Przegląd tygodnia #1/03

Nie wiem co napisać we wstępie, żeby nie zacząć marudzić ;). Moje myśli dominuje niechęć do obecnej pory roku i momentami ta późno-zimowa frustracja wylewa mi się uszami. Powiedzmy sobie szczerze – to nie jest zima, to jest listopad, który trwa 4 miesiące (może z 1-tygodniową przerwą na prawdziwą zimę). A że listopada bardzo nie lubię, to naprawdę mam serdecznie dość. No i co zrobić, jak żyć? Kiedy chce się słońca i długich spacerów, a własnego psa trzeba siłą z domu na spacer wyciągać? Czas paszteta mi się przeciąga, cera nadal nijak nie chce dojść do siebie, zaczynam się już załamywać. Jednego dnia pochwaliłam Wam się, że jest spoko, a następnego dnia obudziłam się z wysypem, który trwa do dziś. 

Co by tu napisać pozytywnego… Hmm, pozytywne było może tylko to, że w tym tygodniu udało mi się 3 razy pojechać na jogę… I dzisiaj poćwiczyć w domu, a to naprawdę COŚ. 

zdjęciaJoga, joga, joga… Nie wiem czy mi to minie. Nie chcę aby mijało. Wspominałam kiedyś na snapie (i w sumie w ostatnim wpisie również) – moja miłość nie mija, mimo że nie robię postępów. Chodzę do szkoły jogi chyba od października, a w międzyczasie miałam dwie 1-2 miesięczne przerwy spowodowane chorobą. Przez to ciągle zaczynam od nowa, a wszelkie spektakularne asany są totalnie poza moim zasięgiem. Czy mi to przeszkadza? Nie, bo w jodze najważniejsza jest droga, a nie cel.

Dzisiaj po raz pierwszy zmierzyłam się z czymś, co do tej pory mnie przerastało, czyli z mostkiem. W sumie nie wiem czy mnie to przerastało, raczej nie próbowałam tego robić. Nie licząc sytuacji, kiedy jakiś rok czy dwa lata temu coś mi odbiło i spróbowałam zrobić mostek ot tak – położyłam się i próbowałam się dźwignąć. HA HA HA, to był jeden z tych momentów, kiedy uświadomiłam sobie, że mam już swoje lata ;). Dziś skorzystałam z wariantu dla początkujących, czyli z kostkami pod dłońmi… Poprosiłam Wojtka aby zrobił mi zdjęcie, abym mogła porównać moją pozycję z prawidłową, jaką widziałam w książce… I cóż, przede mną jeszcze długa droga, ale niech to zdjęcie posłuży mi do porównania i obserwacji progresu. Bardziej naprawdę nie byłam w stanie się wygiąć. 

Wojtek mnie pociesza, że kiedyś dojdę do właściwej pozycji, bo….
„Psa z głową w dół potrafisz zrobić to i to dasz radę. Przecież to to samo, tylko w drugą stronę.”

No przecież! Że też sama na to nie wpadłam 😉

IMG_2465

Czy Wasze psy też tak kochają owoce? Luna uwielbia, choć oczywiście dostaje je w bardzo umiarkowanej ilości, jak przysmaki. 

IMG_2486

Co się dzieje, kiedy Luna podniesie uszy? Zamienia się w nietoperza ;). 

IMG_2479kulturaObejrzałam w tym tygodniu dwa godne polecenia polskie dramaty… Pierwszy z nich to „Chemia”, film, którego reżyserem jest mąż zmarłej na raka Magdaleny Prokopowicz, założycielki fundacji Rak and roll. Film nie jest oparty na faktach, scenarzystka wymyśliła historię głównych bohaterów nie wzorując się na historii reżysera i jego zmarłej żony.

I cóż, będę szczera – przeryczałam dosłownie pół filmu, co pewnie zawdzięczam nie tylko fabule, ale i PMS-owi gigantowi, który doskwierał mi w tym tygodniu. Na początku film trochę mnie irytował, gdyż główni bohaterowie wydali mi się bardzo oderwani od rzeczywistości. W dodatku zgodnie z pomysłem scenarzystki, posługiwali się językiem literackim, który potęgował to wrażenie sztuczności. Sami aktorzy mówią, że wejście w te specyficzne dialogi nie było najłatwiejszym zadaniem… Niemniej forma przekazu to jedno, a problem poruszony w filmie to nieco inna, o wiele ważniejsza sprawa. To nie jest film tylko o raku i cierpieniu. To film o relacjach międzyludzkich i o tym, jak trudno je czasami pielęgnować, kiedy warunki wokół są niesprzyjające. Sama nie wiem co budziło we mnie większe emocje, czy ta postępująca choroba i walka z nią, czy to co działo się pomiędzy głównymi bohaterami. Polecam jeśli macie ochotę sobie popłakać (wtedy koniecznie oglądajcie w okresie PMS ;)).

Drugi film to „Chce się żyć” – tak, wiem, niezły mam zapłon! Naprawdę nie wiem jak to się stało, że obejrzałam go tak późno. Może dlatego, że ogólnie nie jestem kinomaniaczką, a dodatkowo na taki film trzeba mieć specyficzny nastrój. Muszę przyznać, że kiedy było o nim głośno, nie mogłam zrozumieć jego tytułu. Wydawał mi się zupełnie nietrafiony, może ironiczny, przekorny…? A jednak pomimo powagi problemu, jaki jest poruszany w filmie, można w tej historii znaleźć coś pozytywnego. Dodatkowo nie mogę nie zwrócić uwagi na genialną grę aktorską Dawida Ogrodnika. Chociażby dla niej warto ten film obejrzeć. 

przegapioneOd ostatniego przeglądu tygodnia na blogu pojawiły się następujące posty:

Właściwości cebuli, czyli dlaczego warto jeść cebulę.

ZdrowoMania o terapii Bacha i TRX

Co warto kupić w LIDLu (w międzyczasie ceny się zdeaktualizowały i orzechy mocno poszybowały w górę…)

6 pomysłów na zdrową kolację

Ulubieńcy i odkrycia lutego

Domowa chałwa

15 powodów, dla których warto ćwiczyć jogę.

linki

Ciekawy film dokumentalny o polskich YouTuberach. Warto obejrzeć jeśli chcecie podejrzeć kulisy pracy topowych YouTuberów. 

Bardzo ciekawy wpis o sprzątaniu przy pomocy naturalnych metod i o tym, dlaczego nie warto popadać w paranoję sterylnej czystości w domu. 

Dlaczego część naszego społeczeństwa ma takie opory przed wspieraniem biznesów swoich znajomych? Dlaczego niektórych tak boli, że inni dzięki nim mogą się wzbogacić? Niezrozumiałe, ale niestety funkcjonujące w naszym społeczeństwie zjawisko… 

Bardzo wartościowy wpis o olejowaniu włosów.

Ciekawostki o Korei, mnie rozbroiła niechęć do cyfry 4 😉 

Przepis na roślinne masełko – jeszcze nie testowałam, ale chętnie to zrobię 🙂 może jeszcze komuś się przyda.

Wartościowy wpis na temat robienia zdjęć kulinarnych. 

To tyle na dziś… Wiem, że znowu ilość zdjęć nie powala, ale serio ostatnimi czasy nie widzę nic ładnego do fotografowania… Wyjątkiem może być jedzenie, ale to zazwyczaj stygnie mi już podczas nagrywania (szykuję kolejne foodbooki) i na fotografowanie nie ma już czasu :(. Udanego tygodnia!


Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Zdecydowanie tak! Mój psiak kocha zarówno warzywa jak i owoce. Za obierki z marchewki to jest gotowy warować nawet 15 minut, a borówki sam zrywa z krzaka jak nikt nie widzi 😉

  • Cieszę się, że nie tylko ja mam takie podejście do tej panującej pseudo zimy… Zaciekawiły mnie dwa filmy polskie 🙂

    Pozdrawiam!

  • Zawód YouTuber – chętnie zobaczę 🙂

  • Widzę, że nie tylko mi doskwiera brak słońca i zieleni.. 🙁 ale jeszcze trochę i będziesz miała co fotografować 🙂

  • Hehe, Nela też się zmienia w nietoperza, jak postawi uszy. A jak stanie na dwóch łapach, to z tyłu wypisz wymaluj surykatka ;).

  • Mostek, jakiś miesiąc temu mnie pokonał, nie dałam rady się podnieść. Muszę znowu spróbować, ale w klasycznej formie. Kiedyś bawiłam się i robiłam go na piłce, miałam ją pod plecami i wyginałam się do tyłu. Też dawało w kość. 🙂

  • Marzena

    Miałam dwa podejścia do jogi i za każdym razem dochodziłam do wniosku, że to nie dla mnie ;p Dokładnie rok temu czytałam książkę „Pozerka : moje życie w dwudziestu trzech pozycjach jogi” i po niej nabrałam ochoty, żeby jeszcze raz spróbować… ostatecznie mi się nie udało, ze względu na brak czasu. Ale akurat wtedy wyjeżdżałam do Turcji i wybierając hosta wybrałam fana jogi (miałam kilka opcji do wyboru.. i jakoś tak wyszło, że mianowałam jogę moim kryterium wyboru :D)

  • Również nie widzę u siebie jakiś wielkich postępów w jodze. Prócz lepszego oddechu i samopoczucia. Trzymaj się w ten pochmurny czas, już zaraz przyjdzie wiosna! 😀

  • Jesssuuu, przypomniałaś mi mostek. Kiedyś robiłam bez problemu, ciekawe jak jest teraz…
    I dołączam się do oczekiwania na wiosnę. To co jest na niebie w Trójmieście od kilku dni to tylko spuścić kurtynę :((

  • Wszyscy dostają na głowę od tej dziwacznej pogody… Ale już niedługo wiosna! <3

  • Bardzo dziękuje za polecenie mnie. Jest mi niezmiernie miło;))
    co do mostka, to ja do dziś mam z nim problem … Ale Twój wyglada naprawdę elegancko 😉

  • Anna Maria W.

    Dobrze to ujęłaś – listopad, który trwa 4 miesiące. Mam już tego serdecznie dość. Niby jest ciepło (z czego teoretycznie można by się było cieszyć), ale jest ŹLE. Tak jak wspominałaś na snapczacie, kiedyś było zimniej, ale za to mieliśmy więcej słońca – luty do tej pory kojarzy mi się słonecznie (i mroźno). I na prawdę wolę mróz i śnieg od tej niby ciepłej zgnilizny i szarzyzny. Niby ciepłej bo mimo plusowych temperatur jednak jakoś wyjątkowo ostatnio marznę (starość?).

    W dodatku bardzo doskwiera mi jeszcze jedna kwestia, której chyba nigdzie nie poruszałaś. FATALNEJ JAKOŚCI POWIETRZE. Nie wiem, jak to wygląda w Twoich okolicach, ale w moich (prawa strona Wisły) bardzo daje mi w kość. Ludzie palą w piecach kiepskiej jakości opałem lub ODPADAMI, np. plastikiem. Od jakiegoś czasu (czytaj początku „zimy”) przy każdym wyjściu z domu duszę się i czuję ból w klatce piersiowej. Wykańcza mnie to już fizycznie i psychicznie. Mamy w Polsce najgorsze powietrze w Europie. Nie tylko zwyczajnie śmierdzi, ale – co gorsza – skraca życie. Świadomość, że nie ma się na to żadnego wpływu bardzo przytłacza. Przytłacza też siedzenie w domu, kiedy chciałoby się wyjść na spacer i pooddychać czystym powietrzem.

    Obejrzałam nową Zdrowomanię – cieszę się, że została poruszona kwestia samopoczucia psychicznego. Mam nadzieję, że więcej będzie takich „psychologicznych” tematów.

    Na Snapczacie mówiłaś o kwestii witamin i tego, że coś nie bardzo działają. Mam te same odczucia. Od jesieni łykam wit. D i C (duża dawka) i – choć chorowałam tylko raz, ponad tydzień – to cały czas czuję się jakaś osłabiona i nieodporna, łatwo marznę.

    I jeszcze co do Snapczata – ujął mnie Twój chłopak sprzątający śmieci. Brawo! Gdyby wszyscy u nas mieli takie podejście…

    • Tego z tym powietrzem za bardzo nie odczuwam, nie wiem czy u mnie nie jest tak źle, czy to ja mało wrażliwa jestem. Może to kwestia tego, że mieszkam w środku miasta, gdzie jednak zdecydowana większość budynków mieszkalnych ma CO i nie ma problemu palenia w piecu odpadami. Ale masz rację – to dobijające, że nie ma się najmniejszego wpływu na coś, co jakby nie było w jakiś sposób nas zatruwa :(.

      Ja też kojarzę, że kiedyś w styczniu i w lutym było już zdecydowanie więcej słońca, aura była po prostu inna, taka bardziej rześka i pobudzająca do życia. Za wiosną tęskniło się nawet nie z braku słońca, co z niechęci do śniegu, kiedy ten zalegał zbyt długo…

      Może to dlatego te witaminy nie działają, nic nie zastąpi słońca i energii jakie ono daje :(.

      W ZdrowoManii będzie więcej tematów psychologicznych, już podczas spotkania z Magdą nagrałam 3 wywiady i przynajmniej 1 jeszcze się pojawi w najbliższym czasie. Drugi nie wiem czy się nada, bo obok nas w kawiarni usiedli i rozmawiali ludzie i nie wiem czy dźwiękowo się to odratuje :(.

  • O boziuniu! Mostek. Też całkiem niedawno próbowałam i … nie wyszło! Pomyśleć, że kiedyś to od tak, z palcem w nosie wychodziło.

    • Dokładnie, jak sobie to człowiek uświadomi, to może złapać doła 😉

  • Nemesis Nave

    Nie martw się, to stan „po grypowy”. Również mi się to dziadostwo przyplątało, dochodziłam do siebie ponad miesiąc. Cerę również uspokajam wszelakimi sposobami. Trzymam kciuki, by dobre samopoczucie nadeszło jak najszybciej!

  • Jak pogoda nie dopisuje to wszystkiego się odechciewa. U mnie pada od 4 dni tzn. leje jakby ktoś wiadra wylewał. Przynajmniej mam czas żeby nadrobić zaległości blogowe i szkolne. Znam ten ból z pryszczami… też jak już się cieszyłam, że znika, to pojawiał się kolosalny wysyp.

    Chociaż od 2 tygodni mam kompletny spokój, nic nie wyskakuje, zero null, cieszę się bardzo z tego i odpukać, mam nadzieję, że nie wróci. Co zrobiłam?

    NIC! Nie używam żadnych kremów na noc i na dzień, tylko pod oczy trochę i co trzy dni lekki krem rano po umyciu twarzy. Staram się twarz myc jak najrzadziej, tylko wieczorem i chociaż była na początku bardzo spięta, wytrzymałam, poszłam spać, a rano była w sam raz, nawet jej nie myję rano codziennie.

    Myślę, że kremy na noc zatykały mi pory i było to świetne środowisko dla rozwoju pryszczy.Teraz skóra sama się regeneruje i kontroluje, jest super!

    • Popieram takie podejście i cieszę się, że Ci służy. Ja cały czas mam dość minimalistyczne podejście do pielęgnacji, nie używam kremów codziennie, moja skóra radzi sobie bez nich. Czasami mam jakieś zrywy i zaczynam ją nawilżać, ale szybko płacę za to pogorszeniem skóry, niestety :(.

      • Anna R

        Aga, a myslalas o tym, zeby calkowicie odstawic kremy na rzecz olejkow? Mnie kremy kompletnie nie przekonuja, tzn ich sklady, nawet te bardziej naturalne. Ja kremow nie uzywam w ogole, jedynie w awaryjnej sytuacji jesli bardzo sie spiesze przed wyjsciem, uzywam tylko olejkow, kwas hialuronowego, i wody termalnej i skora jest wystarczajaco nawilzona. Nie twierdze, ze to dzieki samemu nieuzywaniu kremow skora jest spokojna, bo do mojej cery stosuje holistyczne podejscie, ale moze warto sprobowac?

        • Próbowałam jak brałam pigułki, a teraz się boję, że mnie wysypie 🙁 bez wsparcia od wewnątrz moja skóra jest teraz dużo bardziej podatna na niekorzystne czynniki zewnętrzne. A polecasz jakieś konkretne olejki?

        • Anna R

          Nie chcialabym nic polecac bo nie jestem specjalista, moge jedynie powiedziec jakiego zestawu ja uzywam: olejek z avokado, olejek z pestek truskawki i kwas hial. Od dzisiaj dolaczam tez naturalna wode rozana + na zmiane jasminiwa ktore przywiozlam z Indii. Uzywalam tez malego opakowania olejku do zadan specjalnych i byl swietny, zerknij na google Dr.Hauschka clarifying day oil balances oily, blemished skin.
          Tak na marginesie, Twoj filmik o szczoteczce zmorywowal mnie do zakupu Clarisonica (90 dni money back guarantee pomaga w podjeciu decyzji, w Polsce jest chyba 30) i musze przyznac, ze warto. Zastanow sie jak juz uspokoisz cere 🙂

        • Nieeee, nigdy więcej żadnej szczoteczki do twarzy 😀 to od niej zaczął się mój koszmar i trudno tu winić konkretną szczoteczkę, mnie nie służy nic co mechanicznie oczyszcza skórę, identycznie mam po peelingach, ściereczce z mikrofibry itp. Zainteresuję się olejkami 🙂

  • Magdalena

    Ja hormonów jeszcze nie ogarnelam ale to mydło, które uzywam w połączeniu z dieta wegańską i ponad 2 l wody działa cuda. Co ważne schodzą mi te zaczerwienienia po trądziku. Tak czy siak okresu nadal brak. 🙁

    • A jakiego mydła używasz? Na okres chyba miałaś zacząć brać jakieś leki, nie pomagają jeszcze?

      • Magdalena

        Brałam faktycznie przez miesiąc i okres wystąpił, tak czy siak stwierdziłam, że drugiego opakowania nie biorę. Zrobię niedługo badania i się okaże co dalej, a okres powinnam teraz dostać jakoś w tym tygodniu. I brałam cyclo progynova, kojarzysz? http://www.ufranciszka.pl/wardi_shan-medycyna_arabska/mydlo_do_pielegnacji_skory_z_przebarwieniami.html myję dwa razy dziennie od 13.02 i jest widoczna poprawa. Przebarwienia na policzkach jaśnieją, więc z pewnością pomyślę nad zakupem drugiego mydła, gdy to się skończy. Poczytaj recenzje, ja czytałam i większość pozytywnych. 🙂

        • Irysowa

          Jak masz bardzo zapychajaca sie cerę to tego mydła nie polecam. Mnie zapchało i to dość szybko. Szkoda było mi go wyrzucić to spróbowałam na plecy i tez mnie zapchało…

  • W jednej z krakowskich knajp, Forum Przestrzenie, też są takie pagery jak we wpisie o Korei 🙂 To naprawdę świetny pomysł, sprawdza się zwłaszcza wtedy, kiedy latem czeka się na zamówienie, wygrzewając się na leżaku daleko od baru.

  • I pomyśleć, że kiedyś byłam w stanie zrobić mostek i to ze stania! Czasy młodości, tańca i częstego rozciągania się 😀

  • Też już mam dość pogody i tęsknię do wiosny, ale wymyśliłam sobie że jak nie będę o tym mówić na głos, to nie będę się w ten nastrój zapadać 😛 Także nic nie mówiłam 😛
    Ach ta joga 😀 Też próbuję różnych dziwnych asan, czuję jakby szło mi nieźle ale konfrontacja z lustrem pozbawia mnie złudzeń 😀

    • Haha, mam to samo, w asanie czuję się jak bogini, mam wrażenie, że dokonałam cudu ze swoim ciałem, a potem zerkam w lustro albo na zdjęcie i czar pryska 😀

  • „Chemię” obejrzałam dwa tygodnie temu wspólnie z mężem i mniej więcej w połowie zaczęłam żałować, że nie powiedziałam mu o czym ten film jest. Ryczeliśmy oboje. A „Chce się żyć” to jeden z tych filmów, które uważam za mega pozytywne i motywujące. Uwielbiam!

    Wychodzę właśnie do sklepu, na liście zakupów sezam i pistacje – będzie chałwa! Mam tylko nadzieję, że mój blender poradzi sobie ze zmieleniem sezamu i siemienia.

    Życzę Ci udanego tygodnia, dużo słońca i coraz cieplejeszego, wiosennego wiatru 🙂 I pięknie dziękuję za polecenie mojego wpisu <3

  • Mój czas paszteta przedłuża się tak niemiłosiernie, że to już robi się niebezpieczne. Zawsze jednak miałam problemy z bardzo, bardzo bolesnym i nieregularnym okresem i problemami z cerą, ale okres się uspokoił, uregulował i jest całkowicie bezbolesny od dwóch miesięcy od których to nie jem mięsa. Zastanawiam się czy ma to jakiś związek, bo poza tym nie zmieniłam nic innego. A cera? Od miesiąca nie jem słodyczy i ona zaczyna być ładna. Nie mogę dojść po prostu do siebie ze zdziwienia, bo czy to naprawdę przez wykluczenie tego z mojego jadłospisu?

    • Myślę, że dieta jak najbardziej ma znaczenie. U wielu szczęśliwców zmiana diety wystarcza aby uregulować hormony. Wygląda na to, że się do nich zaliczasz 🙂

  • Ania

    Spróbowałam wczoraj zrobić mostek… poległam! Nie byłam w stanie się unieść na ramionach 🙁 Więc Twoja wersja w porównaniu z moją to jak niebo a ziemia 😀 muszę się wziąć za siebie jeszcze bardziej! M. in. pod Twoim wpływem zapisałam się na jogę – chodzę na zajęcia 2x w tygodniu, cały luty przechodziłam bez żadnych wymówek 😀 to chyba pierwsze zajęcia, na które po prostu chce mi się wyjść z domu i które sprawiają mi wielką przyjemność. No ale chyba muszę dołożyć trochę praktyki w domu, bo jak przyjdzie co do czego, to będzie wstyd przed grupą 😉 Pozdrawiam!

    • Cieszę się, że coraz więcej osób próbuje jogi i odnajduje w niej to co ja, czyli dużo korzyści dla samopoczucia. Na mostek jeszcze przyjdzie czas 😉 ja w wersji klasycznej chyba też bym się nie podniosła… To oparcie dłoni na kostkach bardzo dużo daje.

  • Margaret Sophie

    O matko, bardzo dziękuję za polecenie mojego wpisu! I przede wszystkim ciesze się, że Ci się spodobał 🙂 Będzie jeszcze kilka wpisów o Korei. 🙂
    Mam takie same odczucia co do pogody. 🙁 Wprawdzie nie lubię zimy, ale już wolałabym, żeby wymroziło prawdziwą zimą, a potem nastąpiła prawdziwa wiosna. To pośrednie „coś” na nikogo nie działa dobrze. :/
    Z jogą miałam podobnie. Początkowo niezwykle frustrował mnie brak postępów oraz fakt, że – jak się okazało – nie potrafię wykonać nawet prostych pozycji, które innym przychodzą z łatwością.
    Bardzo pomogła rozmowa z nauczycielką, która wytłumaczyła mi, że wchodząc na matę mam odłożyć na bok ambicje i ego. Że nie chodzi o to, żeby ścigać się z samą sobą i po każdych zajęciach analizować, czy poszło mi lepiej niż ostatnio. Jednym słowem – droga, nie cel. 🙂
    Aktualnie jakieś postępy widzę, na pewno ruszyłam z miejsca z rozciągnięciem, który kiedyś było zerowe i ledwo mogłam zrobić skłon w przód [sic!]. Są pozycje, które przychodzą mi z łatwością, oraz takie, gdzie wciąż jestem na początku drogi. Na pewno należą do nich wszelkie wygięcia pleców w tył, z mostkiem włącznie. W pozycji wielbłąda chce mi się płakać. 😀 Ale na pewno kiedyś w końcu będzie lepiej! 🙂
    Pozdrawiam! 🙂

  • Prześwietnie piszesz o jodze. Że chodzi w niej o drogę, a nie o osiągnięcie celu. Można to właściwie podpiąć pod każdy aspekt życia – dążenie do wymarzonego stanowiska/zarobków/bicia życiówki w bieganiu/podnoszeniu ciężarów itd. itp. Najpiękniejszy jest cały proces, jeżeli on sprawia radość, to już połowa sukcesu 🙂

  • A ja dla odmiany wiosny nie lubię i cieszę się, że pogoda wygląda tak, jak wygląda 😉 Jestem z listopada, może to wyjaśnia moją sympatię dla jesienno-zimowej aury 😀
    Coraz bardziej zaczyna mnie interesować temat jogi i spora w tym zasługa także Twojego bloga! Chętnie sama spróbuję tej formy aktywności, już się powoli rozglądam, gdzie by tu się udać na pierwsze zajęcia 🙂 „Psa z głową w dół potrafisz zrobić to i to dasz radę. Przecież to to samo, tylko w drugą stronę” świetne! 😀 😀
    Mój psiak też uwielbia owoce. Hm, tak w zasadzie, to wszystko uwielbia, żarłok mały.. ;D

  • Domowa chałwa, o mniam! <3 Ha, mój pieseł też wyglądał jak nietoperz, to cecha wielu psiaków, a jaka rozczulająca 🙂

  • Marcelina Kędzierska

    Miałam w głowie pomysł na jogę, ale coś mi nie wyszło… 😉 za to zaczęłam się „fitnesować” 😀

  • Luna jest śliczna <3

  • Oba polecane przez Ciebie filmy uwielbiam!

  • Jaki słodki nietoperz 🙂 Przegapiłam domową chałwę, już nadrabiam zaległości 🙂

  • Agnieszko, wspaniale, że Twój Wojtek jest taki wspierający:) Tak jak napisałaś, w jodze ważny jest proces, droga, a nie cel. Nauczyciele z Indii mówią o tym, że praktykując jogę, nie powinniśmy mieć wobec siebie, swojego ciała żadnych oczekiwań. Joga to nie show, nie widowisko, więc nie każdy z nas musi założyć nogi za głowę czy stanąc na jednej ręce…

    Co do psa, nie mam ale mam kota, który lubi czosnek i cebule (poza wieloma innymi rzeczami), świetnie więc wpisuje w to, co napisałaś o cebuli w jednym z poprzednich wspisów;)

    Film o youtuberach genialnie zrobiony…pod katem montazu, muzyki, przebitek, efektów, no wspaniały jest. Bardzo profesjonalne wykonanie 🙂

  • muszę też zacząć robić więcej zdjęć jogi – by porównywać 🙂 mam takie kostki jak ty 😉 te do jogi oczywiście

  • Ech, zeby faktycznie tak to było, że pies to to samo co mostek tylko odwrotnie 🙂 Wtedy mój pies nie wyglądałby jak kanciata świnia 😛 Przygodę z jogą zaczęłam bardzo niedawno, więc nadal mam nadzieję, że się do tego psa rozciągnę 🙂 I ogólnie w przód – bo z tym u mnie mocno na bakier