Dzień blogera – kulisy mojego blogowania

IMG_3139

To jeden z tych dni w miesiącu, które spędzam od rana do wieczora przed komputerem. Skończyłam właśnie pracę i z rozpędu postanowiłam napisać ten post. Tak dla relaksu. Dziś dobra okazja aby napisać coś o blogowaniu, bo 31 sierpnia to Dzień Blogera. Muszę jednak przyznać, że nie lubię nazywać siebie blogerem, ale nie wie czy jest sens w to wnikać ;). 

Po co w ogóle bloguję?

Uwielbiam dzielić się z innymi ludźmi uchwyconymi w kadr momentami i widokami, a także inspiracjami i spostrzeżeniami… Sprawia mi to olbrzymią przyjemność i jakkolwiek idiotycznie by to nie zabrzmiało – czuję w tym wszystkim misję. Chcę promować umiejętne zarządzanie swoim życiem – zdrowiem, karierą, relacjami i czasem wolnym. Choć na blogu i na Instagramie przewijają się też jakieś czysto prywatne zdjęcia, zdecydowana większość z nich przed publikacją przechodzi przez sito w postaci pytania „czy to może kogoś zainspirować do czegoś pozytywnego?”. Nawet zdjęcia Luny są częścią „misji” bo chcę na swój sposób promować adopcję zwierząt, szczególnie tych ze schronisk czy fundacji, często nierasowych. Zdjęcia zdrowych potraw czy aktywności są raczej oczywiste, te z podróży czy spacerów to nie tylko pamiątka dla mnie, ale też promocja odwiedzanych przeze mnie miejsc i zachęcanie do aktywnego spędzania wolnego czasu. Wychodzę z założenia, że jeśli choć jedna osoba poczuje się pod wpływem mojej internetowej działalności zmotywowana do pewnych mniejszych lub większych zmian, to będzie to mój sukces i motywator do dalszego działania. Będę to robić dopóki będę od Was otrzymywać sygnały, że to ma sens i dopóki będzie mi to sprawiać frajdę. 

Jak powstają moje posty? 

Z założenia nie tworzę żadnych planów. Posty powstają spontanicznie i zazwyczaj są odzwierciedleniem tego co dzieje się w moim życiu i tego, co mnie zainspiruje. Bywa czasami, że dzieje się sporo, a wena sprzyja i wtedy robi mi się na blogu kolejka postów do publikacji. Jeśli chodzi o inspiracje do nowych postów – one są wszędzie dookoła mnie. Całe moje życie i praca kręcą się wokół zdrowego stylu życia, dlatego nie narzekam na brak pomysłów. Zazwyczaj wpadają mi one do głowy w jakimś mało oczekiwanym momencie, wtedy zapisuję je gdzieś na kartce albo w Evernote. Potem w sprzyjającej chwili siedzę i piszę, a na końcu organizuję zdjęcia. Bywa, że to brak zdjęć tygodniami powstrzymuje publikację jakiegoś posta. Pół biedy jeśli zrobienie jakichś zdjęć (np. kulinarnych) należy tylko do mnie, ale gorzej jeśli trzeba zorganizować jakąś „sesję” z moim udziałem na zewnątrz. Wtedy zazwyczaj trochę czasu mija zanim mój osobisty fotograf będzie miał czas wtedy co ja i warunki zewnętrzne będą sprzyjające. Bywa, że są średnio sprzyjające, ale i tak realizuję „sesję” bo mam dość odwlekania publikacji. Tak było np. z niezbędnikiem miejskiego rowerzysty – tak mnie wtedy przewiało, że odchorowałam to potem przez bite 2 tygodnie. Czasami zdjęcia powstają na długo przed przygotowaniem posta – tak było np. z fotkami do wpisu o jodze, który pojawi się za jakiś czas. Blogowanie to w dużej mierze łączenie przyjemnego z pożytecznym, przed każdym spacerem zastanawiam się, czy mogę przy okazji zrobić fotki do jakiegoś planowanego wpisu. Częściej niż kiedyś noszę ze sobą aparat. 

Wybaczcie, że tak rzadko pytam Was o Wasze potrzeby, nie przeprowadzam ankiet… Z doświadczenia wiem, że i tak nie potrafię się do nich potem zastosować, bo niektórzy chcą abym pisała o czymś co kompletnie mi nie leży (np. uroda), a niektórym nie pasuje pisanie o tym, co sama najbardziej lubię. Jako że to moje miejsce w sieci, będzie takie jak ja czuję, a Wy przed wejściem na post widzicie tytuł i możecie ocenić, czy Was on zainteresuje. To takie proste :). 

Prace okołoblogowe

Za stronę techniczną bloga odpowiada mój facet. On też często wyłapuje jakieś literówki po publikacji, albo zauważa, że nie odpowiedziałam komuś na komentarz i zwraca mi uwagę, że powinnam to zrobić. Dobrze mieć takie wsparcie, bo mimo wszelkich starań zdarza mi się coś przeoczyć. Ogólnie praca nad tworzeniem jednego posta zajmuje mi mniej więcej od 2 do nawet kilkunastu godzin.Teoretycznie w momencie kliknięcia przycisku „opublikuj” praca się nie kończy, ale jeśli mam być szczera… Nie będę ściemniać jaka to ciężka i skomplikowana praca zadbać o dostosowanie posta pod kątem wyszukiwarek i późniejsze promowanie go w social media i gdzie tam jeszcze się da. Powód jest prosty – nie robię tego, chyba jestem na to zbyt leniwa, a może po prostu nie ma to dla mnie znaczenia. Raczej nie czytam też poradników blogowych bo i tak nie wprowadzam potem w życie tych wszystkich porad. Być może właśnie z powodu kulejącego marketingu mój blog bardzo powoli się rozwija, ale naprawdę szkoda mi pozbawiać się tej radości z blogowania i zawracać sobie głowy takimi rzeczami jak odhaczanie kolejnych punktów z „planu promocji” po każdej publikacji posta. Szczerze podziwiam blogerów, którzy dbają o takie rzeczy. Zdarza mi się, że zapomnę podlinkować post na Facebooku, na Instagramie to już w ogóle robię to bardzo rzadko, nie mam Twittera, nie linkuję bloga na prywatnym profilu. Czasami ktoś pyta mnie jak wypromować bloga… Jako marketingowiec mogłabym dać mu dziesiątki porad, ale sama ich nie stosuję, bo przecież szewc bez butów chodzi ;). Nie oznacza to wszystko jednak, że na dodaniu posta kończy się moja praca. Kluczowy dla mnie jest kontakt z Wami, więc odpisuję chyba na wszystkie maile i komentarze, które tego wymagają. Do tego dochodzą jeszcze maile w sprawie współpracy, ale… Patrz niżej. 

Czy czytam inne blogi?

Tak, czytam to co mnie na innych blogach zainteresuje, raczej nie ma takich gdzie czytałabym wszystko, bo to zajęłoby mi za wiele czasu. Kojarzę blogi większości z Was – regularnie udzielających się tutaj Czytelników. Niestety najczęściej czytam je na tablecie, gdzieś przy okazji, dlatego rzadko mam możliwość aby zostawić po sobie jakiś ślad. 

Czego nie lubię w blogowaniu? 

Dwóch rzeczy. Po pierwsze licznych, zupełnie niedopasowanych do mojego bloga albo wręcz śmiesznych ofert współpracy. Staram się odpisywać na większość z nich, ale czasami zdarza mi się odpuścić. Wolę poświęcić ten czas na tworzenie wartościowych treści. W blogowaniu nie lubię też tego, że duża grupa czytelników nie stosuje się do bardzo prostej życiowej zasady – jak czegoś nie lubimy to lepiej tego unikać. Nie rozumiem po co się męczyć czytając bloga kogoś, za kim się nie przepada. Nie jestem banknotem 100$ żeby mnie wszyscy lubili, nie zależy mi też na rosnących statystykach, a na żywych odbiorcach, którzy coś pozytywnego z tego bloga dla siebie wynoszą. I nie rozumiem osoby, która pod każdym moim filmem na YT zostawia kciuk w dół jeszcze zanim go obejrzy, nie kumam po co pisać komuś komentarze czepiające się czasami tak absurdalnych rzeczy, że cycki opadają. Nie lubię w blogowaniu tego, że niektórzy nieszczęśliwi, znudzeni swoim życiem ludzie traktują blogerów jak worek treningowy na którym wyżywają się za swoje frustracje. Robi im się lepiej kiedy dowalą komuś obcemu w sieci. To strasznie smutne, sama nie wiem co mnie bardziej smuci – czy to, że ktoś wbija mi szpile choć na to nie zasłużyłam, bo nie zrobiłam mu nic złego, czy to, że są tacy nieszczęśliwi ludzie, którzy w taki sposób próbują sobie pomóc (a tak naprawdę szkodzą sobie jeszcze bardziej). Smutne. Dopóki nie zaczęłam prowadzić tego bloga, nie miałam z takimi ludźmi kontaktu. Bardzo Wam współczuję nieszczęśliwi ludzie i jeśli mogę coś doradzić – zamiast wyżywać się na obcych ludziach w sieci, idźcie do psychologa albo zróbcie coś dobrego dla siebie. 

Podsumowując…

Blogowanie ma swoje blaski i cienie jak wszystko. Póki co blaski są dla mnie znacznie cenniejsze, a cienie… Jak widać dalej robię swoje, więc są totalnie bez znaczenia.

Ogólnie bardzo polecam blogowanie, bo to rozwijające zajęcie, które bardzo otwiera na otoczenie i na pozytywne zmiany w życiu. Jeśli ktoś dopiero zaczyna albo planuje to zrobić – polecam świetny, jeszcze ciepły e-book ze zbiorem porad innych blogerów. Znalazło się w nim też coś ode mnie 🙂

Kategorie: Czas wolny

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Zuza

    Piszesz o sowkach, komentarzach prz zm, a sama przyznajesz, ze nie komentujesz, bo tablet…
    To nie hejt, tylko uwaga, ze wiele osób ma podobnie.

    • Wiedziałam, że zaraz pojawi się taki komentarz… Oczywiście, że wiele osób ma podobnie! I doskonale to rozumiem, ja naprawdę nie oczekuję, że pod moimi wpisami będzie tyle komentarzy co wyświetleń :D. Tak samo jak sama chodzę po blogach to nie zawsze robię to na tablecie, a jeśli piszę z komputera i mam chwilę i coś mnie w czyimś wpisie poruszy, albo doceniam czyjąś pracę to zawsze staram się zostawić komentarz. W gadaniu o sówkach naprawdę nie chodzi o to, że chcemy mieć tysiące komentarzy pod postami tylko o to, aby czytelnicy wiedzieli jak ważny dla nas jest feedback. Pod wpisem Natalii wiele osób przyznało, że nie wiedziało jak bardzo jest to ważne, albo że z jakiegoś powodu obawiali się komentować. O to chodzi w gadaniu o sówkach, a nie o nacisk na czytelników aby zawsze komentowali każdy przeczytany post. Komentowanie każdego wpisu u każdego czytanego blogera to raczej nie jest nic zdrowego i od nikogo tego nie wymagam.

      • Zuza

        Cieszę się, że masz takie zdrowe podejście i z tym się zgadzam 🙂

  • W.

    Z jednej strony lubię plany i programy i podobają mi się regularne cykle na blogach – co i u Ciebie też występuje, a z drugiej to takie miłe przeczytać coś z kategorii zupełnie niespodziewanej. Sama za blogowanie raczej się nie wezmę, ale chętnie poczytam nowe blogi 😉

  • oooo, przegapiłam dzień blogera, ale w sumie nie czuję się jeszcze takim blogerem, który może obchodzić ten dzień 😀 Wciąż stawiam pierwsze kroczki, mimo że bloga prowadzę już jakiś czas. Może za rok 🙂 Ale podejście do blogowania mam bardzo podobne!!! 😉

  • U mnie też posty powstają dość spontanicznie i są efektem mojego codziennego życia i przemyśleń. Z każdej strony jednak napływa ogrom informacji i porad typu: planuj wpisy i artykuły, publikuj regularnie w tych samych porach. Wtedy zastanawiam się czy mój blog ma w ogóle rację bytu 😉
    Rozumiem też doskonale, że mimo przeprowadzenia ankiety nie umiesz się do końca do niej dopasować jeśli porządane tenaty Ci nie pasują. Nienawidzę pisać na nie swój temat (i nie robię tego). Z drugiej strony od razu wyczuwam jak temat nie leży lub wręcz leży za bardzo i autor nie potrafi do niego podejść z dystansem.
    Oj inspirujesz do zmian! Tworzysz świetne miejsce. Tak trzymaj!

    • Dziękuję :). Co do planowania to na szczęście nie ma jednego słusznego sposobu na blogowanie, każdy musi wypracować sobie swój. Tak samo publikowanie o tych samych porach mi nie leży bo czasami już nie mogę wytrzymać kiedy mam napisany jakiś post i nie chce mi się czekać z nim do jakiejś godziny.

      • Mam podobnie. Poza tym tak jak piszesz blogowanie to frajda, a te wszystkie rzeczy wokół mogłyby ją zepsuć. Chociaż jeśli chodzi o social media to zawsze staram się podlinkować świeży wpis.

  • Podziwiam Cię za to spontaniczne pisanie wpisów. Ja chyba za często bywam „rozstrojona” i takie planowanie na tydzień pozwala mi zachować rytm, choć często na gorąco zmieniam kolejność czy przesuwam publikacje o kilka dni. Co do blasków i cieni to z tymi drugimi mam bardzo podobnie. Też nie wiem co mnie w tych ludziach bardziej smuci i czasem zastanawiam sie czy wogole warto sie narażać na nieprzyjemności, a pózniej czytam komentarze i maile od osób, które pod wpływem bloga zmieniły coś u siebie i wiem, że warto. Choćby dla jednej osoby 🙂

    • Tak, jeżeli Twoje działania robią różnice chociaz jednej osobie, to warto sie starać:)

    • Masz rację, że fajni czytelnicy stanowią świetną przeciwwagę dla tych demotywujących :). Wybadam tę wtyczkę, dziękuję za polecenie 🙂

  • u mnie jest tak, że nawet jeśli mam jakiś plan działania, zwykle i tak pojawia się coś ważniejszego i świeższego do opisania i cały plan na nic 😉

  • Mocne tupnięcie nogą! 😛 Z większością słów – cóż jako blogerka muszę to przyznać – trudno się nie zgodzić.

  • Agnieszka ja też zostawiam rzadko po sobie ślad, ale ostatnio jakoś przykro mi się zrobiło, że inni nie robią tego u mnie i stwierdziłam, że pewnie wiele osób czasem ma podobnie. Staram się więc teraz komentować! Cenię Cię za konsekwencję i wartości w blogowaniu najbardziej 🙂

  • Też nie lubię nazywać siebie blogerką, myślałam, że jakaś dziwna jestem, ale widać nie tylko ja 😉 Podziwiam za determinację w robieniu zdjęć, gdybym miała czekać z publikacją wpisów na własne zdjęcia to bym nic nie opublikowała chyba 🙂 Chociaż na moim drinkowym blogu mam tylko własne zdjęcia, ale tam z kolei mogę zrobić sesję raz na kilka tygodni i wszystko hurtem sfotografować.

    • Oparcie bloga na własnych zdjęciach to faktycznie dość upierdliwe rozwiązanie, ale przy Twoim blogu biznesowym i tak raczej nie miałoby to sensu. Ja nie byłabym wiarygodna w tym co robię i przekazuję, gdybym nie pokazywała tego wszystkiego na sobie. Dlatego nie wyobrażam sobie używania stockowych zdjęć 🙂 ale to specyfika mojego bloga i mojej misji (zaczynam chyba nadużywać tego słowa :D).

  • Też nie lubię hejterów – chyba nikt ich nie lubi! Fajnie, że odpisujesz na e-maile i czytasz to, co Cię zainteresuje na blogach czytelników 🙂 Pozdrawiam

  • Twój sposób blogowania jest bardzo bliski mojemu – typowo dla przyjemności, naturalnie, bez spiny, czy aby mój wpis zawiera odpowiednią liczbę słów kluczowych dla wyszukiwarek i czy jest SEO-friendly 😉 Twój blog to Ty, w 100%-tach i to widać! Uwielbiam go czytać, inspirujesz, zachwycasz i tak niech pozostanie 🙂

  • I właśnie za Twoją szczerość i bycie prawdziwą w tym co robisz i piszesz ludzie Cię cenią, szanują i z chęcią do Ciebie wracają 🙂
    Podejście jak zawsze trafione w punkt! Ściskam 🙂

  • No to mam nadzieję, że i ja sprawię uśmiech na Twej twarzy 🙂
    Wiele razy podejmowałam próbę regularnych ćwiczeń w domu. Niestety za każdym razem próba kończyła się niepowodzeniem, przestawałam ćwiczyć po tygodniu lub dwóch. Podejmowałam się różnych wyzwań (30 dni Mel B – jedyny, który udało mi się zrealizować, ale tylko przez 30 dni, ponowne próby nieudane, 30 dni przysiadów itp), które zawsze kończyły się bardzo szybko. Brakowało mi zapału? Może motywacji? A może najzwyczajniej w świecie jestem zbyt leniwa. Usprawiedliwienie mogłam znaleźć wszędzie. Jednak po obejrzeniu odcinka Zdrowomanii dotyczącego zajęć z jogi oraz Twoich późniejszych zdjęć i krótkich opinii na ten temat stwierdziłam, że nie ma co, ale coś ze sobą zrobić trzeba! Dodatkowym motywatorem stał się mój kręgosłup, a raczej coraz częstszy jego ból. Otworzyłam oczy i już wiem co robiłam źle! Nie powinnam się skupiać na wyglądzie i na tym, że w pasie jest o 3 cm za dużo, że nogi powinnam mieć szczuplejsze, że pośladki powinny być o 2 cm wyżej. Chciałam szybko osiągnąć efekt i udało mi się to po 30 dniach ćwiczeń. Wiadomo jednak, że coś, co szybko zyskałam, równie szybko straciłam. Wiedziałam, że potrzebna jest systematyczność i dalsza praca nad sobą. Wiedziałam, że muszę popracować nad kondycją. Stwierdziłam, że nie tędy droga i muszę skupić się na jednostce (kręgosłup, uda), a nie na całości. Jeśli naprawię małe rzeczy, będę mogła dopiero zacząć budować rzeczy wielkie. Tak więc koniec leżenia na kanapie! Znalazłam karnet w promocyjnej cenie, który umożliwia mi dostęp do różnorodnych zajęć. Znalazłam w swojej okolicy szkołę jogi, byłam już na pierwszych zajęciach i spodobało mi się to! Nie wymaga to ode mnie niezliczonych pokładów energii i nie wiadomo jakiej kondycji. Rozmowa z instruktorką tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto. Już po pierwszych ćwiczeniach 1. raz od długiego czasu położyłam się spać bez bólu, a do tego rano wstałam rześka i radosna jak skowronek 😀 Do tego stopnia, że nie mogę się doczekać następnych zajęć. Do tego postanowiłam znaleźć sobie w okolicy basen i przynajmniej raz w tygodniu pójść popływać. Myślę, że gdyby nie Ty, nigdy nie ruszyłabym się z tej cholernej kanapy. Dziękuję Ci za to co robisz. :*

    • Wielki uśmiech mi sprawiłaś 🙂 i właśnie o tym mówię w filmie i piszę w poście, które pojawią się dzisiaj po południu – trzeba znaleźć sobie odpowiednią motywację do ćwiczeń. Moim zdaniem motywacja w postaci utraty wagi czy poprawy wyglądu nie jest najlepsza, trzeba raczej dostrzec w aktywności fizycznej coś głębszego i bardziej stałego, a poprawa samopoczucia na pewno jest czymś takim. Bardzo się cieszę, że znalazłaś coś dla siebie 🙂

      • Też się z tego bardzo cieszę, tym bardziej, że ostatnio borykam się z coraz liczniejszymi problemami zdrowotnymi. Może dzięki temu uda mi się sobie pomóc, skoro lekarze bagatelizuja moje dolegliwości 🙂 czekam zatem na nowy post 🙂

  • Właśnie skończyłam czytać e-book. Wiele interesujących faktów dla młodych blogerów się tam znalazło. Bardzo lubimy Twoją zakładkę o freelancie, a blogowanie to chyba nasze ulubione zajęcie 🙂

  • Blogowanie rzeczywiscie jest bardzo czasochlonne, a dopiero uswiadamiamy sobie to gdy nas wciagnie. Fajnie, ze robisz to razem ze swoim facetem, bo moj, caly czas mnie goni od komputera i za nic w swiecie nie moze pojac tego fenomenu i dlaczego to zabiera tyle czasu, a NIC nie daje. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Na szczęście widzę, że podejście partnera Cię nie demotywuje 🙂 to najważniejsze. Ale faktycznie to wsparcie ze strony bliskiej osoby ma bardzo duże znaczenie.

  • Uśmiechałam się czytając o Twoim leniwym podejściu do promocji bloga itp. bo czuję podobnie 🙂 Nie chcę bombardować wirtualnego świata swoją osobą, chciałabym żeby na mojego bloga trafiły osoby, które żyją i myślą podobnie do mnie, albo takie które chciałyby coś w swoim życiu poprawić.

  • finesja

    Najlepsze życzenia z okazji Dnia Blogera! Tak mi się coś nasunęło ostatnio podczas czytania innych blogów i może to dobry moment, żeby podzielić się spostrzeżeniem. Czytam wiele blogów z różnych kategorii, regularnie lub nieregularnie – parentingowych, wnętrzarskich, kulinarnych, czasem urodowych czy modowych i trochę lifestylowych. Większość blogów sprawia, że wpadam w kompleksy – że za mało zarabiam, że mam nudne życie, bo niezależnie od kategorii bloga te niby „zwykłe” dziewczyny pokazują swoją milionową parę butów, kolejną zabawkę dla dziecka za paręset złotych, produkty spożywcze które są droższe niż moje całodniowe menu, gadżety wnętrzarskie za grube pieniądze albo akcesoria sportowe z najwyższej możliwej półki. Jak się już otrząsnę z kompleksów to się zastanawiam, czy to jest ich prawdziwe życie? Czy naprawdę te wszystkie rzeczy są im niezbędne? Do czego to motywuje, oprócz hedonistycznego stylu życia i mega konsumpcjonizmu? Czy to nie jest czasem nakręcanie biznesu i nic więcej? Niezależnie od wniosków, mimo całkiem niezłej sytuacji materialnej, którą mam, na większość tych rzeczy albo nie mogę sobie pozwolić albo zwyczajnie wydają mi się niewarte swojej ceny. I to demotywuje.
    Nieliczne są blogi takie jak Twój (z czytanych przeze mnie to jeszcze niebałaganka i designyourlife – pozdrowienia dla Ani i Aliny! :-)) motywują zamiast demotywować. Pokazują życie normalnego człowieka a nie lansera. Twoje przepisy mogę zrobić bez wychodzenia z domu, wyjazdy i miejsca które odwiedzasz są w zasięgu ręki…a mimo to piszesz rzeczy nieoczywiste i wartościowe. Jeśli pokazujesz coś droższego, to też ma sens i cel, zwykle jest warte swojej ceny, a nie tylko posiada metkę. Sprawiasz, że człowiek chce próbować i eksperymentować, wie, że bycie lepszym jest w zasięgu jego możliwości. Nie kreujesz nieprawdziwych potrzeb. Nie napędzasz rynku. To jest świetne i niesamowite zarazem, a jeśli to efekt „małej dbałości o promocję” o której piszesz to proszę, niech tak zostanie jak najdłużej, bo dzięki temu czyta się Ciebie jak człowieka! Fajnie, że lifemanagerka jest rzeczywiście „life” w porównaniu z większością blogerów, którzy coraz bardziej stają się celebrytami, a nie o to chyba w tym całym blogowaniu chodziło. Pozdrawiam!

    • Myśląc kiedyś o założeniu bloga chciałam aby był właśnie takim miejscem jak opisujesz :). Jeśli teraz po 2,5 roku jego prowadzenia ktoś mi pisze, że tak go postrzega, to jest to dla mnie największy komplement 🙂 tym bardziej, że to wszystko wyszło naturalnie a nie jest efektem kreacji. Dziękuję!

  • May

    Twoja misja została spełniona – natchnęłaś mnie do poszukiwania spokoju w dużym mieście (Łódź) oraz przyjrzenia się swojemu zdrowiu. Jeśli chodzi o to pierwsze – mam serdecznie dość miasta, zawsze żyłam w mieście ale mniejszym i na obrzeżach; 3 lata temu przeprowadziłam się na studia do Łodzi, teraz pierwszy raz zostałam tu na wakacje i… tragedia! Byłam w ten weekend u chłopaka na wsi (odwiedzam go tam co jakiś czas) i kiedy tu wróciłam to nie mogę wytrzymać tego zgiełku. Dlatego postanowiłam znaleźć schronienie troche spokoju w parku – gdyby nie Ty, możliwe, że bym o tym nie pomyślała! Jeśli zaś chodzi o zdrowie – wspominałam już o tym w komentarzu do ostatniego vloga z drogi, nie będę się powtarzać 🙂 W każdym razie dbam w miarę o aktywność fizyczną, odwiedzam czasem lekarzy (przez przypadek okazało się, że muszę usunąć migdałki – w październiku mam operację).
    Poza tym zbieram się do stworzenia swojego miejsca w sieci – opornie bardzo mi to idzie, ale wierzę że w końcu wezmę się za to 🙂
    Pozdrawiam Cię cieplutko i trzymam kciuki za Twój dalszy rozwój!

    • Dziękuję i trzymam kciuki za Twoje miejsce w sieci 🙂 naprawdę warto takie posiadać.

      • May

        Twoje kciuki szybko przyniosły pierwszy mały skutek – wzięłam się za siebie, kopnęłam w cztery litery i napisałam kolejny post (poprzedni, pierwszy z początku lipca, obiecuję poprawę częstotliwości 😀 ), teraz życz mi wytrwałości 😀

  • Ada Szałda

    Uwielbiam do Ciebie zaglądać przede wszystkim za treść i piękne zdjęcia 🙂

  • Lubię to Twoje blogowanie od dłuższego już czasu. Choć nie zawsze pozostawiam komentarz, czy lajk na FB, bo też nie o to chodzi, by być wszędzie i zawsze. Wczoraj z okazji wspomnianego Dnia Blogera, na moim FB opublikowałam post, w którym Life Manager-ka została oznaczona, jako jeden z moich ulubionych blogów. I tak właśnie jest. Lubię czytać Twoje wpisy, szalenie mnie motywujesz i inspirujesz. Oby tak dalej 🙂

    • Dziękuję, cieszę się bardzo 🙂

  • J.

    Przepraszam,że troszkę nie na temat, ale mam do Ciebie pytanie odnośnie diety o niskim
    indeksie glikemicznym. Mam wrażenie, że na każdej stronie podawane są inne wartości IG poszczególnych produktów oraz podawane są sprzeczne informacje np. na temat nabiału w diecie (raz koniecznie chudy, a raz tłusty) etc. Ostatnio dowiedziałam się, że mam hiperinsulinizm i że koniecznie muszę przejść na dietę o niskim IG i przyznam szczerze czuję się jak dziecko we mgle… 🙁 Mam do Ciebie pytanie czy polecasz jakieś dobre książki, strony lub czy planujesz w najbliższym czasie przygotować wpis na ten temat np. z przykładowym jadłospisem? Podobnie jak Ty jem tylko ryby i jajka z produktów mięsnych i ciężko znaleźć mi jakieś sensowne przykłady w internecie. Z góry dziękuję za pomoc.

    P.S. Uwielbiam Twojego bloga 🙂 Co prawda trafiłam tu niedawno, ale na pewno będę tu często zaglądać.

    • Ja korzystam z tej tabeli: http://dietamm.com/indeks-glikemiczny, mam ją wydrukowaną i zerkam sobie na nią jak zapomnę do której grupy zalicza się jakiś produkt.
      Ogólnie z tą tłustością nabiału to faktycznie można oszaleć, bo z problemami z insuliną często w parze idzie hipercholesterolemia i trzeba uważać na tłuszcze zwierzęce w diecie. Z drugiej strony białko i tłuszcze obniżają ładunek glikemiczny posiłku, stąd chyba opinia, że lepiej sięgać po tłusty nabiał. Ja zawsze wybierałam chudy nabiał (poza mlekiem, bo to odtłuszczone jest beznadziejne), a teraz jeszcze bardziej ograniczam go w diecie – ze względu na hormony mogę jeść tylko produkty mleczne od krowy, którą cytuję „widziałam na oczy”. Ja nie trzymam się teraz niskoglikemicznej diety tak ściśle jak kiedyś się starałam, bo sami lekarze zwrócili uwagę, że nie muszę się tak strasznie spinać. Nie korzystam też z żadnych stron i książek o insulinooporności itp., bo tutaj zdaję się na tabelę IG i na to co podczas konsultacji mówili mi diabetolog i dietetyk. Ogólnie zasada jest taka, że w każdym posiłku muszą się znaleźć jakieś węglowodany złożone i od nich też lepiej zaczynać posiłek. Tzn. jak np. chcę sobie zjeść trochę bobu, który jest wysokoglikemiczny, to najpierw powinnam zjeść coś z niskim IG. I jak np. mam ochotę na coś słodkiego, zakazanego to lepiej abym to zjadła po pełnowartościowym obiedzie, a nie gdzieś tam między posiłkami jako samodzielną przekąskę. Podstawą posiłków powinny być warzywa, najlepiej surowe, bo one zazwyczaj mają niski IG i nie nadwyrężają nam trzustki. Istnieją też produkty, które obniżają IG posiłku, np. cynamon – zawsze dodaję go do posiłków z wysokoglikemicznym bananem.
      To są takie proste zasady o których staram się pamiętać, bo nie wyobrażam sobie aby jeść wyłącznie niskoglikemicznie i np. nie spożywać kasz.

      Co do dziennego jadłospisu – nie wiem czy coś byś z niego wyniosła, bo naprawdę nie przestrzegam zasad w 100% 🙁 ale pomyślę o takim poście, bo już pojawiały się prośby o coś w tym stylu.

  • Blogi najwygodniej przegląda się na tablecie i według mnie nawet niektóre aplikacje, takie jak Bloglovin czy Pinterest w wydaniu mobilnym są o wiele bardziej przyjazne estetycznie i wygodniejsze 🙂

    Blogowanie wciąga, a że to ciężka praca- zgadzam się w 100% 🙂

  • Fajny e-book! Właśnie zaczynam lekturę 😉 Moim zdaniem prowadzenie prężnego i popularnego bloga to jest praca na cały etat. Ale nie każdy musi iść tą drogą, dlatego trochę denerwują mnie te uniwersalne zasady typu: dwa posty w tygodniu, chwytliwy tytuł wpisu, optymalizacja pod kątem seo, przez to mam wrażenie, że blogi zaczynają być coraz bardziej podobne do siebie, bo każdy chce swoją listę zadań blogowych „odhaczyć”.

  • Jesteś jedną z ielicznych bloggerów, którzy są tacy… prawdziwi. Od początku wydawałaś mi się naturalna, prawdziwa i wartościowa. Masz swoje zasady, poglądy i bardzo to cenię.
    Zawsze daję kciuka w górę czy komentarz, gdy widzę że treść jest wartościwa. Myślę, że w pełni na to zasługujesz 🙂 Trzymaj tak dalej 🙂

  • coquille

    Tak, Twoje blogowanie ma sens! Ja się już łapię na tym, że jak chwytam za zupkę chińską, to nachodzą mnie myśli, w których sama siebie upominam, żeby to odłożyć i zjeść coś zdrowego, że u Ciebie tyle fajnych przepisów, że tak zdrowo się odżywiasz, a ja wrzucam w siebie takie śmieci. Wstyd.

    • Dobre 😀 wydrukuj sobie moje zdjęcie i włóż do szafki w której trzymasz jakieś niezdrowe przekąski 😉

  • nieobiektywniej

    Bardzo lubię czytać Twój blog, bo widać, że każdy wpis jest bardzo dopracowany i przemyślany. Czytam teraz, że przygotowanie zajmuje Ci nieraz kilka godzin – i są efekty! 🙂 Oby tak dalej, życzę wielu inspiracji, jakem także blogerka 🙂

  • W blogowaniu nic na siłę – ani pisanie postów, ani zdobywanie czytelników, lepiej mieć ich mniej, ale szczerych, niż nie ogarniać tysięcy, a komentarze mieć takie, że nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. I też nie czaję osób, które wypisują maile z listą porad, jak to ja niby powinnam prowadzić swój blog i jakie teksty zamieszczać, a sami sobą reprezentują niewiele… zawiść i zazdrość – tego nie lubię.

  • ja dziś napisałam takie przemyślenia na temat blogowania.

  • Czy link do ebooka jest prawidłowy? Po najechaniu na adres wydaje się, że tak ale jak klikam to mam ofertę kupna domeny plasterekcytyny.

    • Nie, chyba wpadłaś w pułapkę nowego szablonu 😉 to archiwalny wpis i co za tym idzie – trafił się w nim już nieaktualny link. Zaraz sprawdzę, czy mogę zrobić, aby przy tych postach wyświetlały się daty.

      • A widzisz, nie spojrzałam na datę 🙂 to wszystko wyjaśnia 🙂