Jak szukać pracy w dzisiejszym świecie?

Biorąc pod uwagę fakt, że jestem freelancerem, można się zastanowić czy powinnam doradzać jak szukać pracy, skoro aktualnie mnie to nie dotyczy. Ale tematyka pracy na etacie też nie jest mi obca, bo przecież nie jestem przedsiębiorcą od momentu zakończenia edukacji. Pracowałam na kilku etatach i co więcej – zdarzało mi się występować też w roli osoby odpowiedzialnej za przyjmowanie pracowników. Nawet teraz, kiedy poszukuję podwykonawców do moich projektów, zdarza mi się załamywać tym, jak ludzie nie potrafią zaprezentować się od pozytywnej strony. Bardzo chcę rozwinąć ten temat w jakimś osobnym poście, ale dziś skoncentruję się na czymś innym. Opowiem Wam jak ja szukałam pracy i jakie działania potencjalnych pracowników przekonują mnie jako pracodawcę.

jak_szukac_pracy

Poruszając temat poszukiwania pracy czy też rozpoczynania własnej działalności, muszę zacząć od rzeczy absolutnie najważniejszej, a jest nią… 

Pozytywne nastawienie

Nie jestem optymistką, więc umieszczenie tego punktu na pierwszym miejscu nie jest dla mnie wcale takie oczywiste. Ale moje doświadczenie pokazuje, że to jest bardzo ważne! Na rynku nie ma fajnej pracy dla wiecznych malkontentów i osób niewierzących w siebie. Osobiście jestem zdania, że szukając pracy trzeba być trochę wybrednym, wszak jest to miejsce, w którym spędza się mnóstwo czasu, ale jest różnica pomiędzy szukaniem posady dopasowanej do naszych potrzeb, a negatywnym nastawieniem do szukania pracy ogólnie. A przecież to jest na swój sposób ekscytujące! Zazwyczaj ma to służyć poprawie naszej sytuacji, jest efektem dążenia do czegoś lepszego… Nawet jeśli nie zmieniamy pracy z własnej woli, a zostaliśmy z jakiejś zwolnieni – nowa może przynieść nam coś dobrego. Wiem, co mówię, bo kiedyś straciłam moją naprawdę ukochaną pracę i to był dla mnie koniec świata. O tym jednak opowiem na końcu wpisu, aby prywata nie zdominowała praktycznych wskazówek :).

Postawa proaktywna

W dzisiejszych czasach to bardzo ważne. Internet jest pełen młodych, nastawionych na rozwój i przedsiębiorczych ludzi. Chyba nikogo nie dziwi, że takie osoby na rynku pracy radzą sobie lepiej niż te, które szukania pracy zwyczajnie się boją. To już nie te czasy, kiedy poszukiwanie pracy polegało na przeglądaniu poniedziałkowego dodatku „Praca” do Gazety Wyborczej. Ba, nawet przeglądanie serwisów z ogłoszeniami wydaje się teraz nieco przestarzałe. Więc gdzie szukać pracy i zleceń?

  • bardzo polecam śledzenie stron i profili społecznościowych firm, które Was interesują. Niektóre firmy tylko tam ogłaszają start rekrutacji na jakieś stanowisko. I doskonale to rozumiem i popieram, bo takie ogłoszenie trafia do osób faktycznie zainteresowanych, zarówno daną firmą, jak i przedmiotem jej działalności. 
  • nie krępujcie się również wysyłać CV bezpośrednio do firm, nawet jeśli nie widzicie ich ogłoszeń. Ja tak dostałam propozycję pracy w dużej agencji, kiedy już jako freelancer złożyłam jej swoją ofertę pracy jako podwykonawca. Kiedy pracowałam jako kierownik małej sieci sklepów z bielizną, również otrzymywałam takie CV i jeśli jakieś było interesujące, odzywałam się do tej osoby przy najbliższej rekrutacji. Mało tego – nawet teraz przez bloga zgłaszają się do mnie osoby, które chciałyby coś dla mnie zrobić i zdarzało mi się coś im zlecać. 
  • o networkingu pisałam kiedyś w odniesieniu do freelancingu, ale można to przełożyć również na poszukiwanie etatu. Absolutnie nie potępiam zatrudniania kogoś „po znajomości”. Niestety, patrząc na to jak wielu niepoważnych kandydatów można spotkać na rynku pracy, uważam, że dla pracodawcy zatrudnienie kogoś z polecenia może być dużą oszczędnością czasu i nerwów. 
  • pochwalcie się, że szukacie pracy… Powiedzcie o tym znajomym, zamieśćcie informację na swoich profilach społecznościowych, zarówno tych prywatnych jak i biznesowych. Mam wrażenie, że poszukiwanie pracy to w Polsce trochę temat tabu i coś, czego niektórzy się wstydzą. Nie jest fajnie być bezrobotnym, wiem, ale nie przyznając się do swoich poszukiwań możemy stracić szansę na zdobycie czegoś fajnego. Poza tym w poszukiwaniu pracy nie ma nic obciachowego!
  • warto zarejestrować się w Urzędzie Pracy, nawet jeśli nie wierzycie, że jest to szansa na faktyczne jej zdobycie. Urząd to nie tylko pośrednik w organizowaniu zatrudnienia, ale też duże wsparcie dla osób otwartych na poszerzanie swoich kwalifikacji. Naprawdę gorąco zachęcam do tego, aby sprawdzić ofertę szkoleń i dofinansowań, jakie oferują urzędy w Waszych miastach. Nie piszę tego dlatego, że tak czytałam, tylko znam osoby, które z tego skorzystały i były bardzo zadowolone :). Pamiętajcie też, że posiadanie statusu osoby bezrobotnej może być Waszym atutem w procesie rekrutacji, ponieważ pracodawcy mogą mieć korzyści z zatrudnienia zarejestrowanej osoby. 
    P.s. Przechodziłam kiedyś przez proces rejestracji w Urzędzie Pracy i to nie jest takie straszne :). 

Podnoszenie kwalifikacji

I skoro już wspomniałam o szkoleniach z UP, to zgrabnie przejdę do tematu podnoszenia swoich kwalifikacji. Szkolenia są rzeczywiście świetną opcją i cennym wpisem w CV, ale to oczywiście nie jedyna szansa na poszerzenie swojej wiedzy na jakiś temat. Inne możliwości to m.in.:

  • kursy online – wygodny i niedrogi (a czasami nawet darmowy) sposób na zdobywanie wiedzy i nowych umiejętności, np. obróbki zdjęć czy obsługi jakichś programów. Plusem jest to, że do nauki można usiąść wtedy, kiedy ma się na to czas i ochotę.
  • webinaria – to również opcja podobna do szkolenia, ale bez wychodzenia z domu. Dobra dla osób, które nie potrafią się zmusić do samodzielnej nauki… Na webinarium zazwyczaj trzeba się stawić o jakiejś konkretnej porze, co może stanowić dobrą motywację.
  • blogi eksperckie – może nie udokumentujecie zdobytej na nich wiedzy, ale możecie nią błysnąć podczas rozmowy rekrutacyjnej

Muszę dodać, że uważam ten punkt za bardzo ważny, ponieważ inwestycja czasu w takie działania na pewno się opłaci. Ja po utracie pracy, o której wspomniałam na początku, zawzięłam się, że chcę się zajmować mediami społecznościowymi. Ten temat w Polsce dopiero raczkował, a ja nie miałam doświadczenia w tej dziedzinie. Umiałam obsługiwać Facebooka, ale to podobnie jak 99,9% ludzi w moim wieku, więc oczywiste było, że potencjalnego pracodawcy tym nie przekonam. Założyłam więc jakiś tematyczny fanpage na Facebooku i sukcesywnie zapełniałam go treścią i… obserwatorami, zdobywanymi w sposób uczciwy oczywiście :). Dopiero kiedy mój fanpage się zapełnił, zaczęłam startować na stanowiska z „social media” w tytule. W tym samym czasie odezwały się do mnie dwie firmy i obie w ramach procesu rekrutacji dawały potencjalnym pracownikom zadania do wykonania. Dzięki pracy nad moim eksperymentalnym fanpagem zadania te były dla mnie bardzo proste i pracę w obu tych miejscach dostałam.

Autoprezentacja

Aktualnie internet daje całe mnóstwo świetnych, darmowych narzędzi, które ułatwiają przygotowanie się do poszukiwania pracy i udziału w procesie rekrutacji. Dużo wskazówek na temat CV znajdziecie tutaj, a tutaj możecie skorzystać z bezpłatnej usługi „Fabryki CV”.  Ja w oparciu o moje doświadczenie dodam, że naprawdę warto postawić na CV kreatywne. To oczywiście zależy od branży, ale kiedy startujecie na kreatywne stanowiska, np. do marketingu, ma to spore znaczenie. Moje pierwsze kreatywne CV zrobił mi kolega grafik i to był strzał w 10tkę! Wtedy nie było to jeszcze zbyt popularne, więc moje CV naprawdę się wyróżniało i każdy oceniał je bardzo pozytywnie. Warto jednak pamiętać, że taki dokument nie może stracić na swojej czytelności. Czcionka powinna być wyraźna, a treść nieprzegadana. Pamiętajcie też, aby CV było spersonalizowane. Jeśli nie jesteście zdecydowani na konkretne stanowisko, być może musicie przygotować sobie kilka CV i w każdym z nich podkreślić inne, dostosowane do danego miejsca pracy mocne strony.

Kiedy Wasze CV zrobi robotę i zostaniecie zaproszeni na rozmowę, przemyślcie jak się na niej zaprezentować. Polecam prezentacje dostępne na stronie Zielona Linia, dowiecie się z nich ciekawych rzeczy na temat mowy ciała, poznacie wskazówki dotyczące stroju, negocjacji itp. Jeśli chodzi o dress code, to sama mam co do niego mieszane uczucia, być może to kwestia branży. Na rozmowę do mojej ostatniej etatowej pracy poszłam w… kaloszach. Fakt, że to były eleganckie kalosze 😉 ale wiem, że dla niektórych może to być oburzające. Jednak ja miałam świadomość, że idę w miejsce, w którym panują dość luźne zasady i intuicja podpowiadała mi, że wystrojenie się w szpilki, ołówkową spódnicę i białą koszulę z kołnierzykiem to nie jest to, czego oczekuje ode mnie potencjalny pracodawca. Kiedy wychodziłam z domu lał deszcz, więc miałam na sobie czarne kalosze, t-shirt z nadrukiem, czarną marynarkę i dżinsy. Ta luźna stylizacja nie przeszkodziła mi w zdobyciu tej pracy, ale gdybym przyszła tak ubrana na rozmowę z dyrektorem banku, pewnie wynik tej rozmowy byłby przesądzony już na samym starcie. 

Podsumowując… 

To teraz czas na obiecaną historię mojej ostatniej zmiany pracy.  Tak jak wspomniałam na wstępie – prawie 6 lat temu straciłam moją ukochaną pracę. Taką, do której codziennie rano chodziłam z przyjemnością i w której panowała rodzinna atmosfera. Taką, w której byłam doceniana, pozytywnie motywowana i lubiana… Kiedy usłyszałam o likwidacji mojego działu, rozryczałam się. Autentycznie, usiadłam przy swoim kochanym biureczku i ryczałam, więc oczywiście zostałam wysłana do domu, gdzie cały dzień spędziłam w łóżku dalej wyjąc w poduszkę. Płakałam nie tylko z powodu konieczności odejścia z tamtego miejsca, ale również dlatego, że w tamtym momencie runęły wszystkie moje plany. Byłam akurat na etapie szukania mieszkania do wynajęcia, bo wreszcie mogłam sobie pozwolić na wyprowadzenie się od rodziców. Wierzcie mi, że wtedy trudno mi było spojrzeć w przyszłość z optymizmem. Później jednak życie pokazało, że to było najlepsze co mogło mnie wtedy spotkać, serio. Raz, że straciłam tę pracę akurat w momencie, kiedy moja babcia ciężko zachorowała i potrzebowała mojej uwagi i opieki, a dwa, że dzięki temu zmieniłam pracę na bardziej rozwijającą. Nowa praca była ciekawa, wiele mnie nauczyła i przede wszystkim doprowadziła mnie tu, gdzie teraz jestem, czyli do własnej działalności. A z szefostwem, które wtedy musiało mnie zwolnić, tworzę teraz ZdrowoManię (to pani Aldona, Aleks i jeszcze jeden ex-szef, który póki co nie ujawnił się przed kamerą ;)). Takie oto koło zatoczyła ta historia :). 

Ale ale, muszę wspomnieć o czymś jeszcze! Nie bez powodu napisałam Wam, że dobrze jest śledzić strony firm, w których chcielibyście pracować. Ja tak miałam z moją ostatnią etatową pracą… Kiedy trafiłam na fanpage tej firmy, codziennie zaglądałam do ich starych albumów i podziwiałam panującą u nich atmosferę. Chciałam stać się częścią tej społeczności i brać udział w realizowanych przez nich projektach. Jako że byłam wtedy bezrobotna, naprawdę było to moim dużym marzeniem, początkowo trochę nierealnym… Ale udało się, dostałam pracę w tym i jeszcze innym miejscu i postawiłam właśnie na to, które wcześniej tak bezczelnie podglądałam na Facebooku :). I choć ostatecznie wylądowałam „na swoim”, to moje poprzednie etaty wspominam bardzo ciepło. Ukształtowały moje potrzeby, umiejętności… Jestem za to wdzięczna moim byłym pracodawcom. 

Trzymam kciuki za Wasze spełnione marzenia i idealne miejsca zatrudnienia. Mam nadzieję, że wykazując postawę proaktywną uda Wam się podbić rynek pracy!

Wpis powstał w ramach współpracy z portalem Zielona Linia, na którym znajdziecie bardzo wiele informacji i cennych wskazówek, jak poruszać się po rynku pracy. 

Kategorie: Freelance, Rozwój osobisty

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Raz w życiu stanęłam po drugiej stronie czyli rekrutera. Załamałam się widząc niektóre cv: bez telefonu, zdjęcia, sformatowanego tekstu. Od tamtej pory na swoje cv zwracałam jeszcze większą uwagę i zaczęłam dostosowywać cv do stanowiska

    • Też miałem kiedyś okazję oglądać CV zgłaszających się na poważne stanowiska. I byłem załamany, część ludzi serio chyba nie wie jak powinno wyglądać CV 😉

      • To prawda. Najgorsze było dla mnie to, że część tych osób znałam osobiście i nie sądziłam, że potrafią w oficjalnych dokumentach zrobić taki chaos 😉

  • Szczerze mówiąc CV będzie wypierane przez spis aktywności: w jakich projektach braliśmy udział, jakie sukcesy odnieśliśmy, KONKRETNY opis działań (a nie suchy opis stanowiska typu „project manager i koniec”), linki do artykułów jeśli takowe publikowaliśmy, bloga jeśli go posiadamy. Pokolenie Y, które stanie się pracodawcami (lub już nimi są) po prostu ma inne metody.

  • Ja ogólnie mam strasznie dużo doświadczeń związanych z tym tematem (pewnie co bardziej konserwatywni rekruterzy mogliby mnie nazwać job hopperem 😉 i większość z nich jest bardzo negatywna. Byłam na rozmowach i w małych, rodzinnych firmach gdzie odpowiadasz przed prezesem-właścicielem i u wielkich graczy. Pokolenie X powoli odchodzi do lamusa (przepraszam was za takie słowa ale millenialsów jest coraz więcej na rynku pracy ;)) i pracodawcy i rekruterzy muszą się nauczyć być bardziej elastyczni.

    Jestem w tej komfortowej sytuacji że mam parę lat doświadczenia, pracuję od prawie 6 lat na umowę o pracę i mieszkam w stolicy, gdzie praca jest i mogę wybierać i przebierać. Potencjalni pracodawcy nie są gotowi pójść na podstawowe ustępstwa, takie jak elastyczny czas przyjścia do pracy czy home office w razie potrzeby i są zdziwieni, że 90% kandydatów rezygnuje przed zakończeniem procesu. Co ciekawe, dla mnie to są podstawowe rzeczy, a większość moich znajomych, zwłaszcza w konserwatywnych branżach, może o nich zapomnieć. Cóż, dlatego wybrałam marketing, a właściwie on wybrał mnie 😉

    Zgadzam się też z Twoim akapitem o ubiorze – dla wielu ludzi to nie do pomyślenia że ubieram się w mocno casualową koszulę, jeansy i mokasyny.

    Dostałam przysłowiowego prztyczka w nos, bo szef w obecnej pracy poprosił o HR-owanie w pierwszym etapie (nie zna polskiego). Poraził mnie poziom CV i ogólnie kandydatów, którzy nie zamieszczali numeru telefonu, albo mieli ustawione „Ona tańczy dla mnie” jako piosenkę na czekanie. Brr. Ciągle uważam jednak, że zwłaszcza firmy headhunterskie powinny traktować potencjalnych kandydatów mniej jak KPI, a bardziej jak ludzi 🙂

    • Rynek pracy byłby piękniejszym i przyjemniejszym miejscem, gdyby pracodawcy byli bardziej elastyczni i pozwalali na przykład na te wspomniane przez Ciebie ruchome godziny pracy czy home office. Brak takiej możliwości to jest to, co dla mnie skreśla etat.

  • Od siebie dodam jedną rzecz. Warto szukać pracy cały czas i traktować to jako ciągły proces. Wynik, czyli znalezienie zatrudnienia, ma nas zaskoczyć i przerwać ten proces. Widzę, że dużo ludzi szuka pracy, czyli wysyła CV, przez kilka dni. Po takim krótkim czasie zaczynają proces „czekania od odpowiedź”.

    • To prawda, sama tak kiedyś robiłam i też uważam to za błąd.

  • Z mojej perspektywy, jako osoby, która od pewnego czasu zatrudnia pracowników, mogę powiedzieć, że pierwsze wrażenie jest ogromnie ważne. I nie tylko to osobiste, podczas rozmowy, ale przede wszystkim – to podczas wysyłania CV. Mnóstwo CV jest niepodpisanych imieniem i nazwiskiem, są brzydkie, zrobione w Wordzie i niedopasowane do stanowiska, na które się aplikuje (nie wiem, skąd to przeświadczenie, że trzeba wypisać absolutnie każde doświadczenie zawodowe, a nie tylko to pasujące do stanowiska), potem brak odpowiedzi na maile, nieodbieranie telefonów, nieprzychodzenie na rozmowę. Z tym ostatnim jest np. tak, że pisała kiedyś do mnie dziewczyna, z którą umówiłam się na rozmowę, nie przyszła, przestała odbierać telefon, odrzucając połączenia. Po kilku miesiącach prowadziłam ponowną rekrutację i znajome nazwisko pojawiło się w mailu. Sprawdziłam, to była ta sama dziewczyna i przyznaję, że nie dałam jej żadnej szansy w tej rekrutacji, bo miałam w pamięci złe doświadczenia sprzed kilku miesięcy.

    • Też wielokrotnie spotkałam się z tym zjawiskiem nieprzychodzenia na rozmowę (bez ostrzeżenia). Totalny brak szacunku dla czyjejś pracy i czasu 🙁

  • Ja kiedys dodalam zdjecie w kapeluszu do cv, nie przykladalam do tego zadnej wagi i wydawalo mi sie to takie cool i dostalam prace wlasnie glownie dlatego, ze wyroznilam sie na tle innych i moj pracodawca odebral mnie jako osobe kratywna i odwazna! 😀 takze zgadzam sie co do tego, zeby sie wyroznic, bo to baaardzo bardzo pomaga.

  • Czytam to i uświadamiam sobie jak bardzo brakuje mi pracy… Jak wiesz, jestem chwilowo bezrobotna, a na pracę w DE, z powodu braku znajomości języka, raczej nie mam szans. Coraz częściej myślę, aby „uderzyć” w pracę, którą będę mogła wykonywać zdalnie… Rozglądam się za różnymi kursami czy szkoleniami online i będę działać 🙂
    Niestety, moim problemem jest to, że wmawiam sobie, że się do niczego nie nadaję 🙁 Całe swoje zawodowe życie, spędziłam w jednej firmie, która zajmowała się bardzooooo specyficzną branżą. W zasadzie w tej branży, w Polsce, są jeszcze tylko dwie firmy… Martwię się, że moje kwalifikacje są po prostu zbyt „wąskie”, no i bardzo specyficzne…
    I jeszcze jedno… Też miałam okazję stać po drugiej stronie podczas rekrutacji. Tzn. byłam na miejscu osoby weryfikującej CV. I choć moje kompetencje w tym zakresie są praktycznie żadne to przyznaję, że mi ręce opadały jak widziałam CV przychodzące z adresu „misiaczek@….” i np. z załączonym zdjęciem z wakacji 🙂 (o treści, układzie CV, itd. to już nawet nie chcę wspominać :))

    • Pomysł z pracą zdalną jest bardzo dobry. Specjalizację możesz mieć wąską, ale pewne umiejętności są dość uniwersalne. Może przydałyby się w innej branży?

      • Pewnie masz rację, ale wiesz jak to jest… Jestem na takim etapie, gdzie sama sobie szkodzę i sama sobie wyszukuję problemów, choć jednocześnie chciałabym coś zmienić. No generalnie nie dogodzisz 🙁

  • Dużo przydatnych wskazówek 🙂 Przyznam, że wchodziłem na ten wpis nieufnie – przecież wiem że nie pracujesz na etacie, a tu proszę! 🙂
    Dla osób poszukujących pierwszej pracy dodałbym jeszcze, że warto poświęcić trochę czasu i iść na praktyki (nawet te bezpłatne) lub staż. Jeśli się wykażemy, istnieje spora szansa na zatrudnienie, a poza tym to zawsze jakieś praktyczne doświadczenie w CV.
    Dawid
    ps. zdjęcie się nie ładuje 🙁

  • Podobno średni czas jaki osoby rekrutujące przeznaczają na “skanowanie” CV to 6 sekund.
    W tym dość krótkim czasie zapada decyzja o tym czy zagłębić się w szczegóły doświadczenia kandydata czy odrzucić aplikację.
    Dlatego całkowicie się zgadzam z tym, że musimy zadbać o profesjonalny wygląd CV, które przyciągnie uwagę na trochę dłużej niż 6 sekund, a w rezultacie zaowocuje zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną.

    Kolejną opcją jest zamieszczenie swojego CV online na portalu jak Linkedin czy Goldenline. Zapewni to dostęp do informacji o nas innym, którzy a nóż mogą zaproponować nam możliwości współpracy o których nie dowiedzielibyśmy się wysyłając wyłącznie CV na zamieszczone ogłoszenia.

  • W kontekście poszukiwania pracy mimo 30 lat na karku mam spore doświadczenie. Byłam frerlancerem, pracowałam na etacie (zarówno umowa zlecenie jak i umowa o pracę). W Urzędzie Pracy byłam zarejestrowana 3 razy, na różnych etapach mojej zawodowej drogi i za każdym razem niestety wspominam to bardzo źle. Choć i tak sporo się zmieniło od momentu, gdy byłam tam pierwszy raz. Jeśli ktoś decyduje się na staż w UP polecam wybranie dziedziny, z którą wiąże swoją ścieżkę zawodową. Ja po wykształceniu w turystyce i aspiracjami, by pracować w sporcie, który jest moją pasją, trafiłam ostatecznie do … pasmanterii (nie wiem, kto tam i czy w ogole dopasowuje profile kandydatów, za pierwszym razem, gdy miałam rozmowę o staż usłyszałam „Kto i po co Panią tu przysłał? „), pracowałam 5 dni w tygodniu, 9 godzin dziennie za 450 zł miesięcznie. Dla dziewczyny, która nigdy nie mogła liczyć na wsparcie od rodziców to była fajna kasa. Dziś po raz drugi nie zdecydowałabym się na to, co więcej podczas mojego ostatniej rejestracji w UP Pani oznajmiła mi, że ta nieszczęsna pasmanteria przekreśla mi możliwości, które UP mógłby zaoferować. Niedawno mój pracodawca zbankrutował i podobnie jak Autorce mój świat się zawalił. Na razie wciąż szukam, ale możliwe, że ponownie będę musieć pójść do Urzędu (dostaję białej gorączki na samą myśl). Dobrze się stało o tyle, że mimo fantastycznej atmosfery w poprzedniej pracy, męczyły mnie nadgodziny, praca w piątki świątki i być może czeka mnie coś fajnego. A może w końcu się odważę na freelance w kierunku mojej pasji :). Wszak mam wykształcenie i doświadczenie tej dziedzinie, kilka innowacyjnych pomysłów. Może warto spróbować?

    • Na pewno warto spróbować! Możesz równolegle testować freelancing i szukać pracy. Być może to drugie z czasem przestanie Ci być potrzebne. Trzymam kciuki 🙂

  • Dzięki Aga! A ja jutro idę właśnie do UP 🙂 Boję się jak cholera, ale planuję założyć własną firmę! Motywujesz 😉

    • Zakładanie własnej firmy też dobrze zacząć od wizyty w UP, bo można wybadać temat dofinansowań 🙂 powodzenia!

  • Bardzo przydatny wpis. Od siebie dodam, że czasem rekruterzy/pracodawcy przeglądają nasze konta społecznościowe, więc umieszczanie tam np. słynnego „szlachta nie pracuje”… no cóż, nawet nie skomentuję 🙂 Selfie z łazienki w CV moim zdaniem też nie jest dobrym pomysłem, a widziałam i takie… 🙂

  • Ania

    Ja dodam I siebie ze dzięki rejestracji jako osoba bezrobotna dostajemy ubezpieczenie zdrowotne. Ja rejestrowałam sie kilka razy i tylko żeby miec ubezpieczenie, process jest teraz kroki i prawie bezbolesny 😛

    • To prawda, zapomniałam o tym ubezpieczeniu 🙂 ważna sprawa.

  • Niestety też podpisuję się pod wcześniejszymi komentarzami. Kiedy rekrutowałam do pracy dostawałam maile o treści „Hej, oto moje CV”, albo nawet bez żadnej treści, z maila typu „buziaczek”. Już nie mówiąc o zawartości CV. Zazwyczaj te osoby mają największy problem ze znalezieniem pracy i mają najwyższe, wręcz kosmiczne oczekiwania.
    Teraz ja sama szukam pracy i… po 10 razy sprawdzam moje dane, czy nie ma literówek i głupich błędów. Coś takiego jak „odpowiedniość” chyba wychodzi z użycia, dlatego fajnie, że o tym piszesz.