie mało. Niestety, na razie nie zanosi się na jakąkolwiek powtórkę z francuskiego, bo aktualnie jestem na etapie szlifowania ostatniego z wymienionych przeze mnie na początku języków.

    Niemiecki. Z tym językiem na początku się nienawidziłam. Dosłownie. W mojej rodzinie do tej pory krąży anegdotka o tym, jak to po 6 klasie szkoły podstawowej zagroziłam rodzicom, że nie będę wcale chodzić do szkoły jeśli nie znajdą mi gimnazjum, w którym nie będę musiała uczyć się niemieckiego. Wtedy wygrałam – poszłam do klasy francuskojęzycznej. Dzisiaj staram się to jak najszybciej i jak najlepiej nadrobić. Dzisiaj niemiecki jest językiem mojej przyszłości (podjęliśmy z mężem decyzję o wyjeździe za granicę) i od kilku tygodni stawiam na intensywną naukę. Jaką formę wybrałam? Początkowo brałam pod uwagę jakiś intensywny kurs w szkole językowej. Ale potem pomyślałam o swoim francuskim i… Jakoś tak rzuciłam myśl o standardowym kursie. Zaczęłam przeszukiwać internet w celu znalezienia alternatywnych metod nauki i eureka!
    Słyszeliście kiedyś o Agnieszce Drummer i jej metodzie AD? Nie? Żałujcie 🙂 Jest to całkowicie „internetowy” kurs, który wyjątkowo sympatycznie przedstawia niemiecką gramatykę i słownictwo. Jestem aktualnie przy 28 lekcji (na 200) i muszę, po prostu muszę, zachwalać skuteczność tego kursu.
    Drugim moim językowym odkryciem jest duolingo.com. Portal poleciła mi siostra, która uczy się dzięki niemu hiszpańskiego. Nauka języka jest na tym portalu potraktowana jak gra – tłumaczysz zdania, zdobywasz „kryształki”, kupujesz nagrody. Super! No i ta Sowa 🙂
    Ostatnim „programem”, z którego korzystam jest fiszkoteka.pl. Metoda AD tłumaczy zawiłości gramatyki, duolingo.com zamienia naukę w zabawę… A słownictwo gdzie? No właśnie. Fiszkoteka i jej kursy ma zapewnić mi rozwój słownictwa. Na razie „przerobiłam” około 150 słówek i muszę przyznać, że portal ma masę użytecznych funkcji. Porównując go z Memrise (bo i tam na moment „byłam”) jest bardziej rozbudowany, bardziej intuicyjny, moim zdaniem po prostu lepszy.

    Miałam też zamiar zaopatrzyć się w gotowe, papierowe fiszki 🙂 Nawet robiłam już niewielki research w księgarniach internetowych, szukając wydawnictwa, które najlepiej sprosta moim oczekiwaniom. Aż tu nagle na blogu lifemanagerka okazuje się, że jedno z dwóch wydawnictw, na które stawiałam organizuje konkurs! Jeśli uznacie, że warto podarować mi zestaw fiszek to bardzo chętnie przygarnę do serca „Niemiecki w karteczkach – Słownictwo 1”.

    Pozdrawiam 🙂

  • A moją ulubioną metodą jest… zakochać się 🙂 Nie, nie mam na myśli przystojnego Anglika, ale np. piosenkę czy film. Piosenkę mogę sobie przetłumaczyć i słówka zapamiętują się same. Film, obejrzany najpierw z polskim lektorem/z polskimi napisami potem oglądam w oryginale, bo nawet jeśli nie zrozumiem wszystkiego, to i tak wiem o co chodzi 🙂

  • Kam

    Historia nauki języka obcego była i jest nadal jedną z moich większych życiowych porażek. Przez lata nauki w szkole uczyłam się aby tylko zaliczyć na przyzwoitą ocenę, dołożyła się do tego kwestia słabych nauczycieli, którzy niewiele wymagali. Tak przez cały ten okres wmawiałam sobie, że nie mam talentu do języka, nigdy się go nie nauczę i jestem skazana na życie w Polsce, bo nigdzie się nie dogadam (optymistyczne myślenie prawda?). Przyszedł czas studiowania, a następnie podróżowania i to nie byle jakiego, bo autostopem po Europie! Pierwsze zdanie wydukane po angielsku i nagle okazuje się, że ludzie rozumieją co do nich mówię 😀 To był moment przełomowy kiedy dostałam prawdziwej energii. Nic nie poskutkowało tak jak chęć dogadywania się z obcymi ludźmi podczas podróżowania. Po wielu latach ignorancji językowej w końcu zapisałam się do szkoły językowej, na prywatne konwersację i rzuciłam się na głęboką wodę, bo za dwa tygodnie wylatuję do USA! Nie na wakacje, na 4 miesiące pracy i podróży 🙂 Wystarczył jeden wyjazd, który spowodował lawinę następstw. Język nadal nie jest super, ale już wiem, że decyzja o wyjeździe była najlepszą w życiu. Dzięki temu wiem, że stać mnie na więcej i nie jestem skazana na życie w Polsce 🙂
    Co do samych metod, to dla mnie najlepszym pomysłem są konwersacje, kiedy mówię i na bieżąco wszystko ćwiczę i jestem poprawiana, a jako forma rozrywki oglądanie seriali amerykańskich z angielskimi napisami i czytanie lekkich książek też w obcym języku.

  • W naszym kraju w szkołach nie przykłada się dużej wagi do nauki języków obcych. Mieszkałam w małej mieścinie i angielskiego zaczęłam się uczyć dopiero w gimnazjum, od 4 klasy szkoły podstawowej miałam język rosyjski. Do szkoły średniej uczęszczałam już w mieście wojewódzkim ale tam nie było wcale lepiej, jeden podręcznik do angielskiego przerabialiśmy 4 lata, a z językiem rosyjskim cofnęłam się do samego początku bo tutaj nikt się go nie uczył i przez całe technikum siedziałam i słuchałam jak inni męczą się z czytaniem i pisaniem cyrylicą,a ja się zatrzymałam w rozwoju językowym. Miałam straszny dylemat co zrobię na maturze, ale stwierdziłam, że język rosyjski słowiański jest mi bliższy i jestem w stanie się sama jego na uczyć żeby zdać egzamin i udało się (94 %). Z angielską gramatyką sama na pewno nie dałabym rady. Bardzo bym chciała nauczyć się angielskiego przynajmniej w stopniu komunikatywnym zwłaszcza, że za chwilę będę szukała pracy, a teraz prawie wszędzie to jedno z podstawowych wymagań .

  • Ja w przeciwieństwie do reszty nie będę się rozpisywać. Moja historia jest krótka. Do tej pory nie miałam okazji do używania języka angielskiego i co tu ukrywać na jakimś zadowalającym etapie znajomości angielskiego niestety nigdy nie byłam. Aż tu nagle trafiła się nowa praca. Od miesiąca pracuję z dwoma Włochami. Mój kiepski angielski, ich zerowy polski daje polsko-angielsko-włoski miks z domieszką chińskiego i migowego 😉 . Nie ukrywam że na dodatkowy kurs chwilowo brak czasu no i pieniędzy. Uczę się „na bieżąco” kiedy potrzebuję się z nimi dogadać, czyli na codzień, nie ukrywam sytuacja dość krępująca ale trzeba sobie radzić. Więc angielskie fiszki z wielką chęcią bym przygarnęła. A włosko-polskie dla „moich” Włochów 😉

  • Oto moje genialne sposoby na naukę języków obcych :

    jedz orzechy – są smaczne i czynią cuda w naszym mózgu
    Rozmawiaj i pisz z obcokrajowcami, nic tak nie nie rozwija języka jak rozmowa z kimś kto rozmawia w tym języku od dziecka. Można nawet w internecie poznać fantastycznych ludzi a przy okazji używać i rozwijać swoją wiedzę
    Świerze powietrze, możesz kuć godzinami…ale jak nie przespacerujesz się to będzie to tylko nieefektywna męka. Tlen daje siłę 🙂
    karteczki – chyba tylko dzięki tej metodzie udało mi się przebrnąć przez maturę z angielskiego
    Systematyczność, każdego dnia po troszku.. bo jednego wieczora w życiu nie ogarniesz 🙂
    Słuchaj piosenek w tym języku – można przy okazji poruszać bioderkiem, nauka i ruch w jednym 😛
    Myśl w tym języku, przeglądasz lodówkę? Nazwij to co w niej widzisz w języku, który starasz się opanować a potem w nagrodę skubnij trochę tego ciasta 🙂
    Poznaj kraj tego języka, kulturę, ciekawostki…
    Czytaj gazety, dzienniki czy serwisy informacyjne w tym języku.
    I ostatnie, chyba najważniejsze… ciesz się tym 🙂 niech to będzie ogrom przyjemności w żadnym wypadku przymus 🙂

    A przygarnęłabym fiszki z angielskiego 🙂

  • Języki fascynowały mnie od zawsze – nie tylko zaplecze gramatyczne i możliwość porozumiewania się z resztą świata, ale przede wszystkim cała otoczka kulturowa, która się z nimi wiąże 🙂 Język to ludzie, kultura, historia, to żywe, wciąż zmieniające się narzędzie, by porozumieć się, wymienić się poglądami, nawiązać znajomość, podzielić się emocjami… Dla mnie każda kolejna przygoda z językiem to coś magicznego.
    Liznęłam podstaw wielu języków, od węgierskiego, przez rumuński po hebrajski. Chroniczny brak czasu pozwala mi niestety tylko na gruntowną naukę dwóch – francuskiego i portugalskiego. Angielski, jak większość językomaniaków uważam za oczywistość. Do tej pory moje zainteresowania obejmowały południową-zachodnią Europę, języki romańskie i ich słodkie, romantyczne brzmienie. Ostatnio jednak poleciałam w górę :), aż do Skandynawii i zatrzymałam się na Szwecji.
    Wszystko zaczęło się od serialu ,,Wikingowie”, na który natknęłam się w trakcie skakania po kanałach; to on właśnie przekonał mnie do chłodnego, surowego, ale jakże szlachetnego klimatu, zapoznał mnie z mitologią nordycką, po prostu rozkochał mnie w kulturze północy. Melodyjność szwedzkiego odkryłam niedługo później, przez przypadek wybierając skandynawski film bez polskich napisów. I wpadłam po uszy! Polecam więc najpierw zapoznać się z tym wszystkim, co łączy się z językiem, bo jest to mocna podstawa, żeby nagła fascynacja nie okazała się tylko ciekawością ujarzmioną słomianym zapałem 😉 Czytajcie dużo książek, najpierw w przekładzie, później powoli w oryginale; słuchajcie muzyki, nałogowo, śledźcie tekst i uczcie się go na pamięć, to naprawdę pomaga (polecam szwedzką wokalistkę Melissę Horn!); w wolnej chwili wchodźcie na strony informacyjne, szukajcie językowych czasopism w kioskach, odwiedzajcie blogi językowe; chłońcie język całymi sobą, otaczajcie się nim. Jeśli rzeczy, które robicie rodzą się z przyjemności, łatwiej jest o nich pamiętać, być systematycznym.
    Oczywiście, porządny podręcznik z gramatyką też się przyda, ale nigdy nie przekładajcie bezmyślnego wkuwania regułek nad nowym słownictwem 🙂 Czasem pojawia się – nieuniknione, niestety! – zmęczenie materiału, ale to próba, którą warto przetrwać; zrezygnować w tym czasie z istoty odmiany nieregularnych czasowników w milionach przypadkach i innych tego typu zagadnień i spróbować od nowa ,,urządzić randkę” z językiem, poprzez muzykę albo film (bo o uczucie trzeba dbać!) 😉
    Aż pewnego dnia będziemy gotowi odwiedzić wymarzony, wyoglądany w setkach zdjęć, wyobrażony w tekstach podróżniczych kraj i zetknąć się z tym wszystkim na żywo, przeżyć szok, ale i radość, sprawdzić swoje umiejętności, mówić i słuchać – i pokochać to. 🙂
    Moje postrzeganie nauki może i jest trochę wyidealizowane, ale na własnym przykładzie stwierdzam, że skuteczne. Nie wyobrażam sobie uczyć się czegoś efektywnie, nie wkładając w to serca i pełnego zaangażowania.
    No, a fiszki – fiszki to klasyk, zawsze przydatne i naturalnie towarzyszące nam przez cały dzień, uwielbiam je. Z dostępnych, chętnie wybrałabym te francuskie dla zaawansowanych 🙂

    Pozdrawiam ciepło i serdecznie! c: Klaudia

  • Na początku chciałabym opowiedzieć o swojej przygodzie z językami, a później podzielić się metodami, jakie wykorzystuję na co dzień, a także motywacją bez której nie zaszłabym tak daleko.
    Dla większości z nas pierwszym językiem obcym, z którym mamy styczność jest angielski. Ja angielskiego zaczęłam uczyć się dosyć późno, bo miałam wtedy już 9 lat i z pewnością nie mogę powiedzieć, że była do miłość od pierwszego ‘usłyszenia’. Po kilku latach nauki w szkole i na kursach poza szkołą udało mi się dojść do stosunkowo wysokiego poziomu zaawansowania jak na wiek gimnazjalistki. O ile moja wiedza gramatyczna była całkiem dobra to słownictwo… Ujmę to tak – pozostawiało wiele do życzenia. Jednak to coś innego zniechęciło mnie na wiele lat do kontynuowania nauki angielskiego – nadgorliwość w dbaniu o poprawny akcent. W mojej zaawansowanej grupie miałam osoby, które kontakt z angielskim miały jeszcze zanim zaczęły mówić, przez całe ich życie rodzice posyłali je na prywatne lekcje z native speakerami, a do tego finansowali wyjazdy na wakacje do krajów anglojęzycznych. Wspomnę, że część z nich miała dodatkowo jednego z rodziców pochodzącego z Anglii. Wiecie co to oznaczało? W przypadku tej grupki ludzi mających kilkanaście lat lekcje angielskiego w szkole były okazją do pochwalenia się zrobionymi już i robionymi właśnie certyfikatami językowymi, a także swoim nienagannym brytyjskim lub amerykańskim akcentem. I tutaj chcę poruszyć ważny problem, który pojawia się przy nauce wszystkich języków obcych, czyli te wspomniane przed chwilką akcenty. W moim przypadku rok zajęć z ludźmi, dla których brytyjski czy amerykański akcent był najważniejszy, zniechęcił mnie się na dobre kilka lat do nauki angielskiego. Krótko mówiąc rzuciłam ten język w cholerę! Kiedy zaczęłam studia i dołączyłam do organizacji zajmującej się studentami z wymiany Erasmus, zostałam zmuszona do używania angielskiego na co dzień i powiem wam, że z perspektywy czasu śmieję się z samej siebie sprzed tych kilku lat. Pracując na co dzień z ludźmi z innych krajów widzę, jak bardzo boimy się i staramy się dołożyć wszelkich starań, aby ukryć nasz rodzimy akcent. Szczerze mówiąc nie wiem, czy istnieje trudniejsza do pokonania bariera, oczywiście zaraz po pokonaniu strachu przed rozpoczęciem mówienia w obcym języku, która tak bardzo blokuje nas przed używaniem go. Często rozmawiam z ludźmi, którzy znają jakiś język obcy na bardzo dobrym poziomie, są komunikatywni, ale przez pieczołowitość w nienagannej wymowie sprawiają wrażenie osób na mizernym poziomie zaawansowania. Co więcej, nadmierna gorliwość często szkodzi i nie dość, że myśląc więcej nad tym, co chcemy powiedzieć, mówimy kilka razy wolniej, to tym samym stajemy się nudnymi kompanami dla naszego rozmówcy i popełniamy przy tym coraz to więcej głupich pomyłek, a gdy po chwili zadajemy sobie z tego sprawę, to jeszcze bardziej zapętlamy się w swoim myślotoku zabijającym skutecznie naszą komunikatywność, dlatego też zawsze powtarzam, że nie wolno nam się wstydzić, tego jaki mamy akcent. Zacznijmy myśleć o nim nie jako o wrogu lecz jako o nieodłącznej części naszego ‘ja’. Akcent wskazuje nasze pochodzenie i nie ma w tym nic złego. Co więcej, mamy ogromne szczęście, bo nie dość, że Słowianie nie mają dużych problemów z nauką języków, jaką mają przedstawiciele innych rodzin językowych, to na dodatek nasz słowiański akcent jest bardzo łatwy do zrozumienia dla obcokrajowców, co powinno dodać nam skrzydeł, a nie je podcinać. Co mają powiedzieć Francuzi? Te osoby, które miały przyjemność chociaż raz rozmawiać z osobą z Francji po angielsku wiedzą, że przy takiej konwersacji bardziej przydaje się podstawowa znajomość francuskiego aniżeli advanced z angielskiego. Dodam jeszcze, że polski akcent w językach obcych brzmi dla wielu obcokrajowców ładnie, a czasami nawet seksownie. Zatem czego się tak bardzo obawiamy mówiąc w językach obcych? Sami widzicie, że najważniejsza jest komunikatywność, a do niej nienaganny akcent wcale nie jest potrzebny. Jeżeli jeszcze nie udało mi się was przekonać, to zadam jedno króciutkie pytanie – z kim wolcie rozmawiać z przedstawicielem kraju anglojęzycznego czy z osobą z jakiegokolwiek nieanglojęzycznego kraju, np. z Hiszpanem i dlaczego wolicie daną osobę? Dla mnie odpowiedź jest prosta, a dla Was?
    Po przeczytaniu wszystkich powyższych postów nie chciałabym się powtarzać co do stosowanych przez większość z nas sposobów na naukę języków. Uważam, że w dobie Internetu warto korzystać z wszystkich jego dóbr w szczególności, że pojawia się coraz więcej środków, które możemy wykorzystywać w szlifowaniu swoich umiejętności językowych. Kilka osób wspomniało już aplikacjach na telefony, które osobiście gorąco polecam, a także platformach językowych. Widziałam, że zostało wymienione Duolingo, dlatego chciałabym dodać dwie inne platformy, także godne uwagi. Pierwszą jest Busuu (http://www.busuu.com) i jak dla mnie jest ono lepsze od Duolingo, trochę inny charakter ma druga strona – http://bliubliu.com/ , na której możemy czytać różne artykuły, teksty, czytanki dostosowane do naszego poziomu zaawansowania. Dodam, że ogromnym plusem tej strony jest bogactwo języków. Ja sama uczę się 6 języków obcych: angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, portugalskiego, francuskiego i na deser – chorwackiego. Bliubliu jest jedyną stroną, na której mogę ćwiczyć swój chorwacki, dlatego polecam tą platformę wszystkim osobą, które uczą się mało znanych języków. Na uwagę zasługuje znany pewnie wielu osobom słownik internetowy wydawnictwa PONS (http://de.pons.com/ ) , który jest świetnym uzupełnieniem do fiszek, słowników ilustrowanych i słowników tematycznych. Te ostatnie także są bardzo pomocne przy nauce słownictwa. Na koniec chciałabym polecić jeszcze jedną stronę, na której znajdziemy słownictwo tematyczne do 13 kategorii przygotowane dla bodajże aż 5 języków – http://www.hiszpanski.na-5.pl/inne.html.
    Moją pasją jest język hiszpański, a zaraz po nim inne języki romańskie tj. francuski i portugalski. Po 3 latach nauki w szkole z ogromnym naciskiem na samodzielną pracę w domu, bo to właśnie ona przynosi najlepsze efekty, udało mi się osiągnąć taki poziom zaawansowania, że nie dość, że mogę się dogadać bez większych problemów z ludźmi z Hiszpanii, Wenezueli i Kolumbii, to na dodatek mam wykorzystuję swoje umiejętności na co dzień w związku z Hiszpanem. Teraz to mój chłopak jest moim największym motorem napędowym i to on utwierdza mnie w przekonaniu, że warto spędzać masę czasu na naukę, bo mało co daje tak dużo satysfakcji jak wybrnięcie z problematycznych sytuacji za granicą, dogadywanie się ze cudzoziemcami i nawiązywanie z nimi przyjacielskich relacji. Przyznam szczerze, że to najczęściej moi znajomi z innych krajów byli dla mnie impulsem do rozpoczęcia nauki, jakiegoś języka, tak było w przypadku chorwackiego, francuskiego i portugalskiego. I wierzcie mi, że żadna ilość pochłoniętych tabliczek czekolady nie sprawi wam tyle radości, co usłyszenie komplementu z ust właśnie tych zagranicznych znajomych, a czy mówiłam już, że język jest pierwszym krokiem do poznania kultur innych krajów?
    Mogłabym tak pisać i pisać, ale zdaję sobie sprawę z tego, że mało kto przeczyta ten post. Niemniej jednak mam nadzieję, że tym osobom, które go przeczytają moje słowa dodadzą trochę otuchy i determinacji do doskonalenia swoich umiejętności które, często nawet nie mamy świadomości jak, poszerzają nasze horyzonty.

    A jeśli chodzi o zestaw fiszek, to marzyłby mi się ‘Niemiecki – Słownictwo dla zaawasowanych cz. 3’.

  • super pomysł z tymi fiszkami, ale nie jest już chyba taki nowy. Zastanawiam się czy podobna aplikacje na telefony powstała, z przypominaczem i innymi opcjami 🙂

  • Właśnie zaopatrzyłam się w cały zestaw do nauki angielskiego i nawet udało mi się skorzystać z Twojej zniżki. 🙂

  • Pingback: Jak uczyć się słówek? | slowemprzezswiat()

  • Julia Paderewska

    Super sprawa.