Poniedziałek freelancera – czy studia są potrzebne?

Wasze komentarze pod jednym z ostatnich przeglądów tygodnia utwierdziły mnie w przekonaniu, że najwyższy czas poruszyć ten temat. Chcę podzielić się swoją historią, bo może przyda się ona komuś stojącemu przed wyborem swojej drogi życiowej. Moja droga była nieco pod prąd… A jak na tym wyszłam? 

poniedziałek_freelancera

Dlaczego nie poszłam na studia? 

Tu nie ma co się rozpisywać – ja po liceum po prostu nie wiedziałam, co chcę w życiu robić, a wybór studiów wydawał mi się zbyt poważną decyzją i nie chciałam popełnić błędu. W ogólniaku miałam swoje ulubione przedmioty (np. geografia, hiszpański) i z nich maturę zdałam bardzo dobrze, ale to nie było to z czym wiązałam swoją przyszłość. Po roku (z tęsknoty za geografią) poszłam do dwuletniego studium turystycznego, ale nie robiłam tego dla papierka (który oczywiście po egzaminie końcowym uzyskałam), tylko z chęci poszerzenia wiedzy z zakresu, który mnie interesował. Nigdy nie wiązałam swojej przyszłości z biurami podróży, hotelarstwem itp., więc ten etap edukacji do niczego mi się nie przydał, chyba nawet nie wpisywałam go do CV. 

Czy kiedykolwiek żałowałam?

Na początku odczułam, że z powodu mojej decyzji niektórzy spychają mnie na margines społeczny 😉 ale uodporniłam się na to. Kiedy inni zaliczali swoje pierwsze kolokwia, czułam się trochę wyalienowana, ale zacisnęłam zęby i przetrwałam ten czas koncentrując się na podążaniu swoją drogą (postanowiłam poszukać swojego miejsca na rynku pracy metodą prób i błędów). Jeśli kiedykolwiek żałowałam, to tylko na samym początku, ale nie tego, że nie studiuję, tylko tego, że tak bardzo nie wiedziałam, czego chcę od życia. To było naprawdę dobijające. Z biegiem czasu obserwując jak niektórzy znajomi żałują swojej decyzji o (źle dobranych) studiach, doszłam do wniosku, że moja droga wcale nie była zła. Ostatecznie wyszło na to, że po tych kilku latach ja pracowałam na jakimś kierowniczym stanowisku, a niektórzy po studiach mieli problem ze znalezieniem jakiejkolwiek pracy. Wtedy przekonałam się, że dla pracodawców równie ważne jest doświadczenie. O tym powinni pamiętać wszyscy, którzy studia mają przed sobą. 

Co na to pracodawcy?

Poza tymi pierwszymi miesiącami kiedy miałam zupełnie puściuteńkie CV, nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem pracy. Oczywiście nie startowałam na managerskie stanowiska, ale tak się składało, że zdobywałam je drogą awansu, poprzez swoje zaangażowanie. To nauczyło mnie, że w pracy zawsze najważniejsze jest właśnie zaangażowanie. To ono przekłada się na sukces. To ono motywuje do szkolenia się, pogłębiania swojej wiedzy i rozwijania umiejętności… To ono sprawia, że w pracy łatwo się wyróżnić. Moja „kariera” zaczęła się tak naprawdę od pracy w sklepie z bielizną bezszwową. To tam po raz pierwszy awansowałam – ze sklepu do biura, skąd zarządzałam kilkoma sklepami i pomagałam właścicielom (obcokrajowcom nie mówiącym po polsku) prowadzić firmę. Właścicielka zawsze powtarzała, że wyróżnili mnie, bo byłam zaangażowana i traktowałam ten sklep jak swój. 

Ilość rozmów kwalifikacyjnych na których byłam w ciągu tych 11 lat mogę policzyć na palcach dłoni, bo zawsze dość szybko dostawałam pracę. Ale nigdy żaden pracodawca nie kręcił nosem na mój brak wyższego wykształcenia. Przeciwnie – niektórzy reagowali pozytywnie, ciesząc się że postawiłam na doświadczenie a nie (cytuję) „w dużej mierze bezużyteczną wiedzę”. 

Czy studia są niezbędne?

Jak widać na moim przykładzie – dla człowieka, który nie ma wielkich wymagań od rynku pracy – nie są. Jeśli jednak marzą Wam się wysokie stanowiska w korporacjach, lub wykonywanie zawodu bardzo specjalistycznego (prawnik, pedagog, lekarz itp.) – bez studiów się nie obejdzie. Wszystko zależy od tego jaki macie plan na życie. Warto jednak podkreślić, że dziś zdobycie wyższego wykształcenia to nie jest większy problem – może to zrobić każdy przy odrobinie dobrej woli i odpowiedniej zawartości portfela. Dlatego ten papier nie wystarczy aby podbić rynek pracy. Z tego każdy powinien zdawać sobie sprawę, w przeciwnym razie po kilku latach boleśnie zderzy się z rzeczywistością. 

Jeśli ktoś z góry planuje zostać freelancerem lub założyć własną firmę – raczej nikt nie będzie go pytał o studia. Najważniejsze są umiejętności, które można zdobyć ucząc się samodzielnie lub na jakichś kursach. Te umiejętności przełożą się na konkretne portfolio i to na nie będzie patrzył każdy potencjalny klient. 

Mnie klienci o wykształcenie nigdy nie pytali, ale do dziś spotykam się z komentarzami (raczej obcych ludzi): „Ale serio? Nie myślisz aby jednak jeszcze pójść na studia?”. Szczerze mówiąc te komentarze nie przestają mnie zaskakiwać. W mojej obecnej sytuacji pójście na studia byłoby delikatnie mówiąc bez sensu. Świetnie sobie radzę, sama stworzyłam swoją wymarzoną pracę, nie mam kompleksów z powodu mojego wykształcenia, w ogóle nie odczuwam braku „mgr” przed nazwiskiem… I mam co robić z pieniędzmi i wolnymi weekendami, więc po co miałabym teraz iść na studia? Chyba tylko po to aby sobie (lub tym ludziom) coś udowodnić, ale… Kurczę, po co? Naprawdę nie czuję się (i nie jestem) przez to mniej wartościowym człowiekiem. 

Oczywiście studia poza samym papierkiem uczą też innych rzeczy, ale to samo można powiedzieć o każdej pracy, dlatego nie będę się na ten temat rozwodzić.

Podsumowując… 

Ja absolutnie nie krytykuję studiów i nie uważam, aby moja droga była lepsza. Była po prostu inna. Dla mnie bardzo korzystna, świetnie mnie ukształtowała, metodą prób i błędów mogłam testować co w życiu sprawia mi przyjemność. Dziś wiem, że nie mam ochoty na robienie wielkiej kariery, a już na pewno nie w korporacji. Gdybym po liceum poszła w tym kierunku – mogłabym teraz tego żałować. Uważam, że studia mogą być super, jeśli są dobrze przemyślane i spójne z planem na życie. Jeśli tego planu nie macie – dajcie sobie czas aby go znaleźć. Ten plan w międzyczasie może się też zmienić, ale to już zupełnie inna historia :). Ważne tylko aby pamiętać, że nie ma sensu robienie czegoś „dla papierka”, „bo rodzice kazali”, „bo wszyscy tak robią”, itp. Serio – istnieje inna droga i może ona być równie skuteczna i prowadzić do życiowego sukcesu. Dla każdego ten sukces oznacza coś innego! Nie wszyscy muszą być dyrektorami, magistrami, nie wszyscy muszą robić karierę. Potrzebne są też umiejętności, które można zdobyć samodzielnie poprzez naukę lub doświadczenie.  

I pamiętajcie – nieważne jaką decyzję podejmiecie, nie jesteście z jej powodu ani lepsi, ani gorsi od innych. 

Ciekawa jestem Waszych opinii – czuję, że mogą być ciekawe 🙂

 

Chcesz być na bieżąco? 

LifeManagerka.pl  Instagram 

 
Kategorie: Freelance, Rozwój osobisty, Szczęście

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • U mnie było jeszcze inaczej – po maturze nie dostałam się na studia i poszłam na nie dopiero rok później. Studiowałam polonistykę i mimo że nie wykorzystuję jakoś przesadnie tego, czego się nauczyłam, to nie żałuję, bo to, co wyniosłam ze studiów to znajomości i mnóstwo fajnych wspomnień ze studenckiego życia.
    Ale czytając Twój post pomyślałam, że ze studiami to czasem jest tak jak z organizacją wesela: każdy idzie, bo wszyscy idą, bo co ludzie powiedzą, bo rodzice każą. Z weselami czasem tak samo: nie wszystkie pary mają ochotę na duże wesela, raczej wszyscy mają na co pieniądze wydawać (a to przecież duży koszt!), no ale wesele musi być, bo co ludzie powiedzą…
    Dobrze, że poszłaś swoją drogą i pod prąd – widać, że słusznie, skoro świetnie radzisz sobie bez studiów 🙂

    • widzę, że koleżanka po wykształceniu, a co do ślubu to się w pełni zgadzam 😉 w sumie słuszne porównanie 🙂

  • fajnie, że znalazłaś swoje miejsce i robisz to co kochasz! studiowanie czegoś, czego się zwyczajnie „nie czuje” w ogóle się nie opłaca, bo po co? sama jestem studentką, ale mój kierunek to własnie ten, na który chciałam się dostać i zwyczajnie widzę siebie w zawodzie urzędniczki 😉

  • Trafiłaś w sedno! skończyłam studia (Wyższą szkołę morską), bo coś skończyć chciałam, ani minuty w zawodzie nie pracowałam. skończyłam policealną szkołę kosmetyczną (to samo, nie pracuje w zawodzie) teraz w styczniu skończyłam kolejne dwa lata policealnej szkoły tym razem- rachunkowość. I cóż z tego. Pracy na etat nie znalazłam, więc założyłam sklep internetowy. Okazało się, że to nie tylko pstrykniecie zdjęcia, wycena i klienci sami do mnie sie pchają. nic z tych rzeczy. Będę w najbliższym czasie zawieszać działalność i szukam etatu. Po tylu latach nauki (a sama mam skończone 42 lata) nie żałuję, ale czy to mi do czegoś potrzebne? Czy te papierki podwyższyły moją wartość jako pracownika? może w większym mieście miałabym szanse na dobrą pracę, ale tutaj kiedy i księgowa i pomoc kuchenna dostają podobne stawki, wątpię. Dodam jeszcze, że 95% ofert na rynku to oferta również najniższej krajowej. Ani grosza więcej. Paranoja. Lepiej skończyć zawodówkę i mieć dobry fach w ręku niż studia. (podobno zawodówki mają wrócić do łask)

  • Jak najbardziej się z Tobą zgadzam – trzeba dobrać rodzaj edukacji (studia, kursy, praca) do tego co chcemy robić w życiu. Jeśli „papierek” jest nam potrzebny do kariery w której chcemy działać, to jasne, że warto iść na studia.
    Myślę jednak, że nawet jeśli nie wiemy co chcemy robić w życiu, pójście na studia nie jest złym pomysłem, bo może właśnie na nich odkryjemy co nas kręci. Zawsze przecież można je zmienić albo rzucić.

    • Ale jeśli nic nas nie kręci, to na jakie iść – na jakiekolwiek? Z nadzieją, że „może to akurat to”? Rozumiem taką decyzję jak ma się choć minimalną wiedzę lub intuicję w jakim kierunku chce się iść, ale jeśli nie wie się nic, to podejmując taką decyzję można stracić sporo czasu i pieniędzy. Moim zdaniem lepiej wtedy odłożyć tę decyzję w czasie i zrobić sobie np. rok przerwy.

      • Tak, na jakikolwiek. Tak jak Ty na początku chodziłaś do jakiejkolwiek pracy. Myślę, że po pierwszym semestrze studiów spokojnie można określić czy nam to pasuje czy nie, a przecież studia, to nie tylko jeden kierunkowy przedmiot ale też wiele innych możliwości sprawdzenia się w różnych dziedzinach, nie tylko na zajęciach. Nie chodziło mi o to, że może akurat trafimy na pasujący nam kierunek, a raczej, że studia dają wiele możliwości poznania siebie 🙂

        • Jeśli ktoś ma na to pieniądze to spoko. Tylko że nie wszyscy mają ten luksus, a niektórzy wręcz się zapożyczają „bo trzeba iść na studia”, a potem jest rozpacz bo studia okazały się nie te, a dług trzeba spłacić. W pracy tak samo można poznać siebie i znaleźć swoją drogę, a różnica polega na tym, że w pracy pieniądze się zarabia a nie wydaje. Jeśli ktoś ma możliwość studiować dziennie lub nie szkoda mu inwestować w takie studia „dla poznania siebie” to oczywiście rozumiem, to kwestia wyboru. Dla mnie jeśli chodzi o te dodatkowe korzyści (znajomości, poszukiwanie pasji i życiową naukę) to pomiędzy studiami a pracą jest znak równości.

        • Niezła dyskusja nam się tutaj wywiązała.. Tak na prawdę, każdy przypadek jest inny i trudno jest generalizować, czy warto/nie warto iść na studia. Ile ludzi tyle spojrzeń na życia, wydaje mi się jednak, że najważniejsze jest to, żeby działać w zgodzie z sobą, a nie tylko słuchać tego co mówią inni – w tym chyba możemy się zgodzić? 🙂

        • Oczywiście, że tak 😉

  • Ela

    Dla mnie pójście na studia było jakąś możliwością wyprowadzki z domu, z mniejszego miasta. Co prawda dopiero kończę pierwszy rok studiów i wiem że nie chcę ich kontynuować, przynajmniej nie na tym kierunku, to sam fakt przeprowadzki w nowe miejsce bardzo dużo mnie nauczył, wiem że bym tego nie cofnęła, bo dopiero dzięki studiowaniu zrozumiałam w jakim chcę iść kierunku.
    Studia to bardzo indywidualna sprawa, jednym pomoże innym nie, ale człowiek uczy się na błędach, wiec myślę że najważniejsze to umieć odpuścić jeśli coś nas nie kręci i zacząć szukać własnej drogi.

  • Ja akurat mialam mozliwosc pojsc na studia, tylko z gory zostalo mi w domu powiedziane, ze to maja byc studia na renomowanej uczelni. Sama myslalam podobnie, wiec nie bylo problemu. Nigdy tego nie zalowalam, mysle, ze gdybym miala dzieci tez namawialabym je na te droge. Bylo super! 5 dodatkowych beztroskich lat, z dzisiejszej perspektywy patrzac. Jednak nigdy nie rozdzielam na ludzi po studiach i bez studiow. Znam cale mnostwo idiotow po studiach i jeszcze wiecej wspanialych, wartosciowych ludzi, ktorzy na nich nie byli.

  • beata

    Jako studentka kierunku, który lubię i z dobrymi perspektywami na pracę mimo braku „zawodowego” doświadczenia – zgadzam się z tym co napisałaś. Jest stosunkowo niewiele zawodów wymagających papierka, żeby osiągnąć sukces, za to żeby mieć fajne perspektywy po studiach – trzeba na nich robić coś dodatkowego (na szczęście możliwości jest mnóstwo! :)). Studia same w sobie dają wiedzę, ale mimo wszystko głównie historyczną, chociaż uważam, że to ważne podstawy. Jednak za ich największą zaletę uznaję właśnie zdobycie wspaniałych wspomnień, znajomości i korzystanie z całej gamy wydarzeń (od stricte naukowych po rozrywkę i typowe życie studenckie) – ale umówmy się, to trzeba nie tylko lubić, ale również być studentem dziennym, na co nie wszyscy sobie mogą pozwolić. Poza tym jest to fajne przejście między dzieciństwem a dorosłością ;). Jeśli ktoś ma możliwość – zachęcam do podjęcia studiów, warto spróbować i zobaczyć jak wygląda takie życie, ale jeżeli ktoś jest nastawiony raczej na szybką karierę i w dodatku preferuje spokojne życie – może ten czas wykorzystać efektywniej.

  • Tak jak już nie raz mówiłam studia według mnie są potrzebne jedynie w kilku przypadkach, tak jak wspomniałaś jest to chęć zostania prawnikiem, lekarzem, albo nauczycielem. Zdecydowaną większość zawodów można wykonywać bez papierka. Od tytułu o wiele cenniejsze jest wspomniane zaangażowanie i doświadczenie, czego studia niestety nie zapewniają. Też postanowiłam kiedyś poruszyć ten temat, napisałam o tym, czego nie dadzą Ci studia. Według mnie nie dają podstawowych umiejętności: odnajdywania się na obecnym rynku, pracy, budowania własnej marki, promowania się, skutecznego nawiązywania współprac. Ja moje studia wspominam bardzo miło, poznałam wielu świetnych ludzi, ale pod względem pomocy w znalezieniu dobrej pracy (czyli główne zadanie studiów) jest to czas całkowicie stracony. Nie do odzyskania, niestety

    • I ja tą stratę czasu odczuwam na sobie niestety :/

  • Bez dwóch zdań zgadzam się z tezą, że studia nie zawsze są potrzebne do tego, aby świetnie funkcjonować na rynku pracy. Szczególnie, jeżeli mowa o zawodach „z fachem w ręku”, gdzie liczy się przede wszystkim praktyka, umiejętności. Ale nie powiedziałabym też, że studia powinny być „spójne z planem na życie”. Niewiele osób w wieku 18-19 lat ma plan na życie, raczej zaczyna się tego planu poszukiwać, a studia mogą być świetną ku temu okazją. Ja też nie miałam żadnego planu na swoje zawodowe życie, trochę na zasadzie przypadku wybrałam uczelnię ekonomiczną, po której mogę robić „wszystko i nic” i to, czym się zajmuję od kilku lat, z moim wykształceniem związane jest raczej luźno. Chociaż dzisiaj kierunek wybrałabym pewnie zupełnie inny, nigdy tej decyzji nie żałowałam, bo studia to też po prostu wspaniały czas: usamodzielniania się, poszukiwań, „poszerzania horyzontów”, imprez studenckich, zawierania znajomości i przyjaźni, szukania jakichś ideałów. Wiem, że coraz częściej mówi się, że studia nie dają nic poza papierkiem, ale ja uważam, że to okres, który wspomina się przez całe życie i – jeżeli sprzyjają ku temu warunki, np. finansowe – mimo wszystko warto. Nie zawsze, nie wszyscy – ale warto.
    Oczywiście nie chodzi o to, aby osoba o zainteresowaniach humanistycznych wybierała politechnikę, bo „to się opłaci” albo „bo rodzice są inżynierami/ lekarzami/ wpisać cokolwiek” – ale po szkole średniej ma się już jakieś wyobrażenie o tym, w jakich tematach czujemy się dobrze.
    Jedno tylko polecałabym wszystkim studentom: aby jak najszybciej zacząć równolegle pracować, bo to faktycznie daje zupełnie inną perspektywę patrzenia na rynek pracy.

  • Awa9

    Dobrze, że poruszyłaś ten temat, niektórzy jeszcze nie wiedzą, że naprawdę nie muszą iść na studia, jeśli np. nie czują takiej potrzeby i nie są przez to wcale gorsi od tych, którzy chcą. Zazdroszczę, że tak trafnie udało Ci się znaleźć w życiu zajęcie dające tyle satysfakcji, które mogło stać się Twoją pracą. Ja poszłam na studia z pasji, wcale nie sądziłam, że studia znajdą pracę (uproszczając), nie taką mają rolę, co według mnie też powinno się podkreślać (tylko kilka kierunków można uznać za znajdujące pracę). Skończyłam historię (ale nie o specjalizacji pedagogicznej). Teraz szukam swojego miejsca i takiego zajęcia, które pozwoliłoby mi się spełnić, najlepiej by było gdyby związane było z moimi studiami, bo po prostu to lubię. Swoich pięciu lat spędzonych na studiach nie żałuję, ale gdybym studiowała tylko dla papierka to byłby czas zdecydowanie stracony.

  • Skończyłam 5-letnie studia na kierunku pedagogika specjalna- od trzeciego roku wiedziałam, że nie będę pracować w tym zawodzie. Studiów nie przerwałam bo patrząc z perspektywy czasu po prostu się tego bałam- twierdziłam, że już dociągnę te 2 lata. Nie żałuję tej decyzji bo i tak już nie wrócę do tego co było- nie rozpamiętuję. To co na pewno mi dały to możliwość poznania ciekawych ludzi z którymi wciąż mam kontakt. Później był licencjat z zarządzania na fali nieustającej chęci do nauki- to, co najbardziej tam mi sie podobało to powrót do matematyki, którą bardzo lubię. Całki i macierze spędzały sen z powiek innym studentom a mnie przynosiły mnóstwo radochy. Na obecnym stanowisku, w tym momencie kierowniczym, moje wykształcenie nie miało praktycznie żadnego znaczenia. Liczyło się doświadczenie i duże chęci do pracy 🙂 Myślę zatem że nic na siłę -nie chcesz, nie idź na studia. Chcesz się kształcić na uczelni? – bardzo proszę. W pierwszym przypadku trzeba mieć pewnie twardą skórę, żeby odeprzeć „ataki” rodziny czy znajomych, ale wszystko jest do zrobienia 🙂

  • Dobrze, że tak rozwinęłaś ten temat. Stoję właśnie na takiej drodze wyborów. Nie wiem co chcę robić po zdanej ( oby ) maturze i zastanawiam się nad studiami, ale tylko zaocznymi. Moim hobby jest śpiewanie, ale jestem za mało pewna siebie i uważam, że to byłoby sięganie ponad moje możliwości gdybym spróbowała iść w tym kierunku. Uwielbiam grać różne role, ale to tak jak z śpiewaniem, myślę, że są to ‚ dziecinne ‚ marzenia, mimo tego, że przecież ludzie stają się piosenkarzami czy też aktorami. Myślę nad zwykłą przyziemną pracą, ale nie wiem jaką… A teraz napisałaś tak na dobrą sprawę dobre spostrzeżenie na temat życia ze studiami czy bez i w tym momencie już nic nie jest dla mnie jasne 🙂

    • Nie odpuszczaj tak łatwo realizacji tych swoich marzeń. Tak, wiele osób w dzieciństwie marzy o śpiewaniu czy aktorstwie, ale niewiele z nich ma talent. Jeśli ty go masz – szkoda aby się zmarnował. Może ktoś powinien to zobaczyć, ocenić? Jakieś kółko teatralne, jakiś casting?

  • Zazdroszczę Ci tego podejścia, oj gdybym ja takie miała jeszcze kilka lat temu… Poszłam na studia, wydawało mi się wymarzone. Jednak jeden raz się pomylić to nic, ja po porażce drugi raz zaczęłam ten sam kierunek! Mogłam lepiej palnąć sobie w głowę i zrozumieć, że wcale mnie to nie kręci. W końcu po dwóch latach rzuciłam studia i zapisałam się na zaoczne, które traktuję właśnie jako niezobowiązujące hobby. Lubię się uczyć, lubię poznawać nowe dziedziny, ale żałuję, że zmarnowałam kilka lat na dziennych studiach, które nic mi nie dały, a przez ten czas blokowały jakąkolwiek karierę, która nie jest bieganiem z tacą w knajpie. Na szczęście mając już jakieś doświadczenie, dostałam dobrą pracę, nikt nie pytał mnie o skończone studia, tylko o doświadczenie w obsłudze klienta. Gratuluję tej mądrości, ja niestety mam ciągle wrażenie, że te niedokończone studia ciągną się za mną cieniem i zastanawiam się, czy kiedyś znów nie spróbować, choćby po to, żeby zamknąć jakiś rozdział. Zbaczymy co życie przyniesie.

    • A jeszcze coś, co mi przyszło do głowy. Wydajesz się naprawdę wykształconą osobą, bez względu na studia czy nie.Twój blog jest bardzo profesjonalny, zawsze znajdę na nim rzeczowe i naprawdę ciekawe informacje i gdybym dziś nie przeczytała tego postu myślałabym dalej, że mgr już masz za sobą. Znam wiele ludzi, którzy są dalej głupcami jak byli, niezależnie od tych trzech liter przed nazwiskiem.

      • Dziękuję, to tylko kolejny dowód na to, że studia może skończyć każdy… A jednocześnie ich brak nie świadczy o braku inteligencji 🙂

  • Bardzo ważny wpis szczególnie teraz, kiedy młode osoby stoją w obliczy matury i wyboru co chcą dalej robić.
    Powiedzmy sobie szczerze, że dziś każdy może mieć papierek magistra a sam papier o niczym nie świadczy.
    Sama gdybym nie była w 100% pewna, że chcę studiować pedagogikę, to po LO zrobiłabym sobie przerwę i wzięła się do pracy.

  • Ja skończyłam dwa kierunki studiów, na dwóch różnych państwowych uczelniach (dałam sobie wmówić, że to większy prestiż), teraz znowu zapisałam się do szkoły policealnej ale tylko ze względu na dużą liczbę godzin języka angielskiego, resztą przedmiotów w ogóle się nie przejmuję. Studia ani mi w niczym nie pomogły, ani też nie przeszkodziły, aczkolwiek swoją obecną pracę mogłabym spokojnie zdobyć bez nich, kilka lat temu i dziś mieć bogatsze doświadczenie zawodowe.

  • Niezłym kompromisem jest zrobienie sobie roku przerwy i po roku podjęcie studiów zaocznych niekolidujących z pracą, a jednocześnie dających ten papierek, który czasami jednak jest przeszkodą (zazwyczaj na pierwszym odsiewie rekrutacji). Dobrze, że jest system boloński i wyższe wykształcenie można uzyskać już po 3 latach :). Twoja decyzja była super, bo nie postąpiłaś wbrew sobie – to chyba zawsze się opłaca 🙂

  • Ja właśnie męczę się z licencjatem. Czy wybrałam dobre studia? Nie. Chociaż po części, dzięki nim doświadczyłam fajnych rzeczy, odkryłam swoją miłość do teatru (szczególnie opery – co bywa dziwne), dostałam też pracę w instytucji operowej. Tylko czy to droga na całe życie? Nie. Jestem na takim etapie, że mam 21 lat i mimo, że uwielbiam swoje życie zawodowo-studenckie związane z teatrem muzycznym, to chce z tego zrezygnować. Może popełnię błąd, lecz ważniejszy jest rozwój. I to jest chyba sedno studiowania i pracy zawodowej – rozwój. Jak przestajesz to widzieć, to koniec. Studia każde rozwijają, ale przecież nie wszystko nas kręci. Dlatego polecam rok/dwa przerwy po maturze, jeśli ktoś nie wie na co iść. Jak już odnajdzie swoja dziedzinę, wówczas studia w tym kierunku są tylko plusem i przyjemnością. Źle dobrane studia? Unieszczęśliwiają i meczą;) Uf… aż się ciesze, że je kończę;)

  • Ja poszłam na studia i teraz żałuję. Co z tego, że teoretycznie mam wykształcenie kierunkowe, skoro pracodawcy wolą zatrudniać studentów, którzy mniej kosztują. Liczy się tylko doświadczenie. Co prawda mnie zawsze wkurzało to, że moimi przełożonymi były osoby, które ledwo zdały maturę, ale poszły od razu do pracy, a studia robiły pobocznie (dla awansu, dla kasy lub własnej satysfakcji). Teraz wiem, że od razu, kiedy dostałam się na zaoczne, mogłam pójść na zaoczne i normalnie pracować, a tak miałam mało czasu na pracę, w zawodzie nikt mnie nie chciał przyjąć, bo byłam niedyspozycyjna, a inni i tak widzieli we mnie tylko nauczycielkę polskiego. Gdybym teraz miała wybierać, nie poszłabym w ogóle na studia. Tylko czułam się po nich rozgoryczona.

  • Ja też nie miałam pomysłu na siebie po maturze, ale poszłam na studia i okazało się, że bardzo je polubiłam i w sumie był to trochę „szczęśliwy strzał” 🙂 A moją motywacją było to, że właśnie nie wiem, czym się będę zajmować i być może przyjdzie kiedyś taki dzień, kiedy „papier” będzie niezbędny do ewentualnego awansu. Ale nawet jeśli nie będzie, niczego nie żałuję 😉

  • Monika

    Miałam szczęście, bo już w połowie liceum wiedziałam, że chcę iść na studia językowe, bo to była moja pasja. Nie wiedziałam do końca, co dokładnie chcę po tych studiach robić (główne zawody do wyboru – nauczyciel, tłumacz, ewentualnie jakaś firma), ale miałam perspektywy, bo język się zawsze gdzieś przyda. Niby zawsze chciałam być nauczycielką, ale nigdy nie widziałam się przed „dużą publicznością”, bo to było dla mnie stresujące. Potem okazało się, że jest to idealna praca dla mnie, że lubię uczyć. W moim wypadku studia okazały się być trafną decyzją. Jednak był też taki okres, kiedy zwątpiłam w swoją decyzje. W połowie studiów magisterskich, po roku przepracowanym w szkole wylądowałam pracując w sklepie. Przez ponad rok zadręczałam się, czy było warto tracić tyle czasu i pieniędzy na studia i naukę skoro i tak teraz do niczego nie było mi to potrzebne. Teraz znowu wiem, że było warto, bo robię to, co naprawdę lubię. Myślę, że jeżeli ktos ma jakiś konkretny pomysł na swoje życie, który można osiągnąć przez studiowanie to powinien do tego dążyć. Jednak pójście na studia tylko po to, żeby na nie iść uważam za bezsensowne. Znam ludzi, którzy zaczynali po kilka różnych kierunków i żadnego nie skończyli i po kilku latach od skończenia liceum nie mają ani papierka ani żadnego doświadczenia. Czasami lepiej, tak jak Ty skupić się od razu na pracy i być szczęśliwym, niż męczyć się na studiach, bo wszyscy idą na studia, więc pójdę i ja.

  • Mam za sobą kilka lat nauki i przed sobą zakończenie pięcioletnich studiów. Moje obecne studia to świadomy, dorosły wybór i pewnie kariery w wyuczonym kierunku już nie zrobię bo stosunek posiadanej wiedzy do wieku metrykalnego stawia mnie w gorszej pozycji do moich młodszych koleżanek i kolegów. Nie żal mi poświęconego czasu bo zdobyłam dochodzenie do tej wiedzy samemu byłoby chyba jeszcze dłuższa. Jednak w rodzinie mam młodego człowieka, który w przyszłym roku zadaje maturę i już zapowiedział, że na studia się nie wybiera i wbrew opinii starszyzny w mojej rodzinie patrząc na to jak dziś wygląda świat myślę, że go rozumiem i popieram. Uważam, że każdy powinien wybierać własną drogę a czas pokaże, gdzie nas to zaprowadzi. Przecież nie wszyscy muszą kończyć studia. Jestem pełna podziwu dla osób, które potrafią iść własną drogą a to wcale nie ma związku z ilością posiadanych papierków. Pozdrawiam

  • Z perspektywy wykładowcy – nie ma nic gorszego, niż student z przypadku, który nie umie odpowiedzieć na pytanie „po co studiuje”. A takich jest większość. Męczą siebie, zainteresowanych współstudentów oraz wykładowców.

    Studia nie musza służyć od razu zdobyciu zawodu, można coś studiowac z pasji, zainteresowania czy dla przezycia czegoś ciekawego. Ale jaka by nie była motywacja – róbmy to poważnie. A obecnie zapomina się, że nie wszyscy musza studiować, i robi się to na odczepnego.

  • aaa

    Ja wytrwałam jeden semestr studiów ( w tym roku). Żałuje tego zmarnowanego czasu, to całkowicie nie dla mnie. Też po szkole średniej nie wiedziałam co chcę robić (dalej nie wiem). Teraz zaczynam się tułać, trochę tu, trochę tam. W końcu znajdę swoje miejsce.

    • Na pewno znajdziesz, życzę aby jak najszybciej 🙂

  • Mnie zawsze bardziej niż to czy ktoś studiuje, interesowało co robi. Skoro nie studiuje, to możliwe, że ma inny pomysł na życie. Staram się nie oceniać ludzi po wykształceniu, chociaż sama mgr mam. Dla mnie ważne jest, jaka ta osoba jest, jakie ma plany, co chce osiągnąć. A jak? Są różne drogi i sposoby do osiągnięcia celu.

  • Poszłam na studia, bo tak po prostu robili wszyscy. Brak innego planu skłonił mnie właśnie do tego, żeby nie marnować czasu na zastanawianie się kim będę, albo na pracę jako kelnerka 40h w tygodniu. Nie wiem, czy to z pasji było, ale na pewno nie żałuję. Mam super wspomnienia, przyjaciół i buzia mi się śmieje na wspomnienie egzaminów i całego studenckiego życia. Też pisałam maturę z geografii i potem skończyłam geografię -ochronę środowiska. Pracy w zawodzie w Polsce nie dostałam:/ ale teraz pracuję nad tym w USA i myślę, że gdyby nie studia i mój mgr, a także imponujący wykaz ukończonych przedmiotów, nie miałabym szansy na realizowanie mojego planu tutaj…

  • Zgadzam się w stu procentach i wszystkim młodszym od siebie tłukę do głów, żeby się 10 razy zastanowili, mogą zrobić sobie gap year, mogą rezygnować z danego kierunku po pierwszym, drugim, czwartym roku – nie warto cisnąć i się męczyć, jeśli wiemy, że na to nie podchodzi. A jeśli studia w ogóle nie są dla nas to naprawdę nie są potrzebne.

  • Zgadzam sie z Toba. Nie wszyscy musza kończyć studia. Choc u nas w kraju kreuje sie takie myślenie, którejkolwiek widać po rynku oracy, nie wolywa na życie absolwentów dobrze. Trudniej jest znaleźć idące osobom z żywszym wykształceniem (powyżej mgr już nawet nie wspólnego to wysoce przekwalifikowane jednostki, ktore rzadko kiedy maja w PL adekwatna prace).
    Dobrze, zewybtalas swoją drogie dobrze czujesz sie z podejtymi w przeszłości decyzjami. To jest najważniejsze:)

  • Ja, podobnie jak ty, nie wiedziałam co chcę od życia. Wybór kierunku studiów był przypadkiem (ale ostatecznie nie żałuję), miałam nawet chęć zrobienia studiów podyplomowych, ale… na IV roku dostałam pracę, przez co zaiedbałam trochę studia i pracę magisterską. Zaraz po V roku (nadal bez napisanej pracy magisterskiej) dostałam jeszcze lepszą pracę i szczerze to nie widzę teraz sensu się bronić. Papier i mgr nic mi nie da, zarabiam więcej niż rówieśnicy z mgr przed nazwiskiem, czuję że nie odstaję od nich, że w tych czasach papier z uczelni jest zbędny. Ale jest też mama, która codziennie pyta kiedy się obronię…

  • Ola

    Kiedy kończyłam technikum, 90% osób poszło na studia, a ja nie miałam pojęcia jaki kierunek wybrać. Marzyłam o fotografii, ale wiedziałam, że ten zawód to ciężki kawałek chleba i ukończenie asp wcale nie zagwarantuje mi tłumu klientów. W końcu nie poszłam na studia i wcale nie żałuję. Niedługo po skończeniu szkoły założyłam firmę. Część moich rówieśników szuka pracy po studiach, tylko dwie osoby z byłej klasy pracują w zawodzie. A ja właśnie kończę studium fotograficzne. Na spokojnie, dla siebie, nie dla papierka. I jestem szczęśliwa, że wybrałam taką drogę. 🙂

  • Hey Jude

    To jest jednak głębszy problem, z moich obserwacji wynika, że młode osoby często po ogólniaku nie mają żadnej wiedzy jak wygląda rynek pracy, jakie umiejętności są potrzebne itp. brakuje tej dojrzałości, która przychodzi później. I często skaczą z kierunku na kierunek, marnując czas i pieniądze, wybierają kierunki modne, reklamowane itp. nie mają własnych zainteresowań, albo boją się za nimi podążać albo często je zmieniają. To jest niestety problem systemu edukacji – za mało promowania przedsiębiorczości, za mało wiedzy o rynku pracy, po ogólniaku jest oczywiste, że wszyscy pójdą na studia? Ale po co? Nie pokazuje się alternatyw.
    Ja skończyłam wymarzone studia humanistyczne i strasznie nudziłam się tam, żałuję, że nie miałam tyle śmiałości i odwagi, żeby rzucić je i zdawać na wzornictwo. Ale cóż mądry jest człowiek po fakcie, każdy ma swoją drogę do przejścia i każde doświadczenie nas wzbogaca. Przez studia wyprowadziłam się z domu mając 19 lat i to jest chyba najcenniejsze doświadczenie jakie zdobyłam – samodzielność.

    • Właściwie nie wiem jak jest teraz, ale za moich czasów też w liceum promowana była „jedna właściwa droga”, czyli studia. Za mało mówiło się o alternatywach, którą są np. specjalistyczne kursy – też pomagają zdobyć jakiś fach, łatwiej pogodzić je z pracą, szybciej zdobywa się na nich umiejętności. Jeśli ktoś wie, że np. chce być grafikiem freelancerem, lepszy i szybszy efekt może mu przynieść jakiś kurs.

      • Hey Jude

        „Za moich czasów” 😀 też tak było, ale mam młodszych kuzynów w ogólniaku i widzę, że niewiele zmieniło się, ciągle oczywiste jest, że wszyscy idą na studia i dzieciaki na tym tracą, bo nie wiedzą co wybrać, miotają się, szkoła nie wychodzi z pomocą, bo właśnie promuje „jedną właściwą drogę”. A są kursy, szkoły pomaturalne, staże, wolontariaty. Można nauczyć się umiejętności twardych i miękkich.

  • Muszę coś tutaj napisać! Ja po liceum wiedziałam, że na studia nie pójdę. Nie chciałam robić sobie w życiu jakichś zapchajdziur, bo wtedy zupełnie nie wiedziałam co chcę w życiu robić. Chociaż nie, wiedziałam-chciałam zdobyć dużo różnych doświadczeń, a ostatecznie zostac sobie sama szefem. Dużo różnych doświadczeń zdobyłam-pracowałam i za granicą i w Polsce, byłam opiekunką do dzieci, animatorką, robiłam pizze, sprzątałam w prywatnym collegu w Irlandii, sprzątałam domy bogaczy, liczyłam towar na inwentaryzacjach, grabiłam liście, uczyłam angielskiego i jeszczę parę innych. Minęło pięć lat od matury. Teraz jestem w takim momencie, że na studia chyba jednak iść bym chciała. Ale nie dla magistra i też nie pokładam w studiach nadziei na to, co będę w przyszłości w życiu robić. Chciałabym się jednak dalej równolegle skupiać na tym co kochać lubię czyli pisaniu i pracy w warunkach domowych. Studia marzą mi się dość nietypowe-kryminologia i kryminalistyka na przykład. Wiem, że pracy jak w CSI mogę po nich nie dostać. Mimo to chciałabym nauczyć się więcej o tym co mnie tak bardzo jara. Jednocześnie stawiam też na alternatywne metody zdobywania wiedzy i mam w planach kurs event planera lub coś w tym stylu. Po prostu nie stawiam wszystkiego na jedną kartę.

    Dlatego jak najbardziej Cię rozumiem i po raz kolejny przybijam piątkę.

  • Tak jak piszesz, jeśli ma się pieniądze, to studia można zrobić bez problemu. Sama się o tym boleśnie przekonałam, kiedy na mojej uczelni najważniejsze było czesne i jeśli ktoś dokonał wszelkich opłat, to mógł praktycznie nie chodzić na zajęcia, a i tak przechodził z semestru na semestr. Nie wiem, czy żałuję moich studiów, może gdybym skończyła ASP, które planowałam, nie miałabym takich rozterek, ale tylko dlatego, że mam już tytuł plastyka i na studiach artystycznych robiłabym to, co kocham. A tak? Skończyłam na licencjacie, bo widzę, że w zawodach, które mnie interesują, liczy się bardziej portfolio i doświadczenie, a na kursach i samodzielnie uczy się o wiele lepiej, bo uczy się tego, co naprawdę interesuje. Na studiach zaś zapychają plany zajęć do niczego nie przydatnymi wykładami i tak to niestety wygląda. Nie rozumiem tego parcia na mgr, może gdyby na uczelnie było się trudno dostać, to wtedy papierek miałby większe znaczenie, ale tak nie jest i tylko taką presją robi się wodę z mózgu niezdecydowanym młodym ludziom.

  • Ewa Dybowska

    Mimo, że skończyłam studia i pracuję w branży, to wszystkiego co umiem na moim stanowisku nauczyłam się w pracy, sama z siebie. Natomiast nie żałuję czasu na studiach. Nie żałuję poznanych ludzi i pokazania wielu dróg i specyfikacji, którymi mogłabym się zająć oraz nauczeniem mnie solidnych podstaw. Na studiach nie tylko zdobyłam wiedzę specjalistyczną, ale nauczyłam się pracować w grupie i samodzielnie, angażowania się w pracę, dokładności i nauki własnej. W tym samym czasie od trzeciego roku również pracowałam, więc to czego nauczyłam się w pracy, przekładało się w wynikach na uczelni i odwrotnie. Taka jest moja ścieżka, ale ona wcale nie jest ani lepsza, ani gorsza od kogoś, kto postawi od początku na pracę. Na pewno bezsensowne byłoby w Twoim przypadku pójście na jakiekolwiek studia po szkole średniej jeśli nie wiedziałaś jaką ścieżką chcesz podążać. Teraz również już nie są Ci one potrzebne, wszystko możesz wyczytać w książkach, a zapewne wiesz o wiele więcej z dotychczasowej pracy zawodowej. Ważne, żeby realizować swój własny plan, nie oglądając się na innych. Szkoda tylko, że zaraz po liceum nie wszyscy wiemy co konkretnie chcielibyśmy robić i czy potrzebujemy do tego studiów czy nie 🙂 Byłoby o wiele prościej 🙂

  • „dziś zdobycie wyższego wykształcenia to nie jest większy problem – może to zrobić każdy przy odrobinie dobrej woli i odpowiedniej zawartości portfela” – odnoszę wrażenie, że coraz częściej nawet ta dobra wola nie jest potrzebna.. I tu się pojawia pytanie: po co w takiej sytuacji ludzie idą na studia?

    Bardzo się cieszę, że napisałaś ten post, bo jestem teraz w sytuacji, kiedy muszę zdecydowanie pozmieniać swoje życie. Zwłaszcza zawodowe. Skończyłam 2 licencjaty, mgr nie mam. i o ile uważam, że to była dobra decyzja, bo oba kierunki były związane z moimi zainteresowaniami i ówczesnymi planami na życie, to jednak coś jest nie tak jak planowałam. Moje dotychczasowe życie zawodowe też było związane ze studiami, które skończyłam i nie żałuję. Ale czegoś mi brakuje. Twoje doświadczenia uświadomiły mi, że muszę podejść do tematu trochę inaczej niż dotychczas. I mam nadzieję, że w końcu ogarnę ten cały mój zawodowy chaos :).

  • Też się kiedyś nad tym zastanawiałam i na chwilę obecną gdybym miała wybierać nie poszłabym drugi raz na studia. Oczywiście nie żałuję czasu, który spędziłam studiując. Jednak pracuję w firmie, w której raczej nie wykorzystuje wiedzy ze studiów – jest to zupełnie inna branża. W tym świecie tak to jest, nie idziesz na studia – to pewnie się nie uczył i nie zdał matury…

  • Im dłużej się zastanawiam jak to skomentować, tym mam większy problem 😉 Czy studia są potrzebne by znaleźć jakąkolwiek pracę? Nie. By znaleźć pracę specjalistyczną? Zależy jak specjalistyczną, dla lekarza, prawnika oczywiście są potrzebne. Dla programisty i specjalisty IT już niekoniecznie. Czy są potrzebne by dać nam więcej czasu na przemyślenie co zrobić z własnym życiem? Przydają się, chociaż kto nam zabroni zastanawiać się nad tym pracując.
    Dla mnie pójście na studia było tzw. oczywistą oczywistością. Wiedziałam, że po liceum wyprowadzam się z domu, z mojego małego miasta i będę studentką. Myśląc o tym teraz, nie czułam specjalnej presji otoczenia, nie wahałam się. Wiedziałam, że pójdę i już. Jeden z oczywistych etapów życia. Problemem był wybór na jakie… Selekcja wyglądała więc u mnie następująco, lubię uczyć się języków obcych – ok, niech będą językowe. Nie chcę iść na jakieś „oklepane” kierunki – ok, niech będzie japonistyka albo sinologia. Na dniach otwartych bardziej spodobała mi się przedstawicielka tego drugiego – ok, niech będzie sinologia. Nie wiedziałam ile wytrwam, czy mi się to spodoba, jak poradzę sobie sama w dużym mieście będąc osobą nieśmiałą, która miała problem by się do ludzi odezwać.
    Czy studia były mi więc potrzebne? Tak, mimo że obecnie wcale nie pracuję z językiem chińskim. Dzięki nim jednak odkryłam w sobie takie niesamowite cechy jak chociażby odwaga i wiara we własne możliwości. Dzięki nim wyjechałam na rok do Chin, dzięki nim pracowałam potem w różnych firmach gdzie była potrzebna osoba z językiem chińskim i gdzie poznałam cudowne osoby, dzięki nim rozwijam teraz własną firmę związaną z podróżami. Dzięki temu że poszłam na studia, na te konkretne studia, jestem teraz w takim a nie innym miejscu. I bardzo mi się ono podoba 🙂 Możliwe, że doszłabym do tego punktu idąc też inną drogą, ale nie mam tej pewności… Także czasem okazuje się, że studia są „potrzebne” dopiero po pewnym czasie, a w jaki sposób są „potrzebne” to jest już kwestia indywidualna 😉
    Takie moje przemyślenia 🙂

  • Ja nawet nie przyznaję się jak wyglądało moje studiowanie, dodam tylko, że obecnie, pracując na swoim nauczyłam się o wiele więcej – i to tych przydatnych rzeczy – niż przez cały okres moich studiów. Magister mi się nie przydał i mam nadzieję, że już się nie przyda – bo planuję już zawsze prowadzić swoją działalność. I nauczona doświadczeniem zgadzam się z Tobą w pełni: nie warto iść na „jakiekolwiek” studia gdy nie wie się, co tak naprawdę chce się w życiu robić!

  • Bardzo ważny temat poruszyłaś, zarówno z pespektywy psychologicznej jak i dla dzisiejszej gospodarki. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie warto studiować czegoś tylko po to żeby zdobyć stosowny tytuł! To powoduję tylko frustrację zarówno u studiujących jak i uniwersytetu. Lepiej wziąć oddech przemyśleć parę spraw i odnaleźć pasję – może np. inny kierunek studiów. Ja uwielbiałam studiować, ciągle myślami wracam do mojego programu, do tego, czego jeszcze mogłabym się nauczyć i jakie inne studia mnie fascynują.

  • Dla mnie ciekawą opcją są studia chociażby dla samego doświadczenia. Warto mieć je na swojej życiowej to-do liście. Nawet licencjat. Na uczelni jest niepowtarzalny klimat, inaczej czas płynie. Warto też zetknąć się z ludźmi nauki. Tak samo widzę pracę w korpo jako ciekawe doświadczenie. W życiu warto próbować różnych rzeczy 🙂

  • disqus_LfH4DNNwRa

    Akurat trafiłaś z tym postem w sam środek moich rozmyślań.
    Ja właśnie kończę pierwszy rok studiów, ale ostatnio złapały mnie wątpliwości. Coraz częściej zastanawiam się czy po licencjacie nie zrobić sobie przerwy i pójść do pracy, a dopiero potem (jak będę mieć chęci i motywację) iść na magisterskie. Jednak problem jest taki, że tę pracę musiałabym szukać w mojej mieścinie (bo wątpię, by udało mi się utrzymać za 700zł pensji w Krakowie..), a w takich małych miastach osoba bez żadnego „kierunkowego” doświadczenia może liczyć najczęściej na pracę jako kasjer-sprzedawca w sklepach lub coś w tym stylu..
    Jak myślisz jest sens w tych moich rozmyślaniach? Może się to wydać głupie, że piszę właśnie do Ciebie, le w moim najbliższym otoczeniu nie ma nikogo, z kim mogłabym o tym pogadać. Większość osób z mojej rodziny jest po zawodówkach, więc nie mają pojęcia o studenckich mechanizmach, życiu itp. Żadnych znajomych po studiach też nie mam.

    Bardzo bym była wdzięczna gdybyś wyraziła swoje zdanie

    Pozdrawiam 😀

    • Ale jak rozumiem to myślisz aby pójść do pracy za te 2 lata tak? Teraz studiujesz dziennie i nie masz takiej możliwości? Nie wiem co studiujesz i jaka jest Twoja specjalizacja, ale na pewno warto już w trakcie studiów pomyśleć o zdobywaniu jakiegoś doświadczenia. Może jest coś, co mogłabyś robić dodatkowo nawet zdalnie podczas studiów (jakieś pisanie tekstów czy coś?).
      Tym czy za 2 lata przerwać studia i pójść do pracy/wyjechać/cokolwiek, nie zaprzątałabym sobie teraz głowy. Dwa lata to dużo czasu, po tym licencjacie może lepiej będziesz wiedziała jakie masz możliwości. Może w międzyczasie trafi Ci się jakaś fajna okazja pracy, może pojawi się nowy pomysł na życie… Teraz skupiłabym się na tym aby zdobywać jakieś doświadczenie poza studiami, a o reszcie pomyślałabym później, jak przyjdzie na to czas 🙂

  • noo właśnie u mnie jest taka sytuacja że tytuł mgr inż jest konieczny ale znam ludzi, którzy mimo że go posiadają szału na rynku pracy nie zrobią, bo im się nie chce. Zaangażowanie jest ważne zawsze i wszędzie 🙂

  • Super post. Juz wiem o czym napisze w linkach tygodnia. Agnieszko ja z tych co poszli na studia bez pomyslu na zycie i uwazam je za zmarnowane 5 lat z zycia, kiedy moglam zdobywac doswiadczenie, a jedyna nauke która z nich wynioslam to ze nie chce pracowac w chemii (a jestem chemikiem według papierka) . Pozdrawiam serdecznie beata

  • Kiedy wybierałam studia, miałam swój plan na życie, który musiałam później wielokrotnie modyfikować. Nie żałuję, że studiowałam (ani też – że przerwałam i że później musiałam na rok wrócić, żeby dostać dyplom i zamknąć ten etap), bo gdyby nie ta decyzja, byłabym w tym momencie w zupełnie innym miejscu w życiu.

    Ale zgadzam się z Tobą, że studia same w sobie nic nie dają. Można zdobyć mnóstwo umiejętności nie studiując, można też mieć pięć dyplomów i reprezentować sobą absolutne nic na rynku pracy. Co jest ważne, to żeby pamiętać, że samo się nie nauczy. To my się uczymy, żyjąc.

    Specjalnie dla bloga Lifemanagerka mówił dla Państwa Paolo Coelho 😉

  • Pingback: Fajne Internety: 3 maja 2015 - Irydowy WujekIrydowy Wujek()

  • W.

    Pozwalam sobie podesłać tekst dalej, do pedagog w liceum, która szukała takich tekstów napisanych przez autentycznych ludzi! 🙂

  • Pingback: Jak znaleźć pomysł na siebie? Linki tygodnia. - VADEMECUM BLOGERA()

  • Ja również po LO na studia nie poszłam. Jednak ugięłam się w pewnym stopniu i zapisałam się do szkoły policealnej, na kierunek, który kompletnie nie był dla mnie – kosmetykę. Bo jak to tak, bez żadnej nauki po liceum? Na każdym kroku to słyszałam. Jakiś czas później wyjechałam do Wrocławia do pracy, szkołę rzuciłam i zaczęłam się rozwijać sama. Jedyny plus, który wyniosłam z tej kosmetyki to zajęcia z dietetyki, które mieliśmy. Bo dzięki temu wiem, że to jest taka rzecz, którą mogłabym robić, którą lubię. Teraz sama się dokształcam, od października zaczynam naukę. Warto było poczekać ten rok. 🙂
    Praktycznie w całości zgadzam się z Twoją opinią na ten temat.
    Pozdrawiam. 😉

  • Jak najbardziej się z Tobą zgadzam! Znam wiele osób, które po studiach robią zupełnie co innego lub po prostu nie lubią swojej pracy. Szkoda życia na to.
    Jednak należę do przykładu ludzi, którzy ten papierek potrzebują (studiuję medycynę) i wiem, co chcę robić.
    Pozdrawiam cieplutko!

  • Iza

    W sumie z tymi studiami to sprawa subiektywna. Każdy ma inny przypadek. U mnie było tak, że poszłam na studia dopiero trzy lata po ukończeniu liceum. Przez te trzy lata pracowałam w różnych miejscach i poczułam się bardzo staro… Może to dlatego,że te moje prace nie były zbyt rozwijające ( m.in w sklepie odzieżowym), czułam się już taka zmęczona i wypalona i wtedy właśnie postanowiłam że jednak pójdę na studia ale zaoczne dzięki czemu cały czas mogłam jednocześnie pracować. I choć studia zawodowo nie pomogły mi w niczym to jednak i tak nie żałuję swej decyzji bo dopiero na uczelni poznałam fajnych ludzi takich co żyją z pasją: podróżują po świecie, żeglują, mają wystawy swoich zdjęć, gotują, pielęgnują ogród, udzielają się charytatywnie itd. Ci ludzie zainspirowali mnie do życia. Dzięki nim dziś mam lepsze nastawienie do życia, ludzi i pracy i znalazłam swoje własne hobby. Inna sprawa że pogodzenie studiów z pracą nie jest takie łatwe więc jestem z siebie wręcz dumna że dałam radę i pogodziłam to pomimo że często musiałam zarywać noce żeby się uczyć do egzaminów. Teraz wiem że jak się chce to można wszystko.
    A jeśli chodzi o sprawy czysto zawodowe to podobnie jak Ty bardziej stawiam na kursy i samodzielną edukację z książek. Wielu moich znajomych uważa podobnie.

  • Wiadomo, że studia nie są przepisem na sukces, zwłaszcza te ukończone na siłę. Poza tym, mam wrażenie, że na niektóre kierunki może dostać się każdy i bez większego zaangażowania uzyskać tytuł niepoparty żadną wiedzą. To na pewno wpływa na dewaloryzację kandydatów w oczach pracodawców.

    Ja studiuję podobno nieżyciowy i nieprzyszłościowy kierunek, ale robię to dla przyjemność, nie zamierzam szukać po nim pracy, tylko założyć własną działalność. Właściwie mogłabym odpuścić sobie ten etap, ale to dobry okres na przemyślenia i robienie planów, przygotowanie się do ich realizacji. Bez studiów nie czułabym, że coś mnie ominęło, a lubię mieć wiedzę, lubię się uczyć. Nie są dla mnie niezbędne i nie rozumiem ludzi, którzy idą na nie na siłę, bo tak trzeba. Znam mnóstwo osób bez studiów które radzą sobie o wiele lepiej niż te z tytułami.

  • Studia w zupełności nie przydają mi się do codziennej pracy, ale nauczyłam się na nich wielu fajnych rzeczy – organizacji, odpowiedzialności, poznałam świetnych ludzi. Czu udałoby mi się to bez studiowania? Oczywiście.
    Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś już idzie na studia, to niech robi w ich czasie coś dodatkowego. Czasy, kiedy po nich dostawało się pracę marzeń już minęły – dziś wykształcenie wyższe ma 40% Polaków do 30 lat, więc mgr przed nazwiskiem tak naprawdę znaczy niewiele.

  • Sto procent racji! Pokażę ten artykuł siostrze, które stoi własnie przed takim wyborem, a trochę odczuwa presję, że studia są niezbędne w życiu. Wiadomo, jak napisałaś, nie da się być lekarzem, czy prawnikiem bez studiów, ale do wielu innych zajęć studia nie są niezbędne, a właśnie to kursy, praktyka, pasja i zaangażowanie są tu najważniejsze.

  • Po maturze wydawało mi się, że filologia rosyjska to coś, co chcę robić w życiu. Teraz 4 lata po uważam, że dzięki studiom poszerzyłam słownictwo, poznałam bliżej kulturę wschodu, ale nie do końca jest to coś, co chciałabym robić w przyszłości, dlatego planuję iść dalej w kierunku pr/mediów/reklamy. Te studia są o tyle korzystne, że język zawsze się przyda.

  • Studia przede wszystkim nas rozwijają. O ile my sami na to pozwolimy. W tym aspekcie zawsze wzorem była dla mnie moja mama, która została redaktor naczelną bez ukończenia żadnych studiów. Znam wiele wartościowych osób, które nigdy nie studiowało na Uniwersytecie. To przede wszystkim my sami powinniśmy zadbać o nasz zasób wiedzę oraz elokwencję. Zresztą teraz strony takie jak coursera, w pełni mogą zaspokoić nasze potrzeby.

  • gin

    Po maturze poszłam na studia, bo tak wypadało. Nie miałam pojęcia, co chcę w życiu robić, wybrałam matematykę. Ależ się męczyłam! W końcu rzuciłam to wszystko w cholerę, bo ile można się męczyć? Rodzina – zdruzgotana. A ja poleciałam do Anglii, potem do do Danii, sprzątałam w hotelu, nauczyłam się języka, a teraz… Chodzę do szkoły 😉
    Przez te wszystkie lata w końcu odnalazłam w sobie pasję, znalazłam zawód, który chcę wykonywać. Odkąd się zdecydowałam, konsekwentnie dążę do celu. Jednym z kroków jest szkoła – bo tak jak napisałaś wyżej, niektórych zawodów bez szkoły wykonywać się nie da (owszem, piec ciasta może każdy ale bycie profesjonalnym cukiernikiem to zupełnie inna bajka). Każdy dzień to dla mnie przygoda, ekscytuję się wszystkim; w końcu robię coś z pasją, poświęceniem, wkładam w to całe serce – i to widać, i jest to doceniane 🙂
    Żeby być w czymś dobrym – trzeba to lubić, a najlepszej kochać 🙂 I studia są zupełnie nieważne 🙂

  • Ja studia skonczylam i terz zaczynam myśleć, że nie warto było. Tak jak studia licencjackie dzienne to był czs beztroski i imprez tak studia magisterskie robiłam będąc już mamą. Moja córka miała dokladnie miesiąc jak poszlam na pierwsze zajęcia i w sumie chyba nie bylo warto. Teraz mam tylko papierek, który wzbudza we mnie poczucie, że moja aktualna praca jest nieadekwatna do wykształcenia, co pogarsza czesto moje samopoczucie.
    Na studiach nauczyłam sie też rzeczy kompletnie nie związanych z zawodem, a relacjami międzyludzkimi i poznałam mnóstwo wartościowych ludzi. Mimo to drugi raz nie poszlabym na studia, które wybrałam, może byłby to calkiem inny kierunek…

    • Skup się na tym co napisałaś na końcu – takie studia zawsze są jakimś doświadczeniem i coś wnoszą do życia, tak jak każda praca którą wykonujemy. Na pewno nie ma co żałować 🙂

  • Ja „zmarnowałam” 5 lat swojego życia – zaczęłam 2 kierunki studiów. Ciężka choroba postawiła mnie przed trudnymi decyzjami i w sytuacji, w której musiałam zdecydować co zrobić ze swoim życiem, bo do tej pory było zupełnie jałowe. I podjęłam jedną z najważniejszych decyzji – rzuciłam studia na rok przed dyplomem i… odetchnęłam. Ciągle jeszcze układam swoje życie, szukam pracy, zajmuję się tym co kocham (w tym blogiem i sztuką :), spędzam czas z bliskimi i staram się czerpać z tego 100%. Niestety – te kilka lat już minęło, a ja nie mam ani doświadczenia, ani dyplomu – wcale nie jest banalnie łatwo znaleźć mi pracę. Staram się w międzyczasie pracować nad sobą i wierzę, że w końcu uda mi się wszystko poukładać i razem z Ukochanym i naszym wymarzonym psem zamieszkać w pięknym mieszkanku. 🙂 Ciebie podziwiam za tak dojrzała decyzję i stanowczość – powinnam postąpić podobnie dawno, dawno temu ale należałam do ludzi, których rodzice nie wyobrażali sobie, żebym nie miała studiów. I poszłam. Nie powiem, że żałuję – poznałam wartościowych ludzi, dowiedziałam się wartościowych rzeczy i wspaniale spędziłam czas. Ale teraz czas dorosnąć, podjąć ważne decyzje i uczynić swoje życie SWOIM. 🙂

    • Trzymam kciuki, żeby Ci się poukładało 🙂 wszystkie doświadczenia w życiu są nam do czegoś potrzebne, te studia też na pewno jakoś Cię ukształtowały. Dobrze, że nie żałujesz 🙂

      • Otóż to, warto docenić te minione chwile i ich nie żałować – nawet jeśli nie były najlepsze są częścią tego kim jesteśmy. 🙂 Dziękuję Ci bardzo. 🙂

  • Aneta

    Witaj. Trafiłam na Twojego bloga przez JestRudo, Natalia poleciła w jakimś komentarzu link.

    Dziękuję Ci za ten wpis. Bardzo dużo osiągnęłaś i zgadzam się z Tobą w każdym detalu.

    Moja sytuacja jest podobna choć bardziej skomplikowana chyba. Zawsze marzyłam o byciu fotografką/em (jak kto woli), później w liceum coś mi się odwidziało, wszyscy szli na studia rachunkowość, finanse, zarządzanie itd. i się stało, złożyłam papiery na uniwerek, wszyscy szczęśliwi, rodzice dumni, bla bla bla. Po pół roku stwierdziłam, że to nie to, kompletnie bez sensu. Zrezygnowałam. Postanowiłam, że od września pójdę na fotografie (tak jak sobie przecież zawsze marzyłam) a tam okazało się, że popełniłam kolejny błąd, szkoła typu ,,zachwycanie się białą kropką na czarnym tle” i w dodatku bierze za to niemałą kasę, a ja chciałam pracować z ludźmi, uszczęśliwiać ich, robić zdjęcia w najpiękniejszych chwilach ich życia, sprawiać im radość. Minęło 1,5 roku od tego czasu, tkwię w jednym punkcie, nie mam pracy (bo do niczego się nie mogę przekonać, nie chce robić czegoś co mnie nie uszczęśliwia, jestem typem ,,utrzymuje mnie chłopak” i w dodatku bliska załamania). Nie wiem co będzie dalej…

    • Do łapania chwil w kadry i uszczęśliwiania tym sposobem ludzi nie potrzebujesz żadnych papierków… Dlaczego się poddałaś? Jest mnóstwo fotografów samouków, w dzisiejszych czasach to nie problem… Jeśli masz do tego smykałkę i oko to czemu nie spróbujesz? Jeśli nie pracujesz to masz czas aby zrobić sobie portfolio, nauczyć się czegoś… Nie poddawaj się tak łatwo 🙁

  • ja nie skonczylam studiow, zrezygnowalam pol roku przed koncem licencjatu z prawie skonczona praca licencjacka… studiowalam stosunki miedzynarodowe ale od samego poczatku czulam ze to nie to… Od pierwszego roku studiow za to pracowalam, ‚awansowalam’ do dzialu ksiegowosci, zrobilam certyfikaty z angielskiego, kursy ksiegowe i mimo ze raczej nie wiaze przyszlosci z ksiegowoscia (kto wie gdzie nas zycie zaprowadzi) to nie zaluje tego ze nie skonczylam studiow; Mam jakis tam pomysl na siebie, mam nadzieje ze uda mi sie go zrealizowac a kiedy ktos sie mnie pyta czemu nie dokonczylam studiow dla swietego spokoju to mowie ze jak juz bede wiedziala co chce studiowac to kiedys byc moze na te studia wroce 🙂 nie zmienia to faktu ze ta droga nie jest chyba taka zla biorac pod uwage to ze aktualnie mam lepsze stanowisko i wyzsze zarobki niz wiele kolezanek ‚po studiach’

  • Dominika

    Ja niestety w t

    ym roku piszę maturę i dalej nie wiem na jakie studia iść i co ze sobą zroibć. Marzy mi się gap year, ale to nie wchodzi w grę,bo wiadomo- rodzice, niestety jestem od nich bardzo zależna. Tato pcha mnie na medycynę, a ja się boję,że jako lekarz nie będę miała czasu dla licznej rodziny,którą chcę założyć. Jestem strasznie zagubiona i zamiast uczyć sie do matury, myślę co zrobić ze swoim życiem…

  • Ja w zeszłym roku zostałam magistrem i przez ostatnie 2 lata studiów wyobrażałam sobie siebie w pracy w korpo, pnącą się po szczeblach kariery (przez całe studia pracowałam, ale w niezwiązanych z kierunkiem branżach). I kiedy nadeszły pierwsze po studiach wakacje i wreszcie mogłam trochę odetchnąć i zastanowić się nad pewnymi sprawami, doszłam do wniosku, że w głębi serca wcale nie chcę pracy managerki w korpo, a więcej przyjemności sprawia mi poczucie wewnętrznej wolności. Pracy na etacie jeszcze nie porzuciłam, ale myślę, że po zgromadzeniu odpowiednich oszczędności się na to zdecyduję ;). Mimo wszystko wiedza ze studiów mi się przydaje, czasem w bardzo nieoczekiwanych momentach, więc nie żałuję tych pięciu lat. Najważniejsze i najlepsze jest to, że zawsze mamy możliwość wyboru i decydowania o swojej drodze, niezależnie od tego, na jakim jesteśmy etapie :).