Jak dobrze spożytkować swoją życiową energię

To wpis z rodzaju tych filozoficznych. Nie mogę się powstrzymać, naprawdę. Obserwuję otoczenie i czasami nie mogę się nadziwić jak ludzie potrafią się zachowywać. Myślę, że świat byłby o wiele piękniejszy, gdyby ludzie koncentrowali się na tym, na czym powinni. Na sobie zamiast na innych. 

energia

Przykłady? Bardzo proszę. Zacznijmy od obwiniania innych za swoje niepowodzenia. I tu nasuwa mi się chyba historyczne już powiedzonko „wina Tuska”, bo nie mogę nie wspomnieć o obwinianiu polityki i kraju za swoją kiepską sytuację życiową. Brak pracy, brak mieszkania, brak pomysłu na siebie… „W tym kraju nie da się być szczęśliwym”. Da się, ja jestem tego przykładem. Szczęście jest w nas, a nie w politykach. Oddać swoje szczęście i życie w ręce polityków to skrajna głupota. Wkurza mnie też narzekanie na bezrobocie – jeśli masz wrażenie, że na rynku pracy nie ma dla Ciebie miejsca, sam sobie stwórz swoje miejsce pracy. Energię poświęcaną na narzekanie i obwinianie państwa za swoje niepowodzenia skoncentruj na poszukiwaniu zajęcia dla siebie. I nie chcę słyszeć historii o małych miasteczkach, w których nic nie da się osiągnąć. Zazwyczaj kiedy kupuję coś w sklepach internetowych, moją uwagę przykuwa fakt, że wszystkie zlokalizowane są w jakichś małych miasteczkach. Dziś internet daje tak olbrzymie możliwości, że argument o małych miasteczkach staje się całkowicie pozbawiony sensu. Wszystko jest w naszych rękach – trzeba w to uwierzyć, bez tej wiary trudno jest zajść daleko, szczególnie jeśli liczy się na pomoc ze strony państwa. I wszystko jest kwestią odpowiedniego ulokowania swojej życiowej energii. 

Druga sprawa. Wbijanie szpilek innym. Nie mówię tu o hejtach, bo to zupełnie inna kategoria ludzi. Powtórzę to, o czym już kiedyś pisałam – statystyczny hejter to typowy „no-life”, który zamiast wziąć życie w swoje ręce, wylewa swoją frustrację na tych, którym coś się w życiu udało. I znowu posłużę się konkretnym przykładem, bo to jest historia, która nie przestaje mnie zaskakiwać, ciągle zbieram szczękę z podłogi kiedy widzę co się dzieje wokół jednej vlogerki… YouTuberka z niepełnosprawnością, na wózku… Prowadzi swój kanał aby pokazać światu, że choroba nie oznacza wykluczenia z życia, że można o siebie dbać, pracować, korzystać z życia, być szczęśliwym… Niedługo bierze ślub, o którym też wspominała na swoim kanale… I mnie poruszenie tego tematu wcale nie dziwi bo jest to spójne z misją jej kanału – pokazuje, że osoby z niepełnosprawnością też mają prawo kochać, być kochanymi i celebrować ten ważny dzień… I wiecie co jest w tym wszystkim najbardziej zaskakujące? Vlogerka ta dorobiła się w internecie wielu hejterskich wątków na swój temat. A to co się w tych wątkach dzieje, to nawet nie wiem jak skomentować. To jest morze, a raczej cały ocean jadu. To jest tak obrzydliwe, że nie mieści się w mojej głowie. Ale to co hejterzy wypisują to jedno, a to co robią to jeszcze gorsza rzecz. Wysyłają jej na skrytkę pocztową jakieś obrzydliwe rzeczy. Wydzwaniają po parafiach aby dowiedzieć się kiedy i gdzie jest jej ślub, bo „chcą przyjść i popatrzeć na tę szopkę”. Ja pier… Sorry. Jakim trzeba być nieszczęśliwym (i w efekcie złym) człowiekiem aby robić takie rzeczy? W życiu by mi coś takiego do głowy nie przyszło. A gdyby te osoby zamiast zajmować się życiem innych zajęłyby się ulepszeniem swojego, mogliby być tak spełnieni, że takie debilne pomysły nawet nie wpadłyby im do głowy. Nie mówiąc już o braku czas na kąpanie się w hejterskim jadzie na kafeterii. Mądry i szczęśliwy człowiek wolałby w tym czasie popracować, pouczyć się albo pobiegać. 

Przepraszam, miało nie być o hejterach, ale musiałam się tym podzielić. Temat wbijania szpilek chciałam omówić na innym przykładzie. Nie od dziś wiadomo, że w nauce języków obcych najbardziej istotna jest umiejętność komunikacji. Ucząc się języków (na potrzeby prywatne) powinniśmy stawiać przede wszystkim na poszerzanie słownictwa i pokonywanie bariery językowej w mówieniu. To w zupełności wystarczy aby dogadać się z ludźmi. Często jednak mamy olbrzymie kompleksy na punkcie swojej znajomości języka obcego i w towarzystwie boimy się odezwać. I wiecie co? Wcale się tym barierom nie dziwię. Sama nie mam problemów aby porozmawiać po angielsku z obcokrajowcem, ale przy Polakach zamykam buzię na kłódkę. Powód jest prosty – ludzie kochają poprawiać i krytykować innych. Obcokrajowiec w ogóle nie zwróci uwagi na to, że użyłeś złego czasu, a nawet jeśli zwróci – dla niego to żaden problem. Ale spróbuj pisząc gdzieś publicznie po angielsku zrobić literówkę albo użyć złego czasu… Zjedzą Cię! Obserwuję to np. na Instagramie Ani Lewandowskiej, która język angielski na pewno zna bardzo dobrze, ale czasami zdarza jej się zrobić błąd. Sens tego co napisała jest oczywiście w pełni zrozumiały, ale „anglistów” nigdy nie brakuje i z olbrzymią satysfakcją zostawiają swoje komentarze wytykające jej błędy. A gdyby tak się zastanowili czy sami są tacy idealni i oczytani w innych dziedzinach życia i poświęcili ten czas na poszerzanie swojej wiedzy zamiast na wytykanie błędów innym? Ludzie ugryźcie się czasem w język albo w palce, każdy ma prawo popełniać błędy w obcym języku, a od ich poprawiania powinni być lektorzy, native speakerzy czy obcokrajowcy, którym te nasze błędy mogą z różnych przyczyn przeszkadzać… Obserwując co się dzieje w internecie odnoszę wrażenie, że niektórzy tylko czekają na czyjeś błędy aby móc się popisać. Ale wbijanie szpilek ma różną postać i często spotykamy je też w realnym życiu. 

– Zmieniłaś samochód? Oj, ale zobacz, tu mu odrobinkę rdzy wystaje, na pewno jest powypadkowy!

– Och, byłaś u fryzjera? No fajnie, ale w długich włosach jednak było ci ładniej.

– Założyłaś firmę? Ale wiesz, że za 2 lata to będziesz płacić ponad 1000 zł samego ZUS-u? 

– Jedziesz do Grecji? Ojej, a tam teraz kryzys, strajki, ciekawe czy wam nie zastrajkują samoloty i czy w ogóle dolecicie!

– Cudownie, że masz sponsora do realizacji swoich pomysłów, ale wiesz, że jego intencje mogą być nieczyste?

To co jest w tym wszystkim najgorsze, to że takie przykłady można by wymieniać godzinami i wszystkie są życia wzięte. Ludzie kochają wbijać szpile i kochają wtrącać się w życie innych ze swoimi oznakami „troski”, albo dobrymi radami. Lepiej wiedzą jak my powinniśmy żyć, podczas gdy sami mają w szafie swoje pokaźnych rozmiarów trupy. I zamiast się nimi zająć, włażą z butami w życie innych (tak jest im prościej). 

A czy świat nie byłby piękniejszy gdyby każdy tak po prostu zajął się swoim życiem? Swoją znajomością angielskiego, swoją fryzurą czy pracą? Zamiast analizować czy czyiś samochód nie jest powypadkowy, zająć się posprzątaniem w swoim (albo zarobieniem na niego). Zamiast wbijać szpilę komuś kto jedzie na zagraniczne wakacje, pomyśleć o własnym urlopie… Zamiast opierać swoje relacje z ludźmi na rywalizacji i porównywaniu się, zrobić porządki w swoim otoczeniu i ograniczyć toksyczne relacje i zająć się pogłębianiem tych dobrych i zdrowych… Kluczem do sukcesu i szczęścia jest skoncentrowanie się na swoim życiu. Życiem innych ludzi niech zajmą się oni sami. Ja też czasami myślę, że ktoś władował się na minę np. dokonując jakiegoś zakupu, ale nigdy tego tej osobie nie mówię. Jeśli mam rację – ta osoba sama szybko się o tym przekona, a mój komentarz i tak nic nie zmieni tylko popsuje komuś nastrój. Po co mówić komuś, że kupił zły samochód kiedy on już tego zakupu dokonał? Naprawdę jak czasami jestem świadkiem takich komentarzy to mam ochotę zrobić „facepalm”. 

Piszę to wszystko, bo chciałabym aby każdy się zastanowił czy przypadkiem czasami nie lokuje swojej energii w złym miejscu. Każdemu się to zdarza, tylko jednym w mniejszym, a innym w kolosalnych rozmiarów stopniu (czyt. nołlajfy hejtery). A przecież czas poświęcony na poprawianie lub analizowanie błędów życiowych innych ludzi można poświęcić na ulepszanie swojego życia. I naprawdę wszyscy na tym skorzystają. 

 

Chcesz być na bieżąco? 

LifeManagerka.pl  Instagram 

 

Kategorie: Szczęście, Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Żeby wszyscy myśleli tak jak ty, to by było pięknie na tym świecie 🙂 A tak to każdy pomysł, o którym się mówi, to ludzie wyśmiewają i od razu znajdują milion pomysłów, żeby tylko cię zdołować.

  • Nie wiem, czy można jeszcze coś dodać do tego, co napisałaś. Brawo, bardzo emocjonalny, ale mądry wpis. Zgadzam się z każdą częścią. Pewnie zdarzy się ktoś, kto po przeczytaniu Twoich słów pomyśli „Tobie to łatwo mówić: masz fajną pracę, możliwości, dobrze prosperującego bloga…”, ale kurczę, masz też stuprocentową rację. Również zawsze mnie wkurza, kiedy słyszę, że w tym kraju nie ma perspektyw, pracy, żadnych szans na rozwój, a już w ogóle trafia mnie, kiedy ktoś mówi, że nic w ciągu ostatnich 26 lat demokracji nic się nie zmieniło i nadal jesteśmy do tyłu. Lubimy się porównywać z innymi, nieważne, czy ci inni to „ludzie Zachodu”, czy sąsiad z bloku. Jasne, każdy z nas ma inne możliwości, predyspozycje, każdy startuje z innej pozycji, jedni mają łatwiej, a drudzy pod górkę, ale znam mnóstwo przykładów osób, którym się udało, bo po prostu włożyli w swój sukces ogrom pracy. A co do tych „wbijaczy szpilek”, mam w rodzinie kilku takich. Boję się przy nich cokolwiek powiedzieć, bo wiem, że zaraz zostanę zdeptana albo zalana setką pytań, które wzbudzą moje wątpliwości. Dlatego staram się pół swojego życia przed nimi ukrywać, żeby nie musieć wysłuchiwać przykrych komentarzy i się zniechęcać ;). Jeszcze raz gratuluję naprawdę trafnych przemyśleń :).

    • To może powinnam dodać, że ja wcale nie startowałam z dobrej pozycji, ale oczywiście na ten temat nie chcę się rozpisywać, bo to już zbyt prywatne sprawy. Nic nie dostałam za darmo, nikt mi w prezencie nie podarował czytelników bloga ani moich klientów, każdego musiałam do siebie przekonać, co zajęło wiele czasu i pochłonęło dużo pracy. Oczywiście nie kieruję tego wyjaśnienia do Ciebie, tylko do tych, którzy mogą pomyśleć tak jak wspomniałaś.

      Mnie zawsze zastanawia dlaczego w tym zamiłowaniu do porównywania się patrzymy tylko na zachód a nie na wschód… Od tego zależy całe nasze spojrzenie na swoje życie – patrząc na wschód doceniam to co mam. Gdybym patrzyła tylko na zachód – pewnie byłabym tak samo zdołowana jak ci wiecznie niezadowoleni ludzie.

      • Jasne, rozumiem :). Bo tak właśnie jest – takim osobom, które wiecznie narzekają, łatwo jest dostrzec efekt czegoś. Nie mają pojęcia (a co gorsza, nie chcą mieć), że za wszystkim, co się osiągnęło stoją długie miesiące wytężonej pracy. Przecież nie mogłaś kupić sobie wiernych czytelników i widzów, a za liczbami fanów czy obserwatorów stoją realne osoby i to widać chociażby w komentarzach pod każdym Twoim wpisem.

        Co do patrzenia na Zachód, to przecież tam też nie jest idealnie. Tylko chyba część z nas ma takie wybiórcze spojrzenie na to, co się dzieje w innych, bardziej rozwniętych gospodarczo krajach. Dostrzegamy tylko to, co jest lepsze, bardziej nowoczesne, szybsze, kompletnie nie doceniając tego, co mamy u siebie. Chyba po prostu trzeba przestać narzekać, a jeśli już podglądamy innych, czy to na Zachodzie czy na Wschodzie, to doceniajmy ich, inspirujmy się i uczmy, a nie tylko krytykujmy. Od krytyki nic nam nie przybędzie w życiu. Od zdrowego podejścia i pozytywnych myśli już tak.

  • Strasznie boli mnie obserwowanie rzeczy o których piszesz. Codziennie uczę się je ignorować, bo gdybym miała się nimi przejmować (i ubolewać nad światem w jakim żyje) nie starczyłoby mi sił na własną pracę i zmienianie go. Z drugiej strony jednak – trzeba o tym mówić. Trzeba pisać, że takie zachowania są złe i bez sensu. Więc dobra robota z tym wpisem! 🙂

    A co do wbijania szpilek – konsekwentnie odcinam się od osób z takim nastawieniem i ku mojemu zaskoczeniu, w ich miejsce zaczęli pojawiać się ludzie zdecydowanie bardziej pozytywni!

  • Całą sobą zgadzam się z tym wpisem! Wszystko zależy od nas, a już na pewno to czy jesteśmy szczęśliwi. Według mnie to kwestia patrzenia w odpowiedni sposób na swoje życie. Zawsze znajdzie się powód by narzekać, nikt nie żyje w próżni i każdy na co dzień walczy z problemami. Ale to od nas zależy czy pozwolimy im dominować czy mimo wszystko będziemy szukać tego, co daje nam szczęście.

    Mi generalnie szkoda czasu na zastanawianie się co byłoby lepsze dla innych ludzi. Czy powinni schudnąć, mieć inne włosy, inne ubrania, itp. Zawsze mnie to rozbraja, nie mieści mi się w głowie. Ale chyba już do tego przywykłam i jedyne co robię dla siebie, to odcinam się od takich ludzi.

  • Jakie to prawdziwe! Mnie ostatnio zszokowała sąsiadka (bardzo wścibska to swoją drogą), która zwróciła mi uwagę, że gdybym użyła innego koloru farby do włosów nie byłoby widać, że są tak źle pofarbowane. Odcięłam się, że w takim razie powinna jej użyć na swoje rude odrosty, ale niesmak pozostał, bo jakoś nigdy nie przyszłoby mi do głowy zwrócić uwagę na kogoś, że jakoś coś jest nie tak w jego wyglądzie. Stare przysłowie mówi, że jesteśmy kowalami swojego losu i nikt nie jest odpowiedzialny za nasze szczęście tak, jak my sami. Denerwuje mnie też narzekanie na nasz piękny kraj. Wyprowadźcie się do Iranu czy Kongo, ciekawe czy dalej będą narzekać. A marudzą tylko ludzie sfrustrowani, bez inwencji, niekreatywni, którzy nic nie robią, tylko czekają na zasiłki i aż państwo coś zrobi. Ja tam wolę pracować w Polsce, nigdy nie czułabym się jak w domu gdziekolwiek indziej.

  • Tak mi się przypomniał mój wpis na blogu o tekstach które dane mi było słyszeć z racji długiego starania się o dziecko. Ludzi po pierwsze nie myślą nad tym co mówią, po drugie wyczucia nie mają za grosz, a po trzecie uznają się za największych ekspertów w danej dziedzinie. Niestety nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby zacząć analizować swoje życie. Prawdę mówiąc mogłoby to dla nich okazać się zbyt bolesne. Ja na szczęście żyje swoim życiem i jakie szczęście mi to daje to chyba nawet trudno wyrazić słowami 😉

  • Super Wpis. Kazdy jest na tyle szczesliwy, na ile zdecyduje sie byc szczęśliwy. Pozdrawiam serdecznie beata

  • Żyj i daj żyć innym! Jasne, jeśli ktoś chce, można z nim pogadać o ogólnikach, ale w ostatecznym rozrachunku moje życie jest moje i nawet jeśli proszę o radę, decyzja będzie moja. Strasznie mnie wkurza, że wszyscy wokół wiedzą lepiej, co będzie dla mnie lepsze, w czym się mylę, w czym nie mam racji. Jakby komuś przeszkadzało, że jestem po prostu szczęśliwa, mimo wszystkim przeciwności losu, mimo tego, czego nie mam, mimo tego, co idzie źle – bo skupiam się na tym, co mam i co idzie dobrze, tego jest bardzo wiele!

    P.s. Po tytule sądziłam, że to będzie o dobrym pożytkowaniu energii na siebie – to też fajny pomysł na wpis 😉

  • Niestety wszystko co opisujesz, znam doskonale. Nawet sama miałam poruszyć ten temat. Biorę udział w chyba najbardziej pozytywnym i rozwijającym wyzwaniu o jakim słyszałam, a i tak ja i mój rywal musieliśmy zmierzyć się z falą kpin i hejtu. Ja to postrzegam jako absurdalną, nieuświadomioną zazdrość o to, że chce mi się robić więcej, lepiej itd (a ta osoba tkwi w tym samym punkcie od wielu lat). Najlepszą odpowiedzią na takie zachowanie jest asertywność i kontynuowanie tego, co się robi z uśmiechem na twarzy 😉 zdarza się, że trzeba też uciąć takie znajomości, ale po co nam znajomi, którzy nas hamują zamiast wspierać?
    A to o Grecji słyszę za każdym razem, gdy odpowiem na pytanie, co robię w wakacje 😛

  • Robią tak tylko ludzie, którym się w życiu nie udało (marna praca, marne mieszkanie, marni znajomi), bo najczęściej nawet nie próbowali… Narzekają na cały świat, że mają źle, krytykują i hejtują innych, a sami są bierni w działaniu na rzecz ulepszania swojego życia. I zawsze bierni byli. Niestety takie cechy często przejmuje się z otoczenia, w którym się wychowywało/żyło i pewnie trudno jest to zmienić, a dodatkowo takim ludziom się po prostu nie chce – ja nie wiem, czy nie widzą możliwości, czy są tak bardzo leniwi (ale hejtować im się chce :P), czy po prostu ciągle tkwią w otoczeniu, które wybitnie nie sprzyja zmianie.
    Pewnie, że każdy z nas czasami niemiło kogoś skomentuje, ale u osób „normalnych” to wynika np. z nerwów czy z konieczności odreagowania (jasne, że to jeden z najgorszych sposobów), a gdy już tak zrobimy to najczęściej przepraszamy.
    A jeśli chodzi o pracę – w Polsce może nie jest łatwo, ale da się jak się chce, choć ZUS faktycznie zżera kupę kasy po nic – to akurat przykre i zastanawiałam się swojego czasu nad wyjazdem, tylko że z bycia w Polsce mam inne korzyści i na te minusy mogę dzięki nim przymknąć oko 🙂 I nie narzekać 😉
    Wpis absolutnie świetny – jak zwykle zresztą 🙂

  • Przykre to jest że trzeba w ogóle pisać o takich rzeczach i komentować. Chciałabym, żeby było więcej pozytywnych ludzi na świecie, wtedy świat byłby piękniejszy! <3

  • Oj bardzo mądrze prawisz. Ja też często zastanawiam się czy Ci ludzie, którzy tak wbijają szpile nie mają swojego życia…? Czy nie szkoda im tracić czasu na krytykowanie życia innych? Zamiast interesować i komentować to co dzieje się u kogoś w życiu mogliby zrobić coś dla siebie… To chyba taki charakter człowieka po prostu…
    Masz też rację co do tego, że po prostu trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i działać, a nie siedzieć i narzekać. Niestety dla niektórych narzekanie i znajdywanie winy w innych to ulubione zajęcie.

  • Świetny tekst, pod którym podpisuję się obiema rękoma. Czasami naprawdę ciężko jest zignorować złe słowa, a jedno dobre potrafi dodać nam niesamowitej energii i skrzydeł. Dobre słowo, szczęście i radość daje nam dużo więcej wartości niż złość, frustracja czy kiepskie słowa.

  • Eka

    Z wielką przyjemnością przeczytałam dzisiejszy post. Jest rewelacyjny. Podpisuję się pod nim obiema rękami. Gdyby tak dało się go wydrukować w formie bilbordów i ustawić przy każdej ulicy, na każdym przystanku, sprawić, żeby każdemu otwierał się zaraz po włączeniu strony internetowej i nie móc go wyłączyć, dopóki wszyscy sfrustrowani nie doczytają do ostatniego zdania. Gdyby tak…
    🙂

  • Święta prawda. Świetnie, że są ludzie którzy myślą tak jak ja. Im nas więcej tym większa nadzieja na lepsze relacje międzyludzkie i pozytywną energię gdziekolwiek się spojrzy. Może to marzenie ściętej głowy, ale wciąż myślę, że ludzie w końcu to zrozumieją. Byleby nie za późno.

  • Olka M

    Bardzo, bardzo dobry tekst, jedyny minus jest taki, że tak jak w szkole, wszyscy, co byli na lekcji obrywali za wagarowiczów tak hejterzy jak hejtuja hejtować będą, jedyna opcja to nie przejmować się nimi i robić swoje. pozdrawiam:)

  • Pipilotka

    Oj zgadzam się z każdym Twoim słowem, a szczególnie z pierwszym akapitem. Mnie polityka nie interesuje, nie zastanawiam się jak w Polsce jest źle. MI SIĘ DOBRZE ŻYJE. A czemu? Bo założyłam działalność, bo pracuję na siebie, czasem ciężkej, czasem lżej, ale miałam odwagę spróbować. Tak, płacę wysoki ZUS i podatki, ale nie zastanawiam się nad tym, po prostu działam i robię wszystko, żeby mnie było stać na jego opłacenie. I czuję się z tym dobrze, bo nie muszę nikogo winić za nic :). Pozdrowienia od wolnej i szczęśliwej osoby :).

    • Dokładnie! Ja też ZUS i podatki traktuję jak coś naturalnego, tak samo jak to, że muszę myć zęby czy jeść. Owszem, wkurza mnie, że zarabiam przez to dużo mniej niż powinnam (wciąż jestem ofiarą stałych współprac – po założeniu działalności głupio mi było podnosić klientom z tego powodu koszty współpracy), ale takie jest życie, dopóki mimo wszystko wychodzę na plus to nie ma problemu. A jak przestanę wychodzić na plus to zrobię coś, aby to zmienić, w ostateczności zawieszę działalność, ale na pewno nie będzie to wina państwa w jakim żyję.

  • Mnie też to drażni i już nawet nie będę przytaczać przykładów, bo tak jak piszesz – można by o nich godzinami. Smutne to co napiszę, ale dopiero w blogosferze zawarłam wirtualne znajomości i poznałam kreatywne osoby, które nauczyły mnie, że można coś samemu, że można być przedsiębiorczym, że nikt gwiazdki z nieba nie podaruje. W realu kiedy dzieliłam się pomysłem na biznes lub planem na życie, to zaraz słyszałam „a po co ci to?” „nie da się” „a wiesz ile to kosztuje?” „nie mamy pieniędzy” „dorobił się bo pewnie ma kontakty z mafią”. Co najgorsze, takie bombardowanie negatywnym myśleniem potrafi zdemotywować do tego stopnia, że samemu zacznie przejmować się ten konformistyczny styl życia…

  • Zgadzam sie z Toba w zupełności.
    Warto dodać, jeszcze jedna bardzo istotna rzecz do Twojego podsumowania. A mianowicie, ze czas jaki upływa nam na zyciu życiem innych, na wbijaniu szpili itd. już nigdy nie zostanie nam zwrócony, nikt nam go nie odda. Czas tracimy bezpowrotnie i tylko od nas zależy czy bedzie to czas, który dla nas zaprocentuje czy moze przeleci nam przez palce i jedyne co z tego wyniknie, to poczucie, ze ów czas upłynął…

    Warto wziąć życie w swoje ręce i wkoncu wziąć za nie odpowiedzialność…

    • Dokładnie, słuszna uwaga z tym czasem… Naprawdę szkoda życia.

      • Zgadza sie. I szkoda, ze niektórzy znaczy aja byc tego świadomi, kiedy już naprawde mocno w to zabrną. Kiedy życie życiem innym staje sie nawykiem, najarane trudno to zmienić…

  • ech, takich demotywatorów jest wszędzie pełno. Ciężko jest się nimi nie przejmować, ale to jedyny sposób, żeby nie dać się im zatruć.

  • Cieszę się, że wreszcie ktoś napisał to wprost. Zgadzam się z każdym Twoim słowem i przyznaję, że strasznie denerwuje mnie takie zachowanie. Widać to na każdym kroku, na większości blogach, instagramach itd. Przez takich ludzi odechciewa się niestety wielu rzeczy.

    Dodałabym jeszcze jedną przypadłość. Narzekają nie tylko ludzie, którym coś nie wyszło i są rozczarowani swoim życiem. Często słyszę narzekania tych, którzy w ogóle nie powinni. Tak jak by nie można było się chwalić – że ma się fajną pracę, że udało się zrealizować świetny pomysł, projekt, że zarabia się wystarczająco, że było się na super wakacjach. Wszędzie wokół tylko narzekanie, a jak się wyraża zadowolenie to ludzie patrzą na ciebie jak na idiotę albo złodzieja/cwaniaka. I to jest moim zdaniem strasznie przykre. Prowadzi do zaniżania własnych osiągnięć i trzymania wszystkiego w tajemnicy.

    p.s. lubię bardzo tu do Ciebie wpadać 🙂

    • Jest coś w tym o czym piszesz w drugim akapicie… Sama tak mam, że głupio mi mówić np. o jakichś podróżach i kiedy upoluję fajne bilety lotnicze to nie chwalę się nikomu, tylko czekam nawet tygodniami aby mieć jakąś neutralną okazję aby wspomnieć bliskim osobom o wyjeździe.
      Z drugiej strony często też słyszę narzekania ze strony osób, którym obiektywnie rzecz biorąc niczego nie brakuje i nawet powiedziałabym, że powodzi im się lepiej niż innym w moim otoczeniu… Ale i tak narzekają, że w tym kraju jest tragicznie. I to wydaje mi się jest już zwykłe malkontenctwo.

  • Doskonale to rozumiem, od dłuższego czasu zastanawia mnie sposób w jaki większość osób pożytkuje swoją energię. Wychowałam się w otwartej rodzinie. Otoczona świetnymi, sympatycznymi osobami. Wspierającymi najróżniejsze pomysły. Dlatego wyjechanie na drugi koniec kraju na studia było dla mnie szokiem. Nie miałam pojęcia, że u innych osób może być tyle jadu, czarnych myśli, sama nie wiem jak to nazwać. Gdy powiadomiłam swoje koleżanki na roku, że jadę do Indii, by tam pracować, nie usłyszałam od nikogo gratulacji. Tylko to, że na pewno mnie tam zabiją. Nawet nie wspomnę o tym jak został skomentowany mój wyjazd do Hiszpanii. Jest to wyjątkowo przykre, bo właśnie mieszkając na obczyźnie przekonałam się, że obce osoby mogą otoczyć Ciebie wsparciem. Doświadczyłam tego zakładając bloga. Także podejmując szereg innych decyzji życiowych. Chciałam, by blog prowadzony był w trzech językach. Następna myśl? „no to teraz pojawią się specjaliści od ang i polskiego”. Prawie powstrzymało mnie to od realizacji planu. Dla mnie jest tylko jedno lekarstwo na to- inspirowanie innych. Oferowanie możliwości. Tłumaczenie, że wszystko jest możliwe. Mój brat wyjechał sam do USA w wieku 16 lat. Wrócił, by przekonać kilka następnych osób do wyjazdu. Udowadniając, że ta opcja jest dostępna dla wszystkich. Wiele w naszym życiu sprowadza się do tego, że wystarczy chcieć.

  • Na szczęście umiem dobrze zarządzać swoją życiową energią i dlatego nie będę się rozpisywać na ten temat. Tylko krótko: masz rację!

  • Ostatnio rozmawiałam o tym z kolegą i doszliśmy do wniosku (być może nie do końca trafnego, ale w jakimś stopniu na pewno), że takie zachowania to domena Polaków. Szczególnie, jeśli mowa o tych językach obcych i ogólnie nabywaniu jakichkolwiek dodatkowych umiejętności. Otoczenie zazwyczaj krytykuje to i wbija szpilki, które tak zgrabnie opisałaś. „A po co Ci kolejny język, taki czy siaki kurs? Tyle kasy wydałaś? Jak to, po co? Ja bym tak nigdy nie zrobiła!” – klasyczne uwagi, które mają podciąć skrzydła ludziom chcącym się rozwijać. Podpisuję się w całości pod Twoim postem, ludziom przyda się zwrócenie swojej uwagi na własne życia.

  • coquille

    Ale pięknie napisane 🙂 Myślę, że to wszystko sprowadza się do jednego słowa – zazdrość. Jak to się mówi „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” i ludzie zwyczajnie zazdroszczą, że ktoś ma lepiej. I żeby tak całkiem mu lepiej nie było, to wbijają szpile z zazdrości, byleby tylko tą lepszość sprowadzić na zwyczajne tory.
    Co zrobić? Wziąć na klate, mrugnąć okiem i zapomnieć. A krytyki słuchać tylko od życzliwych osób i wyciągać wnioski.

  • Paulina Gaworska

    Zgadzam się i jeszcze raz zgadzam się. To jest cholernie trudne słuchać tych fałszywych ,,trosk” i tego jak inni ,,martwią się” o nas chcą tak na prawdę jedynie obniżyć nasz nastrój i karmić swoje ego. To jest wieczne porównywanie kto ma więcej, kto jest lepszy trudno to znieść, gdy ma się takie osoby obok. Na szczęście ja już przejrzałam na oczy i zobaczyłam, że zawsze będzie się komuś coś nie podobało, szczególnie, gdy on uważa, że ma mniej, albo robi coś lepiej. Nie ma opcji wszystkim dogodzić, szczególnie tym wiecznym narzekaczom. Pozdrawiam, świetny blog:)

  • Pingback: Linki tygodnia: Jak nie stracić motywacji, kiedy nie widzimy efektów swojego działania. - VADEMECUM BLOGERA()

  • Wow. Pięknie to ujęłaś. Cieszę się, że nie należę do żadnych z osób z tych przykładów. Nie słyszałam nawet o tych sytuacjach – o tej niepełnosprawnej i o Lewandowskiej. Po prostu żyję swoim życiem.

  • Pingback: Dynamic SOA and BPM: Best Practices for Business Process Management and SOA Agility - Marc Fiammante free downloads()

  • Dopiero rozglądam się na Twoim blogu i zaciekawił mnie temat wpisu. Oczekiwałam czegoś innego, ale doznałam odświeżającego powiewu. Przede wszystkim ucieszyłam, że są na tej ziemi ludzie, którzy myślą podobnie. Czasami czuję się wyalienowana w swoim podejściu do życia. Tak jak napisałaś, warto żyć po prostu swoim życiem, spełniać marzenia i realizować cele bez zbędnego ingerowania w życie innych. Ciekawy i wartościowy wpis 😉